Reklama

Zarzut oskarżonego: świadkowie się namawiają

Proces, Jacek S., zarzut, oskarżony, świadkowie, sąd
     Zarzut oskarżonego: świadkowie się namawiają
     - Ja tylko słyszałem i byłem świadkiem, jak oskarżony obraźliwie odnosił się do pana Zajączkowskiego wyrazami: alkoholik i ku..iarz. A to się działo w przerwie sesji. Tak samo obraźliwie odnosił się do radnego Mariusza K. Zaś reszty całego zajścia nie widziałem - powiedział Adam A. przed żnińskim sądem, zeznając w sprawie o naruszenie nietykalności Wiesława Zajączkowskiego przez Jacka S.

     W zeszłym tygodniu odbyło się kolejne posiedzenie Sądu Rejonowego w Żninie przeciwko Jackowi S. Rzecz dotyczy naruszenia nietykalności i gróźb karalnych, których - jak przedstawiła w akcie oskarżenia żnińska prokuratura - miał się dopuścić przedsiębiorca Jacek S. wobec radnego Wiesława Zajączkowskiego. Wyjaśnijmy, że radny Gąsawy i jednocześnie dyrektor Muzeum Archeologicznego w Biskupinie pozwolił nam posługiwać się pełnymi jego danymi personalnymi w relacji z procesu, w którym pełni rolę oskarżyciela posiłkowego.
     Na ostatnim posiedzeniu przesłuchani zostali kolejni świadkowie. Były to osoby obecne na sesji Rady Gminy w Gąsawie 18 października zeszłego roku. Jak się okazywało w trakcie ich przesłuchań, tak naprawdę nie widzieli oni całej sytuacji i nie potrafili dodać do informacji gromadzonych przez sąd nic ponad to, co słyszeli w tamtym dniu i w kolejnych dniach po zdarzeniu od innych osób. Jedynie Adam A., radny gminy Gąsawa, miał nieco więcej w tej sprawie do powiedzenia.
     - Ja tylko słyszałem i byłem świadkiem, jak oskarżony obraźliwie odnosił się do pana Zajączkowskiego wyrazami: alkoholik i ku..iarz. A to się działo w przerwie sesji. Tak samo obraźliwie odnosił się do radnego Mariusza K. A reszty całego zajścia nie widziałem - powiedział Adam A.
     Radny Mariusz K., archeolog w muzeum kierowanym przez Wiesława Zajączkowskiego, powiedział, że nie ma już żalu do Jacka S. Obydwaj panowie, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że znają się z czasów szkolnych, doszli do porozumienia. Przeprosili się wcześniej za rzucone sobie wzajemnie złe słowa i Mariusz K. wybaczył Jackowi S.
     Jacek S. przed sądem powtórzył kilkanaście pytań, które chciał podczas sesji Rady Gminy w Gąsawie 18 października ub.r. zadać radnemu Zajączkowskiemu. Te same pytania Jacek S. kierował do zastępcy dyrektora biskupińskiego muzeum Kazimierza Sz., który zeznawał podczas ostatniego posiedzenia sądu. Jacek S. chciał wiedzieć, jak pewne zachowania i poczynania dyrektora muzeum Wiesława Zajączkowskiego mają się do dbałości o dobre imię, o wizerunek muzeum. Jacek S. dociekał m.in., czy w muzeum były rozdawane w czasie festynu archeologicznego talony na piwo, czy pracownicy muzeum musieli wykonywać w godzinach pracy inne zlecenia od firm prywatnych należących do rodzin dyrektorów. Zarówno Kazimierz Sz., jak i Wiesław Zajączkowski odmawiali odpowiedzi na te pytania, gdyż nie miały one związku ze sprawą, którą rozpatruje sąd. Prowadzący przewód sędzia Robert Tuchciński zgodził się z tym uznając, że wypowiadane pytania nie padły. Jednak oskarżony i jego pełnomocnik poprosili, by fakt zadawania tych pytań świadkom zaprotokołować.
     Jednym ze świadków był też wójt gminy Gąsawa. On również nie był bezpośrednim świadkiem zdarzenia, które stanowi przedmiot sprawy. Zdaniem wójta najkorzystniejsze byłoby, gdyby oskarżyciel posiłkowy i oskarżony doszli do porozumienia. Przypomnijmy jednak, że sprawa nie toczy się z oskarżenia prywatnego, lecz publicznego.
     Większość świadków - radnych gminy przyznawała po raz kolejny, że wprawdzie podpisali się na piśmie wyrażającym sprzeciw przeciwko znieważaniu kolegi, radnego Zajączkowskiego przez Jacka S. (przypomnijmy: pismo zredagowano na jednej z komisji wspólnych kilka dni po sesji Rady Gminy). Jednak po przemyśleniu radni ci zdają sobie sprawę, że zdarzenia nie widzieli. Radny Krzysztof K. powiedział nawet przed sądem, że później żałował, że podpisał się pod pismem i z tego faktu chciałby się teraz wycofać.
     Na koniec ostatniego posiedzenia oskarżony Jacek S. przedstawił sędziemu wniosek o powołanie po raz kolejny na świadka w sprawie przedsiębiorcy Tomasza Sz. Przypomnijmy, że ten zeznawał już we wrześniu na poprzednim posiedzeniu. - Otrzymałem informację, że Tomasz Sz., który na poprzednim posiedzeniu zeznawał jako jeden z ostatnich, cały czas był tego dnia w holu sądu i słyszał, jak inni świadkowie w tej sprawie omawiali treść swoich zeznań, ustalali wspólną wersję - powiedział Jacek S.
     Dlatego sędzia Robert Tuchciński postanowił obok wcześniej planowanych świadków i tych, którzy nie stawili się na ostatnie posiedzenie, wezwać po raz kolejny do złożenia zeznań również Tomasza Sz. Kolejne posiedzenie odbędzie się pod koniec listopada.

Karol Gapiński
Pałuki nr 1184 (43/2014)

Reklama

 

 

Więcej na ten temat:

Jeden blady, drugi czerwony i podniecony

Radny wpychany do pisuaru

Groził dyrektorowi muzeum

Uciąć jaja: jedno to powiedzieć, drugie - zrobić

Kluczowy świadek znów wezwany

Jacek S. skazany

Zamiast zawieszenia - grzywna

 

 

Przejdź do forum.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości