17 czerwca minęła 50. rocznica śmierci klasyka w robotniczej bluzie, czyli mieszkańca Barcina, który zasłynął w latach trzydziestych Życiorysem własnym robotnika.

Stanisław Kaszyński podczas prezentacji sylwetki Jakuba Wojciechowskiego fot. Magdalena Kruszka
Niedzielne popołudnie upłynęło w Miejskim Domu Kultury w Barcinie na wspomnieniu Jakuba Wojciechowskiego. Wystąpił Armand Perykietko (bas, baryton), który zaśpiewał między innymi Los człowieczy Anny German.
Sylwetkę autora Życiorysu własnego robotnika przybliżył publiczności Stanisław Kaszyński w wykładzie Wojciechowski w świadomości Polaków.
- Wojciechowski z jednej strony spotkał się z uznaniem w kraju i za granicą, ale już niekoniecznie w lokalnym środowisku - mówił Stanisław Kaszyński. - Przyjaźnił się z Żeleńskim, z którym wymieniał listy i książki, odwiedzili go kiedyś Witold Gombrowicz, Paweł Zdziechowski i Jerzy Andrzejewski. Ale, jak któregoś razu otrzymał 500 zł nagrody od prezydenta, to na poczcie w Barcinie wietrzono w tym jakieś oszustwo i nie chciano tych pieniędzy wypłacić.
W MDK wystawione były reprodukcje zdjęć Wojciechowskiego, kopia dyplomu oraz decyzji o przyznaniu Złotego Wawrzynu przez Prezydium Polskiej Akademii Literatury, a oprócz tego można było zobaczyć list pisany do Wojciechowskiego przez Tadeusza Boya-Żeleńskiego.
W Barcinie pozostał grób, w którym Jakub Wojciechowski został pochowany wraz z żoną, tablica pamiątkowa w miejscu, w którym mieszkał oraz reprodukcje zdjęć i rekonstrukcje jego mebli w Izbie Tradycji. Jego imię nosi Biblioteka Publiczna, a niegdyś jego imieniem nazwana była Szkoła Podstawowa nr 2, w której obecnie mieści się gimnazjum. Osobie Wojciechowskiego cały rozdział poświęcili Jerzy Krzyś i Czesław Cieślak w Szkicach z przeszłości Barcina.
W Barcinie można jeszcze spotkać mieszkańców, którzy znali Jakuba Wojciechowskiego. Jedną z nich jest Teresa Wiśniewska, mieszkanka ulicy 4 Stycznia. - Zawsze chodził wyprostowany, choć miał już swoje lata - opowiada Teresa Wiśniewska. - Był bardzo uczciwy, ciekawy życia, wszystko go interesowało. Ja go spotkałam, kiedy przygotowywałam się do matury i potrzebowałam materiały o zjeździe partii, a on bardzo uprzejmie pomógł mi, a przy okazji zapytał, do której klasy chodzę, pytał o naukę. To był człowiek bardzo życzliwy dla ludzi, ale oni często nazywali go ironicznie poetą, choć poetą nie był. A ja cieszyłam się, kiedy dostał stypendium. Na jego pogrzebie była garstka ludzi, ale z ulicy Kościelnej, na której mieszkał, przybyło wiele osób. Nie było jego kolegów partyjnych, tylko jeden się pojawił, za to byli ludzie, którym pomagał w czasach przedwojennych. W drodze od bramy do grobu grabarz odmówił modlitwę. Wokół jego osoby zawsze było dużo kontrowersji, ale ja tak do końca nie wierzę, że był komunistą.
Jakub Wojciechowski żył w latach 1884-1958. Jego rodzicami byli Maciej, robotnik rolny oraz Agnieszka. Ukończył szkołę elementarną w Kunowie, a potem pracował jako pomocnik w przedsiębiorstwie drogowym. W wieku 15 lat wyjechał do Niemiec i tam był m.in. robotnikiem w cegielni, motorniczym, a także górnikiem w kopalni węgla kamiennego. W 1909 r. poślubił Mariannę Kozioł, a dwa lata później podjął pracę konduktora rezerwowego i motorniczego w Magdeburgu. Podczas I wojny światowej został wcielony w szeregi armii pruskiej i odniósł rany na froncie. Po rekonwalescencji wrócił do pracy fizycznej w magdeburskiej kopalni. Prowadził jednocześnie działalność społeczno-polityczną wśród Polonii niemieckiej. W 1924 roku wrócił do Polski. Mieszkał w Poznaniu, w Łabiszynie i w końcu osiedlił się na dobre w Barcinie, a w Wapiennie pracował aż do emerytury. W odpowiedzi na konkurs ogłoszony przez Instytut Socjologiczny w Poznaniu napisał pamiętnik, za który otrzymał w 1923 roku pierwszą nagrodę. Pierwszy raz wydany został w 1930 roku, a w 1935 roku Jakub Wojciechowski otrzymał za niego Złoty Wawrzyn Polskiej Akademii Literatury. Przyjaźnił się z Tadeuszem Boyem-Żeleńskim, ale utrzymywał kontakty także z innymi znanymi literatami, którzy bywali u niego w Barcinie. Przynależał do Polskiej Partii Socjalistycznej i przejawiał poglądy lewicowe. Po II wojnie został organizatorem komórki Polskiej Partii Robotniczej w Barcinie i wchodził w skład Powiatowej Rady Nadzorczej w Szubinie, a po 1948 roku przeszedł do PZPR. Kiedy zmuszono go do wycofania się z działalności politycznej i społecznej, jako schorowany rencista nadal pracował, ale mimo to cierpiał niedostatek. Dopiero później otrzymał zapomogę i dodatek do emerytury z Ministerstwa Kultury i Sztuki. Zmarł 17 czerwca 1958 roku i został pochowany na barcińskim cmentarzu. (mk)
Magdalena Kruszka
Pałuki nr 853 (25/2008)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze