Reklama

Był w szoku, gdy zauważył, że nie żyje

Żnin, sąd, Bożena P., Tomasz N.
      Był w szoku, gdy zauważył, że nie żyje
      Wczoraj w Sądzie Okręgowym w Bydgoszczy rozpoczął się proces w sprawie zabójstwa żninianki Bożeny P. Oskarżony Tomasz N. nie przyznaje się do winy i uważa, że swojej konkubinie nie wyrządził żadnej krzywdy.

      Przypominamy, iż do zdarzenia doszło 17 października ub.r. przy ulicy Konopnickiej w Żninie. Ze wstępnych ustaleń Zakładu Medycyny Sądowej w Bydgoszczy wynikało, że bezpośrednią przyczyną śmierci Bożeny P. były uciski na szyję i klatkę piersiową. Przyczyniły się one do zgonu przez uduszenie.
      Pierwotnie nic nie wskazywało na udział w śmierci Bożeny P. osób trzecich. Lekarka, która przybyła na miejsce zdarzenia, stwierdziła zgon bez cech gwałtownych. W tej sytuacji postępowanie zostałoby umorzone z powodu orzeczonego zgonu naturalnego. Jednakże córka Bożeny P. zażądała na piśmie sekcji zwłok wiedząc, że w konkubinacie matki z Tomaszem N. dochodziło do przemocy. Bożena P. nie zgłaszała tego faktu na policję, jak również nie udawała się na wizyty lekarskie w celu dokonania obdukcji. Po zabezpieczeniu zwłok przez prokuraturę i przewiezieniu do Zakładu Medycyny Sądowej w Bydgoszczy okazało się, że Bożena P. została uduszona. Ustalono również, że w chwili śmierci kobieta miała 3 promile alkoholu w organizmie.
      Ustalenia biegłych z Zakładu Medycyny Sądowej dały prokuraturze podstawy, by postawić Tomaszowi N. zarzut zabójstwa Bożeny P. Był on bowiem ostatnią osobą, która miała kontakt z ofiarą. Podejrzany nie przyznał się do zarzucanego mu czynu. Złożył wyjaśnienia, z których wynikało, że próbuje uniknąć odpowiedzialności karnej.
      Prokuratura postawiła dodatkowo Tomaszowi N. zarzut znęcania się nad Bożeną P. W ostatnim etapie prowadzonego przez żnińską prokuraturę postępowania pod paznokciami ofiary ujawniono materiał genetyczny pochodzący od sprawcy zabójstwa, co oznacza, że kobieta broniła się przed śmiercią.
      Wczoraj w Sądzie Okręgowym w Bydgoszczy odbyła się pierwsza rozprawa. Z aktu oskarżenia, który odczytał prokurator Wojciech Jabłoński wynika, iż oskarżony Tomasz N. znęcał się psychicznie i fizycznie nad swoją konkubiną Bożeną P. przez blisko trzy lata. Wykręcał jej ręce, kopał po tyłku i bił po całym ciele. Pozbawił ją również kontaktu z córką. Wedle prokuratury 17 października ub.r. działał z bezpośrednim zamiarem pozbawienia życia Bożeny P.
      Przewodniczącą składu orzekającego jest sędzia Hanna Stachowiak-Nowak, sędzią referentem, przesłuchującym strony - sędzia Marek Kryś. Obrońcą oskarżonego wyznaczonym z urzędu jest Henryk Biniek.
      Tuż przed przesłuchaniem oskarżonego sędzia poprosił policjantów, którzy doprowadzili go na rozprawę, by rozkuli mu kajdanki. Tomasz N. nie skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień i zgodził się zeznawać.
      - Nie przyznaję się do winy - powiedział oskarżony. Następnie wyjaśnił, iż w konkubinacie z Bożeną P. był od 25 lat. Twierdzi, że ich wzajemne relacje były dobre. Razem pili alkohol. Kłócili się sporadycznie. Zdarzało się, ale rzadko. Tomasz N. mieszkał wcześniej w Sielcu, ale matka wyrzuciła go z domu. Kiedy poznał Bożenę P., zamieszkali razem. Mężczyzna utrzymywał się ze zbierania złomu i puszek. W zależności od miesiąca miał z tego od 300 do 700 zł. Według oskarżonego konkubina była uczciwa i dobra. Pamięta, iż mówiła, że się przewróciła i boli ją w okolicy piersi, ale do lekarza nie chciała iść.
      Tomasz N. twierdzi, że tylko raz uderzył swoją Bożenę otwartą ręką, kiedy nie chciała mu dać pieniędzy na alkohol. Było to przy okazji przeprowadzki na ul. Konopnickiej (wcześniej mieszkali na 700-lecia). Tomasz N. chciał postawić wódkę kolegom, którzy pomogli wprowadzić się do nowego mieszkania i przewieźli meble. Konkubina jednak za głośno krzyczała i się upierała, by dać na alkohol i dostała. Kiedy sędzia zwrócił uwagę, że z wcześniej złożonych zeznań - na etapie postępowania prokuratorskiego - wynika, iż oskarżony nie raz uderzył konkubinę, ten odpowiedział: - Może prokurator coś dopisał. Nic nie wie, by Bożena P. skarżyła się na niego i jest przeświadczony, że w ogóle nie była przez niego bita.
      Dzień, w którym zginęła Bożena P., pamięta tak: - Do południa przyjechał Bartek (wnuk Bożeny P., jeden ze świadków) i powiedział, że przyjdzie po południu z butelką 3/4 litra wódki. Ja byłem wtedy trzeźwy. Wypiłem dwa piwa. Kiedy przyszedł, Bożena nie piła, tylko odlewała sobie z kieliszka do szklanki. Gdy wnuk wrócił do domu, oboje - w opinii oskarżonego - położyli się spać. Oboje mieli we krwi blisko 3 promile alkoholu. Na wyposażeniu mieszkania były dwa sąsiadujące ze sobą tapczany. Na jednym spała Bożena P., a na drugim Tomasz N. Kiedy się obudził, zauważył, że konkubina ma położoną głowę za podgłówkiem, a na ustach pianę. Obtarł jej usta i próbował zbudzić. Zaprzecza, by był tego dnia mocno pijany. Nie widzi nic dziwnego w tym, że po wypiciu 0,7 litra wódki w dwie osoby miał aż 3 promile alkoholu.
      - Byłem w szoku, bo zauważyłem, że nie żyje. Nie dawała śladu życia. Zadzwoniłem po Bartka. Bartek przyszedł. Później przyjechała karetka. Nie wiem, co się stało, bo jak szedłem spać, to Bożena też poszła spać - wyjaśnił oskarżony. I oświadczył stanowczo: - Ja jej tego nie zrobiłem. Może się śliną zadławiła. Ja 25 lat z nią żyłem. Jak mógłbym jej to zrobić?
      Tomasz N. ustosunkowując się do zarzutów zawartych w akcie oskarżenia stwierdził, iż nie pozbawił konkubiny kontaktu z córką. Uważa, że obrażenia na ciele - sińce i rozdrapania - wzięły się z tego, że kiedy Bożena P. była pijana, to się przewracała.
      - Mogła mieć pęknięte żebra, bo jak była pijana, to się przewracała - zeznał oskarżony.
      Tomasz N. jest przekonany, że w dniu zdarzenia nie kłócił się z Bożeną P., nie uderzył jej i nie dusił. Na sali rozpraw wyraził żal, że jego Bożeny nie ma już wśród żywych.
      - Szkoda, że nie żyje, bo nie będę miał z kim porozmawiać - wyznał oskarżony.
      Po śmierci Bożeny P., kiedy nie było jeszcze opinii z sekcji zwłok, iż kobieta została zamordowana, Tomasz N. miał omamy, że woda się leje z sufitu. Urządził wtedy dużą awanturę sąsiadom. Ci wezwali policję widząc, że sąsiad mówi o wyimaginowanych zdarzeniach. Po interwencji policji Tomasz N. trafił do szpitala w Świeciu, a stamtąd bezpośrednio do aresztu.
      Wczoraj sąd przesłuchał również część świadków, w tym wnuka i córkę Bożeny P., a także sąsiadów. Kolejni świadkowie zostaną przesłuchani podczas następnych rozpraw, które odbędą się dziś i 2 czerwca.

Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 1163 (22/2014)

Reklama

 

 

Więcej na ten temat:

Z psychiatryka do więzienia

Podejrzany o uduszenie

Dodatkowy zarzut

Bożena P. została zamordowana

Broniła się przed śmiercią

Najpierw zgwałcił, później zamordował

Zbadają go kolejni biegli

Tomasz N. czeka na wyrok

12 lat więzienia za morderstwo

 

 

Przejdź do forum.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości