Niezwykłą osobowością biorącą udział w biskupińskim festynie jest Józef Broda. Piszczałki, które wykonuje przyciągają wszystkich. Ci, którzy usłyszą ich dźwięk przychodzą do artysty i najczęściej nie mają ochoty na dalsze poszukiwanie przygód. Poczucie humoru i radość życia Józefa Brody zaraża wszystkich.
Ten niepospolity człowiek mieszka w Koniakowie w okolicach Baraniej Góry, u źródeł Wisły. Z wykształcenia pedagog, studiował nadto na Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie, prawo administracyjne w Katowicach, muzykoterapię w Krakowie, a obecnie studiuje na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim problemy rodziny. Tego wykształconego człowieka nauka straciłaby bezpowrotnie, gdyby udało mu się zrealizować marzenie z dzieciństwa.

Józef Broda, fot. Paweł Dobies
Chciał bowiem zostać kowalem. Jednak nie zdał do szkoły zawodowej. Oblał z języka polskiego. Po tym niepowodzeniu brat załatwił, że przyjęli go do liceum pedagogicznego. Po latach mówi ze śmiechem do słuchających go dorosłych: "Widzicie, tu macie przykład negatywnego naboru do zawodu nauczycielskiego". Musiał być dobrym nauczycielem, bo potrafi bardzo pięknie opowiadać dzieciom. Dla nich właśnie w pierwszej kolejności robił instrumenty. Te najprostsze robi ze zwykłej słomy żytniej, do której wkłada część z pióra gęsiego. Kilka sprawnych nacięć i ze słomki wydobywa się dźwięk. Na takim instrumenciku można wygrać oktawę. Mistrz mówi, że przy wykonywaniu instrumentu obowiązuje sacrum spokoju. Pośpiech nigdy nie wychodzi instrumentowi na dobre - niezależnie z jakiego materiału powstaje: słomy, przydrożnej rośliny czy drewna.

Jeśli chciałeś znaleźć na festynie Józefa Brodę, trzeba było słuchać, z której strony rozlega się trąbienie, fot. Maria Warda
Muzyka dla Józefa Brody jest środkiem, który ma pomóc sprowadzić człowieka do lasu, łąk i zapachu ziemi, a przez to do istoty człowieczeństwa.
Artysta nie sprzedaje wykonanych przez siebie instrumentów. Ma jednak świadomość ich wartości. Na stole w chacie biskupińskiej zgromadził: cymbały, okaryny i różnego rodzaju fujarki drewniane. Wartość poszczególnych instrumentów ocenił od 20 do 400 złotych. O swoim zamiłowaniu mówił: "Spełniałem swoje dziecięce marzenia, zawsze chciałem mieć instrument. Z biegiem czasu stałem się niewolnikiem marzeń".
Ciekawe spostrzeżenia przekazał mi artysta co do podwójnej roli instrumentów wykonanych z długich solidnych pałek drewnianych. W czasie spokojnym służą one do grania, ale kiedy przychodzi rozstrzygać spory ten ma rację, kto ma dłuższy patyk w ręku. Taki instrument nie raz służył do wymierzania sprawiedliwości.
Nasz bohater pracował jako animator w Anglii i Francji, pokazując jak robi się instrumenty. Śmieje się, że nie było to za płacidła. Żartuje z siebie - "Pierwsze pół dnia pracowałem jako wyzwolony socjalista, prawie komunizujący człowiek, ale mój dziewięcioletni syn upomniał mnie, że wszyscy biorą płacidła - a czemu tatuś ty nie bierzesz - tak więc stałem się kapitalistą".
Byłby dorobił się szybko, bo oblegała go młodzież i cierpliwie czekała na maleńkie instrumenty. Niestety wszystkie płacidła trzeba było na koniec dnia... oddać organizatorom.
Maria Warda, Pałuki nr 187 (38/1995)
FAwB
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze