Reklama

Z muzyką i energią przez życie

Jest niezwykle pozytywną i sympatyczną osobą, która należy do Zespołu Regionalnego “Pałuki” od 1993 roku. Choć jak sama twierdzi nie ma wyjątkowego głosu, to chętnie angażuje się w różne aktywności muzyczne i nie tylko. Pomimo dostojnego wieku nadal znajduje siłę na hobby. - Każdy występ miał w sobie coś niezwykłego, ponieważ miło spędzaliśmy czas, bawiliśmy się świetnie, a do tego poznawaliśmy miłych ludzi - mówi Brygida Nogowska, 91-letnia mieszkanka Kcyni. W rozmowie uczestniczyła Renata Gaj-Kowalska kierownik Zespołu Regionalnego “Pałuki”.

 Angelika Uścińska: - Początki na scenie bywają różne. Niektórzy chętnie występują, ale są osoby, które mają wiele wątpliwości i nie jest łatwo je przekonać do śpiewania. W jakich okolicznościach zaczęła pani występować i śpiewać z innymi?

Brygida Nogowska: - Jeszcze paręnaście lat temu w Gminnym Centrum Kultury i Biblioteki im. Klary Prillowej w Kcyni był chór dla seniorów, który prowadziła pani Michalska, moja sąsiadka. To właśnie ona namawiała mnie, żebym dołączyła do tej grupy, ponieważ będą mogła nie tylko pośpiewać, ale i spędzić czas z innymi. To było mniej więcej w latach 90. Gdy szła na próbę, to przychodziła do mojego domu i mówiła: dalej Bridziu, idziemy. Nie mogłam jej odmówić. Chór nie liczył zbyt wielu członków, ale spotykaliśmy się i razem śpiewaliśmy piosenki ludowe, kolędy. Od razu dodam, że nie mam jakiegoś specjalnego głosu jak Irena Santor, jednak z ogromną przyjemnością przychodzę na próby. Tak właśnie zaczęła się moja przygoda ze śpiewaniem.

Reklama

- Chór był miejscem, w którym czuła się pani bardzo dobrze. Nie tylko pani tu śpiewała, ale także spędzała miło czas. Jak to się stało, że pani dołączyła do Zespołu Regionalnego "Pałuki"?

- Okazało się, że w tym samym miejscu działa również Zespół Regionalny “Pałuki” i to od 1956 roku. Jakoś tak wyszło, że w 1993 roku przeszłam z chóru do zespołu. Ogólnie zespół dzieli się na różne sekcje: kapela, śpiewacy, tancerze i zespół dziecięcy. Jestem tylko w sekcji chórzystów, która aktualnie ma najwięcej członków. Cieszy mnie to, że zespół jest otwarty na każdego niezależnie od wieku. Zdarzało się, że nawet całe rodziny przychodziły na próby. Kiedyś moja córka i wnuczka również należały do zespołu, ale niestety przeprowadziły się do Anglii.

Reklama

- W zespole jest pani bardzo długo, a to oznacza, że koncertowała pani w wielu miejscach i dla różnej publiczności. Które występy pani wspomina najmilej?

- Gdy dyrektorką była jeszcze pani Jadwiga Kątnik, to były organizowane najróżniejsze wyjazdy. Aktualnie nadal bardzo często koncertujemy w różnych miejscach. W 1996 roku wybraliśmy na 14-dniową wycieczkę po Europie. Zwiedziliśmy 12 państw, a zaczęliśmy od ówczesnej Czechosłowacji. Występowaliśmy w strojach Pałuckich dla Jana Pawła II na Placu św. Piotra w Rzymie. Zaśpiewaliśmy piosenkę “Polskie kwiaty”. Niestety papież nie mógł do nas zejść, ponieważ był przeziębiony. Włoska telewizja przekazywała mu relacje z tego występu. Pamiętam to jak machał do nas z okna. Bardzo się cieszył, że dla niego wystąpiliśmy. Nawet telewizja polska pokazywała fragment naszego występu. Bardzo miło wspominam występy w naszych górach, a dokładnie na "Tygodniu Kultury Beskidzkiej". Wszyscy dziwili się, że w Polsce centralnej jest taki zespół, a do tego ma tak piękny i kolorowy strój. Tym bardziej że nasz strój nie jest tak popularny jak te np. z południowej części Polski. Trzeba przyznać, że potraktowali nas bardzo miło. Występowaliśmy w Polsce i za granicą. Zawsze nasze występy były nagradzane brawami. Na przykład na "Tygodniu Kultury Beskidzkiej" pojawiło się wiele zespołów zagranicznych. Nie spodziewałam się, że nasz śpiew spodoba się tym zagranicznym zespołom. Miałam takie wrażenie, że bardziej nas doceniają niż sami Polacy.

Reklama

- Zespół koncertuje bardzo często i w różnych miejscach. Do tego ma swoją tradycję, która nawiązuje do Pałuk. Wybór repertuaru również nie jest przypadkowy. Jaka jest pani ulubiona piosenka?

- Nasz repertuar jest bardzo rozbudowany, jednak najbardziej podoba mi się piosenka: “Gdy na Pałukach lato”. Jest to utwór bardzo melodyjny, a do tego ma piękny tekst, który opowiada o naszym regionie. Poza tym w tytule jest słowo Pałuki, które nawiązuje do nazwy naszego zespołu. Ogólnie uwielbiam śpiewać o Pałukach, gdyż to taka nasza mała ojczyzna.

Reklama

- Już wcześniej wspominała pani, że zespół koncertuje w Polsce i za granicą. Podczas takich wyjazdach zdarza się wiele nieplanowanych, mniej lub bardziej przyjemnych przygód. Jakie wyjątkowe sytuacje zapisały się w pani pamięci?

- W każdym życiu są tylko przygody. Kilka ciekawych sytuacji zdarzyło się w trakcie podróży. Kiedyś w drodze do Wągrowca zepsuł się autobus i musieliśmy czekać na zastępczy. Skorzystaliśmy z okazji i przeszliśmy się nad jezioro. Na granicy we Włoszech na początku nie chcieli nas wpuścić. Musieliśmy pokazać, ile pieniędzy mamy ze sobą, gdybyśmy mieli za mało, to by nas odprawili. Wtedy panowały tam takie zasady. Ciekawa sytuacja wydarzyła się również, zanim wjechaliśmy do Włoch. Pan Stasiek miał ze sobą przedwojenną harmonię i z tego powodu nie chcieli przepuścić nas przez granicę. Warunek był taki, że pan Stasiek miał zostawić harmonię w muzeum, a po zwiedzaniu Włoch mógł ją odebrać. Ś.p. pan Stasiek powiedział, że żonę by zostawił na granicy, ale nie harmonię. Bardzo o nią dbał w czasie wojny, ponieważ obawiał się, że zostanie zniszczona albo zabrana przez Niemców. Na szczęście pan z muzeum dał nam odpowiednie pismo, dzięki któremu problem został zażegnany. I tak właśnie harmonia zwiedziła Włochy. Piękne były również spacery po Wenecji, a to zwiedzaliśmy Budapeszt nocą. Byłam również w Niemczech. Wybraliśmy się tam wraz ze starostą. W trakcie koncertów bywało tak, że panie siedziały na ławce na scenie. Gdy zakończył się występ, to przez tę panią, która szybciej wstała, a siedziała na samym krańcu, to te z drugiego końca leciały do tyłu. Jedna z pań z naszego zespołu miała taką przygodę. Na szczęście pani nic złego się nie stało, a cała sala zaczęła się śmiać. Gdy wyjeżdżaliśmy, to mieliśmy różne miejsca zakwaterowania. Na Przeglądzie Zespołów Weselnych w Kadzidle zaprowadzono nas do jednej sali w przedszkolu, gdzie mieliśmy spać na materacach. Nasz zespół liczył wtedy 25 osób. Pani Terenie była bardzo zadowolona i zaczęła robić fikołki. Tych przygód było tak wiele i miło jest je powspominać.

Reklama

- Praca w grupie nigdy nie jest łatwa. Do tego zespół nie tylko podróżuje, ale również poświęca dużo czasu na próby i doskonalenie swoich umiejętności. Czego nauczyła się pani będąc w zespole?

- W zespole spotykają się różne charaktery, więc każdy z nas może mieć inne zdanie na jakiś temat. Jednak to nie powinno stać na przeszkodzie, aby wspólnie występować czy spędzać czas. Wiadomo, że są złe i dobre dni, ale trzeba być pozytywnie nastawionym. Myślę, że przez te lata nauczyłam się jak pracować, bawić się i spędzać czas w grupie, aby nie doszło do kłótni. Nie można być złośliwym czy niemiłym dla drugiego człowieka, ponieważ to wprowadza nieprzyjazną atmosferę. Muszę przyznać, że nasza kierowniczka Renata Gaj-Kowalska jest niezwykle sympatyczną osobą, która dobrze opiekuje się naszym zespołem, a to również sprawia, że człowiek chętnie uczestniczy w różnych aktywnościach zespołu.

Reklama

- Osoba z takim doświadczeniem życiowym może pochwalić się wieloma osiągnięciami. Które z nich w swoim życiu oraz w historii zespołu uważa pani za najważniejsze?

- Myślę, że wielkim osiągnięciem w moim życiu to fakt, że otaczają mnie bardzo mili ludzie, którzy sprawiają, że czuję się dobrze w ich towarzystwie. Bardzo doceniam takich ludzi i cieszę się, że są w moim życiu. Jestem dumna z moich dzieci, z córki i syna. Pomimo wieku staram się być aktywna. Dwa lata temu, a wtedy miałam 89 lat, leciałam samolotem do córki do Anglii. Wydawało mi się, że siedzę w autobusie i nawet nie byłam pewna, kiedy ta podróż minęła. Cieszę się, gdy jako zespół zdobywamy różne nagrody. Możemy się pochwalić tym, że zdobyliśmy nagrodę imienia Oskara Kolberga w 2006 roku w Przysuchej tak samo jak nasza założycielka zespołu Klara Prillowa w 1956 roku. To zaszczyt być w takim zespole!

Reklama

- Zespół jest pani wielką pasją. Jednak na pewno to nie jedyna rzecz, która przynosi pani radość w życiu. Co lubi pani jeszcze robić w wolnym czasie?

- Zawsze zapisywałam wszystkie koncerty na kartkach, więc można powiedzieć, że prowadziłam taką małą kronikę naszego zespołu. To sprawiało mi wiele przyjemności. Byłam członkiem Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych. Zawsze w środę przychodziłam tutaj i prowadziłam wspólnie biuro. Dodatkowo uwielbiam pracować w ogrodzie, a mam taki z warzywami i z kwiatami. Mój ulubiony kwiat to stokrotka.

Reklama

- Jest pani bardzo energiczna, a do tego pozytywnie nastawiona do życia, więc pomimo wieku wiele dobrego może panią jeszcze spotkać. Jakie plany ma pani na przyszłość?

- Żyję dniem dzisiejszym. Staram się cieszyć każdym dniem. Dopóki pozwoli mi zdrowie, to bardzo chętnie będę przychodzić na próby i występować razem z zespołem. Codziennie wieczorem chodzę do kościoła. Poza tym chcę spędzać dużo czasu z rodziną.

- Dziękuję za rozmowę.

Angelika Uścińska, 6 XII 2021

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości