Żnin, ZEC, szpital, dług, należność
ZEC skarży szpital
Jeśli do końca czerwca Zakład Energetyki Cieplnej nie znajdzie porozumienia ze żnińskim szpitalem w sprawie spłaty należności, to od 1 lipca w kranach szpitala przestanie płynąć ciepła woda. W sezonie grzewczym może to skutkować odcięciem źródeł ciepła.
Przypominamy, iż w 2 numerze "Pałuk" pisaliśmy o porozumieniu zawartym pomiędzy prezesem Zakładu Energetyki Cieplnej w Żninie Leszkiem Falkowskim a ówczesnym dyrektorem szpitala Romanem Cieślewiczem. Zgodnie z porozumieniem od stycznia br. szpital miał co miesiąc przekazywać ZEC 40.000 zł. Taki układ zadowalał Leszka Falkowskiego. Prezes ZEC zapewniał, że jeśli do końca stycznia szpital nie wpłaci pieniędzy, to będzie musiał podjąć konkretne działania w celu wyegzekwowania należności.
WYPOWIEDZENIE UMOWY BEZ ODZEWU
Leszek Falkowski czekał jednak dłużej niż do końca stycznia. 13 lutego pisał do p.o. wicedyrektora szpitala Jacka Koszka, że lecznica nie wywiązała się z porozumienia mającego na celu spłatę zobowiązań. Wicedyrektor zapewniał, że zapłaci. W międzyczasie ZEC wysyłał jeszcze szpitalowi wezwania do zapłaty, które pozostały bez odzewu. Leszek Falkowski kilka razy rozmawiał przez telefon z dyrektorem Jackiem Koszkiem. Prezes ZEC dziwi się, że inicjatywa nawiązania dialogu zawsze wychodziła z jego strony, a ze szpitala nie było żadnej odpowiedzi. Dopiero 31 marca Leszek Falkowski zdecydował się na wypowiedzenie szpitalowi umowy na dostarczanie ciepła. Dlaczego?
- "Uzasadniliśmy to tym, że szpital nie wywiązuje się z kolejnych porozumień, które wielokrotnie podpisywaliśmy w obecności pana Cieślewicza. Pierwsze porozumienie podpisaliśmy w obecności pana starosty i również się z niego nie wywiązano. Pisałem zarówno do dyrekcji jak i starosty proponując porozumienie korzystne dla szpitala, lecz nie było żadnego odzewu. Przeterminowane mają ponad 200.000 zł należności. Poprosiłem, by spłacali je po 30 lub 40.000 zł miesięcznie. Zapłacili mi jedynie raz 5.000 zł. Do końca marca czekałem. Zarówno dyrektor jak i starosta nie odpowiedzieli na moje propozycje. Mówiłem, że wypowiem umowę, lecz w ogóle się tym nie przejmowali. Po tej decyzji też jest cisza. Wszystkie pisma kierowane do dyrekcji trafiały do pana Jaszczuka, lecz nie ma żadnego odzewu, że się tym przejmują, że chcą doprowadzić do porozumienia. Mówiłem p.o. wicedyrektorowi Jackowi Koszkowi, że jestem za porozumieniem, ale ostrzegłem, żeby się nie zdziwił, że będzie otrzymywał nakaz zapłaty oraz wypowiedzenie umowy" - wyjaśnia prezes ZEC.
POZEW DO SĄDU
Leszek Falkowski zapewnia, że w wypowiedzeniu umowy jest zdanie, że może ono zostać wycofane przy podjęciu rozmów i dokonaniu wpłaty określonej kwoty. Zdaniem prezesa cały czas istnieje szansa porozumienia się. Jeżeli jednak do consensusu nie dojdzie, to 30 czerwca ZEC odłączy szpital od źródeł ciepłej wody.
Leszek Falkowski nie ukrywa, że ZEC był i jest w trudnej sytuacji.
- "My płacimy odsetki za to, że szpital nam nie płaci. Nas to pociąga i nie możemy sobie na to pozwolić. Trudniej kupić chociażby miał" - mówi prezes. Pozew dotyczy spłaty przez szpital zaległości na rzecz ZEC.
ZEC złożył również pozew do Sądu Okręgowego w Bydgoszczy przeciwko szpitalowi.
- "Do końca maja będziemy mieli nakaz zapłaty. Wystąpiliśmy o zapłatę 196.000 zł. Jeżeli szpital nam nie zapłaci, to na pewno nakaz zapłaty przekażemy do starostwa" - powiedział Leszek Falkowski.
Mimo że Leszek Wójtowicz jest dyrektorem szpitala ponad miesiąc, nie miał jeszcze okazji poznać go Leszek Falkowski.
- "Kiedyś próbowałem zadzwonić, ale go nie było, a czytam u was, że rozmawia z wszystkimi wierzycielami" - mówi prezes ZEC.
SZPITAL BEZ CIEPŁA?
Leszek Falkowski mówi wprost, że dalsze działania mające na celu ponowne zawarcie umowy na dostarczanie szpitalowi ciepła zależą od jego dyrekcji oraz starosty. ZEC jest gotów zaryzykować zawarcie kolejnego porozumienia mimo, iż było ich już wiele, zaś szpital nie wywiązał się z żadnego.
- "Zawsze szliśmy szpitalowi na rękę i nadal chcemy iść. Pewne ruchy finansowe ze strony szpitala muszą być jednak wykonane. Obecnie 30 lub 40.000 zł już mnie nie zadowala. Przynajmniej jedna trzecia zadłużenia musi być zapłacona, a reszta w ratach. Możemy podpisać porozumienie, które będzie dla szpitala realne i przez niego realizowane. Tych pieniędzy, z którymi zalega nam szpital domagają się nasi dostawcy. Wtedy im mówię: "wasze pieniądze są w szpitalu". Gdyby te długi dotyczyły innej instytucji dużo wcześniej byśmy wystąpili do sądu. Gdyby nie dotyczyło to szpitala nasze działania byłyby dużo ostrzejsze" - dodał prezes.
Z dyrektorem szpitala Leszkiem Wójtowiczem nie udało się nam porozmawiać, a na pytania wysłane do niego faksem, dyrektor odpowie za dwa tygodnie.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 639 (20/2004)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze