Reklama

Kolonoskopia przed sądem

W sierpniu 2008 r. życie Marianny Stawickiej najpierw zawisło na cienkiej linii, a kiedy odzyskała przytomność, już nie była w stanie wrócić do dawnej sprawności fizycznej i intelektualnej. Teraz cierpi też na depresję i ma myśli samobójcze. fot. Karol Gapiński

Kolonoskopia, badanie, prokuratura, Wolice, Inowrocław
      Kolonoskopia przed sądem
     Wkrótce minie 5 lat od feralnej kolonoskopii, której poddała się w Inowrocławiu mieszkanka Wolic w gminie Barcin. Dopiero teraz prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko lekarzowi, który wykonywał badanie. Mieszkanka Wolic przeżyła zapaść po niezauważonej perforacji jelita, jej mózg był przez pewien czas niedotleniony. W efekcie kobieta będzie już do końca życia osobą niepełnosprawną, na dodatek dokucza jej ogromna przepuklina na brzuchu.

      W październiku 2008 r. na naszych łamach ukazał się artykuł zatytułowany Feralna kolonoskopia (Pałuki nr 41/2008). Przedstawiliśmy w nim historię profilaktycznego badania jelita grubego, któremu poddała się Marianna Stawicka, mieszkanka Wolic w gminie Barcin. Zabieg ten zakończył się uszkodzeniem jelita grubego. Pomimo że Marianna Stawicka sygnalizowała potworny ból już w gabinecie Andrzeja N., została przez niego wypuszczona do domu. Następnego dnia przeszła zapaść i mimo że mąż szybko zawiózł ją z powrotem do szpitala, nastąpiło niedotlenienie mózgu i kobieta zapadła na długie tygodnie w śpiączkę.
      Andrzej N. mówił nam, że rzeczywiście doszło do powikłań podczas kolonoskopii, jednak takie sytuacje mogą się zdarzyć i nie wynikają koniecznie z błędu lekarza. Uważał, że w tym przypadku nie nastąpił błąd w sztuce lekarskiej.
      PRZECZUCIE PANI MARIANNY
      Latem 2008 r. Zenon Stawicki namawiał swą żonę, ażeby poddała się kolonoskopii dla profilaktyki raka jelita grubego. Zenon Stawicki w kwietniu tamtego roku sam się poddał takiemu badaniu i tłumaczył żonie, że całe badanie wiąże się wprawdzie z dyskomfortem, ale nie jest bolesne, a przecież ewentualność wcześnie stwierdzonego nowotworu zwiększa znacznie szanse jego wyleczenia. Ostatecznie żona dała się przekonać. Marianna Stawicka trafiła do tej samej przychodni, gdzie wcześniej wykonano badania męża. Pacjentkę wezwała do gabinetu pielęgniarka. Zenon Stawicki postanowił wejść z nią.
      - Zostałem jednak wyproszony. Dodam, że nie widziałem w tym gabinecie lekarza, a tylko pielęgniarkę. Doktor, jak się później dowiedziałem, małżonek tej pani pielęgniarki, którego pieczątka widnieje na świadectwie badania, nie był obecny w gabinecie. Po pewnym czasie wezwała mnie do gabinetu pielęgniarka. Wszedłem. Żona siedziała na stole z podciągniętą spódnicą i opuszczonymi do kolan rajstopami. Nie wiem, jak tak można było podejść do tego badania. Mnie lekarz, kiedy sam się poddawałem kolonoskopii, normalnie kazał się rozebrać i nie traktował, jak worek kartofli. Tymczasem żona z rozpaczą popatrzyła na mnie i powiedziała: „Zabieraj mnie do domu, bo nic mnie nie bolało, kiedy tu przyjechałam, a teraz mnie strasznie boli” - relacjonował wydarzenia z 5 sierpnia 2008 r. Zenon Stawicki.
      Dodaje on dzisiaj, że przed samym badaniem jego żona musiała mieć jakieś przeczucie, że spotka ją coś złego. - Mówiła mi wtedy, zanim jeszcze mnie wyprosiła z gabinetu pielęgniarka: - Chodźmy stąd Zenek, bo mam złe przeczucia” Ale ja ją tylko uspokajałem, że to nic takiego, że nie będzie bolało. Boże, gdybym tylko wiedział, to zaraz wziąłbym ją pod ramię i już by nas tam nie było. Dodam, że do dzisiaj niestety nie było możliwe do udowodnienia, że Andrzej N. sam nie wykonywał tego badania. Jego tłumaczenia były takie, że ja jego wejścia do gabinetu nie musiałem z korytarza widzieć, bo on wszedł tam przez wewnętrzne drzwi z sąsiedniego gabinetu - opowiada po niemal 5 latach od pamiętnego 5 sierpnia Zenon Stawicki.
      Mieszkaniec Wolic zaraz, gdy żona zaczęła sygnalizować ból, zaczął pytać pielęgniarkę, co się dzieje. Ona bagatelizowała - jak opowiada Zenon Stawicki - problem i odpowiadała, że to normalne, że pacjenci się skarżą. Dodajmy, że w momencie, gdy sonda z miniaturową kamerą jest wprowadzana do odbytu pacjenta, ten pozostaje przytomny. - Pielęgniarka powiedziała, żeby moja żona nie histeryzowała. Tymczasem ona leżała na stole na lewym boku i nie mogła się podnieść - dodaje Zenon Stawicki.
      ZAPAŚĆ PO PERFORACJI
      Wreszcie Mariannie Stawickiej przy pomocy męża i pielęgniarki udało się powstać. - Na holu żona miała czekać na wynik badania i odpocząć. Po pewnym czasie pani pielęgniarka wyszła, przekazała wynik i powiedziała, żebym zabrał żonę do domu. Jednocześnie dała jakąś tabletkę do ust mojej żonie. To był szok, co się stało z moją małżonką. Rano w gospodarstwie jeszcze kury oprzątała, była pełna życia. Tymczasem po przyjeździe ze szpitala ból narastał przez kilka godzin. Dlatego wezwałem pogotowie. To pojechało z żoną do szpitala w Inowrocławiu. Razem z synem pojechaliśmy za karetką, żeby wiedzieć, co się dzieje z Marianną. Lekarz od razu zdecydował o zabraniu pacjentki na blok operacyjny. Okazało się, że żona ma rozprute jelito. Po operacji wróciła na salę ogólną. Była wybudzona. Oczy miała otwarte, ale nie reagowała na słowa. Poproszono nas, abyśmy opuścili z synem salę, gdzie były jeszcze 2 inne pacjentki - mówi Zenon Stawicki.
      Przez kolejne miesiące Marianna Stawicka znajdowała się w śpiączce. Za zgodą dyrekcji szpitala Zenon Stawicki większość czasu spędzał przy jej łóżku. Były momenty, kiedy wydawało się, że pacjentka umrze. Zenon Stawicki podjął pierwsze kroki prawne szukając sprawiedliwości. Zgłosił możliwość narażenia życia i zdrowia swej żony poprzez błąd w sztuce lekarskiej na Komendzie Powiatowej Policji w Inowrocławiu. Sam też był w kiepskiej formie fizycznej. Stres spowodował, że po złożeniu zeznań, przy wysokim ciśnieniu tętniczym sam stracił na posadzce w komendzie świadomość. Dopiero policjanci zdołali go ocucić.
      Przez wiele następnych miesięcy trwały czynności policyjne i prokuratorskie. Zdaniem Zenona Stawickiego, organy ścigania skupiły się na sprawdzeniu, czy leczenie Marianny Stawickiej po tym, jak doznała zapaści, było prawidłowe. A według jej męża pytanie było inne, bo co do leczenia żony po zapaści to on nie miał uwag.
      - To było pytanie: dlaczego doszło do uszkodzenia jelita podczas niby rutynowego i  niewiążącego się z większym ryzykiem badania? I dlaczego wykonujący to badanie lekarz z tytułem doktorskim, widząc, że moja żona ma przez niego rozprute jelito i sygnalizuje odczuwany ból, wysłał ją do domu? Niestety, odpowiedzi na takie pytania śledczy nie szukali, więc wkrótce dochodzenie Prokuratura Rejonowa w Inowrocławiu umorzyła - mówi Zenon Stawicki.
      DEPRESJA I BRAK KONTAKTU
     Po ponad 9 miesiącach pobytu w szpitalu, w tym prawie przez pół roku w stanie śpiączki, Marianna Stawicka wiosną 2009 r. dostała wypis i wróciła do domu. Kobieta wymagała bezustannej opieki. Poruszała się o kulach lub na balkoniku. Trzeba było jej pomagać w myciu się, natomiast sama jadła posiłki. - Codzienna opieka i to, że miesięcznie na lekarstwa, pieluchy wydaje się pewnie ponad 1.000 zł to jedna sprawa. Najgorsze jest to, że żona po tym wszystkim nie jest już tą samą kobietą. Nie poznaje najbliższych, czy też sąsiadów. Nie pamięta swojego życia. Tak naprawdę nie mogę z nią nawet porozmawiać, a przecież zawsze była radosną, miłą i błyskotliwą osobą. Teraz właśnie rozmów z nią najbardziej mi brakuje. Poza tym po uszkodzeniu mózgu ma też problemy ze słuchem i trzeba było wyposażyć ją w aparat słuchowy. Dzisiaj nie interesują jej ani telewizja, ani prasa, czy książki - opowiada Zenon Stawicki.
      W dniu kolonoskopii, na początku sierpnia 2008 r., Marianna Stawicka ważyła 73 kg. W dniu wypisu ze szpitala po kilkumiesięcznej śpiączce i dalszym w nim pobycie pacjentka ważyła 43 kg. Teraz waży 85 kg, przy czym masę ciała znacznie zwiększa ogromna przepuklina na brzuchu, która pojawiła się kilka miesięcy po kolonoskopii.
Marianna Stawicka została uznana przez orzecznika za osobę o znacznym stopniu niepełnosprawności i z tego tytułu otrzymuje 153 zł miesięcznego zasiłku. To i emerytury obojga małżonków - łącznie obydwoje mają niecałe 1.500 zł emerytury - to były jedyne pieniądze, z których początkowo można było czerpać na lekarstwa dla pani Marianny.
      Co jakiś czas znacznemu pogorszeniu ulega nastrój chorej. W momentach większej świadomości kobieta zaczyna sobie prawdopodobnie zdawać sprawę, jak zmieniło się jej życie w stosunku do tego, jakie wiodła przed 5 sierpnia 2008 r. W takich momentach Marianna Stawicka ma myśli samobójcze. Dlatego trzeba mieć ją cały czas na oku, bo może sobie zrobić krzywdę. Były w domu takie zdarzenia, że pani Marianna wyszła na ulicę, która znajduje się niedaleko domu i chciała wydostać się na drogę wojewódzką po to - jak wtedy wyszeptała - żeby rzucić się pod tira. - Innym razem nalała pełną wannę wody w łazience, a kiedy słysząc co się dzieje zajrzałem tam, to żona mówi, że chce się utopić. W takich chwilach serce mi pęka - mówi przez łzy Zenon Stawicki.
      Żeby ułatwić sobie prawne sprawowanie opieki nad żoną mieszkaniec Wolic musiał wystąpić do sądu. W 2011 r. Sąd Rejonowy w Szubinie uznał Zenona Stawickiego prawnym opiekunem Marianny Stawickiej. To pozwoliło mu założyć sprawę w Wydziale Cywilnym Sądu Okręgowego w Bydgoszczy o odszkodowanie od PZU. Lekarz Andrzej N. był standardowo ubezpieczony od błędów w sztuce lekarskiej i na tej podstawie ubezpieczyciel może teraz przyznać odszkodowanie. W toku postępowania przed sadem okręgowym Zenon Stawicki uzyskał miesięczną rentę w wysokości 600 zł na opiekę nad swoją żoną. Ta renta wypłacana jest od grudnia 2012 r.
      VOTUM Z WROCŁAWIA DLA POSZKODOWANYCH
      Artykuł sprzed blisko 5 lat i kilka następnych na naszych łamach w tej sprawie przeczytał Maciej Chmielewski ze Żnina, który jest kierownikiem regionalnym spółki Votum z Wrocławia. Spółka ta zajmuje się reprezentowaniem ofiar błędów w sztuce lekarskiej przed sądami. Częścią kapitałową spółki jest jedna z wrocławskich kancelarii adwokackich. I to właśnie Adriana Abelec-Piątkowska, mecenas w tej kancelarii zaczęła się zajmować sprawą małżeństwa z Wolic. Fakt uznania Zenona Stawickiego przez sąd opiekunem prawnym ułatwił kancelarii prowadzenie postępowań przed sądami cywilnymi, lekarskimi i w prokuraturze w Inowrocławiu.
      - W sprawie obecnie toczą się trzy postępowania: przed Sądem Okręgowym - o zapłatę zadośćuczynienia, zasądzenie renty oraz zwrot kosztów leczenia; przed Naczelnym Sądem Lekarskim - dotyczące odpowiedzialności dyscyplinarnej lekarza, który w sposób nieprawidłowy wykonał badanie kolonoskopii; i w Prokuraturze Rejonowej w Inowrocławiu - o przestępstwo z art. 160 § 2,3 kodeksu karnego tj. o przestępstwo narażenia człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu przez lekarza, a więc osobę, na której ciąży obowiązek opieki nad osobą narażoną na niebezpieczeństwo - przekazała Adriana Abelec-Piątkowska.
      W sprawie toczącej się przed sądem okręgowym strony postępowania wymieniły już wstępne pisma procesowe, Sąd wydał postanowienie o zabezpieczeniu renty i w niedługim czasie powinien wyznaczyć termin kolejnej rozprawy. Ta renta to właśnie wspomniane 600 zł miesięcznie. Jeśli sąd zdecyduje o wypłacie zadośćuczynienia, to wówczas państwo Stawiccy otrzymają jednorazową kwotę, która ma zrekompensować choć w części ich tragedię.
      Prokuratura Rejonowa skierowała akt oskarżenia przeciwko lekarzowi. W ostatni poniedziałek Zenon Stawicki odebrał pocztę z zawiadomieniem o terminie pierwszej rozprawy przed Sądem Rejonowym w Inowrocławiu. Ma się ona odbyć 23 maja.
      Natomiast  21 marca 2013 r. odbyła się rozprawa przed Naczelnym Sądem Lekarskim, której przedmiotem było rozpoznanie odwołania obwinionego lekarza od orzeczenia Okręgowego Sądu Lekarskiego uznającego lekarza za winnego przewinienia zawodowego polegającego na niezachowaniu należytej staranności w trakcie przeprowadzonego badania kolonoskopii. Tamto orzeczenie zapadło w Okręgowym Sadzie Lekarskim w Bydgoszczy w listopadzie 2012 r. Andrzej N. nadal twierdził, że nie popełnił błędu w sztuce lekarskiej, a ryzyko powikłań w związku z kolonoskopia istnieje w każdym przypadku.
      Zaskarżone orzeczenie zostało uchylone i przekazane do ponownego rozpoznania z uwagi na błędy formalne w pierwszej instancji. Co do sentencji wyroku Naczelny Sąd Lekarski w Warszawie nie wnosił uwag. Dlatego Zenon Stawicki liczy na to, że podtrzymanie wyroku na powrót przed Okręgowym Sadem Lekarskim będzie tylko formalnością. Dodajmy, że także fakt uznania przez OSL w Bydgoszczy Andrzeja N. za winnego wpłynął na możliwość ponownego wszczęcia postępowania przez Prokuraturę Rejonową w Inowrocławiu.
      Zenon Stawicki podkreśla, że nie ma uwag co do leczenia swej żony, gdy dostała ona zapaści. Jego zdaniem, błąd w sztuce lekarskiej polegał na tym, że po kolonoskopii, gdy uszkodzone zostało jelito, zabrakło natychmiastowej reakcji lekarza. Gdyby wówczas Marianna Stawicka została poddana zszyciu perforowanego jelita, to prawdopodobnie nic złego by się jej nie stało.
      RYZYKO PERFORACJI ISTNIEJE, SZYBKA REAKCJA NAJWAŻNIEJSZA
      O to, czy kolonoskopia jest rzeczywiście bezpiecznym badaniem i czy nie trzeba mieć obaw przed poddawaniem się jej, zapytaliśmy doktora Jerzego Rozmusa. Jest on specjalistą chirurgii w Pałuckim Centrum Zdrowia w Żninie. W czasie swej praktyki lekarskiej wykonywał wiele kolonoskopii. W pewnym okresie było to nawet 200 do 300 tego typu badań w roku. - Kolonoskopia jest badaniem inwazyjnym, więc niesie pewne zagrożenie. Przed badaniem pacjent podpisuje oświadczenie o świadomości ryzyka, tak, jak przed operacją. W trakcie badania rzeczywiście może dojść do uszkodzenia jelita. Choć są to rzadkie przypadki, jednak może się zdarzyć nawet najlepszym specjalistom. Jelito może mieć w jakimś fragmencie osłabioną ściankę. Mnie się to zdarzyło przez te wszystkie lata tylko raz, ale reakcja była natychmiastowa, pacjent trafił zaraz na blok operacyjny i jelito zostało zszyte. I właśnie chodzi o to, żeby po naruszenia jelita natychmiast je naprawić. Inaczej grozi kałowe zapalenie otrzewnej, które się szybko rozwija i kończy - gdy nie ma reakcji lekarskiej - wielonarządową zapaścią. Jeśli jednak reakcja lekarza jest natychmiastowa, to pacjentowi nic nie powinno grozić. Co do przepukliny u tej pani, która była badana w Inowrocławiu, nie chcę się wypowiadać, ale być może nadaje się ta przepuklina do leczenia - powiedział Jerzy Rozmus.
Dodał również, że zabieg kolonoskopii musi wykonywać lekarz specjalista. Po zabiegu pacjent może pozostawać pod opieką pielęgniarki, ale ta ma obowiązek poinformować lekarza, gdy pacjent sygnalizuje ból.
      Zenon Stawicki powiedział na zakończenie, że chodzi mu nie tylko o wywalczenie pieniędzy, które pozwolą na prawidłową opiekę nad żoną. - Ten lekarz nie powiedział do dzisiaj nawet słowa przepraszam. Wypiera się, że mógł popełnić błąd. Chce mu udowodnić, że właśnie ten błąd popełnił - oznajmił mieszkaniec Wolic.

Karol Gapiński
Pałuki nr 1102 (13/2013)

Reklama

 

 

Inne teksty związane z tą sprawą:

Feralna kolonoskopia

Mąż nie odpuści

Walczy o zdrowie żony i zadośćuczynienie

Gdyby nie miała ręki, byłbym szczęśliwy

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości