Dzisiaj Lech Poznań zagra na własnym boisku rewanżowy mecz fazy grupowej ze szkockim Rangers FC w Lidze Europy, niestety bez szans na awans do kolejnej rundy. W pierwszym spotkaniu tych drużyn na Ibrox Stadium piłkarze Lecha doznali porażki. Kibice w całej Polsce mogli się przy tamtej okazji natknąć na związane z otoczką meczu zdjęcia, na których jeden z przedstawicieli Lecha wręcza kartony z rogalami świętomarcińskimi trenerowi Rangersów. Tym przekazującym słodkości byłemu liderowi Liverpool FC i reprezentacji Anglii był żninianin, jeszcze kilka lat temu piłkarz Pałuczanki, a następnie Sparty Janowiec Wielkopolski.
Żninianin znajduje piłkarzy dla Kolejorza
Dzisiaj Lech Poznań zagra na własnym boisku rewanżowy mecz fazy grupowej ze szkockim Rangers FC w Lidze Europy, niestety bez szans na awans do kolejnej rundy. W pierwszym spotkaniu tych drużyn na Ibrox Stadium piłkarze Lecha doznali porażki. Kibice w całej Polsce mogli się przy tamtej okazji natknąć na związane z otoczką meczu zdjęcia, na których jeden z przedstawicieli Lecha wręcza kartony z rogalami świętomarcińskimi trenerowi Rangersów. Tym przekazującym słodkości byłemu liderowi Liverpool FC i reprezentacji Anglii był żninianin, jeszcze kilka lat temu piłkarz Pałuczanki, a następnie Sparty Janowiec Wielkopolski.
WRÓCILI DO EUROPY
Od 2016 roku brakowało polskich drużyn w rozgrywkach grupowych europejskich pucharów. Jesienią bieżącego sezonu ten negatywny trend odwrócił dopiero Lech Poznań. Drużyna Kolejorza była pierwszym zespołem z Polski, który dostał się do rozgrywek grupowych Ligii Europy, grając eliminacje już od pierwszej rundy. Lech wyeliminował kolejno: Valmierę, Hammarby, Apollon Limassol i Charleroi. Lechici imponowali w tych meczach grą do przodu, dzięki czemu zdobyli jeszcze większą sympatię kibiców, niż gdyby to były awanse wywalczone stawianiem autobusu przed własną bramką. Dodatkowo fanów cieszyło to, że w pierwszym składzie Lecha, a także jako zmiennicy pojawiali się młodzi, polscy piłkarze, którzy w dużym stopniu decydowali o obliczu gry. Zresztą podobnie było już w samych rozgrywkach grupowych w Lidze Europy, w których Lechowi przyszło się mierzyć z trzema bardzo utytułowanymi rywalami: Benficą Lizbona, Rangers FC i Standardem Liege.
Jednak w kocioł poznańskiej lokomotywy węgla nie wrzucają jedynie polscy piłkarze. Kluczowe znaczenie mają bowiem sensownie przeprowadzane transfery zagraniczne. Wystarczy w tym roku wspomnieć tylko o szwedzkim napastniku Mikaelu Ishaku, który został sprowadzony, aby zastąpić króla strzelców Ekstraklasy ubiegłego sezonu - Duńczyka Christiana Gytkjaera. Ten bowiem przed obecnymi rozgrywkami odszedł z Lecha do włoskiej Monzy.
JEZIORAK, PAŁUCZANKA, SPARTA
Dlaczego w artykule na łamach naszej lokalnej gazety piszemy o transferach i wynikach sportowych Lecha Poznań? Otóż do znalezienia dobrego - spełniającego kryteria nie tylko sportowe, ale i mentalne - zagranicznego zawodnika do gry w czołowym polskim klubie, niezbędna jest codzienna i żmudna praca od podstaw całego działu skautingu. W Lechu Poznań taki dział tworzy obecnie 7 skautów. Jednym z nich jest Szymon Goc, 24-letni żninianin.
Szymon Goc pierwsze piłkarskie kroki stawiał w Jezioraku Żnin wraz ze swoim bratem bliźniakiem Łukaszem. Chłopców zapisali do klubu rzecz jasna rodzice: Sylwia i Szczepan Gocowie. Było to w 2001 roku, a bliźniacy mieli po 5 lat. Już w wieku szkolnym Szymona bawiło nie tylko samo granie na boisku, ale i oglądanie meczów w telewizji. Na europejskich boiskach pojawiali się wciąż nowi idole, których on podziwiał w meczach transmitowanych na ekranie, a jednocześnie starał się naśladować na zielonej murawie. We wspomnianym Jezioraku grał do wieku gimnazjalnego. Gdy wyrósł z trampkarzy, przeszedł płynnie do juniorów młodszych Pałuczanki Żnin. W latach 2013-2014 grał w seniorskim zespole na szczeblu V ligi.
Gdy Pałuczanka spadła do klasy A, Szymon Goc, przeszedł do Sparty Janowiec Wielkopolski. Zbiegło się to ze zdaniem matury w I Liceum Ogólnokształcącym w Żninie i rozpoczęciem studiów na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu. Były to co prawda studia dzienne, ale mecze rozgrywane są w weekendy, a dzięki niedużej odległości z Poznania do Janowca Wielkopolskiego, żninianin był też w stanie przyjeżdżać na niektóre treningi w tygodniu.
CZYTANIE GRY W SKAUTINGU LECHA
O krótkiej i tylko na szczeblu V ligi karierze piłkarskiej Szymona Goca nie piszemy przypadkowo. Doświadczenia z boiska przydają się w jego aktualnym zajęciu. Tym bardziej, że grał na pozycji środkowego pomocnika, a według trenerów oraz kibiców, dysponował dobrym przeglądem pola i starał się być zawsze pod grą. Te cechy plus niezła, jak na zawodnika środka pola skuteczność, spowodowały między innymi, że w 2013 roku był jednym z kandydatów do tytułu Najpopularniejszego Sportowca Pałuk w plebiscycie tygodnika Pałuki. Umiejętność czytania gry teraz ocenia u innych. Ogląda w akcji potencjalnych nowych graczy siedmiokrotnego mistrza Polski, czyli Lecha Poznań.
Do Kolejorza trafił na drugim roku studiów na staż w dziale klubowego marketingu. Nieprzypadkowo zainteresował się właśnie tą dziedziną. Było to związane z kierunkiem studiów, które odbywał na Uniwersytecie Ekonomicznym. Tak się jednak składa, że skauting i marketing w KKS Lech Poznań ściśle ze sobą współpracują, zwłaszcza od 2018 roku, kiedy to zmienił się szef skautingu. Staż Szymona Goca trwał od grudnia 2016 roku przez 6 miesięcy. Ponieważ sprawdzał się w pracy, otrzymał propozycję, by kontynuować ją już na normalnym etacie. Z chęcią przystał, tym bardziej, że godziny pracy były na tyle elastyczne, iż nie miał problemów, aby łączyć marketing ze studiowaniem.
Wspomniany dział skautingu w Lechu to 7 osób, z których każda odpowiada za wyszukiwanie piłkarzy z konkretnych krajów europejskich. Szymon Goc jest odpowiedzialny za dwie ligi. Nie chciał nam zdradzić jakie, bo obowiązuje go tajemnica służbowa. Rozwinięty skauting mają przecież wszystkie liczące się kluby w Europie. Konkurencja nie śpi i dlatego żninianin nie może mówić na zawodników z jakich krajów patrzy uważniej. Pytamy go więc z innej strony: za ściągnięciem do Lecha jakich piłkarzy stoi Szymon Goc? Żninianin odpowiada, że ostateczna ocena, czy któryś wychwycony talent należy zarekomendować władzom klubu i sztabowi trenerskiemu, należy do całego zespołu skautów. Mówimy w tym przypadku o kandydatach spośród piłkarzy zagranicznych do gry wyłącznie w pierwszym zespole Kolejorza. Za rekrutację dzieci i młodzieży do trenowania w Akademii Lecha odpowiadają zupełnie inni pracownicy.
Podstawowym zajęciem skauta jest to, co lubi najbardziej każdy kibic, a więc oglądanie meczów piłkarskich. Tyle że w przypadku skauta nie ma miejsca na emocje z tym związane. Potrzebne są wnioski i profesjonalna analiza na temat plusów oraz minusów konkretnego futbolisty. W tygodniu roboczym Szymon Goc ogląda mecze ściągnięte ze specjalnych platform skautingowych w internecie. W weekendy ogląda spotkania na żywo. Nie tylko w telewizji czy internecie, ale też przemieszczając się po Europie i świecie, zasiada na trybunach różnych stadionów. Teraz oczywiście już nie tak często, jak przed pandemią koronawirusa.
Praca skauta zajmuje sporą część dnia, a wolne weekendy są rzadkością. Szymon Goc ogląda kilkanaście meczów (od pierwszego do ostatniego gwizdka sędziego) w ciągu tygodnia. Robi to pod kątem zachowań taktycznych, zaawansowania technicznego i mentalności konkretnych zawodników, których wstępnie upatrzył sobie jako potencjalne wzmocnienie Lecha Poznań. Zresztą mentalność, psychika, upodobania, tryb życia kandydata do gry w Kolejorzu też są istotne. Te aspekty więc Szymon Goc również śledzi.
Skaut jako pierwszy nawiązuje kontakt z potencjalnym, nowym nabytkiem klubu. Jest to kontakt z menedżerem zawodnika lub z samym piłkarzem, którego na ostatnim etapie obserwacji skaut zaprasza na kolację, by przedstawić mu wizję klubu i zespołu. Choć też Lech jest na tyle dużą marką także w Europie, że specjalnie go zawodnikom reklamować nie trzeba. Oczywiście pamiętając, że chodzi o piłkarzy, którzy mieszczą się w zasięgu możliwości finansowych klubu. Szymon Goc na rozmowach kwalifikacyjnych, starając się o angaż do skautingu Lecha, musiał wykazać się rozeznaniem tematu, jeśli chodzi o ligi europejskie, łącznie z tymi, które przeciętnego, polskiego kibica nie interesują wcale lub prawie w ogóle.
Dzisiaj zespół Lecha Poznań czeka ostatni mecz w tegorocznej edycji Ligi Europy z Rangers FC. W pięciu dotychczas rozegranych spotkaniach grupowych Lech zdołał wygrać tylko jedno spotkanie ze Standardem, choć zebrał też wiele pozytywnych opinii o swojej grze w innych meczach. Przede wszystkim w rozpoczynającym rywalizację grupową spotkaniu z Benficą na własnym stadionie i w niektórych fragmentach meczu na Ibrox Stadium z Rangersami właśnie.
MARCIŃSKIE ROGALE DLA RYWALI
Z tamtym spotkaniem, a konkretnie z przedmeczową otoczką, wiąże się sympatyczne wydarzenie, w którym ma swój udział Szymon Goc. Otóż pierwszy mecz z najbardziej utytułowaną drużyną na świecie (Glasgow Rangers to 57-krotni mistrzowie Szkocji i mają duże szanse na kolejny tytuł najlepszej drużyny w swoim kraju w bieżącym sezonie), Lech rozgrywał 29 października. Zatem było to 2 tygodnie przed wspomnieniem św. Marcina, jednego z patronów Poznania. Z tą postacią jest związana tradycja świętomarcińskich rogali. Kilka lat temu Lech Poznań z okazji święta rozpoczął coroczny cykl akcji Zamień 500 kalorii na 500 kalorii. Polegała ona na tym, że kibice odbywali intensywny, otwarty trening pod okiem kadry szkoleniowej Lecha. W zamian otrzymywali rogale. I tenże słodki symbol Poznania przedstawiciele Lecha postanowili przy okazji meczu rozgrywanego niedługo przed św. Marcinem wręczyć szefom, szkoleniowcom oraz piłkarzom z Glasgow.
O tej niespodziance dla szkockich gospodarzy od gości z Wielkopolski można było się dowiedzieć ze wszystkich serwisów sportowych w polskich telewizjach. W prasie i w internecie pojawiły się zdjęcia, jak Lech wręcza kartony z rogalami trenerowi szkockiego zespołu, słynnemu Stevenowi Gerrardowi. To jeden z najlepszych pomocników świata, gwiazda reprezentacji Anglii i Liverpool FC na początku XXI wieku. Jak mówi żninianin, Gerrard w uprzejmych słowach podziękował za niespodziankę, a następnego dnia, gdy lechici opuszczali Glasgow, usłyszeli od Szkotów, że rogale bardzo im smakowały.
PAŁUCKIE ŚLADY W POZNANIU
Na koniec zapytaliśmy Szymona Goca, który co prawda zajmuje się skautingiem zagranicznym już do pierwszej drużyny, czy zdarza się, że do drzwi Lecha pukają też młodzi piłkarze rodem ze Żnina? Odrzekł, że ostatnio nie było takich przypadków.
Za to kilka lat temu w Akademii Lecha Poznań jednym z trenerów był żninianin Piotr Mydlikowski. Zresztą wywodzący się z tego samego osiedla, co i Szymon Goc. Obecnie - konkretnie od tego sezonu - Piotr Mydlikowski jest szkoleniowcem w Akademii Warty, czyli drugiego ekstraklasowego zespołu z Poznania.
Wracając zaś do potencjalnych graczy Kolejorza, którzy wywodzą się z Pałuk, Szymon Goc przypomniał, że wychowankiem Lecha, który co prawda pierwsze kroki piłkarskie jako kilkulatek stawiał w Sokole Damasławek, jest urodzony w Żninie Karol Linetty. To obecny reprezentant Polski, który w ostatni weekend grał w barwach AC Torino w derbach z Juventusem we włoskiej Serie A. - Ten przykład pokazuje młodym piłkarzom, także ze Żnina i okolic, że wszystko jest możliwe, że warto mieć pasję i ciężką pracą kształtować swój talent - stwierdził na koniec najmłodszy pracownik działu skautingu Kolejorza.
Karol Gapiński
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze