- Sam nie wiem, po co wziąłem ten nóż i uderzałem ją w szyję. Po prostu za dużo wypiłem, urwał mi się film. Ja po alkoholu jestem agresywny - zeznał oskarżony o zabójstwo Mariusz S. Do tragedii doszło pod koniec października przy placu Działowym w Żninie. Zabójca Agnieszki K. żałuje teraz tego, co zrobił.
Mariusz S. ze Żnina jest ojcem dwóch synów w wieku 2 i 4 lat. Przed osadzeniem w areszcie utrzymywał się z prac dorywczych. Zarabiał bardzo niewiele, od 400 do 600 zł miesięcznie. Zanim trafił do więzienia, był już karany sądownie za drobne przestępstwa. Teraz siedzi za kratkami za zabójstwo Agnieszki K. Zabił ją, bo - jak utrzymuje - wypowiadała krytyczne uwagi na temat jego syna. Najpierw uciskał dłońmi jej szyję, a następnie przejechał po szyi nożem.
MÓWIŁA, ŻE TO NIE JEGO SYN
Sprawa zabójstwa byłej pielęgniarki ze Żnina znanej pod pseudonimem Fiona rozpatrywana jest przez Sąd Okręgowy w Bydgoszczy. 29 i 30 kwietnia odbyły się pierwsze dwie rozprawy. Procesowi przewodniczy sędzia Małgorzata Lessnau-Sieradzka. W składzie orzekającym zasiada również sędzia Anna Warakomska oraz troje ławników. Obrońcą Mariusza S. jest Łukasz Kaczanowski.
Mariusz S. na sali rozpraw przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu. Złożył również wyjaśnienia. W dniu, w którym popełnił zbrodnię, przed południem zaprowadził dzieci do ich matki Natalii P. Potem wrócił na chwilę do domu, a następnie wyszedł na zakupy. Wypił 5 piw i poszedł z powrotem na plac Działowy. Spotkał się tam z Marcinem M. i Marzeną S. Bawił się też z jednym z synów. Kiedy Natalia P. zabrała dziecko, wypił z Marcinem M. i Marzeną S. około litr wina.
- Potem poszedłem naprzeciwko, do Piotra J. Tam była Agnieszka K., Waldemar P. i Piotr J. Tam też zacząłem pić. Oni siedzieli na tapczanie. Byli pod wpływem alkoholu. Piliśmy tam też wino. Nie wiem, w jakiej ilości. Po jakimś czasie Piotr J. z P. położyli się spać. K. siedziała w tym czasie na tapczanie. Znałem ją od roku. Nie wiem, jak do tego doszło, ale zacząłem się kłócić z Agnieszką. Ona powiedziała coś na mojego młodszego syna, że on nie jest mój. Ona pierwszy raz powiedziała, że Adam nie jest moim synem. Ja nie pamiętam, jak wyglądała ta kłótnia, ale nie było głośno. Agnieszka powiedziała, że Adam nie jest mój i stało się, jak się stało. Ja po chwili wstałem i złapałem ją prawą ręką. Podszedłem do niej i złapałem ją ręką za szyję i zacząłem ją dusić. Dusiłem ją dwoma rękami. Ona na początku się broniła. Próbowała odpychać mi ręce, ale nie dała rady. Jak ją dusiłem, to ona już leżała na tapczanie. Ona nic nie krzyczała. Tylko na początku próbowała odpychać mi ręce. J. nie dawał oznak, że się obudził. Ani on ani P. W pewnym momencie, nie wiem skąd, znalazł mi się nóż w rękach. Był to nóż kuchenny ze złamanym ostrzem. Zacząłem ją godzić tym nożem. Byłem pochylony nad nią i zadawałem ciosy w szyję z prawej strony. Nie wiem, jakie to były uderzenia, bo byłem pijany. Sam nie wiem, po co wziąłem ten nóż i uderzałem ją w szyję. Po prostu za dużo wypiłem, urwał mi się film. Ja po alkoholu jestem agresywny. Ja powoli sobie wszystko przypominam. Po chwili coś mi zajaśniało w głowie i wyszedłem stamtąd. Na korytarzu zobaczyłem Roberta B. i panią G. I o ile się nie mylę powiedziałem Robertowi, że ma zadzwonić po karetkę. Potem wszedłem do domu Marzeny S., naprzeciwko. Powiedziałem jej, żeby zadzwoniła na pogotowie. Nie pamiętam, czy mówiłem jej, co się stało. Później wszedłem z powrotem do mieszkania Piotra J. J. i P. siedzieli już koło Agnieszki i płakali. Piotr J. powiedział do mnie: „co zrobiłeś?” Ja mu nic nie odpowiedziałem, a P. tylko siedział i płakał. Po niecałych pięciu minutach przyjechała policja i pogotowie. Pytali mnie, co się stało i powiedziałam, że zabiłem Agnieszkę K. - zrelacjonował chłodno, bez większych emocji Mariusz S., zerkając co chwilę na siedzącą wśród publiczności młodzież z Liceum Ogólnokształcącego z Inowrocławia, która obserwowała rozprawę z nauczycielami.
SATYSFAKCJA
Po morderstwie Mariusz S. został przewieziony na komendę policji w Żninie. Następnego dnia trafił przed oblicze sądu, który zastosował wobec niego areszt tymczasowy. Mariusz S. przyznał się wówczas do winy. Zaznaczył, iż żałuje tego, co się stało. Wyznał przed sądem, że nie może pić, ponieważ po alkoholu staje się bardzo agresywny. Nie panuje nad sobą. Tym bardziej wtedy, gdy ktoś coś mówi na temat jego dzieci. Mariusz S. przyznał, że zawsze był agresywny, ale nigdy do takiego stopnia, by kogoś zabić. Wcześniej nie był w konflikcie z Agnieszką K. O nic się nie kłócili. Pili nawet nieraz razem alkohol. Po samym zdarzeniu napisał na kartce, że ma satysfakcję, iż zabił Agnieszkę K. Teraz nie wie, dlaczego to napisał. Nikt go do tego nie zmuszał. Wydaje mu się, iż pisał to za niego alkohol.
Oskarżony o zabójstwo przyznał, że przed dokonaniem zbrodni był dwa razy w szpitalu psychiatrycznym w Świeciu z powodu prób samobójczych. Ostatni raz w Świeciu przebywał dwa tygodnie przed zabójstwem. W szpitalu otrzymywał leki. Po wyjściu z lecznicy zażywał leki, ale zapijał je alkoholem. W ciągu dnia brał od 4 do 5 tabletek psychotropowych.
- Informowano mnie o tym, że nie mogę pić alkoholu, kiedy biorę leki psychotropowe. Jednak przez ostatnie pół roku piłem alkohol i miałem to gdzieś. Piłem codziennie od rana do wieczora. Piłem wino, wódkę i piwo. Denaturatu nie piłem. Nawet jak nie brałem leków, a piłem alkohol, to byłem bardzo agresywny. Przed tym zdarzeniem miałem dużo prób samobójczych. Z 10 razy próbowałem popełnić samobójstwo. Przyczyną był alkohol. W areszcie również miałem próbę samobójczą. Chciałem sobie podciąć żyły - wyjaśnił Mariusz S. I zakończył zeznania: Żałuję tego, co zrobiłem.
DOBRY OJCIEC
Świadek Waldemar P. zeznał, że od dłuższego czasu pił z Piotrem J. i Agnieszką K. U Piotra J. mieszkał, a Agnieszka K. często do nich przychodziła.
- Feralnego dnia też piliśmy, jak zwykle zresztą. Prawie codziennie piliśmy z Agnieszką denaturat. Praktycznie piliśmy całą dobę, wszystko co szło. Każdego rodzaju alkohol, łącznie z denaturatem. W którymś momencie byliśmy tak pijani, że poszliśmy spać. Gdy się obudziłem, wstałem i zobaczyłem, że Agnieszka jest biała. Obudziłem Piotra i powiedziałem mu, że coś z Agnieszką jest nie tak. Piotr zaczął ją cucić, ale ona nie dawała żadnych oznak życia. I powiedział mi, żebym poleciał do któregoś z sąsiadów i zadzwonił po pogotowie. Dalej to już nic nie pamiętam - wyjaśnił Waldemar P. Odpowiadając na pytania sądu Waldemar P. zwrócił uwagę, iż oskarżony był w mieszkaniu Piotra J. kilka razy. Wchodził i wychodził. Według zeznań świadka w dniu morderstwa Mariusz S. nie pił alkoholu z nim, Piotrem i Agnieszką. Waldemar P. przyznał, że był tak pijany, iż nie wie, która była godzina. Patrzył tylko, czy na stole znajduje się alkohol. Zaznaczył, że w dniu zdarzenia miał 5 promili alkoholu.
- Jeden dzień u nas jest podobny do drugiego - zeznał. I dodał: - Nie wiem, co się stało Agnieszce, bo ja tego nie widziałem. Z tego co słyszałem, to oskarżony ją udusił. Ja tego nie widziałem i nic nie słyszałem. Nie mam pojęcia, dlaczego on ją udusił. Wcześniej nie mieli z sobą żadnych zatargów. Piliśmy już z oskarżonym wcześniej alkohol. Mariusz S. po alkoholu, przynajmniej w mojej obecności, był spokojny. To był dla nas szok.
Z relacji świadka Marcina M. wynika, że w dniu zdarzenia widział się z oskarżonym przed 13:00. Później pojechał do rodziców i wrócił do mieszkania na placu Działowym około 18:00. Od Marzeny S., konkubiny, z którą mieszka, dowiedział się, że Maniek był przed chwilą i zabił Fionę. W czasie gdy Marcin M. był jeszcze w mieszkaniu konkubiny, widział jak Mariusz S. przyprowadził Natalii P., córce Marzeny S., synów.
- Rozmawialiśmy u Marzeny S. w mieszkaniu. Nie zauważyłem wtedy, żeby był pijany. Ja musiałem jechać do swoich rodziców, a Mariusz mówił, że idzie do domu. Pożegnaliśmy się. Później już nie widziałem Mariusza S. - zeznał Marcin M. I dodał: - Agnieszka K. była dziewczyną Piotra J. Ona jak sobie wypiła, to Mariuszowi dogryzała. Jemu bardzo zależało na dzieciach. Z tego co wiem, ona ubliżyła dzieciom oskarżonego. Z tego co wiem, kiedyś było jakieś spięcie pomiędzy Mariuszem a Agnieszką o dzieci, ale o co chodziło, to konkretnie nie wiem. Oskarżony pod wpływem alkoholu normalnie się zachowywał. Nikogo bez powodu nie zaczepiał. Byłem więc zdziwiony, że zabił K. Był świetnym i dobrym ojcem. Codziennie do dzieci przychodził. Brał je do siebie do domu. Nie mogę nic powiedzieć na temat zachowania oskarżonego.
PRZEPROSINY
Marzena S. kiedyś była żoną wuja oskarżonego, dlatego nosi to samo nazwisko. Mariusz przychodził do jej mieszkania, bo jest ojcem jej wnuków. W dniu zdarzenia przyszedł do niej i powiedział, że prawdopodobnie zabił Agnieszkę K. Prosił, by zadzwoniła na policję. Marzena S. nie chciała uwierzyć w słowa Mariusza. W mieszkaniu Piotra J. zdarzały się awantury, dlatego pomyślała, że Mariusz S. pobił się z Agnieszką K. Oskarżony wyszedł z jej mieszkania i poszedł ponownie do domu Piotra J. Później poszedł na piętro do Natalii P., matki jego dzieci i córki Marzeny S. Po półgodzinie wrócił, by pożegnać się z drugim z synów.
- I powiedział, że jeżeli tata coś złego zrobił, to go przeprasza - powiedziała Marzena S. Później kobieta widziała, że nadjechała policja.
Pytana przez przewodniczącą składu orzekającego o zachowanie Mariusza S. i Agnieszki K., wyjaśniła: - Kiedy przyszedł powiedzieć, że chyba zabił Agnieszkę, to nie wyglądał, żeby był pijany. Ona jak wypiła, była bardzo zaczepna. Wchodziła na temat dzieci Mariusza i moich wnuków. Potrafiła ubliżyć, że to nie jego dzieci, a on je żywi. On był i jest wspaniałym ojcem. Z K. każdy u nas w domu się kłócił. Ona była strasznie zaczepna jak sobie wypiła. On ją wtedy wyzywał, ale żadnych gróźb nie słyszałam. Dla mnie Mariusz jest dobrym człowiekiem i wspaniałym ojcem. Wobec mnie po alkoholu był w porządku.
Świadek Teresa G. w dniu morderstwa mieszkała przy placu Działowym. Teraz, kiedy gmina przydzieliła jej nowe mieszkanie, mieszka w innej części Żnina. Pamięta, iż była niedziela. Późnym popołudniem wyszła z psem na spacer. Kiedy była na korytarzu, jeden z sąsiadów Robert B. zwrócił się do niej, iż ma dzwonić na policję, bo u J. jest trup. Kobieta odpowiedziała wówczas sąsiadowi, że jak wszyscy od rana pili i śpią, a jak się obudzą, to wstaną. Nie zadzwoniła zatem i poszła na spacer. Kiedy wróciła po około 20 minutach, to policja już w domu była. Dowiedziała się, że w mieszkaniu Piotra J. rzeczywiście jest trup. - U J. była melina pijacka i tam hałasy były ciągle. Nieraz nawet do północy - wyznała Teresa G.
Przed sądem zeznawał również Marian K., ojciec Agnieszki. Ostatni raz widział się z nią na 4-5 dni przed śmiercią. Nie wie, gdzie przebywała, zanim straciła życie. Przyznał, iż córka nadużywała alkoholu. - Pod wpływem alkoholu zachowywała się różnie. Raczej nie była zaczepna. Nie była też agresywna. Była agresywna, ale słownie - wyjaśnił Marian K.
Z NOŻEM PO DOMU
Robert B. zeznał, iż z gazet dowiedział się, że nie żyje dziewczyna, która przychodziła do Piotra J. Dodał, iż nic więcej w tej sprawie nie wie. Pytany przez sąd wyjaśnił, że w dniu popełnienia morderstwa oskarżony biegał po korytarzu. W winę Mariusza S. nie wierzy.
- Przychodził do swoich dzieciaków. Zawsze był spokojny i grzeczny. Nie interesowałem się, co działo się u J. Ja nie dowierzam, że on to zrobił, bo to za spokojny człowiek. K. jak sobie wypiła, to trochę wariowała. Zaczepiała wszystkich. Nie była agresywna, ale potrafiła odpyskować - powiedział Robert B.
W charakterze świadka byłby wezwany do sądu również Piotr J., w którego mieszkaniu doszło do zabójstwa. Od marca br. jednak nie żyje. Sędzia odczytała więc zeznania, które złożył w październiku zeszłego roku na policji w czasie postępowania przygotowawczego. Z relacji Piotra J. wynika, że w dniu zdarzenia wypił wraz z Agnieszką K. i Waldemarem P. sporo wina. Zaprzeczył, by pili wówczas denaturat. Później do mieszkania przyszedł Mariusz S. i pił z pozostałymi domownikami wino. Kiedy Piotr poczuł, że ma już dość powiedział, że mogą u niego siedzieć i pić dalej, a on się prześpi. Kiedy się obudził, Agnieszka nie dawała oznak życia. Chwycił jej dłoń. Była jeszcze ciepła. Delikatnie klepnął ją po twarzy, mając nadzieję, że się ocknie. W tym czasie odezwał się do niego Mariusz S. i stwierdził, że zabił dziś człowieka. Po chwili przyjechała policja i powiedział, że zabił Agnieszkę. Według Piotra J. w ostatnim czasie, czyli kilka dni przed zabójstwem Agnieszki K., oskarżony stał się osobą agresywną.
- Biegał z nożem po naszym domu. Był agresywny - zeznał w październiku Piotr J.
ŚWIADEK TEŻ SIEDZI
Nie udało się przesłuchać jeszcze dwóch świadków: Natalii P. i Kamila K. Natalia P. o rozprawie była zawiadomiona, lecz nie stawiła się przed sądem. Sąd nałoży na nią karę pieniężną. Kamil K. z kolei - o czym poinformował przewodniczącą składu orzekającego prokurator Wojciech Jabłoński - przebywa w areszcie w związku ze znęcaniem się nad Natalią P. i swoim dwumiesięcznym dzieckiem. O sprawie tej pisaliśmy obszernie w 5 numerze Pałuk, teraz krótko przypomnijmy: Natalia P. po rozstaniu z Mariuszem S. poznała młodszego o 3 lata Kamila K. Owocem tej znajomości jest półroczny obecnie Kacper. Miesiąc po przyjściu na świat dziecko miało już urazy zewnętrzne będące wynikiem znęcania się nad nim. Z ustaleń śledczych wynika, że Kamil K. znęcał się najpierw nad Natalią P., a kiedy na świat przyszedł Kacperek, również i nad synkiem. Mężczyzna był w przeszłości wielokrotnie karany, m.in. za groźby oraz jazdę pod wpływem alkoholu.
POCZYTALNY
Sędzia Małgorzata Lessnau-Sieradzka wysłuchała również wyjaśnień biegłych psychiatrów. Opinię na temat zachowania Mariusza S. w dniu popełnienia zbrodni sporządzili lekarze Rafał Lubosik i Jan Wilk. Zdaniem biegłego Rafała Lubosika oskarżony miał zdolność rozpoznawania czynów, jak i kierowania swoim postępowaniem. W trakcie popełnienia zabójstwa miał w pełni zachowaną poczytalność. Próby samobójcze oskarżonego to według biegłego forma szantażu. Dokonanie próby samobójczej poprzez samookaleczenie przynosi też szybkie rozładowanie napięcia emocjonalnego. Biegli rozpoznali u oskarżonego zespół zależności alkoholowej. Łączenie alkoholu z lekami psychotropowymi prowadzi do objawów szybszego upojenia alkoholowego. Biegli nie mają wątpliwości co do poczytalności oskarżonego. Według biegłego Jana Wilka próby samobójcze oskarżonego są formą zachowań demonstracyjnych.
Termin kolejnej rozprawy został wyznaczony na 16 maja. Sędzia przesłucha w tym dniu dwoje ostatnich świadków. Zostanie również odtworzony zapis z eksperymentu (wizji lokalnej) z udziałem oskarżonego, podczas którego opowiedział i pokazał policji, w jaki sposób zamordował Agnieszkę K.
Za zabójstwo oskarżonemu grozi kara dożywotniego więzienia.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 1108 (19/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze