Prokurator Wojciech Jabłoński wnioskował o karę 15 lat pozbawienia wolności dla Mariusza S. za zamordowanie Agnieszki K. Sąd przychylił się do wniosku oskarżyciela i wymierzył taką karę w przekonaniu, że żninianin z uwagi na młody wiek rokuje jeszcze szansę na poprawę.
Prokuratura postawiła Mariuszowi S. zarzut zabójstwa byłej pielęgniarki ze Żnina Agnieszki K. Do zdarzenia doszło w deszczowe popołudnie 28 października 2012 roku przy placu Działowym 6, w mieszkaniu, które zajmował wówczas nieżyjący już Piotr J. Mariusz S. przyznał się do popełnienia zbrodni. Tłumaczył, że został sprowokowany przez Agnieszkę K., która podważała jego ojcostwo wobec jednego z synów.
Przedwczoraj w Sądzie Okręgowym w Bydgoszczy odbyła się ostatnia rozprawa. Przewodnicząca składu orzekającego Małgorzata Lessnau-Sieradzka przesłuchała ostatniego świadka, Natalię P., która do sądu została doprowadzona przez policjantów w kajdankach.
- Takie są procedury. Doprowadzenie na rozprawę jest w pewnym sensie pozbawieniem wolności - powiedział nam przed rozprawą prokurator Wojciech Jabłoński, oskarżyciel publiczny w procesie. Wcześniej Natalia P., była konkubina Mariusza S., nie reagowała na wezwania sądu i nie przyjeżdżała na wyznaczone terminy. O jej przesłuchanie wnioskował na poprzedniej rozprawie obrońca oskarżonego Łukasz Kaczanowski. Dlatego została przywieziona do sądu przez policję.
Natalia P., której na sali rozpraw policjanci ściągnęli kajdanki, zeznała, że w dniu zdarzenia Mariusz S. przyszedł do niej na górę. Krzyczał, że chyba zabił Agnieszkę K. Na początku nie wierzyła w jego słowa, bo nieraz mówił nieprawdopodobne rzeczy.
- Wygnałam go z pokoju i mówiłam, że ma nie opowiadać głupot. Przyszedł drugi raz z Piotrem J. i Mariusz chciał zadzwonić na policję. Oni chcieli zadzwonić, żeby powiedzieć, że Agnieszka nie żyje. Piotr J. płakał i mówił, że Mariusz zabił mu dziewczynę czy kobietę. Mariusz S. na pewno miał trochę wypite, ale się nie zataczał i nie miał bełkotliwej mowy. J. cały czas był pijany. Piotr J. zadzwonił z mojego telefonu na policję. Zeszli na dół i później przyjechała policja. Mariusz S. jak był u mnie, to był pobudzony.
Chodził w tę i z powrotem i mówił, że chyba zabił Agnieszkę - relacjonowała Natalia P.
Według Natalii P. Agnieszka zawsze denerwowała Mariusza, bo mówiła mu, że Adaś (jeden z dwóch synów Natalii i Mariusza) nie jest jego synem.
- Ja mam z oskarżonym dwójkę dzieci, ale my ze sobą nie żyjemy. Nie jesteśmy w konkubinacie - mówiła Natalia P. I dodała, że kiedy Agnieszka K. napiła się alkoholu, to stawała się agresywna. Nic nie wie, by Agnieszka i Mariusz byli w konflikcie.
Na pytania prokuratora Natalia P. wyjaśniła, że oskarżony był bardzo dobrym ojcem dla synów. Podchodził do nich spokojnie i dbał o nich. Obecnie synowie (2- i 4-letni) przebywają w Domu Dziecka w Kołdrąbiu.
Na pytania obrońcy oskarżonego świadek odpowiedziała, że Mariusza S. zna od piątego roku życia.
- Ogólnie to dobry człowiek. Jak ja z nim byłam, to był spokojny. Byliśmy razem ponad 3 lata - zeznała Natalia P.
Mariusz S. miał ograniczoną władzę rodzicielską wobec starszego syna. W żnińskim sądzie toczy się postępowanie o pozbawienie władzy rodzicielskiej Natalii i Mariusza. 25 czerwca ma odbyć się rozprawa w tej sprawie. Mariuszowi sąd ograniczył władzę rodzicielską, ponieważ zaczął pić.
- Panie z opieki przychodziły i widziały go w takim stanie. Od 8 miesięcy przed zdarzeniem nie byliśmy ze sobą, bo zaczął popijać, a nawet się wyprowadził na jakiś czas. Jak był u siebie, to pił codziennie. Moim zdaniem był uzależniony od alkoholu. Nie mogę powiedzieć, żeby był wobec mnie agresywny po alkoholu. Zdarzało się, że jak ktoś go zaczepił, to zachowywał się agresywnie. Zdarzało mu się również podnieść rękę - wyjaśniła Natalia P. I dodała, że zazwyczaj tak się zachowywał wobec Kamila K., również byłego konkubenta Natalii P., który odsiaduje wyrok za znęcanie się nad nią i ich synkiem. Na poprzedniej rozprawie Kamil K. zeznawał jako świadek.
- Oni tak się wobec siebie zachowywali. Kamil K. był moim nowym mężczyzną. Oskarżony był zazdrosny o to, że dzieci ciągnęły do Kamila - powiedziała Natalia P.
Po przesłuchaniu Natalii P. sędzia zamknęła przewód sądowy. Prokurator Wojciech Jabłoński w mowie końcowej przyznał, że stan faktyczny w niniejszej sprawie nie jest skomplikowany. Domownicy, czyli Piotr J. i Waldemar P. spali, nie mając kontaktu z otoczeniem. Mając odpowiednio 4 i 5 promila alkoholu w organizmie w zasadzie walczyli o życie. W tym czasie Mariusz S. działał z bezpośrednim zamiarem pozbawienia życia Agnieszki K., u której stwierdzono po śmierci 3,56 promila alkoholu. Stan jej nietrzeźwości spowodował, że nie była w stanie skutecznie się obronić przed napastnikiem. W opinii oskarżyciela Mariusz S. chciał pozbawić życia Agnieszkę K. za wypowiadane przez nią uwagi na temat jego syna i ojcostwa. Prokurator zaznaczył, iż Agnieszka K. była osobą wulgarną i nadużywała alkoholu. Sprawca zabójstwa chciał wypić u Piotra J. alkohol, ale nie spodziewał się, że zastanie tam swoją późniejszą ofiarę. Po zdarzeniu pozostał na miejscu. Próbował reanimować ofiarę, a następnie przyznał się do winy i w żaden sposób nie utrudniał postępowania. W opinii oskarżyciela istnieje możliwość resocjalizacji Mariusza S. i dlatego wnioskował o karę 15 lat pozbawienia wolności.
Obrońca oskarżonego Łukasz Kaczanowski stwierdził, że wina Mariusza S. nie podlega żadnej wątpliwości. Zwrócił uwagę, że oskarżony przyznał się do winy i opisał przebieg zdarzenia, do którego doszło w przypływie emocji. W opinii mecenasa do tej pory życie Mariusza S. nie było kryminogenne. Bardzo dobrze zajmował się swoimi dziećmi. Świadkowie mówili o nim, że jest dobrym człowiekiem.
- To zdarzenie zostało wywołane zaczepką ze strony Agnieszki K. To osoba wysoce zdegenerowana, żyjąca w ciągu alkoholowym i agresywna. Oskarżony został sprowokowany przez Agnieszkę K., ale to nie może usprawiedliwiać jego zachowania i posunięcia się do tak okrutnego czynu - powiedział mecenas. I wskazując na okoliczności łagodzące zaznaczył, iż oskarżony wyraził skruchę i żal. Od początku współpracował z wymiarem sprawiedliwości. Zwrócił uwagę na młody wiek Mariusza S. (22 lata). I podkreślił, że nie jest on jeszcze osobą dogłębnie zdegenerowaną. - Wpadł w szał i doszło do tragedii. Wnoszę o wydanie sprawiedliwego wyroku - apelował obrońca.
Mariusz S. powiedział, iż żałuje tego, co się stało.
Wyrok zapadł po blisko dwugodzinnej przerwie. Sąd uznał Mariusza S. za winnego zarzucanego mu czynu i skazał go na 15 lat pozbawienia wolności. Sędzia Małgorzata Lessnau-Sieradzka w uzasadnieniu wyroku wskazała, iż oskarżony od samego początku przyznawał się do popełnienia zabójstwa. Wyjaśniał, że udusił Agnieszkę K., bo powiedziała, że jego syn nie jest jego synem i się na nią zdenerwował. Sąd dał wiarę zeznaniom oskarżonego, bo innych bezpośrednich świadków morderstwa nie było. W opinii sądu wina oskarżonego nie budzi żadnych wątpliwości. Znamiona zabójstwa zostały bowiem w pełni zrealizowane, a jest to jedno z najcięższych przestępstw.
Mariusz S. był w przeszłości karany sądownie, m.in. za włamania, kradzieże i jazdę po pijanemu. Okolicznością obciążającą w sprawie był fakt, że działał z zamiarem pozbawienia życia Agnieszki K. Sąd rozważał możliwość skazania go na 25 lat pozbawienia wolności. Wziął jednak pod uwagę, jako okoliczności łagodzące fakt, iż Mariusz S. jest osobą młodą i nie jest jeszcze bardzo zdemoralizowany. Sąd widzi szansę, że oskarżony poprzez odbycie kary zmieni swoje postępowanie i będzie przestrzegał prawa.
Sąd wymierzając wysokość kary wziął pod uwagę również to, że Agnieszka K. sprowokowała oskarżonego. Była osobą wulgarną i agresywną. Kwestionowała jego ojcostwo. Stąd w opinii sądu - na podstawie powyższych okoliczności łagodzących - tylko 15 lat więzienia.
Kończąc uzasadnienie przewodnicząca składu orzekającego podkreśliła, że nie można się bezkarnie targać na życie innego człowieka, ponieważ są inne metody rozwiązywania sytuacji konfliktowych.
Wyrok nie jest prawomocny.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 1113 (24/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze