Reklama

Dwójka ma zapłacić za mobbing

Izabela Nowicka od dwóch lat walczy o odszkodowanie za rozstrój zdrowotny doznany wskutek mobbingu, któremu - także zdaniem Sądu Rejonowego w Bydgoszczy - była poddawana w SP 2 w Barcinie

           fot. Karol Gapiński

Barcin, szkoła, mobbing, sąd, Izabela Nowicka, zadośćuczynienie
     Dwójka ma zapłacić za mobbing
    Przed Wydziałem Pracy Sądu Rejonowego w Bydgoszczy Izabela Nowicka, dawna pracownica administracyjna w SP nr 2 w Barcinie, wygrała sprawę o  z tytułu mobbingu, któremu była poddawana w szkole. Placówka ma zapłacić poszkodowanej tytułem zadośćuczynienia 16.855 zł, czyli tyle, ile domagała się ona w pozwie za rozstrój zdrowia spowodowany mobbingiem. Radca prawny Urzędu Miejskiego w Barcinie, który reprezentuje pozwaną szkołę, złożył apelację od tego wyroku do Sądu Okręgowego w Bydgoszczy.

     Dwa lata trwał proces przed Wydziałem Pracy w Sądzie Rejonowym w Bydgoszczy z powództwa Izabeli Nowickiej (pozwala nam ona posługiwać się swoimi personaliami w pełnym brzmieniu). Swój pozew barcinianka złożyła przeciwko Szkole Podstawowej nr 2 w Barcinie. Izabela Nowicka została zatrudniona po odbyciu stażu w sekretariacie we wrześniu 2006 r. przez ówczesną dyrektor tej placówki Marię Olszewską. Oficjalnie stanowisko Izabeli Nowickiej określono mianem referenta do spraw administracji. Izabela Nowicka swoje stanowisko pracy miała w sekretariacie dyrektora szkoły, podobnie jak Alicja Knapik, wieloletni pracownik administracji w tej placówce, a później sekretarz szkoły.
     Izabela Nowicka zarzucała Wojciechowi K., następcy Marii Olszewskiej na stanowisku dyrektora szkoły, że wywierał na nią psychiczną presję i wymusił podpisanie przez nią dokumentu rozwiązującego stosunek pracy. Była pracownica postanowiła domagać się przed sądem pracy zadośćuczynienia za uszczerbek na zdrowiu fizycznym i stres, na który była narażona przez dyrektora. - W sekretariacie szkoły wystarczy jedna osoba - osoba kompetentna i w tej chwili jest jedna - sekretarka. Nie ma czasu na plotki i nicnierobienie przez cały dzień - oceniał na naszych łamach dwa lata temu dyrektor placówki.
     Izabela Nowicka zdecydowała się skierować sprawę do Sądu Rejonowego w Bydgoszczy, do Wydziału Pracy.
     Przypomnijmy wydarzenia opisywane w maju dwa lata temu. Otóż w połowie stycznia 2011 r. Alicja Knapik - sekretarz szkoły i bezpośrednia przełożona też pracującej wtedy w sekretariacie Izabeli Nowickiej - udała się na urlop w celu poprawienia stanu zdrowia. Wyjechała do sanatorium. 18 stycznia, zaraz po wyjeździe Alicji Knapik, w sekretariacie szkoły pojawiła się nowa osoba. Po kilku dniach wszystko w pracy zaczęło się zmieniać. - Pan dyrektor nie chciał ze mną rozmawiać, a zdarzało się, że przesiadywał po 2, 3 godziny z tą nowa panią w swoim gabinecie. Ona miała całkowite poparcie przełożonego, zaś mnie zaczął się czepiać, np. listę obecności na radę pedagogiczną cztery razy musiałam zmieniać na żądanie pana dyrektora, bo była nie taką czcionką, jaką chciał, albo mała litera tam, gdzie z kolei chciał dużą. Każdym moim ruchom w sekretariacie i rozmowom przez telefon służbowy przysłuchiwała się bacznie ta nowa pani w pracy i później chodziła do dyrektora. Ponadto oboje wyśmiewali się z drobnych rzeczy, zwykłych omyłek, które mogły mi się zdarzyć, biorąc pod uwagę, że byłam gnębiona psychicznie. Czasami zaś pan dyrektor traktował mnie jak powietrze. Innym razem usłyszałam zapytanie, czy nie zamierzam przypadkiem za granicę wyjechać do pracy. Byłam poddawana presji psychicznej - opowiadała Izabela Nowicka. 8 marca 2011 r. otrzymała trzy nagany i jedno upomnienie, czyli łącznie cztery kary porządkowe zostały jej udzielone przez dyrektora jednego dnia.
     - 31 marca tamtego roku około 14:00 dyrektor pojawił się w szkole, a po kilkudziesięciu minutach, około pół godziny przed końcem pracy sekretariatu, przyszedł do swego gabinetu. Następnie rozmawiał u siebie w gabinecie z tą nową panią zatrudnioną w styczniu, a później przed samym końcem pracy wezwał mnie do gabinetu. Powiedział mi, żebym usiadła i zarzucił, że poszłam sobie najpierw na zwolnienie, potem na urlop i zostawiłam tę nową panią samą w pracy. Dyrektor powiedział, że nie nadaję się do pracy na tym stanowisku, że ze mnie śmieją się nauczyciele i urzędnicy ratusza, że nie taką czcionką piszę pisma, że jestem niekompetentna i do niczego i powinnam stać przy garach. Odpowiedziałam wzburzona, że pan dyrektor wyraźnie do czegoś dąży i chce mi coś powiedzieć, ale nie wie jak. Wtedy wyciągnął wcześniej przygotowane pismo. Było to rozwiązanie mojej umowy o pracę za porozumieniem stron ze skutkiem natychmiastowym. Nie chciałam podpisać. Dyrektor naciskał, dawał do zrozumienia, żebym to podpisała, bo i tak zostanę zgnębiona. Ja chciałam, żeby dał mi czas na zastanowienie, ale on nadal wywierał presję. Dlatego podpisałam, ale później tego żałowałam - opowiadała Izabela Nowicka.
     W związku z tym 17 maja 2011 r. mecenas Waldemar Dziarnowski w imieniu Izabeli Nowickiej złożył w Sądzie Rejonowym w Bydgoszczy w Wydziale Pracy pozew przeciwko Szkole Podstawowej nr 2 w Barcinie domagając się dla powódki 16.855 zł tytułem odszkodowania, wskazując, że jest to kwota jej rocznego wynagrodzenia zasadniczego. Według powódki, ta kwota odzwierciedla doznane przez nią cierpienia psychiczne i fizyczne i ma się przyczynić do ich złagodzenia.
     Interesy pozwanej szkoły reprezentował radca prawny Urzędu Miejskiego w Barcinie Michał Rościszewski. Szkoła jest bowiem jednostką organizacyjną gminy Barcin. Od początku podkreślał on, że niezasadne jest żądanie ustalenia przez sąd, że rozwiązanie z powódką umowy o pracę 30 marca 2011 r. nastąpiło pod wpływem groźby zmuszającej powódkę do podpisania porozumienia w tej sprawie. Pełnomocnik prawny pozwanej szkoły twierdził, że na pewno 31 marca 2011 r. podczas rozmowy z Izabelą Nowicka dyrektor Wojciech K. nie groził jej rozwiązaniem umowy o pracę w trybie artykułu 52 paragraf 1 kodeksu pracy. Ostatecznie przed Sądem Rejonowym w Wydziale Pracy żądanie powódki o ustalenie przez sąd, że rozwiązanie umowy o pracę nastąpiło pod wpływem groźby, zostało oddalone.
     Jednocześnie po wysłuchaniu na licznych posiedzeniach świadków w tej sprawie (byli nimi różni pracownicy szkoły i inne osoby mogące mieć wiedzę o wydarzeniach) sąd 25 kwietnia 2013 r. orzekł o konieczności zapłacenia przez szkołę na rzecz Izabeli Nowickiej odszkodowania w kwocie wnioskowanej w pozwie, czyli 16.855 zł.
     22 maja br. wyrok Sądu Rejonowego w Bydgoszczy został dostarczony pozwanej stronie. 4 czerwca pełnomocnik prawny szkoły złożył apelację od tego wyroku. Zaskarżając ten wyrok pełnomocnik szkoły wniósł ponownie o oddalenie powództwa w całości. Zaskarżonemu wyrokowi zarzuca m.in. sprzeczność istotnych ustaleń sądu z zebranym w sprawie materiałem dowodowym i dowolną ocenę zebranego materiału dowodowego (co byłoby naruszeniem artykułu 233 paragraf 1 kodeksu postępowania cywilnego). Według strony pozwanej, Sąd Rejonowy w Bydgoszczy ocenił stan faktyczny sprawy tylko w oparciu o zeznania powódki i 4 świadków, a zeznaniom innych świadków i dyrektora nie dał wiary. Według pełnomocnika żaden ze świadków nie zeznał, że był on świadkiem niestosownych zachowań wobec powódki. Dodatkowo pełnomocnik pozwanej szkoły wskazuje, że rzekome działania mobbingowe miały trwać nieco ponad 2 miesiące, więc trudno tutaj mówić o długotrwałości.
     Waldemar Dziarnowski z kolei stwierdził, że sytuacje mobbingowe mają miejsce bardzo często bez świadków: - Poza wszystkim zaś zeznania biegłych pokazały, że powódka rzeczywiście doznała rozstroju zdrowia. Sąd prowadził postępowanie blisko dwa lata i przesłuchał szczegółowo świadków, więc nie zgadzam się, że potraktował materiał dowodowy wybiórczo. A wyrok w pierwszej instancji zapadł właśnie w oparciu o zbadany, szczegółowy materiał dowodowy. Teraz po prostu czekamy na wyznaczenie terminu przez Sąd Okręgowy i werdykt, czy wyrok Sądu Rejonowego będzie podtrzymany, czy też nie. Doświadczenie wskazuje, że nie będzie konieczne w drugiej instancji.      Waldemar Dziarnowski dodał również, iż wychodził na wcześniejszym etapie postępowania z propozycją ugody, ale nie została ona przez stronę pozwaną przyjęta.
Dyrektor szkoły nie chciał odnosić się do sprawy. Zadaliśmy mu pytanie, czy nie uważa, że ewentualne odszkodowanie powinien zapłacić z własnej kieszeni, nie zaś placówka ze swojego budżetu. Dyrektor odpowiedział, że na razie nie ma co o czym mówić, skoro wyrok się nie uprawomocnił.
     - Ja w wielu momentach odczuwam takie nastawienie lokalnego środowiska do mnie, jakbym to ja była winna. Nie czuję się jednak winna, a do żadnej ugody między mną a dyrektorem czy szkołą nie doszło. Po prostu zapadł taki wyrok, a nie inny. Skutki tego, czemu byłam poddawana ponad 2 lata temu w szkole, odczuwam do dzisiaj. To pozostaje w człowieku jak zadra - zakończyła Izabela Nowicka.

Karol Gapiński
Pałuki nr 1117 (28/2013)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości