Reklama

Cztery lata pozbawienia wolności za spowodowanie wypadku w Wójcinie

Wójcin, wypadek, wyrok, Marek J., Marek O.

   Cztery lata pozbawienia wolności za spowodowanie wypadku w Wójcinie
     Zakończył się proces Marka J. oskarżonego o to, iż 17 października 1992 roku spowodował wypadek prowadząc samochód po spożyciu alkoholu. W wypadku zginęły dwie młodziutkie dziewczyny Aleksandra Z. i Karolina K. Siedzący obok kierowcy, tj. na miejscu pasażera Marek O., miał złamaną kość przedramienia prawego i uszkodzony trzon kości ramieniowej, W wyniku czego będzie inwalidą do końca życia.

     Oskarżony cały czas nie przyznawał się do winy. Utrzymywał, że za kierownicą siedział jego kolega Marek O., który po spowodowaniu wypadku przemieścił nieprzytomnego na miejsce kierowcy. Marek O. zeznawał kilkakrotnie i twierdził, ze zaraz po wypadku wyczołgał się przez przednią szybę malucha, bo drzwi były zakleszczone. Zeznania te potwierdzili świadkowie.
     Rodzice Marka J. przez cały czas procesu prowadzili śledztwo na własny rachunek Szukali dowodów na to, że to nie ich syn zniszczył samochód. W dochodzenia do prawdy widzianej ich oczyma nie cofnęli się nawet przed nagabywaniem rodziców zmarłych w dniu pogrzebu. O fakcie tym mówiła mi matka jednej z dziewczyn.
     Przez salę rozpraw przewijało się mnóstwo świadków, ich zeznania nie zawsze - zdaniem przewodniczącego Jacka Kaszyńskiego - były konieczne. Jednak wysłuchano wszystkich, którzy mieli coś do powiedzenia. Część z nich - na wniosek adwokata, który początkowo sugerował, że oskarżonego nie było na miejscu wypadku. Powoływano dwie komisje biegłych: mechaniki samochodowej i medycyny sądowej. Opinię biegłych poznańskich potwierdzili biegli z Warszawy.
     Prokurator Ewa Mielcarzewicz powołując się na zebrany materiał dowodowy zażądała 5-ciu lat pozbawienia wolności i zakazu prowadzenia pojazdów do lat 7. Oskarżyciel posiłkowy Andrzej Lechman również prosił o taką karę twierdząc, że niemożliwe jest, aby Marek O. nie wiedział co robi mając we krwi zaledwie 1,2 promila alkoholu, taki stan -jego zdaniem - określa się jako podchmielenie. Dalej mówił: Zginęły dwie młodziutkie dziewczyny. które miały przed sobą całe życie. Co prawda nie zabił ich osobiście, ale wsiadł do samochodu po pijanemu i powinien się liczyć z możliwością spowodowania wypadku...
     Obrońca Dariusz Głowacki zażądał uniewinnienia. Pytał: jakie są źródła dowodowe na to, że Marek J. prowadził samochód? Adwokat używał słów ostrych, nie wahając się zarzucić ekipie dochodzeniowo - śledczej, iż wykonała fatalną pracę. Twierdził, że sposób, w jaki zabezpieczona samochód. jest skandaliczny itd. Dodał jeszcze: Mamy świadomość, że niewątpliwie zginęły dwie dziewczyny, ale oskarżony jest również młodym człowiekiem.
     Marek J. poproszony przez sąd o ostatnie słowo przed wyrokiem powiedział: Stwierdzam, że jestem niewinny i tej świadomości nikt nie jest w stanie mi odebrać. Po tej wypowiedzi sąd zarządził krótką przerwę, po czym ogłoszono wyrok.
     Marka J. uznano winnym popełnienia czynu i skazano go na karę czterech lat pozbawienia wolności oraz zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych w strefie mchu lądowego do lat 6 (sześciu).
     Wyrok jest NIEPRAWOMOCNY.
     W uzasadnieniu wyroku przewodniczący Jacek Kaszyński powiedział: Sąd przeprowadził wszelkie możliwe dowody, nie było możliwe jedynie zbadanie odzieży, bo ta została wyprana. Sąd uznał, że zostały wyczerpane wszelkie możliwości.
     O świadku Marku O. mówił z szacunkiem, że długo zasłaniał się niepamięcią, bo nie chciał obciążać kolegi. Dopiero w postępowaniu sądowym przypomniał sobie szczegóły. Mówił też, że nie może być mowy o jakimś spisku mitycznym, skutkiem którego Marek J. W jakiś przedziwny sposób znalazł się za kierownicą samochodu za sprawą poważnie rannego Marka O. Przewodniczący powiedział: Sąd rozumie rodzinę oskarżonego, która broni swoje dziecko, ale, że dowodem jest cały szereg świadków, którzy widzieli Marka J. w chwili wypadku za kierownicą.
     Dodał na końcu Oskarżony nie jest zabójcą, [ego winą jest, że nie przewidział skutków wypadku, a wsiadając po pijanemu za kierownicę mógł przewidzieć. co się stanie. Oczywiście oskarżony jest osobą młodą i czeka go przyszłość... Pana kolega już nie będzie mógł tak cieszyć się życiem jak pan, pomimo długie] kary. Nie będą mogły się cieszyć życiem dziewczyny. Na koniec dodał: Ja już teraz wierzę, że po pijanemu nie wsiądzie pan za kierownicę.
     Proces został zakończony, chociaż wyrok nie jest jeszcze prawomocny. Efektem ubocznym procesu będą sprawy przeciwko świadkom oskarżonym o składanie fałszywych zeznań.

     Niech relacja, przytaczana dość szczegółowo będzie przestrogą dla młodzieży lubiącej zabawy. Niech będzie przestrogą dla dorosłych lubiących jeździć na rauszu. Życia nikomu się nie wróci, czasu nie cofnie.

Reklama

Maria Warda
Pałuki nr 124 (26/1994)


Inne teksty na ten temat:

...a z ust czuć było alkohol

Kto prowadził?

Kto w końcu prowadził?

Nie pamięta rozmów, których nie było

Nie ten psychiatra i kolejny świadek

Marek J. apeluje: sądzić jeszcze raz!

Psychiatrzy zakończyli ponowne badanie Marka J.

Marek J. znów badany przez psychiatrów

Psychiatrzy: nie teraz do więzienia

Marek J. w szpitalu psychiatrycznym

Świadek w wypożyczalni

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości