W 1954 r. „rejestr elementu przestępczego i podejrzanego” zawierał jedną trzecią dorosłych mieszkańców Polski. Strategicznym celem tajnej policji politycznej pod nazwą Urząd Bezpieczeństwa (później Służba Bezpieczeństwa - SB) i jej agentury było na Ziemi Mogileńskiej - tak jak i w całym kraju wykrycie, infiltracja i brutalna eliminacja przeciwników komunistycznej tyranii. W wyniku donosów członkowie Polskiego Związku Narodowego zostali wyrokami Sądu skazani na pobyt w więzieniu przez czas od 2 do 10 lat.
Sposobem pozyskania tajnych współpracowników przez aparat bezpieczeństwa, który co istotne bronił nie tyle interesów państwa, co sprawujących władzę komunistów, reprezentowanych przez PPR/PZPR, był werbunek. Odgrywał on priorytetową rolę w działalności operacyjnej bezpieki. Strategie pozyskiwania osobowych źródeł informacji, nawiązujące do wzorców sowieckich, szczegółowo regulowały instrukcje wydane przez Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego. Były trzy podstawy pozyskania TW: „na materiałach kompromitujących”, „na uczuciach patriotycznych” i „za pieniądze” (czy obietnicę innych korzyści osobistych lub materialnych).
Kategorie współpracowników
W początkowym okresie działalności resort bezpieczeństwa wprowadził 3 rejestrowane kategorie tajnych współpracowników: rezydentów, agentów i informatorów. Najwyżej w hierarchii stał rezydent (obsługujący kilka informatorów), który wywodził się z szeregów partii komunistycznej i musiał być pozyskany na przesłankach ideowych lub na uczuciach patriotycznych.
Oprócz wymienionych kategorii, bezpieka korzystała z innych źródeł informacji np. tzw. kontaktów: obywatelskich, operacyjnych. Była to półformalna nierejestrowana i nieopłacana kategoria osobowych źródeł informacji (OZI). Do tej grupy należały osoby wyświadczające doraźne usługi w ramach posiadanych umiejętności lub mogły takie usługi wyświadczać z powodu miejsca zamieszkania, funkcji politycznej, społecznej lub zawodowej. Praktycznie do tego typu osobowych środków pracy operacyjnej komunistyczne Organy Bezpieczeństwa zaliczały członków partii: PPR/PZPR oraz osoby, które piastowały kierownicze stanowiska. Sieć agenturalno-informacyjną komunistyczna policja polityczna tworzyła niemal wszędzie: w zakładach pracy, instytucjach społecznych i politycznych, w tym we wszystkich partiach politycznych i organizacjach młodzieżowych, w szkołach, wśród duchowieństwa katolickiego i innych wyznań na terenie powiatu.
Jedna trzecia - podejrzani
Pierwszoplanowym krokiem do zneutralizowania „wrogiego elementu” na danym terenie było jego poznanie i rejestracja w kartotekach w celu podjęcia działań operacyjnych. W instrukcji MBP z 21.01.1949 r. szczegółowo wymieniono kategorie osób podlegających rejestracji w kartotece ogólnej. Zarejestrowano w niej według instrukcji „Wierchuszki” z PZPR, 25 podejrzanych środowisk począwszy od członków przedwojennych partii i związków, poprzez osoby aresztowane przez bezpiekę, MO, KBW, Komisję Specjalną, członków zbrojnego podziemia niepodległościowego, przemysłowców, obszarników, bogaczy wiejskich i ich rodziny, repatriantów, osoby wyjeżdżające za granicę. Znaleźli się na niej działacze endecji, sanacji i innych partii prawicowych, przedwojenni pracownicy na kierowniczych stanowiskach, osoby, które przyjęły w czasie okupacji jedną z kategorii niemieckiej listy narodowościowej, osoby przechowujące broń, podejrzane o nielegalne przekroczenie granicy, dezerterzy, przestępcy kryminalni. Z biegiem czasu wywołane zestawienie wzrosło do 43, a w 1954 r.
„rejestr elementu przestępczego i podejrzanego” zawierał około 6 mln nazwisk, to jest jedną trzecią dorosłych mieszkańców Polski.
Donosić i dezintegrować
Najważniejszym momentem werbunku było podpisanie zobowiązania do tajnej współpracy z UB. Oprócz napisanego zobowiązania, osoba pozyskana sporządzała własnoręcznie życiorys, spisy członków rodziny i przyjaciół, które były dołączane do teczki personalnej. Istotnym elementem werbunku było przyjęcie pseudonimu agenturalnego, który później dla celów konspiracyjnych powinien pojawiać się w donosach zamiast nazwiska. Każdemu tajnemu współpracownikowi zakładano dokumentację składającą się z dwóch rodzajów akt: teczki personalnej oraz teczki pracy agenturalnej w której kolekcjonowano donosy. Warto w tym miejscu zauważyć, że objętość i zawartość tej teczki świadczyła o szkodliwości TW. Po zakończeniu współpracy wymienione dokumenty składano w archiwum pod stosowną sygnaturą.
Komunistyczny aparat bezpieczeństwa publicznego starał się zainstalować swoich donosicieli we wszystkich środowiskach społecznych: wśród chłopstwa, robotników, inteligencji, duchowieństwa, w partiach politycznych, organizacjach społecznych w tym również w tych zwasalizowanych, stowarzyszeniach, urzędach państwowych. Po czujnym okiem bezpieki znalazło się lokalne duchowieństwo oraz byli działacze przedwojennej endecji i PSL Mikołajczyka. Spory procent agentury udaje się lokalnej tajnej policji zainstalować w środowisku andersowców, czyli osób walczących w czasie wojny w polskich siłach zbrojnych na Zachodzie.
Organy bezpieczeństwa, widząc wrogie ustosunkowanie chłopstwa, szczególnie bogatszego, przeciwnego kolektywizacji, poprzez Referat IV instalowały agenturę wśród kułactwa oraz na powstających spółdzielniach produkcyjnych. Warto w tym miejscu podkreślić, że działalność zainstalowanej agentury nie ograniczała się tylko do dostarczania donosów, bowiem sieć agenturalno-informacyjna pełniła na terenie powiatu mogileńskiego wiele innych funkcji wynikających z punktu optyki aparatu terroru. Poprzez agenturę prowadzono działania dezintegracyjne, które niezwykle przejrzyście widoczne są do bogatszego chłopstwa, szczególnie cieszącego się w miejscowym środowisku autorytetem. Podobne działania zauważalne są również w stosunku do duchowieństwa oraz przy próbach rugowania religii ze szkół. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że podczas pracy operacyjnej wariant dezintegracji często łączono z wariantem nękania.
Placówka w Mogilnie
Na początku roku 1952 mogileńska placówka bezpieki, w której pracowało 40 pracowników, miała do dyspozycji 117 informatorów, 6 rezydentów oraz 4 mieszkania kontaktowe dla spotkań z siecią agenturalną. To, co wyróżniało jednostkę w Mogilnie, to znaczny procent rezydentury niespotykany w jednostkach ościennych. Dla przykładu PUBP w Żninie miał do swojej dyspozycji 68 informatorów i 3 rezydentów oraz
3 mieszkania konspiracyjne dla spotkań z siecią.
Referat I interesował się zagadnieniem kontrwywiadu. Referat III uzyskiwał informacje o członkach zbrojnego podziemia niepodległościowego, członków przedwojennej endecji oraz ścigał dezerterów. Pion ekonomiczny (IV) zajmował się kontrolą przemysłu, handlu oraz wsi. Referat społeczno-polityczny zajmował się inwigilowaniem poprzez swoich delatorów partii, organizacji młodzieżowych , kościoła, administracji, nauczycielstwa. Referat VIII (Kolejowy) został powołany do ochrony infrastruktury PKP.
Największy procent sieci agenturalno-informacyjnej (ok. 41%) agentury donosił dla Referatu IV (Ekonomicznego), którego zadaniem była kontrola przemysłu oraz sektora wiejskiego. Przyczyna? Wieś uparcie opierała się pseudoutopii gospodarczej komunistów: kolektywizacji oraz przymusowym dostawom płodów rolnych.
Zadaniem funkcjonariuszy operacyjnych było umiejętne manipulowanie psychiką agentów, aby nabierali oni przekonania, iż wykonując zlecenia UB, realizują własne cele i aspiracje życiowe. Inną z metod stawało się wzbudzanie - z natury rzeczy jednostronnej-sympatii, sprawianie wrażenia wzajemnego zrozumienia, a nawet przyjaźni, co miało pomóc współpracownikowi w psychicznej akceptacji zdrady, jakiej się dopuszczał, donosząc na własne środowisko.
Osobnym sposobem zyskiwania lojalności było nagradzanie agenta. Zwracano jednak uwagę na ryzyko płacenia agenturze: degenerację, prowadzącą do dostarczania informacji niesprawdzonych, by uzyskać pieniądze. W instrukcji wskazywano więc alternatywne metody wyrażania uznania za działalność agenturalną, na przykład możliwość obdarowywania cennymi dobrami, przydziałem mieszkania, a także udzielania pomocy w różnych sprawach życiowych, aby nie tworzyć czysto handlowej wymiany: gotówka za informację. Raczej - coś większego za całokształt wiernej i solidnej współpracy. Instrukcje jednak pozostawały tylko instrukcjami. W praktyce najczęściej wynagradzano pieniędzmi.
Najcenniejsze materiały dostarczali agenci płatni, którzy wynagrodzenie otrzymywali w zależności od wartości informacji. Prowokowało to niestety (zgodnie z przewidywaniami) zachowania patologiczne, szczególnie w przypadku, kiedy agent odznaczał się dużą pazernością i fabrykował fałszywe donosy na ludzi zupełnie niewinnych.
W efekcie, dzięki funkcjonariuszom UB oraz sieci agenturalno-informacyjnej, możliwe było narzucenie społeczeństwu hegemonii PZPR i utopijnego modelu społeczno-politycznego i gospodarczego.
Donosy
Kusząc się o ustalenie szkodliwości poszczególnych kapusiów pracujących dla mogileńskiej bezpieki warto zwrócić uwagę na szkodliwą działalność delatora o pseudonimie „Łoś”, pracującego po linii Referatu III. Wymieniony kapuś był zainstalowany na terenie gminy Strzelno, ujawniając członków zbrojnego podziemia niepodległościowego. Z kolei sygnalista ps. „Mak”, pracujący po linii Referatu V, ujawnił 2 rolników indywidualnych, którzy byli podejrzani o szkodnictwo gospodarcze.
Na podstawie doniesień agenturalnych w styczniu w kazamatach mogileńskiej placówki przebywał Sylwester Rębacz i Antoni Daszkiewicz. Komunistyczne organy bezpieczeństwa kontrolowały też młodzież. W związku z powyższym nie mógł jego uwadze ujść następujący przypadek: „Po linii młodzieżowej notujemy również wrogie wystąpienia ze strony uczniów klasy XI Gimnazjum Państwowego w Strzelnie. Grupa uczniów przeważnie, byli członkowie ZHP, w niewłaściwy sposób odnoszą się tak w czasie lekcji jak i poza lekcjami do uczniów, którzy zgłosili się na studia wyższe do Związku Radzieckiego i niejednokrotnie wyzywają ich na ulicy w następujący sposób „Idą Ruski, jak pojedziesz do Rosji to już więcej nie wrócisz”. W powyższej sprawie przesłuchaliśmy dwóch uczniów, którzy fakty te potwierdzają”. W wywołanym przypadku, w celu dalszej kontroli, opracowano szczegółowy plan zwerbowania informatorów.
W tym samym czasie na podstawie doniesień informatora ps. „Iskra” odnotowano w Spółdzielni Produkcyjnej Mogilno Wybudowania wzrost „szeptanej propagandy”. Według konfidenta autorem działalności propagandowej, wychwalającej Amerykę i odsłaniającej prawdziwych inicjatorów rzezi w Katyniu był Andrzej Orczyk, który jako zbrodniarzy wskazywał Rosjan, a o tym zagadnieniu dowiedział się słuchając zachodnich rozgłośni radiowych. Wysyłanie w przestrzeń publiczną informacji oczerniających Związek Radziecki było obłożone wysokimi karami. Zatem bezpieka postanowiła problem dogłębnie zbadać, zaś inicjatora wymienionych informacji rozpracować, poprzez instalację w jego otoczeniu sieci agenturalnej, która miała za zadanie notować tego typu wrogie wypowiedzi figuranta w celu zaprowadzenia go przed oblicze komunistycznej Temidy.
Opór społeczny
Nie tylko karane było informowanie o faktach historycznych, niewygodnych dla władzy, ale nie wolno było także przedstawiać w niekorzystnym świetle przywódców komunistycznego reżimu, których propaganda starała się kreować jako ludzi o nieprzeciętnych zdolnościach i cechach.
Spośród przywódców proletariatu w sposób najbardziej nachalny kultywowano postać Józefa Stalina. Środki propagandowe w rozpowszechnianiu kultu jednostki, prześcigały się w wymyślaniu schlebiających określeń tyrana. Zarówno „propaganda wizualna” i akcje propagandowe kreowały go na istotę wszechpotężną, opisując jego niezwykłe, wręcz boskie umiejętności, zdolności, nazywając go świetlaną postacią, słońcem narodów i promiennym symbolem zwycięstwa. Jego portrety pojawiały się wszędzie, „zdobiły” ściany świetlic, klas szkolnych i zakładów pracy w powiecie mogileńskim.
Pomimo tego niewiele osób wierzyło w tę maskaradę, ponieważ stał on na czele systemu, który nie cieszył się nad Wisłą popularnością. W związku z powyższym bardzo często dochodziło to wielu takich sytuacji, w których portret Stalina miast hipnotyzować odwiedzających zakładową świetlicę, zmienił przy pomocy „niewidzialnej ręki” miejsce i był przenoszony na przykład na drzwi klozetu. Celebrowany siłą na wpół religijny kult „przodownika ludzkości” był obcy polskiej tradycji i uważany był przez większość narodu za profanację. Dlatego bardzo często dochodziło do incydentów, publicznego lub skrytego lżenia imienia największego oprawcy w dziejach ludzkości, przez którego, jak to ujęła Maria Dąbrowska, „miliony ludzi wylało z siebie ocean łez i krwi”.
Pomimo surowych represji, w przestrzeni publicznej powiatu mogileńskiego pojawiały się ulotki, paszkwile, wierszyki krytykujące patologiczny i utopijny system zaprowadzany siłą przez komunistów. Frustracja społeczna prowadziła do znieważania kacyków partyjnych, zrywania i dewastowania ich wizerunków itp. Potwierdzeniem są akta śledcze oraz sentencje surowych wyroków po wywołanym zagadnieniu. Pomimo surowych kar w przestrzeń trafiały niezwykle często złośliwe, rubaszne kawały, wierszyki, rymowanki jak chociażby takie:
„Mięso i słonina dla dziadka Stalina,
my biedne Polaczki, jemy gnaty i flaczki”.
PILI
Problemem, który spędzał sen z oczu szefowi mogileńskiej bezpieki kapitanowi Gidzgierowi był problem spożywania alkoholu przez jego pracowników i to zarówno w pracy jak i poza nią. Dla przykładu w lutym czternastodniowym aresztem został ukarany referent Referatu IV Władysław Pawlak za wprowadzenie się w stan nietrzeźwy i oddanie pistoletu służbowego osobie cywilnej. Pięciodniowym aresztem zwykłym został ukarany za nieusprawiedliwione wyjście z pracy i spożywanie alkoholu rachmistrz płatnik Mieczysław Knociński. Z kolei młodszy referent Referatu V Ludwik Kubiak za spożywanie trunków wysokoprocentowych w trakcie godzin pracy został ukarany naganą z wpisem do akt. Oprócz wymienionego za ten sam czyn ukarana została maszynistka Maria Adam. W kolejnych miesiącach za upijanie się w miejscu pracy i poza nią zostali ukarani: referent terenowy Mieczysław Wiśniewski, Kazimierz Sałajczyk i wielu innych.
Nie jest tajemnicą, że w tym okresie panowała dość powszechna aprobata dla spożywania alkoholu. Co więcej - wstrzemięźliwość od mocnych trunków poza pracą i w trakcie wykonywania obowiązków służbowych bardziej przyciągała podejrzliwą uwagę niż częste degustacje alkoholowe (wspomnijmy powiedzenie, które przetrwało do dziś: „kto nie pije ten donosi”). W związku z powyższym nawet nadmierne spożywanie alkoholu w pracy i poza nią nie było odbierane jako coś nieprzyzwoitego. Nie odbierano wtedy tego negatywnego zjawiska w kontekście nałogu, choroby alkoholowej lecz dostrzegano wpływ nadmiernego picia na zaniedbywanie obowiązków służbowych. Zatem - w związku z powszechnością spożywania wysokoprocentowych trunków w tym również w miejscu pracy - raziły jedynie skrajne wypadki i to przeważnie tylko wtedy, jeżeli pojawiły się inne uwarunkowania towarzyszące, obciążające funkcjonariusza (na przykład gdy pijany wykrzykiwał antypaństwowe hasła). Warto więc podkreślić, że w mniemaniu niektórych badaczy nadużywanie alkoholu przez funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa nie wyróżniało tej grupy na tle ówczesnego polskiego społeczeństwa.
BILI
Zresztą tak w odniesieniu do placówki UB w Mogilnie jak i placówek ościennych, wydaje się, że bardziej raziły inne patologiczne zachowania, które były zamiatane pod dywan. Mam tu na myśli brutalne metody śledztwa, które powodowały, że ludność powiatu mogileńskiego podchodziła do funkcjonariuszy komunistycznego aparatu bezpieczeństwa, uważanego za obcy twór, z rezerwą i nieufnością, niejednokrotnie określając ich „polskim gestapo”.
Niewątpliwie szczególną odrazę o socjopatycznym podłożu niosą brutalne przesłuchania za przyzwoleniem przełożonych, tortury i morderstwa, nierzadko przedstawiane jako samobójstwa osadzonych. Zdarzały się również wypadki rozbojów, pobić, nieuzasadnionego użycia broni palnej, kradzieży, przyjmowania łapówek, malwersacji finansowych. Na porządku dziennym zdarzały się przypadki molestowania, napaści seksualnych oraz gwałtów.
Polski Związek Narodowy w Strzelnie
Funkcjonariusze pionów operacyjnych oraz Referatu Śledczego w celu wykazania się efektami swojej pracy stosowali podczas przesłuchań niedozwolone metody śledcze w postaci bicia i tortur. Zasady siłowe w celu wymuszenia zeznań dotyczyły zarówno kobiet, jak i młodzieży i dorosłych.
Takie siłowe metody śledcze zastosowano w celu wymuszenia zeznań podczas zatrzymania członków nielegalnej organizacji młodzieżowej Polski Związek Narodowy na terenie Strzelna. Warto podkreślić, że PZN powstał na gruzach Stronnictwa Narodowego, organizacji młodzieżowej działającej w latach 1947-1950 na terenie Kruszwicy, Gniewkowa i Strzelna.
Brutalne metody śledcze stosowane w kazamatach mogileńskiej bezpieki zmierzały do wydobycia zeznań przez doprowadzenie przesłuchiwanych do skrajnego wyczerpania fizycznego i psychicznego woli oporu. Przyznanie się było wystarczającym dowodem dla skazania, należało jednak przedtem wydobyć nazwiska „wspólników przestępstwa”. Stosowano więc szeroki asortyment tortur w czasie śledztwa trwającego nieraz parę dni nieustannego przesłuchiwania (konwejer).
W trakcie przesłuchań młodych ludzi i na podstawie doniesień osobowych źródeł informacji ustalono, że inicjatorem powstania PZN był Zygmunt Kwiatkowski uczeń XI klasy licealnej (późniejszy kasztelan zamku Golub-Dobrzyń), zaś jego zastępcą rzekomo Edmund Drożdżyński. Jeszcze w grudniu PUBP w Mogilnie zatrzymał kolejne osoby niepełnoletnie: Grzegorza Jankowskiego, Witolda Szeszyckiego, Henryka Dłutkowskiego, Stanisława Wojtczaka, Zenona Bruka, Mieczysława Jaroszewskiego , Antoniego Marosza, Czesława Barana, Jana Pietrzaka, Jana Starynowicza. W toku rozwijającego i brutalnego śledztwa według ustaleń Ewy Jaroszewskiej wytypowano kolejne osoby, które zatrzymano do dyspozycji organów śledczych mogileńskiej bezpieki w tym: Zdzisława Kubacza, Zygmunta Rozmusa, Zenona Górnego, Zenona Dopierałę, Edmunda Błażejczaka.
Na ogólną liczbę 18 zatrzymanych w stosunku do 17 z nich skierowano akty oskarżenia do Wojskowego Sądu Rejonowego w Bydgoszczy. W przypadku Teodora Góreckiego prokurator odstąpił od oskarżenia z uwagi na jego młody wiek. Pozostali członkowie Polskiego Związku Narodowego zostali wyrokami Sądu z dnia 25 czerwca 1953 r., 26 czerwca 1953 r. i 11 sierpnia 1953 r. skazani na pobyt w więzieniu od 2 do 10 lat.
W ostatecznym rozpracowaniu i skazaniu członków PZN znaczne zasługi położyły osobowe źródła informacji w tym sygnalista ps. „Mak”, przekazując „zwierzenia” Kwiatkowskiego raz w tygodniu kapitanowi M. Gidzgierowi, szefowi mogileńskiej bezpieki.
Na podstawie przeprowadzonej przez organa nadrzędne kontroli możemy poznać warunki panujące w areszcie PUBP w Mogilnie, gdzie brakowało łazienki i umywalni. Fatalnie wyglądała również kwestia wyżywienia. W lustrowanym areszcie brakowało regulaminów i instrukcji, regulujących ogólne normy prawne przysługujące osobom zatrzymanym. W związku z powyższym znęcano się nad osadzonymi psychicznie i fizycznie poprzez podlewanie wody do cel. Na kondycję psychiczną młodych ludzi fatalnie wpływała całkowita izolacja oraz brak kontaktów z rodziną.
Adam Węsierski
Historia tej organizacji jest opracowywana i będzie ją można przeczytać w książce Adama Węsierskiego pt. „Sensacje i sekrety powiatu bydgoskiego, chojnickiego, nakielskiego, mogileńskiego, żnińskiego” (tytuł roboczy). Książka prawdopodobnie ukaże się jesienią, o czym poinformujemy. (dk)
Czytaj także:
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze