Materiały o Polsce i świecie współczesnym
Żn iński Sierpień
- "Ja to odczytałem i dodałem, że wiele rzeczy na rzecz poprawy warunków pracowniczych trzeba pozmieniać. Dyrektor Klimaszewski się z tym zgodził". Wówczas pracownicy zaczęli krzyczeć: "Lechu na przewodniczącego". "Komitet powstał samozwańco" - wspomina wrzesień 1980 w Żninie Lech Nowak.
ŻNIŃSKI WRZESIEŃ
Gdy doszło do strajków w kraju, w Żninie zaczęto podejmować działania na rzecz tworzenia międzyzakładowych komitetów założycielskich.
- "Pierwsze zebrania odbywały się w sierpniu. Na początku przychodziło na nie od 6 do 8 osób. Wśród nich było kilku nauczycieli i trzy osoby ze "Spomaszu". Andrzej Wybrański pełnił rolę koordynatora, był najważniejszy. Pocztą pantoflową rozchodziły się wieści o naszych spotkaniach. Docierały one do osób pracujących w różnych zakładach, które tworzyły komitety w swoich zakłada ch" - mówi Lech Nowak.
Uwięzieni za Polską Wolność
Z notatki urzędowej MO: "W dniu 23 grudnia 1981 roku funkcjonariusze Komisariatu MO w Żninie patrolując ul. Śniadeckich w Żninie zauważyli w gablocie wiszącej na budynku byłej siedziby NSZZ "Solidarność" wywieszoną kartkę z życzeniami świątecznymi. Gablota ta przeznaczona w przeszłości na ogłoszenia "Solidarności" była zamknięta na zamek. Powyższą kartkę z życzeniami zabezpieczono w tutejszym komisariacie i załączono do niniejszej notatki".
Tydzień później na tej samej gablocie oraz w dziewięciu innych miejscach w Żninie pojawiły się nekrologi polskiej wolności. Na klatkach schodowych w sylwestrowy poranek żninianie mogli przeczytać interpretację tego, co się stało 13 grudnia 1981 roku. Milicja wszczęła dochodzenie i po kilku dniach znalazła sprawców. Byli nimi młodzi ludzie, którzy na święta wrócili ze studiów do Żnina. Inicjatorami wywieszenia nekrologów i rozrzucania ulotek było Andrzej Katulski i Piotr Najsztub. Współoskarżonymi - ich trzej koledzy z czasów nauki w żnińskim Liceum Ogólnokształcącym: Piotr Goltz, Krzysztof Malinowski i Jerzy Winiecki. W procesie przed sądem wojskowym wszyscy zostali skazani na kary więzienia. Wraz z nimi sądzony i skazany był ich nauczyciel Andrzej Wybrański - odpowiadał za to, że nie doniósł władzy o planowanej przez młodzież akcji.
Początki funkcjonowania Związku Zawodowego "Solidarność" w Żninie datuje się na wrzesień 1980 r. po strajkach sierpniowych. Powstała wówczas grupa inicjatywna: Wiesław Ćwiąkała (lekarz), który był pierwszym żninianinem podejmującym działania, by w grodzie Śniadeckich powstała "Solidarność", Krystyna Krzemińska (urzędniczka), Kornel Kurczewski (inżynier), Halina Malinowska (lekarz), Lech Nowak (robotnik), Stanisław Raczyński (robotnik), Andrezj Wybrański (nauczyciel).
Krystyna Krzemińska
fot. Arkadiusz Majszak
Zebrania założycieli "Solidarności" odbywały się w budynku Liceum Ogólnokształcącego, a następnie w siedzibie Stronnictwa Demokratycznego przy placu Wolności. Na terenie Żnina zaczęły powstawać pierwsze komitety: ZEC Żnin, który założyła Krystyna Krzemińska, Fabryki Maszyn i Urządzeń Przemysłu Spożywczego "Spomasz", założony przez Lecha Nowaka, w Zespole Opieki Zdrowotnej, założony przez Wiesława Ćwiąkałę, w Terenowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej i wśród nauczycieli.
- "Zanim zaczęły się tworzyć komitety zakładowe w innych zakładach, spotykaliśmy się w piwnicy liceum. Andrzej Wybrański mówił wówczas o potrzebie organizowania się ludzi w poszczególnych zakładach pracy. W ZEC-u wyglądało to tak. Pamiętam jak na przełomie sierpnia i września do naszego zakładu przyjechało dwóch pracowników WPEC Bydgoszcz, w którym działał już komitet "Solidarności". Gdy przyjechali, weszli do biura i trafili na mnie. Pytali z kim się spotkać, by zorganizować "Solidarność". Wzięłam listę i przeszłam po wszystkich działach. Na liście podpisało się 50% pracowników. Po jakimś czasie było to już 100% załogi. Później dowiedziałam się, że Andrzej Wybrański organizuje zebrania, na które zaczęłam chodzić" - wspomina Krystyna Krzemińska.
Lech Nowak
fot. Arkadiusz Majszak
Andrzej Wybrański twierdzi, że inicjatywa tworzenia komitetów zakładowych trafiła w Żninie na dobry grunt.
- "Niezależne działania w kierunku, by powstał NSZZ "Solidarność" podjęły różne osoby w zakładach takich jak szpital czy proszkownia mleka. W "Spomaszu" działał Lech Nowak. Prężnie działali też nauczyciele i pracownicy "Żefamu". Aktywny był Stanisław Raczyński, Ireneusz Starczewski i Kornel Kurczewski" - podkreśla Andrzej Wybrański.
LECH NOWAK JAK LECH WAŁĘSA
Na początku września 1980 r. powstał komitet założycielski pracowników oświaty. W jego skład weszli między innymi: Andrzej Wybrański, Józef Kaczmarek, Karol Stawniak, Roman Terzyk, Maria Pawlak, Barbara Kamieńska, Ewa Wajerczyk, Marianna Bosiacka, która była przewodniczącą komisji zakładowej pracowników oświaty.
- "Spotkałem się z Andrzejem Wybrańskim zaraz po rozpoczęciu roku szkolnego w 1980 r. Pierwsze spotkanie było w bibliotece pedagogicznej. Omówiliśmy kto do jakich szkół pójdzie, by poinformować o planach utworzenia komitetu zakładowego. Potem odbyło się pierwsze zebranie pracowników oświaty. Około 10 września zarejestrowaliśmy komitet założycielski" - mówi Karol Stawniak.
Inicjatywa utworzenia komitetu w Spomaszu zrodziła się na dziale mechanicznym. Pracownicy nie byli zadowoleni z warunków pracy oraz wysokości wynagrodzenia w stosunku do posiadanych kwalifikacji. Lech Nowak poinformował kolegów z działu o potrzebie zorganizowania zebrania. Podczas niego pracownicy napisali 21 postulatów mających na celu poprawę ich warunków pracy. Nie było jednak odważnego człowieka, który by to odczytał.
Andrzej Wybrański
fot. Arkadiusz Majszak
- "Ja to odczytałem i dodałem, że wiele rzeczy na rzecz poprawy warunków pracowniczych trzeba pozmieniać. Dyrektor Klimaszewski się z tym zgodził. Wówczas pracownicy zaczęli krzyczeć: - "Lechu na przewodniczącego". Komitet powstał samozwańczo. Później były wybory i zawiązała się komisja. W "Spomaszu" do "Solidarności" przystąpiło 646 pracowników. Dowiedział się o tym Andrzej Wybrański i chciał się ze mną spotkać. Za pierwszym razem minęliśmy się w bramie. Na drugi dzień spotkaliśmy się i zaproponował, żebyśmy chodzili na zebrania do liceum. Chodził na te zebranie również Andrzej Krzyżaniak i jeden były milicjant, który jak się później okazało był wtyczką" - opowiada Lech Nowak.
Krystyna Krzemińska: - "Myślę, że wśród nas byli tacy, którzy donosili. Gdy wzięli mnie na przesłuchanie chcieli, żebym z nimi współpracowała. Z pewnością kilku naszych kolegów zostało złamanych. Z SB podpisywali współpracę ci, którzy mieli kłopoty z prawem."
BEZ KŁÓD POD NOGI
Henryk Tokarz swoją działalność opozycyjną rozpoczął pod koniec lat siedemdziesiątych. Pracował wówczas w SKR i nawiązał kontakty z emisariuszami Komitetu Obrony Robotników. W działalność związkową czynnie włączył się w 1980 r., po strajkach sierpniowych. Mieszkał wówczas w Woli.
Henryk Tokarz
fot. Remigusz Konieczka
- "Przyjechał Bodziu Matuszewski i zorganizował spotkanie informacyjne w zakładzie. Zostałem pierwszym przewodniczącym koła. Komisja zakładowa działała przy PGR w Żninie" - wspomina Henryk Tokarz.
Przystępowano do tworzenia komitetów zakładowych we wszystkich zakładach pracy. Komitety zaczęły rosnąć jak grzyby po deszczu. Już w 1980 r. żnińska "Solidarność" liczyła 8.500 osób. Ekspansja rozprzestrzeniała się na terenie całego powiatu. Lech Nowak, który był prawą ręką Andrzeja Wybrańskiego, jeździł po całym powiecie i rozmawiał z dyrektorami zakładów na temat tworzenia komitetów założycielskich. Jego zadaniem było również podejmowanie rozmów z załogą poszczególnych zakładów w sprawie tworzenia komitetów.
- "W "Spomaszu" nie było problemu z założeniem komitetu założycielskiego. Podobnie jak w innych zakładach. Większość dyrektorów było przychylnie nastawionych związkom zawodowym" - wspomina Lech Nowak.
W Polsce roku 1980 władzę sprawowała jedna partia: Polska Zjednoczona Partia Robotnicza, nominalnie w koalicji ze Zjednoczonym Stronnictwem Ludowym i Stronnictwem Demokratycznym. Partie opozycyjne nie były w sejmie reprezentowane, ich istnienie było zakazane. Istnienie jakiejkolwiek organizacji nie kontrolowanej przez władzę było sprzeczne z ideą systemu politycznego.
Listę wyborczą mogła zgłosić tylko jedna organizacja: Front Jedności Narodu; by się na niej znaleźć, trzeba było, by kandydat otrzymał akceptację PZPR. Hasłem, jaki reklamowano pracę rządu było: partia kieruje, rząd rządzi. Źródłem władzy PZPR nie było społeczeństwo, lecz Związek Radziecki. Partia w swych decyzjach politycznych nie była suwerenna - była pasmem transmisyjnym interesów Związku Sowieckiego, jednak różnego rodzaju opór społeczny wymuszał na rządzących poszerzenie sfery wolności. Założeniem polityki wewnętrznej była jej zgodność z wolą obcego mocarstwa, choć czasem przekonywano Moskwę, że w jej interesie leży to, co proponują Polacy.
Zdarzały się jednak przypadki, gdzie z władzą nie szło wypracować kompromisu. Lech Nowak wspomina, jak umówił się w Gorzycach z dyrektorem SKR Bolesławem Cieniawą, by omówić problem jednego z pracowników, który popełnił wykroczenie. Bolesław Cieniawa obiecał, że potrąci pracownikowi z pensji i ukarze go we własnym zakresie. Tymczasem - pomimo takich zapewnień - oddał sprawę do sądu, przez co pracownik wyleciał z pracy.
Ponadto nie w każdym zakładzie ludzie byli zdecydowani, by założyć komitet. Karol Stawniak prowadził rozmowy w żnińskiej cukrowni na temat potrzeby założenia komitetu. Ludzie jednak nie byli o tym do końca przekonani.
- "Tam było widać strach i obawę, co się za tym dalej stanie" - mówi Karol Stawniak.
Władze Żnina nie rzucały kłód pod nogi żnińskim założycielom "Solidarności". Władza po prostu się schowała i nie przeszkadzała w tworzeniu związku.
- "Wtedy my wszyscy nie wiedzieliśmy na czym to wszystko będzie polegać. Wiedzieliśmy, że mamy chęć działać na rzecz dobra kraju: od tworzenia "Solidarności" w poszczególnych zakładach i obrony ludzkiej godności do postulowania, by chodniki były dobrze układane" - opowiada Andrzej Wybrański.
WŁASNA SIEDZIBA
W związku z bardzo trudną sytuacją gospodarczą, zadaniem "Solidarności" było zajmowanie się sprawiedliwym podziałem żywności. W strukturze związku wyodrębniono organizm, który czuwał nad równym podziałem towarów w poszczególnych sklepach. Chodziło o to, by jedna osoba nie kupiła na przykład 10 paczek kawy, lecz jedną.
Gdy związki zawodowe zaczęły w Żninie rosnąć w siłę, a o ich działalności wiedziało coraz więcej osób, działacze żnińskiej "Solidarności" wystąpili do naczelnika miasta Czesława Łukomskiego z prośbą o przydział lokalu, w którym mogliby swobodnie prowadzić swoją działalność. Po miesiącu "Solidarności" przyznano lokal przy Śniadeckich 15. Było to w październiku lub listopadzie 1980 r. Pomieszczenia były bardzo zniszczone, lecz udało się własnym sumptem doprowadzić je do stanu użyteczności.
Na przełomie października i listopada działalność oddziału żnińskiego NSZZ "Solidarność" znacznie wzrosła i zmieniła swoją formę i zasięg. Były dwa powody zmian: wyciągnięcie wniosków z doświadczeń dotychczasowej działalności oraz przyznanie od 1 grudnia 1 lokalu przy Śniadeckich 15. Decyzją komitetu wprowadzono stałe dyżury w lokalu codziennie od 8.00 do 17.00. Pełnili je członkowie związku oddelegowani przez niektóre zakłady pracy oraz społecznie przez członków żnińskiego Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego NSZZ "Solidarność". W tym samym czasie w związku trwała kampania wyborcza w ogniwach podstawowych - w kołach i zakładach pracy. Wynikiem kampanii miało być umocnienie związku oraz określenie miejsca i zadań "Solidarności" w każdym zakładzie pracy. Komisje zakładowe dostarczały do MKZ protokoły z wyborów podając skład komisji zakładowej, skład prezydium komisji zakładowej oraz liczbę członków NSZZ "Solidarność" w danym zakładzie pracy. Komisje zakładowe, które nie posiadały konta bankowego, mogły korzystać z konta MKZ założonego w żnińskim oddziale NBP.
Brakowało sprzętu do powielania materiałów. 20 grudnia 1980 r. przewodniczący żnińskiego oddziału MKZ "Solidarność" zwrócił się z prośbą do Spółdzielni Inwalidów im. Jarosława Dąbrowskiego w Bydgoszczy o umożliwienie korzystania z powielacza. Musiał przy okazji zapewnić, że urządzenie będzie wykorzystywane do powielania materiałów związanych wyłącznie z działalnością związku, respektując zakładowy regulamin określający tryb wykorzystywania powielacza oraz przepisy prawa obowiązujące w tym zakresie. Dzięki powielaczowi rozpowszechniany był wydawany przez "Solidarność" biuletyn. Powielaniem materiałów zajmował się Andrzej Bartkowiak.
Inicjatywą "Solidarności" wysuniętą wobec władz miasta i gminy Żnin była kwestia wprowadzenia bonów na mięso i wędliny w okresie przedświątecznym. Inicjatywa spotkała się z pełnym zrozumieniem naczelnika Czesława Łukomskiego. Członkowie "Solidarności" brali czynny udział w pracach przygotowawczych bacząc, by opracowany system był prawidłowy i sprawiedliwy.
O wszechstronności działań żnińskiej "Solidarności" niech świadczy fakt, że jej członkowie zbierali pieniądze na pomoc dla ofiar trzęsienia ziemi we Włoszech. W biurze przy Śniadeckich 15 przyjmował również radca prawny, który udzielał bezpłatnych porad.
- "Ludzie nie mieli wtedy gdzie zwracać się ze swoimi problemami. Dopiero, gdy zaczęły powstawać związki, ludzie zaczęli się ubiegać o swoje prawa pracownicze. Pracownicy zaczęli rozumieć, że "Solidarność" rośnie w siłę. Uwierzyli w jej potęgę i masowo przystępowali do związku. Związek wspomagał ludzi najbardziej ubogich. Przyjęliśmy rolę pogotowia ratunkowego. Ludzie oczekiwali od "Solidarności", że przywróci normalność. "Solidarność" miała zmienić dotychczasowy tryb patrzenia władzy na pracowników. Chodziło między innymi o zniesienie akordów, bo akord to był wtedy wyzysk człowieka. Oczekiwano również zmian politycznych. Walczyliśmy o to, by każdy miał prawo awansu, by nie było to uzależnione od tego, czy był członkiem partii czy nie." - mówi obecny szef żnińskiego oddziału "Solidarności" Edmund Bolewski.
Członkowie "Solidarności" zostali wytypowani do różnych komisji społecznych, gdzie czuwali nad sprawiedliwym podejmowaniem decyzji. Między innymi doprowadzili do tego, by do przedszkoli zostały przyjęte dzieci z rodzin wielodzietnych i najmniej zarabiających. Henryk Tokarz oraz związkowcy z PGR Żnin doprowadzili do powstania przedszkola Zakładu Leśno-Zadrzewieniowego w Woli. Powstał również Komitet Związkowej Kontroli Społecznej, której głównym zadaniem była kontrola sprawiedliwego podziału towarów reglamentowanych. Do sklepów często trafiały faktury i pieniądze, a nie towar.
ZMĄCONY SPOKÓJ
Andrzej Wybrański zwraca uwagę, że nastawienie ludzi "Solidarności" w Żninie w początkowym okresie działalności było skierowane na tworzenie dobra a nie walce przeciwko władzy.
- "W miarę rozwoju sytuacji i czasu lepszego organizowania się docierały do nas biuletyny i gazetki z najwyższych szczebli. Sami zaczęliśmy robić gazetki na powielaczu. Rozchodziły się natychmiast. Dopiero wydarzenia marcowe uświadomiły nam, że władza jest po przeciwnej stronie. Dalszą działalność prowadziliśmy wiedząc, że ze strony władzy mogą nas spotkać przykre rzeczy" - mówi Andrzej Wybrański.
Na przełomie 1980 i 1981 r. doszło do spotkań z władzami lokalnymi. Rozmowy były toczone z dużymi oporami, gdyż władza nie była przygotowana i przyzwyczajona do prowadzenia rozmów w sposób demokratyczny, bez narzuconego z góry porządku obrad. Rozmowy dotyczyły sytuacji społecznej, gospodarczej i podziału dóbr materialnych.
W marcu 1981 r., podobnie jak w całym kraju, w Żninie został powołany komisarz wojskowy. Jego zadaniem była kontrola działalności władz lokalnych oraz interwencje w sytuacjach spornych. Bezpośrednio nie ingerował w działania "Solidarności". Jak się później okazało jego zadaniem było rozpracowanie struktur związkowych oraz topografia terenu.
W czerwcu 1981 r. w kinie "Pałuczanin" odbył się I Zjazd Delegatów Powiatu Żnińskiego. Organizacja liczyła blisko 9.000 członków, którzy byli skupieni w ponad 40 organizacjach zakładowych. Podczas zjazdu wybrano zarząd oddziału żnińskiego. Pierwszym przewodniczącym został Andrzej Wybrański. Na wiceprzewodniczących powołano: Andrzeja Bartkowiaka i Lecha Nowaka. Funkcję sekretarza powierzono Jolancie Ciesielskiej. Oddział żnińskiej "Solidarności" przyjął nazwę "Solidarność Ziemi Pałuckiej" i objął zasięgiem były powiat żniński z gminami: Żnin, Gąsawa, Janowiec, Rogowo. Posiedzenia prezydium odbywały się we wtorki o 1700 w siedzibie przy Śniadeckich 15, a posiedzenia zarządu oddziału i zebrania zarządu z przewodniczącymi komisji zakładowych w świetlicy Gminnej Spółdzielni przy 700-lecia. Efektem działań "Solidarności" był okolicznościowy znaczek przedstawiający żnińską basztę na żółtym tle z napisem "Solidarność Ziemi Pałuckiej".
27 października udało się przeprowadzić strajk o skali ogólnokrajowej. Był to ostatni protest przed wprowadzeniem stanu wojennego. Od tego czasu wszelkie działania związkowców były utrudniane i blokowane. Związkowcy, podobnie jak i cała organizacja, czuli symptomy niebezpieczeństwa ze strony władz. Na jednym z ostatnich - przed stanem wojennym - zebrań zarządu podjęto decyzję o przeniesieniu siedziby związku na teren "Spomaszu" oraz ogłoszono strajki we wszystkich zakładach pracy. Wytypowano ponadto Henryka Tokarza, jako osobę do objęcia kierownictwa związku na wypadek aresztowania przewodniczącego Andrzeja Wybrańskiego. Do zajść z milicją na terenie Żnina nie doszło.
- "Solidarność" to rzecz na kilka pokoleń niepowtarzalna. Żałuję, że młodzi nie zaznali tego o co walczyliśmy. Bo Polska nie jest Polską marzeń z tamtych lat, ale wierzę, że do tego dojdzie. Nie wiem, jaki był stosunek do sprawy żyjącej wówczas młodzieży. Niektórzy z nich zawsze stali po stronie "Solidarności". Czułem ich olbrzymie wsparcie, gdy przygotowywaliśmy się do strajku generalnego. Młodzież wyrażała chęć gotowości przystąpienia do tego strajku. Mówiłem im wówczas, żeby zostawili to pełnoletnim, a oni, żeby zajęli się nauką, bo to będzie ich wkład dla dobra Polski. Organizacje społeczne zawsze działały na zasadzie, że jak będzie mi się chciało to pójdę. Kiedy wybieraliśmy zarząd, w którym ludzie pełnili funkcje społeczne, zwracałem uwagę na maksymę, że jeśli nie chcesz robić wszystkiego, czego od ciebie oczekują, to nie daj się wybrać. Działalność w związku zmieniła nasze spojrzenie na wiele spraw. I dostrzegliśmy, że opór władzy będzie rzeczywisty. Dostrzegliśmy również możliwość pierwszej konfrontacji" - wspomina Andrzej Wybrański.
W stanie wojennym "Solidarność" przeszła w Żninie do podziemia, liczącego kilkunastu aktywnych działaczy. Osobą nr 1 był Andrzej Wybrański, nr 2 - Henryk Tokarz. Działało liczące ok. 10 członków koło "Solidarności" z LO, skupiające też kilku nauczycieli z innych szkół, w Wenecji pracowała tajna drukarnia.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 701 (29/2005)
S2UFLADA
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze