Reklama

Z nowymi informacjami

Okładka książki Grażyny Niemczynow-Burchart o Jadwidze, Romanie i Marii Piotrowiczach

Drugie wydanie, książka, Piotrowicz, Jadwiga, Roman
     Z nowymi informacjami
    Nie minął rok od ukazania się książki poświęconej Jadwidze i Romanowi Piotrowiczom, a już czytelników cieszy jej druga edycja. Bogatsza o nowe fakty i zdjęcia, a przede wszystkim dobrze wydana.

     W tym miejscu musimy się cofnąć do 2013 roku, w którym I Liceum Ogólnokształcące w Żninie obchodziło 90-lecie założenia. Po uroczystej akademii gros absolwentów szkoły, szczególnie roczniki, które zdawały maturę na przełomie lat 40. i 50., doszło do przekonania, że należałoby bardziej (niż na akademii) docenić i uhonorować ludzi, bez których szkoła by nie istniała. Mówimy o Jadwidze i Romanie Piotrowiczach.
     Pochodzili z terenu zaboru rosyjskiego. Małżeństwo to przyjechało do Żnina na początku lat 30. ubiegłego stulecia, by uczyć w Prywatnym Koedukacyjnym Gimnazjum im. Braci Śniadeckich. Pani Jadwiga (trzy lata starsza od męża) uczyła języka polskiego, a pan Roman matematyki i astronomii. Oboje od początku byli szanowanymi profesorami. Zdobyli szacunek uczniów, ale też zaufanie grona pedagogicznego, rodziców i władz, bo w 1937 roku Roman Piotrowicz otrzymał propozycję objęcia funkcji dyrektora szkoły. Dwa lata później wybuchła II wojna światowa, a Piotrowiczowie wraz z córką Marią wyjechali. Lata wojny spędzili pod Warszawą. Ich córka wstąpiła do Armii Krajowej. W sierpniu 1944 roku, jak większość żołnierzy AK, poszła walczyć w Powstaniu Warszawskim, dostała się do niewoli i została rozstrzelana przez Niemców w wieku 22 lat. Córka Piotrowiczów zginęła, rodzice przeżyli tragedię, tym większą, gdyż było to ich jedyne dziecko. A trzeba dodać, że Jadwiga Piotrowiczowa urodziła ją mając 42 lata. W 1945 roku małżeństwo wróciło do Żnina. Roman Piotrowicz przystąpił do organizowania od nowa gimnazjum i liceum. Kto wie, czy gdyby nie to jego ówczesne zaangażowanie, szkoła po wojnie odrodziłaby się. Dzięki niemu uczniowie, którzy lata wojny spędzili na miejscu i ci, którzy wrócili z zesłania do GG, mogli kształcić się w Żninie. Roman Piotrowicz, grono pedagogiczne i szkoła byli solą w oku ówczesnej władzy. Przez nomenklaturę i UB szkoła była obserwowana, bo pełno było w niej dzieci tzw. kułaków (rolników indywidualnych), spekulantów (właścicieli sklepów detalicznych) i inteligencji (nauczycieli, lekarzy). Szkołą kierował Roman Piotrowicz i mniej więcej od 1947 roku władza szukała sposobu, by się go pozbyć. Pretekst znalazł się pod koniec 1949 i z dniem 1 grudnia tego roku Roman Piotrowicz musiał zrezygnować z pełnionej funkcji. Oboje Piotrowiczowie nadal uczyli w szkole, aż do przejścia na emeryturę. Jadwiga Piotrowicz zginęła w wypadku w 1968 roku, a jaj mąż zmarł w 1971 r.
     Losy Państwa Piotrowiczów opisała ich uczennica i absolwentka żnińskiego liceum (rocznik 1950) Grażyna Niemczynow-Burchart. Ale inicjatywa związana z uhonorowaniem Piotrowiczów była dużo szersza i obejmowała większe grono absolwentów. Nie ograniczała się tylko do wydania poświęconej im książki. Chodziło przede wszystkim o to, by na murach dawnego Gimnazjum i Liceum (dziś CKU) odsłonić tablicę poświęconą trojgu Piotrowiczom. Inicjatywę pod swoje skrzydła wzięło Żnińskie Towarzystwo Kultury wraz z prezesem Stefanem Czarneckim. W 2014 roku została odsłonięta tablica, a premierę miała książka Grażyny Niemczynow-Burchart. Teraz ukazuje się jej druga edycja.
     Jak powiedziała autorka, drugie wydanie jest bogatsze o wcześniej nieznane fakty na temat Piotrowiczów oraz o zdjęcia. W pierwszym przypadku chodzi o udział Romana Piotrowicza w demonstracji w trakcie szkolnej akademii poświęconej 50. rocznicy śmierci Mikołaja Gogola w płockim gimnazjum. Za udział w demonstracji został relegowany ze szkoły. Zdjęcie, o którym mówiła Grażyna Niemczynow-Burchart, pochodzi z końca lat 30. i przedstawia Jadwigę Piotrowicz z księdzem oraz grupą kobiet, najprawdopodobniej członkiń jakiegoś zgromadzenia katolickiego wówczas w Żninie działającego.
     - Miałam zdjęcia Jadwigi Piotrowicz, kiedy była dzieckiem, z wczesnych lat okresu mławskiego i w podeszłym wieku. Nie miałam fotografii przedstawiającej ją w wieku średnim, z okresu żnińskiego. Udało mi się ją pozyskać na cele publikacji i moim zdaniem stanowi ogromną wartość, bo dodatkowo jest dowodem na to, że pani Piotrowiczowa przed wojną aktywnie uczestniczyła w towarzyskim życiu mieszkanek Żnina - powiedziała autorka.
     Książka zawiera kilka ciekawych, anegdotycznych i mało wcześniej znanych informacji. Jak chociażby tę, że Jadwiga Piotrowicz jako studentka Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie chciała pójść do Jamy Michalikowej na występy Zielonego Balonika i posłuchać gry Przybyszewskiego, ale nie pozwoliła jej na to rodzina, która uważała, że nie wypada tam bywać panience z dobrego domu. To, że po studiach, w czasie I wojny światowej mieszkała z siostrą Haliną Poniatowską w Warszawie. A kiedy Jadwiga Piotrowicz dowiedziała się o tym, że jej mąż ma objąć funkcję dyrektora szkoły w Żninie, to zemdlała z wrażenia i potrzebne były sole trzeźwiące.
     - Zgromadzenie nieznanych faktów nie było łatwe. Wiele z zawartych w książce informacji nie było wcześniej znanych i dostępnych. Dlatego tym większą mam satysfakcję z tego, że czytelnicy będą mogli się z nimi zapoznać - powiedział Grażyna Niemczynow-Burchart.
     Należy w tym miejscu podkreślić, iż fotografie są bardzo mocną stroną tej publikacji. Są unikatowe, pochodzą z prywatnych zbiorów i w większości wcześniej nie były publikowane. Przedstawiają nie tylko Piotrowiczów i ich córkę, ale też życie szkoły oraz szkolne świadectwa, legitymacje, a nawet zeszyty z języka polskiego z odręcznymi uwagami Jadwigi Piotrowicz. To jest też znakomita okazja ku temu, by pochwalić jakość wydruku tej edycji książki. Zdjęcia dokumentów są tak wydrukowane, że bez problemu można przeczytać. Fotografie są wyraźne, duże i opatrzone podpisami, czego trudno było uświadczyć u pierwszego wydawcy. Samo łamanie w drugiej edycji jest wykonane profesjonalnie, nie znalazłem tutaj rażących błędów i niedociągnięć, co w poprzednim wydaniu było powszechne. Okładka opatrzona została nazwiskiem autorki, czego również wcześniej zabrakło. Książka ma też nowy tytuł Nasi Piotrowiczowie. Pierwsze wydanie było rozdawane uczestnikom uroczystości poświęconej Piotrowiczom. Drugie trafi z pewnością do szerszego grona czytelników, ponieważ w tym tygodniu znajdzie się w sprzedaży w Księgarni Pałuckiej w Żninie.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1224 (30/2015)

Reklama

 

Przejdź do forum.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości