Adam Sukowski nie może teraz swobodnie podjechać do klatki schodowej w bloku przy ul. Żytniej 5. Betonowy podjazd został zburzony i zastąpiony trawnikiem. Obok córka Karolina Sukowska-Kopeć z naklejką, którą na tabliczce chcą umieścić na terenie nowego trawnika, który zastąpił podjazd.
fot. Karol Gapiński
ul. Żytnia, Żnin, podjazd, Adam Sukowski, niepełnosprawny
Zlikwidowali podjazd, bo niepełnosprawny w bloku nie mieszka
Mimo protestów niepełnosprawnego i jego rodziny, władze spółdzielni nie widzą możliwości powrotu podjazdu. Chcą za to wydzielić miejsce zastrzeżone dla niepełnosprawnych do zaparkowania auta przy chodniku. - Wydzielenie miejsca bez podjazdu niewiele zmienia. My tej sprawy tak nie zostawimy - zapewnia Karolina Sukowska-Kopeć.
Adam Sukowski ze Żnina w 1983 r. w Czewujewie doznał uszkodzenia rdzenia kręgowego w wypadku motocykla, którego był pasażerem. Od tamtego czasu jest sparaliżowany i porusza się na wózku inwalidzkim. Posiada pierwszą grupę inwalidzką.
W 1991 r. przeprowadził się na ul. Żytnią 5. Był wtedy członkiem Spółdzielni Inwalidów w Żninie. Wtedy to stworzony został podjazd pod klatkę schodową, w której na parterze mieści się mieszkanie do dzisiaj należące do Adama Sukowskiego.
- Miejsce postoju wraz z podjazdem do wózka służyło przede wszystkim mnie, prawie od samego początku, jak tylko się wprowadziliśmy. Miejsce to zostało wybudowane w całości bez udziału finansowego Spółdzielni Mieszkaniowej, to jest ze środków własnych i z pomocą finansową Spółdzielni Inwalidów w Żninie, zakładu, w którym wówczas pracowałem. Spółdzielnią kierował śp. Kazimierz Waliszewski i zadbał o techniczną i organizacyjną pomoc przy budowie podjazdu. Przez wszystkie kolejne lata nigdy, a nigdy nie było co do tego żadnych uwag, jakichkolwiek pretensji, czy żali do mnie ze strony współlokatorów, jak również ze strony Spółdzielni Mieszkaniowej. Wprost przeciwnie, zawsze mogłem liczyć na zrozumienie i sąsiedzką pomoc - opisuje swą sytuację Adam Sukowski.
6 lat temu przeprowadził się do wybudowanego domu przy ul. Leśnej w Żninie. Jednak nadal pozostaje właścicielem mieszkania przy ul. Żytniej. Mieszka w nim jego córka - jedynaczka, Karolina Sukowska-Kopeć z mężem Mariuszem i swoimi dziećmi. Adam Sukowski, mimo niepełnosprawności, stara się pielęgnować bliskie stosunki z najbliższymi. Nie zaniedbuje częstych odwiedzin u córki i wnucząt. Jednocześnie zapewnia, że zawsze był i jest sumiennym członkiem Spółdzielni Mieszkaniowej. Nie ma żadnych zaległości w opłatach na rzecz administracji, co zresztą potwierdził w rozmowie z nami Zdzisław Goliński,kierownik spółdzielni i członek jej zarządu.
Mimo że Adam Sukowski nigdy nie otrzymał żadnych uwag, ostrzeżeń związanych z tym, że miejsce postoju z podjazdem betonowym do klatki schodowej komuś może przeszkadzać, to 10 kwietnia br. otrzymał od córki informację, która bardzo go zaskoczyła. - Córka przed wyjazdem do pracy zobaczyła rano 10 kwietnia pracowników spółdzielni z kilofami przed blokiem. Skontaktowała się więc z kierownikiem spółdzielni, żeby poznać przyczyny tego, co za chwilę miało się stać. Po krótkiej rozmowie z panem Zdzisławem Golińskim została zobowiązana do złożenia 13 kwietnia stosownych wyjaśnień o korzystaniu przeze mnie z miejsca postojowego i z wjazdu dla wózka. Po czym, jak zapewniał kierownik, sprawa zostanie rozpatrzona. Dziś stwierdzam, że została załatwiona błyskawicznie, bo gdy córka wróciła z pracy, to zastała przed domem stertę gruzu i dół.
Nie czekali na wyjaśnienia do poniedziałku 13 kwietnia, tylko od razu zburzyli betonowy podjazd i zdjęli barierki. Została tylko krótka barierka i podjazd przed samymi drzwiami do klatki schodowej. Chyba dla wprowadzania rowerów. To, co mnie spotkało, to jest całkowite pozbawienie mnie dostępu do własnego mieszkania. Nie ma znaczenia, że teraz tam nie mieszkam. Moje plany mogłyby iść w tym kierunku, że tam wrócę, a poza wszystkim to jest moje mieszkanie. To, że mieszka w nim córka z rodziną niczego nie zmienia. Chcę ich odwiedzać mając możliwość samodzielnego wjazdu - tłumaczy Adam Sukowski.
- Nie wiem, czyja to była decyzja. Chyba indywidualna pana kierownika spółdzielni - uważa Karolina Sukowska-Kopeć.
20 kwietnia Adam Sukowski zwrócił się pisemnie do prezesa spółdzielni z prośbą o informację wyjaśniającą powody wyburzenia i możliwość odbudowy zniszczonego wjazdu. - Ja zresztą nawet będę żądał zwrotu pieniędzy, bo wydatek był Spółdzielni Inwalidów na ten podjazd, a nie Spółdzielni Mieszkaniowej. Jeśli chcą, to my zlecimy odbudowę, ale niech oni zapłacą - stawia sprawę jasno Adam Sukowski. Dodaje, że w tej samej klatce schodowej mieszka jeszcze jedna osoba niepełnosprawna. Wprawdzie rzadko opuszcza ona mieszkanie, ale teraz - gdyby nawet chciała - nie może.
Zdzisław Goliński tłumaczy, że podjazd został zlikwidowany, bo Adam Sukowski nie mieszka od 12 lat przy ul. Żytniej. - Nieprawda, od 6 lat, bo wtedy postawiony został dom na ul. Żytniej - ripostuje Karolina Sukowska-Kopeć.
Kierownik spółdzielni tłumaczy, że podjazd i miejsce postojowe zostały zlikwidowane także dlatego, że obecna lokatorka mieszkania Adama Sukowskiego, jego córka, parkowała na miejscu postojowym własny samochód. - Ale tam nie było jakiegoś oznaczenia, że jest wyłącznie dla inwalidów, a jak taty akurat nie było, to czemu nie miałam stawać. Są wprawdzie z tyłu osiedla niedawno wybudowane przez gminę parkingi, są one jednak z płyt ażurowych. Dzieci mają małe nóżki, a dziury w tych płytach są niewypełnione. Dziecko może sobie zwichnąć nogę. Jednak skoro to miał być powód, to ja powiedziałam kierownikowi, że mogę podpisać zobowiązanie, że nie będę parkowała przed blokiem, niech tylko odbudują podjazd i miejsce postojowe dla taty. To, co zrobili, to jest coś obłędnego. Prawie ćwierć wieku temu zlikwidowano barierę architektoniczną, a wtedy nie było takiej tendencji w architekturze, jak jest teraz. No i oni, zamiast iść z duchem czasu i likwidować bariery architektoniczne, to stworzyli nową - uważa Karolina Sukowska-Kopeć.
Na pytanie, dlaczego zlikwidowane zostało miejsce postojowe i podjazd do klatki, Zdzisław Goliński odpowiada, że na skutek sygnałów od mieszkańców. - Na pewno nie z naszej klatki schodowej, bo daliśmy im wszystkim zapytanie w formie ankiety: „czy miejsce postojowe stanowiło przeszkodę wejścia do klatki schodowej i w życiu codziennym?”. Mieszkańcy wszystkich 9 lokali odpowiedzieli, że nie - mówi Karolina Sukowska-Kopeć.
- Na tak postawione pytanie też odpowiedziałbym „nie”. Ale już na pytanie, czy przeszkadza mi stojący samochód u wejścia do klatki - odpowiedź niekoniecznie byłaby ta sama. W końcu są tu dwa parkingi, jeden po drugiej stronie ulicy przed blokiem, trzeci kawałek dalej. Z parkingu po drugiej stronie ulicy jest 15 m do klatki schodowej - tłumaczy Zdzisław Goliński.
- Co z tego, jak wraz z podjazdem zlikwidowali wylewkę przed krawężnikiem, którędy mogłem wjechać. Teraz jej nie ma. Wózek muszą mi córka i zięć podnosić, bym dostał się na chodnik - odpowiada Adam Sukowski. Poza tym w związku z likwidacją podjazdu wzdłuż dojścia do klatki zostały też ściągnięte barierki. Umożliwiały one Adamowi Sukowskiemu oparcie się podczas przenoszenia ciała na wózek czy wsiadania z powrotem z wózka do samochodu. Teraz wózek trzeba wnosić i na krawężnik, i na schodki do klatki.
W ostatni wtorek odbyło się posiedzenie zarządu spółdzielni. Zdzisław Goliński przekazał nam, że temat podjazdu został na tym posiedzeniu podjęty. Zapadła decyzja, że podjazd nie będzie odbudowywany. - Ale wystąpimy do Urzędu Miejskiego w Żninie o możliwość wydzielenia i oznakowanie miejsca dla osoby niepełnosprawnej. Może to być na parkingu przed blokiem po drugiej stronie jezdni, a może być również wzdłuż chodnika, bliżej bloku. Jeśli tak, to na powrót wykonany zostanie podjazd pod sam krawężnik - poinformował Zdzisław Goliński.
- My tej sprawy tak nie zostawimy. Tak być nie może. Wydzielenie miejsca bez podjazdu niewiele zmienia. Poza tym, jeśli stanie tam samochód innej osoby niepełnosprawnej, to tata już nie będzie mógł tutaj podjechać - zauważa Karolina Kopeć-Sukowska.
Adam Sukowski zamówił u stolarza tabliczkę, na której ma zamiar nakleić naklejkę z napisem Zabrałeś moje miejsce. Weź też moje kalectwo!. - Umieścimy to w trawie, która porosła w miejscu, gdzie przez lata był podjazd dla mojego wózka. Niech to będzie wyrzutem sumienia dla pana kierownika i władz spółdzielni - zakończył Adam Sukowski.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1214 (20/2015)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze