Reklama

Zarząd Dróg Powiatowych buduje ścieżkę rowerową na polach rolników

Dla rolników ziemia jest cenniejsza, niż pieniądze. Przeprowadzone przez nich do tej pory pomiary geodezyjne nie pozostawiają wątpliwości. W niektórych miejscach wykonawca, działający na zlecenie Zarządu Dróg Powiatowych w Żninie z siedzibą w Podgórzynie, wdarł się nawet 8 metrów w głąb prywatnego pola. Zniszczone zostały zasiewy, a gospodarzom odebrano możliwość wjazdu na własne uprawy. Czekają na propozycje rekompensaty za poniesione straty i błąd ZDP. Jeżeli nie będzie satysfakcjonująca - ziemi nie sprzedadzą.

Marcin Wysocki, Paweł Romański, Maciej Wiśniewski i Roman Jankowski - to właściciele (lub dzierżawcy) gruntów, wzdłuż, których miała przebiegać droga dla rowerów w ciągu drogi powiatowej nr 2335C Gąsawa - Bożejewice na odcinku Gąsawa - Biskupin. Dwa tygodnie temu okazało się, że słowo wzdłuż należy zastąpić słowem na. Ciężki sprzęt bezpardonowo rozpoczął bowiem prace na polach uprawnych części z nich, niszcząc zasiewy i odcinając możliwość wjazdu w celu przeprowadzenia podstawowych wiosennych zabiegów, w tym oprysków czy nawożenia.
Zszokowani takim obrotem sprawy rolnicy, postanowili działać. Jak informowaliśmy już na łamach tygodnika - w pierwszej kolejności ze swoimi wątpliwościami udali się do Starostwa Powiatowego w Żninie, gdzie rozmawiali z wicestarostą Andrzejem Hłondem, a następnie do siedziby Zarządu Dróg Powiatowych i jego szefostwa. Nie zgodzili się jednak z tym, co usłyszeli, a mianowicie, że wszystko odbywa się zgodnie z prawem na gruntach należących do powiatu. Oto stanowisko ZDP:
 - Dokumentacja została wykonana na podstawie map pobranych z ośrodka dokumentacji Starostwa Powiatowego. Według nich, w niektórych miejscach mamy pasy około 15-20 metrów szerokości. Nie ma możliwości, że my wchodzimy w grunty obce, czyli rolników. W większości przypadków możemy stwierdzić, że to oni byli w naszym gruncie, przez lata podorywali ziemię pod samą krawędź. Nikt z tego tytułu nie miał żadnych większych problemów, dopiero teraz kiedy ruszyła inwestycja. Oprócz tego żaden z rolników nie jest w stanie przedstawić dokumentów świadczących o tym, że my faktycznie jesteśmy w ich gruncie - zaznaczył w przeprowadzonej 26 marca rozmowie z Pałukami Adrian Kubicki - dyrektor ZDP.
Aby dowieść swoich racji i udowodnić Zarządowi Dróg Powiatowych popełniony błąd, rolnicy zlecili geodetom ustalenie przebiegu granic działek. Odnalezione kamienie graniczne nie pozostawiają wątpliwości, że droga dla rowerów powstaje na ich prywatnych polach, a nie gruntach należących do powiatu. W niektórych miejscach odległość pomiędzy kamieniem, a przeprowadzonymi do tej pory pracami wynosi nawet 8 metrów.
Zgodnie z projektem droga rowerowa miała przechodzić również przez ogród jednego z gospodarzy (planowano już rozebrać siatkę ogrodzeniową), a także w miejscu, gdzie na wybrukowanym podeście stoi przydrożny krzyż. Ponadto rolnicy zwracają uwagę na fakt, że na gruntach jednego z nich poprzestawiano drewniane słupki tak, aby znajdowały się bliżej drogi powiatowej - w ziemi widać ślady po wyciągniętych palikach. Doszło do tego dopiero po nagłośnieniu sprawy. Wątpliwości budzi też deklarowana szerokość istniejącej drogi powiatowej i poboczy. Po odkopaniu kamieni granicznych zmierzono, że ta odległość wynosi 13 metrów, choć zapewniano, że ma co najmniej 18 metrów.  
W związku z nieprawidłowościami budowa ścieżki rowerowej została przerwana w ubiegłym tygodniu i nie zostanie wznowiona, dopóki trwa impas. Rolnicy twierdzą zgodnie, że nie chcieliby sprzedać ziemi. Jest dla nich dużo cenniejsza niż pieniądze. Są jednak skłonni wysłuchać propozycji ZDP z zastrzeżeniem, że zostaną odrzucone, jeśli uznają je za niekorzystne. - Zależy jakie będą to kwoty. Musiałyby być naprawdę przekonujące - podkreślił jeden z naszych rozmówców. Nie należy też zapominać o zniszczeniach i stratach w uprawach. Jeśli sięgają ponad 800 zł, zgodnie z polski prawem taki czyn stanowi przestępstwo. - W tej chwili najważniejsze jest dla nas to, żeby szybko rozwiązali ten problem, bo najbardziej zależy nam na wjeździe na pola - usłyszeliśmy.
Dla ZDP wykup ziemi będzie najprawdopodobniej jedynym rozwiązaniem. Odkopane do tej pory kamienie graniczne wyraźnie wskazują, że ścieżka rowerowa nie miałaby szansy powstać w całości przy samej drodze powiatowej, ze względu na to, że teren jest zbyt wąski, a oprócz tego zadrzewiony.
O komentarz poprosiliśmy dyrektora ZDP w Żninie z siedzibą w Podgórzynie. - Nie wszystkie pomiary są w tej chwili przeprowadzone. Najpierw niech się wszystkie zakończą, a dopiero wtedy będziemy podejmować jakiekolwiek decyzje i myśleć, co z tym dalej robić - skwitował Adrian Kubicki. Doprecyzujmy, że aktualnie (8 kwietnia 2025 r.) pomiary geodezyjne ma już za sobą dwóch rolników, trzeci jest w trakcie ich formalizowania, zaś ostatni odnalazł kamienie graniczne samodzielnie. Gospodarze uważają de facto, że jako sprawca zamieszania pomiary powinien przeprowadzić ZDP.
Warto dodać, że wstrzymana inwestycja ma kosztować 1.072.299,25 zł i jest dofinansowana w wysokości 85% całkowitych wydatków kwalifikowalnych z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach OPPT Żnina. Wykonawcą jest firma Dom-Bruk Paweł Domagała z siedzibą w Januszkowie. Według zapisów umowy zadanie miało zostać zakończone w ostatnim tygodniu lipca.
Projektowo zadanie rozpoczyna się od wjazdu do Muzeum Archeologicznego w Biskupinie (w km 5+150) i kończy w miejscowości Gąsawa (dobudowa do istniejącego chodnika). Zakłada powstanie dwukierunkowej drogi dla rowerów o zmiennej szerokości od 2 m do 2,75 m (w zależności od warunków terenowych). W miejscowości Biskupin (przy rezerwacie) ścieżka ma zostać poszerzona do 3,5 m, aby pełnić funkcję ciągu pieszo-rowerowego. Całość zostanie wykonana z betonu asfaltowego i będzie obustronnie obramowana obrzeżem betonowym.

Justyna Kulpińska

Reklama

 

Komentarz

Spychaczem po zaufaniu

Wszystko wskazuje na to, że budowa ścieżki rowerowej z Biskupina do Gąsawy będzie mogła pretendować do największego skandalu inwestycyjnego roku 2025 na naszym terenie.
Wykonawca, który wjeżdża komuś na pole powinien nieco pomyśleć przed uruchomieniem motoru. Ma co prawda narysowane, że to jest teren drogi, ale przecież widzi, że coś tam rośnie, ktoś coś zasiał. Taka zapomniana wartość jak szacunek dla ludzkiej pracy sugerowałaby wizytę dzień wcześniej u rolnika, uprawiającego tę ziemię. Już wtedy może okazałoby się, że coś nie gra. Byłaby szansa - przed wjazdem spychacza - na to, żeby sprawę wyjaśnić. Odkopać kamienie, pomierzyć nieco. Byłaby wtedy możliwość negocjacji, porozumienia.
Nie - nie winię wykonawcy. Ale był ostatnią osobą, która mogła zapobiec wywróceniu się tej inwestycji. Tymczasem teraz mamy sytuację, w której rolnicy, właściciele i dzierżawcy ziemi, zostali bardzo mocno uderzeni.
Owszem - ze zdjęć wynika, że podorali nieco za kamienie. Ale tak się dzieje wszędzie. Rolnik nie zostawi metra czy dwóch metrów nieużytku za granicą swojego pola. Każdy prawem kaduka przejedzie pługiem nieco dalej, bo ziemia ma rodzić, a nie stać odłogiem. Takie postępowanie jest (przynajmniej w naszym regionie) normą. Operowanie więc tym argumentem uważam za niestosowne. Szkody żadnej powiatowi taki rolnik nie zrobił, a dał krajowi więcej ziarna.
Powiesz, czytelniku, że operuję moralnością Kalego: jak rolnik wchodzi na grunt powiatu to dobrze, a jak powiat na grunt rolnika - to źle. Nie jest tak. Powiat szkód nie ponosił. A rolnik poniósł.
Ze względu na złe przygotowanie inwestycji stroną silniejszą w tych negocjacjach są teraz rolnicy. Zabrano im ziemię w sposób fizyczny - zabrano, załadowano na ciężarówki i wywieziono. Rolnicy wiedzą, kto dostał ją za darmo, kto musiał zapłacić 1.000 złotych za przyczepę. Za ziemię zabraną z ich pola. Mogą być wkurzeni? Mogą.
Polscy rolnicy nie dadzą sobie w kaszę dmuchać. Tydzień temu pisałem o tym, że nie do wszystkich dotarło jeszcze, że od 1807 roku, gdy w Księstwie Warszawskim wprowadzono Kodeks Napoleona nie ma już społeczeństwa stanowego. I nie ma tak, że szlachcie wolno więcej, niż chłopom. Już nie jest tak, że chłop w urzędzie ma stać z pochyloną głową i czapkę w rękach miąć. Jeśli tak współczesna szlachta - czyli powiatowi urzędnicy i decydenci z Zarządu Dróg Powiatowych - wyobrażają sobie rozmowy, to się globalnie mylą. Dzisiejszy rolnik to obywatel. Człowiek, który zna swoje prawa. Wie, że to on wybiera władzę, a władza ta ma działać dla jego dobra.
Aby ścieżka powstała, konieczne są naprawdę poważne umiejętności negocjacyjne. Bez szacunku, o którym napisałem na początku tekstu, porozumienie będzie niemożliwe. To rolnicy mają w tych negocjacjach przewagę. Bo to ich jest grunt.

Reklama

Dominik Księski


Miejsce zdarzenia mapa Pałuki Żnin
Aplikacja na Androida

Źródło: tygodnik "Pałuki" Aktualizacja: 04/05/2025 13:12
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości