Wspomnienia to dar, który łączy nas z tymi, co odeszli. Koją nasz ból i przywołują uśmiech. To nasze spotkanie z nimi. Dziś przytulamy w myślach Joasię Kurant (Oracz), która przez wiele miesięcy dzielnie walczyła z nieuleczalną chorobą. Nie poddawała się do końca, jednak choroba ją pokonała.
Joanna Kurant (Oracz) urodziła się 29 stycznia 1971 r. Uczęszczała do Szkoły Podstawowej w Świątkowie. Rozwijała się muzycznie ucząc się gry na różnych instrumentach.W 1989 r. ukończyła Liceum Ogólnokształcące im. Braci Śniadeckich w Żninie. Należała do harcerskiego klubu turystycznego Włóczykij oraz koła turystów Ognisko. Pokochała wędrówki, podróże, wspinaczki, kajaki, jaskinie, ogniska i piosenki śpiewane w gronie przyjaciół. Przyjaźnie zawarte w tym czasie przetrwały do dziś.
Po szkole średniej rozpoczęła studia w Collegium Medicum w Bydgoszczy na kierunku analityka medyczna. Podjęła pracę w laboratorium, a następnie pracowała w firmie farmaceutycznej Gedeon Richter, gdzie prowadziła szkolenia i rekrutacje. Ukończyła także dietetykę, która bardzo ją interesowała. Uwielbiała czytać książki i czasopisma o zdrowym odżywianiu i sporcie. Należała do klubu Husky Team Bydgoszcz. Ze swoimi pieskami brała udział w różnych wydarzeniach i biegach. Psy, bieganie i pływanie były nieodłączną częścią jej życia.
Lubiła wyzwania. Skoczyła ze spadochronem, latała szybowcem, świetnie jeździła na nartach. Rozwijała się też na kursach fotograficznych. Posiadała wiele albumów z różnych wyjazdów. Bardzo kochała podróże, czego dowodem jest fakt, że jeszcze trzy miesiące przed śmiercią zabrała swoje dzieci Zuzię i Dominika do Norwegii. Jakże musiała być silna psychicznie, jeśli postanowiła w nieuleczalnej chorobie żyć pełnią życia... Przez półtora roku walczyła z ciężką chorobą, w którą nikt nie chciał uwierzyć, dopóki nie straciła włosów przez chemię.
- Pięć miesięcy temu brałam udział w biegu, a mama już w chustce (po chemii) i po kilku operacjach, jechała ze mną na rowerze i robiła zdjęcia - mówi dumna ze swej mamy córka Zuzia.
Asia zmarła 10 listopada 2016 r. o 17:00 w swoim domu w Zamościu pod Bydgoszczą. Trudno odnaleźć w tym sens, dlatego że to osoba, która żyła w sposób pełny i piękny. Kierowała się w życiu mocnymi priorytetami, wartościami. Umiała cieszyć się z każdego drobiazgu i kochać wszystko i wszystkich. Bardzo delikatna, zawsze uśmiechnięta. Miała w sobie tyle ciepła, uroku, rozwagi i wrażliwości. Niosła pomoc innym i dla każdego miała dobre słowo.
Niedowierzanie było pierwszą reakcją na wiadomość o śmierci Asi... Znajomi i przyjaciele pisali na jej profilu facebookowym: Taka iskierka na tym świecie; Asiu byłaś fantastyczną nauczycielką. Jak nikt potrafiłaś docenić i wesprzeć... Dziękuję Ci za wszystko; Asiu strasznie mi przykro... Kochanie byłaś światłem w tunelu dla wielu osób... Byłaś aniołem; Tak bardzo kochamy Ciebie i zawsze będziemy i tęsknimy.
Pogrzeb odbył się 13 listopada 2016 r. w Świątkowie - rodzinnej miejscowości Joasi. Kościół wypełniony po brzegi... Mnóstwo osób na zewnątrz... Na cmentarzu słychać było szlochanie rodziny, znajomych i przyjaciół... Wśród wielu kwiatów, pęki białych róż... Ktoś powiedział: - Za szybko... Walczyła w pięknym stylu. Ostatnia droga Asi była piękna, tak jak piękna była ona sama. To nasza ostatnia wspólna wędrówka...
Nie odkładajmy spotkań z przyjaciółmi, bo może za daleko, za późno, za często... Nie kryjmy czułości i tęsknoty. Mówmy często: dziękuję, przepraszam, kocham... Asia to potrafiła i umarła kochając.
Anna Głowacka
Pałuki 1293 (47/2016)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze