Dziewiętnastoletni Wiktor od osiemnastu lat wychowywał się w rodzinie zastępczej. Ostatnie dni to dla niego pasmo niepowodzeń i nieszczęść. Najpierw umierała matka, po czterech dniach - ojciec. Dom, w którym został, nie ma uregulowanej sytuacji prawnej i wymaga poważnego remontu.
Renata Koszczewska-Smutek początkowo planowała pomóc w remoncie domu. Kiedy jednak zobaczyła, w jakim jest on stanie, uznała, że to nie ma sensu, zwłaszcza że sytuacja prawna nieruchomości nie jest uregulowana. fot. Magdalena Kruszka Wiktor ma 19 lat. Jest uczniem drugiej klasy technikum logistycznego w Niepublicznej Szkole Ponadgimnazjalnej w Piechcinie. Dotąd mieszkał w Radłowie wraz z rodzicami zastępczymi. Drogę do szkoły pokonywał pieszo, a jest to około cztery kilometry.
Urodził się w Inowrocławiu. Przez rok mieszkał z biologiczną matką najpierw w Pakości, potem w Złotowie. Po roku matka go porzuciła, a chłopiec trafił do rodziny zastępczej do Radłowa. Małżonkowie mieli już syna biologicznego o siedemnaście lat starszego od przysposobionego. Kiedy przyjęli chłopca pod swój dach, oboje byli już po pięćdziesiątce. Wiktor biologiczną matkę widział tylko raz, kiedy miał sześć lat. Ojca nie zna. Wspomina, że z rodzicami z rodziny zastępczej relacje miał nie najlepsze. Dobre relacje miał z przybranym bratem, ale ten wyprowadził się, kiedy tylko Wiktor trafił do Radłowa, żeby zrobić mu miejsce, więc trudno tu też mówić o jakiejś zażyłości.
W minionym tygodniu świat mu się zawalił. W ciągu kilku dni stracił matkę, ojca i dach nad głową. 18 stycznia jego matka dostała zawał i zmarła. Pogrzeb odbył się w sobotę, a kiedy w niedzielę rano Wiktor się obudził, umierał także ojciec. Zdążył tylko zadzwonić po pogotowie. Ojciec zmarł 29 stycznia na izbie przyjęć. Ona miała 74 lata, on 71 lat. Dopiero wtedy okazało się, w jak trudnych warunkach chłopak przez wiele lat mieszkał.
- Nie tak wyobrażałem sobie mój start w dorosłe życie - mówi Wiktor i opowiada, że dom, w którym mieszkał, nadaje się do remontu. W dachu są dziury, w które może włożyć całe pięści. Nie ma tam ciepłej wody, kanalizacji ani łazienki. Wszędzie jest grzyb. 60 m2 można ogrzać tylko małym kurierkiem. 11 stopni ciepła wewnątrz to była w ostatnich dniach norma. Z powodu grzyba wszystko, co się tam znajdowało, nadawało się jedynie do wyrzucenia. Z pomocą Wiktorowi przyszli koledzy ze szkoły. Zebrali się, żeby pomóc mu uporządkować dom. Opróżniono go całkowicie z wyposażenia, mebli, ubrań i wszystkich przedmiotów, bo z powodu grzyba nie nadawało się to już do użytku. Chłopca w pierwszym momencie wsparła babcia, matka jego biologicznej matki, która kupiła mu nowe ubrania. Teraz cały dobytek ma w plecaku. Są to bielizna, ubrania, ręcznik i jakieś kosmetyki. Doraźna pomoc została mu udzielona, ale w tej chwili potrzebuje on po prostu stałego dachu nad głową.
- Byłam na pogrzebie jego matki, a następnego dnia Wiktor dzwoni, że ojciec też nie żyje - mówi Renata Koszczewska-Smutek, prezes stowarzyszenia prowadzącego Niepubliczną Szkołę Ponadgimnazjalną w Piechcinie, do której uczęszcza Wiktor. - Stanęłam jak wryta. A potem okazało się, że jest jeszcze problem z domem.
Renata Koszczewska-Smutek podkreśla, że Wiktor to dobry chłopak. Nawet jak miał problemy w szkole, to starał się naprawić błędy. Pracował na rzecz szkoły w zamian za opał lub posiłek. Dbał o obejście i o ogród. Nigdy się nie skarżył, choć jego sytuacja od wielu lat była trudna. Był na to zbyt dumny.
- Nigdy nie prosiłem o pomoc, bo to był dla mnie wstyd - mówi Wiktor. - Starałem się wszystko chować w sobie, nie pokazywać, że coś jest nie tak, ale teraz nie mam innego wyjścia. Muszę poprosić o pomoc, bo dla mnie to jest już koniec. Brat teraz mi pomaga, ale on pracuje w Niemczech, mieszka w Łodzi w kawalerce. Niedługo mu się dziecko urodzi. Nie może mnie wziąć do siebie. Stara się mi pomóc, jak może, ale też nie może za dużo. Na początku mieszkałem u babci w Pakości, ale mieszkanie jest na jej syna i on krzywo patrzył na mój pobyt tam. Babcia mi trochę ciuchów pokupowała. Teraz mieszkam u kolegi. Mogę tam być do środy. Od środy idę na parę dni do innego kolegi. Potem nie wiem, co zrobię.
Początkowo Renata Koszczewska-Smutek podjęła działania zmierzające do tego, żeby pomóc chłopakowi wyremontować dom. Okazało się jednak, że ojciec nie miał aktu własności tej nieruchomości. Do tego zostawił po sobie długi. Wiktor nie ma zatem żadnych praw do domu, w którym się wychował. Ale też po wizycie w nim okazało się, że nie nadaje się on do zamieszkania, ani do remontu. Wiktor nie pamięta, żeby kiedykolwiek robiony był tam remont. Wspomina, że chcieli z bratem robić łazienkę, ale ojciec się nie zgodził. Wilgoć zniszczyła większą część domu i wszystkiego, co się w nim znajdowało.
- Od 14 lat prowadzę wolontariat i wiem, że jest mnóstwo ludzi potrzebujących pomocy, ale teraz to Wiktor musi stanąć na nogi, tutaj nie ma innego wyjścia - oświadcza Renata Koszczewska-Smutek. - To jest dobry dzieciak. Jest bardzo pomocny, wrażliwy. My jako szkoła nie mamy środków finansowych, żeby go wspomóc. Myśleliśmy, żeby zrobić zbiórkę materiałów budowlanych i pomóc mu wyremontować dom w Radłowie, ale koszt tego remontu przewyższyłby pewnie koszt kupna jakiegoś małego mieszkania. Teraz trzeba poszukać lokalu zastępczego. Tak naprawdę teraz dla niego potrzebne jest wszystko.
We wtorek (31 stycznia) Renata Koszczewska-Smutek uczestniczyła w rozmowach prowadzonych w Ośrodku Opieki Społecznej w Pakości. Zobowiązano się częściowo pokrywać koszty wynajmu mieszkania, bez względu na to, czy będzie to mieszkanie wynajęte na terenie gminy Pakość, czy na terenie gminy Barcin. Najlepiej byłoby, gdyby Wiktor mógł zamieszkać w Piechcinie, ale w tej chwili najważniejsze jest, żeby miał jakiekolwiek lokum, w którym mógłby funkcjonować. Pakoski MOPS zobowiązał się też płacić za obiady i dostarczać chłopcu suchy prowiant. Otrzyma też pomoc prawną podczas wnioskowania o zwiększenie alimentów od biologicznej matki. Od kwietnia otrzymuje od niej 150 zł miesięcznie. Renty po rodzicach nie ma. Na mieszkanie socjalne na terenie Pakości nie ma szans, bo jest kolejka oczekujących na takie mieszkanie.
- Szukamy mieszkania dla Wiktora, najlepiej byłoby, gdyby to było mieszkanie w Piechcinie, ale niech to będzie gmina Pakość, gmina Barcin, gdziekolwiek - mówi Renata Koszczewska-Smutek. - My musimy tego dzieciaka gdzieś umieścić, bo on z dnia na dzień stał się bezdomny i bez rodziców. Przydałoby się coś do wynajęcia za nieduże pieniądze lub do remontu. Każda pomoc jest potrzebna. On wie, że na nas zawsze będzie mógł liczyć. Zawsze dostanie ciepły posiłek w szkole. Tutaj ma przyjaciół, na których może liczyć, co jest najpiękniejszą rzeczą, jaka mu się przydarzyła. Uczniowie sami się zorganizowali i zrobili zbiórkę pieniędzy dla niego. Jestem z nich bardzo dumna. Ze szkoły, która miała bardzo złą opinię, udało nam się zrobić miejsce przyjazne dzieciakom, szkołę, gdzie nie ma rzeczy niemożliwych i gdzie można góry przenosić.
25 lutego odbędzie się w szkole bal charytatywny na rzecz Wiktora. Można też dostarczać niezbędne podstawowe rzeczy do szkoły, skąd zostaną one przekazane Wiktorowi. Chętni mogą także wpłacać pieniądze na konto Pałuckiego Stowarzyszenia Przyszłość BGŻ SA 58 2030 0045 1110 0000 0236 0720 z dopiskiem dla Wiktora.
Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1303 (5/2017)
Inne teksty na ten temat:
Wiktor zamieszka w Krotoszynie
Po miesiącu tułaczki, w swoim mieszkaniu
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze