Reklama

Życie za taśmami

Jadwiga Oracz (na zdjęciu z najmłodszą, półtoraroczną córeczką) nie może powstrzymać łez na myśl o swojej mieszkaniowej przyszłości.

       fot. Karol Gapiński

Kaczkowo, życie, Kaczkowo, wdowa, dzieci, właściciel budynku
     Życie za taśmami
    Od wielu lat na posesji w Kaczkowie mieszka samotnie wychowująca siedmioro dzieci wdowa po dawnym właścicielu budynku. Jeszcze za życia męża nieruchomość została sprzedana. Teraz właściciel uznał, że z powodu złego stanu technicznego budynków i braku porządku przebywanie w obejściu może stanowić zagrożenie. Wywiesił na posesji tabliczkę ostrzegającą, że budynek grozi zawaleniem. Wdowa boi się o swoją przyszłość. Nie wie, czy może tu jeszcze mieszkać.

Na dachu budynku mieszkalnego w Kaczkowie, na którym właściciel umieścił tabliczkę: „Uwaga! Budynek grozi zawaleniem”, od kilku lat rośnie topola. Nietypowo rosnące drzewko, mimo ostatniej suszy, ma się dobrze. fot. Karol Gapiński

 

Sylwiusz Cieślak powiedział, że jako właściciel budynku mógłby zostać obciążony odpowiedzialnością, gdyby w związku ze złym stanem budynków i nieporządkiem w obejściu stała się komuś krzywda. Stąd był zmuszony podjąć działania, w celu zabezpieczenia posesji. fot. Karol Gapiński

Reklama

 

    Piękny, słoneczny dzień. Jeden z ostatnich tak ciepłych tego lata. Jednak wkrótce przyjdzie jesień i szaruga, a po niej zima. I tej obawia się Jadwiga Oracz, samotna matka siedmiorga dzieci, która mieszka w Kaczkowie. Przyszłość jawi się jej w ciemnych barwach od ostatniego weekendu. Wtedy to właściciel posesji, w której jest od 14 lat zameldowana, na budynku wywiesił żółtą tabliczkę z krzyczącym napisem: Uwaga! Budynek grozi zawaleniem. Wokół gospodarczej przybudówki i przy wejściu do obejścia posesji właściciel rozciągnął też taśmę zabezpieczającą przed wejściem. Kobieta wpadła w rozpacz. Obawia się, że nie będzie miała gdzie mieszkać ze swoimi dziećmi. Te zaś są w kolejności w wieku: 11, 10, 9, 7, 6, 5 i półtora roku. Jadwiga Oracz prosi nas o szybką interwencję. - To niedorzeczne, by będący przecież w nie najgorszym stanie technicznym budynek obwieszać tabliczką, że grozi zawaleniem i okalać taśmą. Przecież my tutaj mieszkamy i cegły nam na głowę nie lecą - mówi kobieta.
     W Kaczkowie zamieszkała przed 14 laty w domu rodzinnym swego męża Grzegorza. Sama pochodzi spod Wągrowca. Dom, w którym zamieszkała po ślubie, w latach siedemdziesiątych ub.w. wybudowali rodzice męża. Oboje już nie żyją. W 2005 r. rodzina Jadwigi Oracz była w bardzo trudnej sytuacji materialnej. Żaden z małżonków nie miał stałego zatrudnienia. Wtedy też zdecydowali się sprzedać swą ziemię. Na nieruchomość po teściach Jadwigi Oracz składało się też kilkuhektarowe gospodarstwo rolne. Kupił ją dalszy kuzyn dotychczasowych właścicieli, Sylwiusz Cieślak ze Zrazimia w gminie Janowiec. W 2009 r. zmarł małżonek Jadwigi Oracz. Przyczyną było serce. Nie wytrzymało, gdy był akurat w trakcie jednej z dorywczych prac na budowie. W tamtym czasie Jadwiga Oracz była w ciąży z ostatnim jego dzieckiem. Półtora roku temu urodziła się jeszcze jedna córeczka, której ojcem jest były konkubent pani Jadwigi. Kobieta nie jest z nim od kilku tygodni. Ojciec najmłodszego dziecka wyjechał do Niemiec. Łoży alimenty na swoją córkę.
     Jadwiga Oracz przyznaje, że jakkolwiek na utrzymaniu jest aż siedmioro dzieci, to z tytułu kilku należnych świadczeń od państwa i opieki społecznej otrzymuje pomoc, która miesięcznie wynosi nawet 3.000 zł lub nieco ponad tę kwotę. Stać byłoby więc rodzinę na płacenie czynszu. Tak też matka siedmiorga dzieci czyniła. - Ostatnio było to 390 zł, a zaczęło się po śmierci męża od 150 zł miesięcznie. Ja, i tak samo wszystkie moje dzieci są tutaj zameldowane, choć faktycznie nie mam umowy z właścicielem w sprawie wynajmu - mówi Jadwiga Oracz.
     Ostatnio przestała płacić czynsz. Kilka tygodni temu popsuły się bowiem jej stosunki z właścicielem posesji, mimo że jeszcze część wakacji letnich jej dzieci spędzały u swego dalszego kuzynostwa w Zrazimiu, czyli w domu właściciela posesji w Kaczkowie, w której mieszka rodzina Jadwigi Oracz. Dodajmy, że małżonka właściciela posesji jest nawet matką chrzestną najmłodszej córki Jadwigi Oracz.
     Kobieta przypuszcza, że powodem zmiany nastawienia Sylwiusza Cieślaka mogła być sytuacja, gdy na posesji w Kaczkowie zranił się niegroźnie w rękę porzuconym szkłem jeden z jej synów. Sylwiusz Cieślak przyznaje, że źle ocenia kwestię utrzymywania przez mieszkankę porządku na jego posesji. Na podwórzu znajduje się porzuconych wiele drobnych odpadów, nie tylko spożywczych, również szkło.
     Sylwiusz Cieślak podkreśla, że niebezpieczeństwo dla przebywających na podwórku dzieci może stanowić nie tylko wspomniany nieporządek czy popadające w ruinę budynki. Niedawno właściciel posesji został pogryziony przez psa, którego trzyma w Kaczkowie Jadwiga Oracz. Mężczyzna bał się o to, że pies może być nieszczepiony i dlatego zgłosił się na serię zastrzyków. Sylwiusz Cieślak uważa, że ten pies może być groźny.
     Pies, a dokładnie suczka Diana, witając nas na posesji nie wydawała się specjalnie groźna. Jadwiga Oracz broni swego zwierzaka. - Nie ugryzłaby, gdyby Sylwiusz nie zachował się wobec niej agresywnie. Ona jest niegroźnym zwierzęciem i zapewniam, że była szczepiona w poprzednich latach, tylko nie ostatnio. A to jedynie z tego względu, że w czasie szczepień była w ciąży i oszczeniła się - tłumaczy Jadwiga Oracz. Odpiera również zarzuty związane z okolicznościami zdarzenia, w którym zranieniu w rękę uległ jej syn. Według Jadwigi Oracz było to na granicy podwórka i pola, a to uprawia właściciel posesji, a nie ona.
     - Jest mi przykro, bo jakby nie było to rodzina, a wywieszając tę tabliczkę i zakładając taśmę jakie wrażenie psychologicznie wywołuje Sylwiusz na moich dzieciach? Najstarsza córka najbardziej to przeżywa, bo przecież tu chodzi o jej wuja i ciocię. Dziewczynka nie może tego zrozumieć - mówi Jadwiga Oracz.
     Sylwiusz Cieślak zwraca uwagę, że to przecież właśnie o bezpieczeństwo dzieci mu chodzi. - Jeśli coś się stanie, to jako że jestem właścicielem, to ja poniosę odpowiedzialność. Nie chcę, by coś się komuś stało - mówi.

Reklama

W piwnicy domu Jadwiga Oracz zgromadziła dużą ilość śmieci. Tłumaczy, że nie ma gdzie ich składować. - „Najpierw je segreguję, by wystawiać według harmonogramu wywozów” - mówi mieszkanka Kaczkowa. fot. Karol Gapiński

 

     Zwracamy uwagę, że o ile przybudówka spełniająca funkcje gospodarcze jest faktycznie w kiepskim stanie technicznym, to jednak sam budynek mieszkalny nie wygląda najgorzej. Sylwiusz Cieślak odpowiada, że ze względu na to, że budynki są połączone, to właśnie musiał zawiesić tabliczkę informującą o zagrożeniu zawaleniem całego obiektu. Zresztą, jak podkreśla właściciel, o ile jeszcze wygląd i stan techniczny ścian na pierwszej kondygnacji nie jest najgorszy, to już na piętrze, wprawdzie niezamieszkałym, wygląda to gorzej. Ściany są popękane. Na samym dachu zaś wyrosła - ku zdumieniu Sylwiusza Cieślaka, ale nie tylko jego, bo dziwili się temu też mieszkańcy Kaczkowa - topola w ubytku w warstwie papy. To też może stanowić zagrożenie dla osób, które przebywają na posesji.
     Poza tym - na co zwraca uwagę Sylwiusz Cieślak - mieszkająca w jego domu kobieta wyrzuca papiery i innego rodzaju śmieci do piwnicy, gdzie jest kotłownia. Może to grozić wybuchem pożaru. Właściciel mówi, że dwa lata temu na terenie posesji doszło już do pożaru i nie chciałby, by sytuacja się powtórzyła. Jadwiga Oracz wpuszcza nas przez wejście zakryte szmatą, prowadzące wprost z łazienki do piwnicy, gdzie jest kotłownia. Faktycznie, znajdują się tam papiery, stare pudełka w dużej ilości. Kobieta zapewnia, że to wszystko składuje w piwnicy tylko czasowo, by następnie wysegregować i zgodnie z harmonogramem wywozu odpadów wynieść w odpowiedni dzień przed posesję.
     Mieszkanka Kaczkowa uważa, że właściciel budynku nie powinien wywieszać na nim tabliczki ostrzegającej przed możliwością zawalenia i okalać budynki i podwórze taśmą, gdy na posesji mieszkają ludzie.
     - Przecież jest inspekcja budowlana od tego, żeby stwierdzić, czy to grozi zawaleniem, czy nie - uważa kobieta.
     - To zabezpieczenie przed tym, żeby mi nie zarzucano, iż nie ostrzegałem - mówi Sylwiusz Cieślak. Dodaje, że nie ma wciąż skonkretyzowanych planów co do przyszłości budynku mieszkalnego, ale przybudówkę chciałby na pewno rozebrać, bo to ona w tej chwili oraz nieład na podwórzu, brak odpowiedniej kanalizacji sanitarnej, stanowią największy problem.
     Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Żninie od lat roztacza wszelkiego rodzaju opiekę nad rodziną Jadwigi Oracz. Jest to pomoc finansowa, wsparcie asystentki rodziny, pomoc czyniona na co dzień przez opiekunki do dzieci. Maria Bursztyńska, dyrektor MOPS w Żninie powiedziała nam, że sytuacja między właścicielem budynku i panią Oracz już w przeszłości ulegała pogorszeniu, a później ich stosunki się poprawiały. - Dotychczas pani Jadwiga, gdy były problemy, nie chciała, aby ulokować ją gdzieś w zasobach mieszkaniowych w mieście. Nie chciała się wyprowadzać ze wsi, nawet nie widziała możliwości powrotu też w swoje rodzinne strony. Jednak teraz sytuacja nieco się zmieniła, bo pani Jadwiga Oracz zgodziła się, aby złożyć wniosek o przydział mieszkaniowy w Urzędzie Miejskim. Zobaczymy, jak to zostanie rozpatrzone. My na pewno nie zostawimy jej bez opieki. Pomocy organizacyjnej, choćby w przejściu przez wszystkie biurokratyczne procedury, też udzielimy. Pani Oracz musi sobie uświadomić, że w rzeczywistości nie jest ani właścicielką, ani współwłaścicielką posesji i nie ma żadnej umowy z właścicielem. Jakiekolwiek miała nadzieję, że może być inaczej, to tak nie jest. Na pewno nie będzie jednak tak, że ta rodzina zostanie bez dachu nad głową. W ostateczności są jeszcze domy samotnych matek - tłumaczy Maria Bursztyńska.
    Do kwestii tabliczki zawieszonej na budynku przez właściciela posesji i taśmy, którą otoczył on posesję, odniósł się Andrzej Grzegorczyk, zastępca powiatowego inspektora nadzoru budowlanego w Żninie. - Każdy budynek podlega rocznym i pięcioletnim kontrolom budowlanym. Natomiast właściciel może też zlecić takie ekspertyzy w międzyczasie. Już w protokole jest wtedy ujęte, jaki jest stan budynku, czy może spełniać określone funkcje. Zorientujemy się w tej sytuacji w najbliższym czasie - zapowiedział na koniec inspektor nadzoru.

Reklama

Karol Gapiński
Pałuki nr 1179 (38/2014)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości