Barcin, dyrektor, Izabela Nowicka, sąd, ugoda, odszkodowanie
Dyrektor zwolnił, podatnik płaci
Przed sądem w instancji odwoławczej doszło do ugody między zwolnioną z pracy w SP 2 w Barcinie Izabelą Nowicką a pracodawcą, którego reprezentował Urząd Miejski. Szkoła, a faktycznie budżet gminy, zapłaciła poszkodowanej odszkodowanie. Ta jednak zapowiada, że to nie koniec, bo jej zdaniem wypłacona kwota nie jest taka, na jaką umówili się prawnicy obu stron. Urzędnicy najpierw wypłacili jej pieniądze, a później kazali część oddać, bo zaszła pomyłka.
W połowie stycznia 2011 r. Alicja Knapik - sekretarz szkoły i bezpośrednia przełożona pracującej wtedy w sekretariacie Izabeli Nowickiej - udała się na urlop w celu poprawienia stanu zdrowia. Wyjechała do sanatorium.
18 stycznia, zaraz po wyjeździe Alicji Knapik, w sekretariacie szkoły pojawiła się nowa osoba. Po kilku dniach wszystko w pracy zaczęło się zmieniać. - Pan dyrektor nie chciał ze mną rozmawiać, a zdarzało się, że przesiadywał po 2, 3 godziny z tą nowa panią w swoim gabinecie. Ona miała całkowite poparcie przełożonego, zaś mnie zaczął się czepiać, np. listę obecności na radę pedagogiczną cztery razy musiałam zmieniać na żądanie pana dyrektora, bo była nie taką czcionką, jaką chciał, albo mała litera tam, gdzie z kolei chciał dużą. Każdym moim ruchom w sekretariacie i rozmowom przez telefon służbowy przysłuchiwała się bacznie ta nowa pani w pracy i później chodziła do dyrektora. Ponadto oboje wyśmiewali się z drobnych rzeczy, zwykłych omyłek, które mogły mi się zdarzyć, biorąc pod uwagę, że byłam gnębiona psychicznie. Czasami zaś pan dyrektor traktował mnie jak powietrze. Innym razem usłyszałam zapytanie, czy nie zamierzam przypadkiem za granicę wyjechać do pracy. Byłam poddawana presji psychicznej - opowiadała Izabela Nowicka. Jednego dnia w marcu 2011 r. otrzymała trzy nagany i jedno upomnienie od dyrektora szkoły Wojciecha Kicińskiego, czyli łącznie cztery kary porządkowe zostały jej udzielone przez dyrektora jednego dnia. Następnie otrzymała wypowiedzenie warunków pracy.
17 maja 2011 r. mecenas Waldemar Dziarnowski w imieniu Izabeli Nowickiej złożył w Sądzie Rejonowym w Bydgoszczy w Wydziale Pracy pozew przeciwko Szkole Podstawowej nr 2 w Barcinie domagając się dla powódki 16.855 zł tytułem odszkodowania, wskazując, że jest to kwota jej rocznego wynagrodzenia zasadniczego. Według powódki, ta kwota odzwierciedla doznane przez nią cierpienia psychiczne i fizyczne, i ma się przyczynić do ich złagodzenia.
Ponad pół roku temu w Sądzie Rejonowym zapadł wyrok, według którego powódka miała otrzymać odszkodowanie od szkoły w kwocie, jakiej się domagała. Reprezentujący placówkę radca prawny Urzędu Miejskiego w Barcinie złożył odwołanie od wyroku i ratuszowi udało się ograniczyć straty. Sprawę tym razem rozpatrywał Wydział Pracy Sądu Okręgowego w Bydgoszczy. 19 grudnia ub.r. przed tym sądem doszło do ugody. - Według tej ugody miałam otrzymać tytułem zadośćuczynienia 7.000 zł - mówi Izabela Nowicka.
Z Urzędu Miejskiego otrzymała - jak twierdzi - dopiero część tej kwoty, a co więcej, gdy próbowała wyjaśnić sprawę w ratuszu, to nakazano jej jeszcze zwrócić część wcześniej wypłaconej kwoty. Usłyszała od urzędników, że się pomylili z kwotą należnego przelewu. Przelew w wysokości nieco ponad 6.400 zł wpłynął na jej konto z Urzędu Miejskiego w Barcinie jeszcze przed końcem ub.r. Ta kwota zdziwiła poszkodowaną i poszła ona do ratusza w Barcinie, do wydziału finansowego, by wyjaśnić, skąd taka kwota, a nie 7.000 zł, zasiliła jej konto. - Usłyszałam, że oni w Urzędzie pomylili się i przepraszają. Ich zdaniem ja już wcześniej, po wyroku pierwszej instancji otrzymałam ponad 1.400 zł odszkodowania i oni to traktują, że było to coś w rodzaju zaliczki. Czyli według Urzędu Miejskiego teraz powinnam otrzymać około 5.600 zł. Tymczasem pomylili się i przelali nieco ponad 6.400 zł. Kazali mi zatem wpłacić ponad 800 zł zaraz do kasy Urzędu, abyśmy byli kwita. Spanikowałam i zrobiłam to. Miałam akurat 900 zł na węgiel do ogrzania domu i wpłaciłam im te pieniądze rezygnując z zakupu węgla, żeby mieć już z nimi święty spokój. Teraz żałuję, ale to nic. Pan mecenas powiedział, że będzie to wyjaśniał, bo odszkodowanie miało wynosić 7.000 zł poza tym, co kilka miesięcy wcześniej już wpłynęło na moje konto - opowiada Izabela Nowicka.
O to, ile Urząd Miejski miał przelać pieniędzy na konto zwolnionej przez dyrektora szkoły kobiety, i z jakich środków te pieniądze pochodzą, zapytaliśmy włodarza gminy Barcin Michała Pęziaka. Ponadto zapytaliśmy burmistrza, dlaczego szkołę reprezentował radca prawny gminy. Wprawdzie szkoła jest jednostką organizacyjną, ale szkoda wynika z indywidualnej decyzji dyrektora. Czy to zatem nie dyrektor powinien zapłacić odszkodowanie? - zapytaliśmy burmistrza. Uważa on, że powódka została już zaspokojona zgodnie z zawartą ugodą. Nie odpowiedział jednak, ile pieniędzy przelano na konto Izabeli Nowickiej.
Odpowiadając na pańskie wystąpienie [czytamy w odpowiedzi na nasze pismo z pytaniami do burmistrza - przypis kg] informuję, że postępowanie sądowe, którego dotyczą pańskie pytania, zakończyło się ugodą, zgodnie z którą były pracownik został zaspokojony. Kwoty wynikające z ugody wypłacono z budżetu gminy, gdyż pozwała ona jednostkę organizacyjną gminy, której obsługa finansowa należy do Urzędu Miejskiego w Barcinie. Szczegółowe informacje o poborach pracowniczych, jak i płatnościach wynikających z przywołanej ugody są dobrem pracownika chronionym prawem i nie mogą być upubliczniane [w tym miejscu wyjaśnijmy, że kwoty podaliśmy takie, jak przekazała nam podczas rozmowy sama zainteresowana, czyli Izabela Nowicka - przypis kg]. Wszelkie z tym związane wyjaśnienia pani Nowicka może uzyskać od pracodawcy. Po analizie przebiegu sprawy i kończącej ją ugody nie znalazłem podstaw do obciążenia dyrektora kosztami jej realizacji. Zostaną jednak wobec pana Wojciecha Kicińskiego wyciągnięte stosowne konsekwencje służbowe - poinformował włodarz Barcina. Na czym te konsekwencje będą polegały, tego nie zdradził.
Dyrektor szkoły nie musi też ponosić kosztów reprezentowania szkoły przed sądem. Michał Pęziak wyjaśnił, że obsługę prawną zapewnił radca prawny ratusza, gdyż świadczenie pomocy prawnej dla organów gminy, do których zalicza się i szkoła, wynika z jego zakresu czynności, uprawnień i obowiązków.
Izabela Nowicka zapowiedziała, że już rozmawiała ze swoim mecenasem i będzie kwestię wysokości należnego jej odszkodowania wyjaśniać dalej. Uważa, że cała kwota, która jej się należy, musi być wyrównana do 7.000 zł, czyli teraz oczekuje jeszcze przelewu ponad 1.400 zł.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1144 (3/2014)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze