Pierwszy festyn archeologiczny, jaki odbył się w Biskupinie w roku 1995, był wtedy jedyną tego typu imprezą w Polsce. Odbywał się pod hasłem "Człowiek i środowisko w przeszłości" i otwarcie festynu było zarazem otwarciem Europejskich Dni Dziedzictwa – wspólnej inicjatywy Rady Europy i Unii Europejskiej, mającej na celu promowanie zabytków. Przypominamy dziś teksty, jakie temat pierwszego festynu opublikowaliśmy w Pałukach.
Najwięcej zwiedzających przybyło na półwysep w ostatni piątek - 7,5 tysiąca i w niedzielę - 10 tysięcy. Do ich obsługi zatrudnionych było ok. 300 osób, organizatorzy spodziewając się wielu zwiedzających wynajęli od okolicznych rolników ok. 8 ha pól na miejsca parkingowe. Aby zapewnić bezpieczeństwo na drogach, dyrekcja muzeum musiała postawić nowe znaki drogowe.
Festyn zakończył się wielką Galą Archeologów. Wodzowie grodu zamienili się z powrotem w archeologów - Aleksandra Bursche i Wiesława Zajączkowskiego. Podczas spotkania czas był już tylko przeznaczony na zabawę i radość. Należało się to wszystkim, bowiem przez 9 dni pracowali bardzo ciężko.

Pamiątkowe zdjęcie z wójtem Gąsawy Zdzisławem Kuczmą na zakończenie festynu, fot. Jacek Mielcarzewicz
Były to dni raz słoneczne raz deszczowe. Niezależnie od pogody trwali oni na swoich posterunkach: garncarze, łaziebna, brązownik, kowale, rybak, muzyk, grajkowie, tkaczki, wikingowie, tancerze i oczywiście wodzowie. Tylko wiedźma uciekała w las szukać ziół potrzebnych jej do czarowania. W ciągu tych 9 dni Biskupin odwiedziło 40 tysięcy ludzi. Rekord padł w niedzielę - przyszło czy też przyjechało 10 tysięcy. Na parkingu stało 1700 samochodów, nie licząc autobusów.
Z całej Polski telefonowano w sprawie rezerwacji miejsc dla wycieczek szkolnych. Było także nieco rezygnacji, na przykład jedna ze szkół w Warszawie odwołała swój przyjazd ze względu na panującą w Toruniu (!) epidemię. W piątek padł rekord przyjazdów grupowych. Przyjechało 148 grup. Ta niezliczona rzesza ludzi doprowadziła do kompletnej ruiny drewniany deptak znajdujący się przed pierwszym rzędem chat.
Niebotyczne zyski osiągali podczas festynu właściciele punktów gastronomicznych, w których stołowali się przyjezdni. Wedle wszelkich znaków na niebie i ziemi, także dla muzeum w Biskupinie festyn okazał się sukcesem finansowym.
Organizatorzy mieli jednak powód do dumy bowiem ich pomysł był trafiony w dziesiątkę. Aleksander Bursche powiedział, że o zorganizowaniu takiej imprezy pomyślał w dniu pogrzebu Walentego Szwajcera. Dokładnie - w godzinę jego pogrzebu. Pamięć Walentego uczczono szklaneczką piwa.
Aleksander Bursche podkreślił, że taka impreza jest ważna, bowiem zawsze bardzo trudno było mu przedstawić racje archeologii podczas posiedzeń komisji sejmowych. Kilka ustaw, między innymi o ochronie dóbr kultury trudno było przeprowadzić. Może teraz będzie łatwiej.
Podczas tych kilku dni cały czas czuwała policja, na szczęście odbyło się bez interwencji. W cieniu drzew czekała też karetka pogotowia. Była potrzebna przy udzielaniu pierwszej pomocy, zdarzały się bóle brzucha, omdlenia i tym podobne dolegliwości.
W zupełnie nieodległe czasy przeniosła archeologów młodzież, kiedy wzniosła spontanicznie okrzyki na cześć Wiesława Zajączkowskiego. Po biskupińskich niwach niosło się gromkie: "Wiesław, Wiesław, Wiesław" - jak prędko to, co było współczesnością staje się archeologią...
Maria Warda, Pałuki nr 188 (39/1995)
FAwB
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze