W gminie Barcin po nawałnicy 11 sierpnia wystąpiły szkody, choć w większości nie były one tak dotkliwe, jak w innych gminach. W pojedynczych przypadkach szkody były jednak ogromne. W dużej mierze ucierpiała Józefinka. Oprócz połamanych i powyrywanych drzew i zniszczonych lasów, ucierpiały niektóre budynki mieszkalne, gospodarcze, a także jedna z firm.
Maria Hałas dopiero rano zorientowała się, że wiatr zmiótł eternit z budynku gospodarczego fot. Magdalena Kruszka Anna i Mariusz Gawrońscy mieszkają w Barcinie, ale w Józefince prowadzą działalność gospodarczą, i zajmują się produkcją stali kwasoodpornej. O tym, jakie szkody poczyniła wichura, przekonali się dopiero w sobotni poranek. Początkowo nie mogli oni dotrzeć na teren zakładu, bo drogę tarasowały drzewa. Mariusz Gawroński przez pola pieszo dotarł na miejsce i zastał przerażający widok. Na hale produkcyjne posypało się kilkanaście drzew, niszcząc świeżo wyremontowane dachy.
- Żywioł nas dotknął, po raz pierwszy zdarzyło się to aż na taką skalę, kilkanaście drzew powaliło się na nasz budynek. Większość usunęliśmy, ale część leży i nie idzie tego zdjąć. Mąż pieszo przyszedł do firmy polami, ponieważ nie można było drogą przejechać. Drzewa były powalone. Ja w sobotę około 10:00 dotarłam na rowerze, dopiero wtedy mogłam się przebić i zastałam armagedon. Tutaj było fatalnie. Wszędzie leżały kable, gałęzie, konary - opowiada Anna Gawrońska.
Na jednej z hal została zniszczona blachodachówka. Dach był tam robiony w zeszłym roku. Dach na drugiej hali jest w trakcie remontu. Tam także są uszkodzenia. Poderwany został dach na budynkach socjalnych. Zerwana została linia energetyczna. Nie było prądu. Uszkodzeniu uległ monitoring i alarm.
- Przywróciliśmy sobie sami prąd, bo wysiadł transformator, a my jesteśmy połączeni do średniej sieci i mamy swój własny transformator - mówi Anna Gawrońska. - Na szczęście tam wichura nic nie uszkodziła i mogliśmy przywrócić prąd, ale niestety w takich trochę prymitywnych warunkach. Teraz będziemy odbudowywać całą instalację.
W firmie Gawrońskich w Józefince ucierpiały hale i budynek socjalny. Wichura poprzewracała słupy energetyczne. fot. Magdalena Kruszka Firmę w tej chwili udało się uruchomić na jakieś 80%. Część pracowników zaangażowana jest w porządkowanie terenu. Straty sięgają kilkudziesięciu tysięcy. - Jak weszliśmy na teren firmy, to się załamaliśmy - mówi Mariusz Gawroński. - Szczęście w tym wszystkim, że nikogo nie było i nikomu się nic nie stało. Na szczęście też nie uszkodziło nam drugiego transformatora, więc mogliśmy szybko znów ruszyć z produkcją. Nie mamy też zalań, ale boimy się kolejnych deszczy. Mam tylko takie spostrzeżenie, że w obliczu tak poważnej tragedii władze nie stanęły na wysokości zadania. W gminie nie było żadnych dyżurów, nie było nikogo, do kogo można było się odezwać, czy zapytać, co robić. Zostaliśmy zostawieni sami sobie. Strażacy też powiedzieli, że mamy się dogadać po prostu z rolnikami. Zacząłem usuwać drzewa, które przewróciły mi się na halę, to przyszedł sąsiad i zaczął mi robić problemy, jak gdybym ja jemu drzewa kradł. Chciałem, żeby usunął te, które pozostały, żeby sytuacja się nie powtórzyła, to powiedział, że w grudniu być może to zrobi, a zapowiadane są kolejne burze. Ale największe pretensje mam do władzy, która jest na urlopach. Nie zrobiono nic, żeby ludziom pomóc. Już nie mówię o mnie, bo ja należę do ludzi zaradnych, ale o innych, którzy zostali zostawieni sami sobie.
W Józefince są też inni, którzy ponieśli straty. Pani Maria Hałas jest starszą osobą. Mieszka z synem. Feralnej nocy nie wiedziała, co się stało. Dopiero kiedy rano wstała, zobaczyła, że z jej chlewika zmiotło dach pokryty eternitem.
- W nocy wstałam, obejrzałam, niby nic nie było, a rano wyszłam i już dachu nie było - mówi Maria Hałas. - W budynku, z którego zerwało dach, trzymam kaczki i różności. Jest tam jakaś pralka. Słyszałam, że jest burza, ale nikt się nie spodziewał, że to takie coś będzie.
Nad łóżkiem Józefy Spychalskiej ujawnił się po nawałnicy ogromny zaciek fot. Magdalena Kruszka W krytycznej sytuacji znalazła się ponad 80-letnia mieszkanka Józefinki Józefa Spychalska, która mieszka sama. Na jej domu pozrywało połacie dachu. Płaty papy leżą na podwórku. Wnętrza zostały zalane. Potężne zacieki dają się zauważyć w pokoju, w którym śpi, w łazience i w pozostałych pokojach. W kuchni strat nie widać, bo do sufitu przytwierdzone są kasetony, jednak można podejrzewać, że tam także szkody są duże.
- Jak się obudziłam, to siedziałam na kanapie - wspomina Józefa Spychalska. - Wiedziałam, że grad pada, wiał wiatr. Zaś nie było prądu, wody nie było i położyłam się spać. Rano jak wstałam, to już to wszystko leżało. Sama tu byłam. Strachu było co niemiara.
Zapytana, czy nie boi się, że zalany sufit zawali się do wnętrza domu, odpowiedziała: - No a co mam robić? Jak się obudziłam, spojrzałam przez okno i zobaczyłam, że wszystko leży. Popłakałam się, no i co więcej mogłam? Potem córki próbowały dojechać, nie mogły, bo były wszędzie drzewa, ale do południa dojechały.
Urząd Miejski w Barcinie wczoraj był na etapie szacowania strat. Szkody, które odnotowano, to przewrócony słup energetyczny przy świetlicy w Wolicach na parkingu; oprócz strat w budynkach mieszkalnych i gospodarczych w Józefince, odnotowano także znaczne straty w lasach. W Mamliczu przy wszystkich drogach można było natknąć się na powalone drzewa. Uszkodzone zostały dachy na wielu budynkach gospodarczych, oborach i stodołach. W Mamliczu uszkodzone zostały także dachy na budynkach gminnych. W Kani ucierpiał jeden dach na budynku gospodarczym. Ponadto uszkodzony został piłkochwyt na boisku. Dwa budynki mieszkalne ucierpiały w Złotowie. W Kniei zostało zmiecione bocianie gniazdo. Poza tym gałęzie i drzewa uszkodziły linie energetyczne w wielu miejscach. W Mamliczu i Wolicach bardzo zniszczone zostały lasy.
W samym Barcinie ucierpiał dach na ulicy Lotników 17. Wczoraj miała zakończyć się jego naprawa. Blok miał zostać pokryty papą. W wielu miejscach nie było prądu. - „Enea“, pomimo licznych monitów, poinformowała, że usuwanie awarii w gminie Barcin potrwa do środy, choć nie we wszystkich wsiach się to uda - informowała na początku tygodnia wiceburmistrz Barcina Lidia Kowal.
Wiceburmistrz dodała, że lista strat jest większa poprzez dane zebranie przez pracowników Urzędu Miejskiego objeżdżających gminę 14 sierpnia oraz wnioski mieszkańców, które wpłynęły 14 sierpnia.
- Nasze zadanie od poniedziałku polega na zidentyfikowaniu zakresu pomocy dla osób, którym zostały uszkodzone budynki mieszkalne - poinformowała Lidia Kowal. - Wojewoda zbiera dane tylko odnośnie kwot potrzebnych na te właśnie potrzeby. Mieszkańcy przychodzili i dzwonili do Urzędu z pretensjami, że nie mają prądu, ale nasze telefony (moje również) nie pomagały, bo „Enea“ naprawia awarie według własnych priorytetów. M-GOPS jeździ na wywiady w celu określenia zakresu pomocy. Strażnicy miejscy są w terenie i pytają o potrzeby w zakresie warunków mieszkaniowych. Większość wniosków o pomoc dotyczy jednak budynków gospodarczych, powalonych drzew, płotów. Te problemy będą rozwiązywane w drugiej kolejności. Nasi strażacy musieli pomagać w gminach naszego powiatu, które bardzo ucierpiały, w odblokowywaniu dróg i nie zawsze mogli oczyścić chodniki, ścieżki z gałęzi, choć wszystkie drogi już są drożne.
Wczoraj wiceburmistrz dodała, że uszkodzonych jest w sumie 26 domów. Głównie jest to zerwana dachówka lub eternit. Straż Miejska objechała poszkodowane rodziny, aby zapytać, czy można w sprawach bytowych w czymś pomóc. Nikt nie zgłaszał takich potrzeb.
- Pracownicy M-GOPS są w terenie i badają potrzeby w zakresie świadczeń finansowych, rozwiązujemy problem mieszkaniowy rodziny z Mamlicza - informuje Lidia Kowal. - Na tym etapie nie rozwiązujemy problemów związanych z uszkodzonymi budynkami gospodarczymi, płotami, zalanymi piwnicami, których wpłynęło sporo z prośbą o pomoc finansową. Ciężki sprzęt mieszkańców i „Enea“ rozwiązują nadal problem braku prądu w Mamliczu
W poniedziałek i wtorek w Środowiskowym Domu Samopomocy przy ul. Kościelnej 15 można było ugotować posiłek i wykąpać się. Do ŚDS na 204 osoby zameldowane na ul. 4 Stycznia, zgłosiły się trzy osoby, aby sobie ugotować lub naładować telefon.
Ponadto gmina Barcin zgłosiła wniosek o udzielenie dotacji dla 10 rodzin poszkodowanych wskutek niekorzystnych warunków atmosferycznych. Dotyczy to tylko budynków mieszkalnych.
Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1331 (33/2017)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze