Gdy konspiracja była konspiracją - tajemnica była oczywistością. Gdy już konspiracja się skończyła, a Polska należała do obozu socjalistycznego - nadal nie do końca bezpieczne było przyznawanie się do konspiracyjnej przeszłości. Gdy po 1989 roku wróciła wolność słowa i przekonań - informacje o oddziale Pałuki 315 zaczęły różnymi drogami wychodzić na światło dzienne. Niniejszy tekst jest pierwszą próbą ich usystematyzowania. Powstał na podstawie dostępnych źródeł, a także niepublikowanych do tej pory wspomnień i relacji.

Kazimierz Karge (zdjęcie z okresu pobytu na Podhalu w 1943 r.) po wojnie stał na czele Obwodu „Pałuki 315” fot. Józef Nyka
Na terenie Pałuk najbardziej widoczną antykomunistyczną strukturą niepodległościowego podziemia był Obwód Pałuki 315, do którego należało kilka luźno powiązanych ze sobą oddziałów. Siła aparatu bezpieczeństwa, a także tęsknota wymęczonego wojną społeczeństwa za normalnością i spokojem sprawiły, że po wejściu w życie z dniem 21 sierpnia 1945 r. dekretu o amnestii, w kierownictwie obwodu zapadła decyzja o ujawnieniu się, co oznaczało zarzucenie walki zbrojnej z komunistami, choć nie oznaczało akceptacji ich władzy. Potem niektórzy członkowie podziemia - wobec nasilających się represji - podjęli walkę na nowo.
Dowódca Wielkopolskiej Samodzielnej Grupy Ochotniczej Warta ppłk Andrzej Rzewuski, przewidując represje wobec byłych żołnierzy AK, starał się powstrzymać proces ujawniania się w specjalnie wydanym rozkazie, o którym wspomina w sprawozdaniu miesięcznym Komendy Okręgu Poznańskiego Delegatury Sił Zbrojnych (DSZ) na Kraj za sierpień 1945 roku: Odnośnie korzystających z tzw. amnestii zgłaszających się osób wydano tajny rozkaz ścisłego odnotowywania, w jakim czasie od chwili ogłoszenia amnestii dany osobnik się zgłosił. Daje to dostateczny powód do przypuszczenia, że w odpowiednim czasie zacznie wyciągać się konsekwencje w stosunku do zgłaszających się. Ppłk Rzewuski raz jeszcze dał wyraz swoim poglądom w tej sprawie w rozkazie z 15 listopada 1945 roku, którym rozwiązywał Wartę: Rozwiązanie Grupy nie zwalnia żołnierzy od przysięgi i nie pociąga za sobą ujawnienia się wobec organów Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej.
W konsekwencji do ujawnienia w roku 1945 przystąpiły jedynie oddziały działające w północno-wschodniej części województwa poznańskiego, które nie podlegały pod względem organizacyjnym dowództwu Okręgu Poznańskiego AK-DSZ-WSGO Warta. Jednym z nich był oddział por. Kazimierza Kargego Białego na Pałukach.

Apel w sprawie ujawniania się wystosowany do żołnierzy Obwodu „Pałuki 315” przez jego dowódców dokument z archiwum rodziny Wyppich
CISZA PRZED BURZĄ
Zanim ten oddział powstał część z jego żołnierzy wzięła udział w przygotowaniach do akcji Burza na terenie Pałuk. Zgodnie z rozkazem dowódcy AK gen. Tadeusza Bora Komorowskiego z 20 listopada 1943 r., miała ona na celu przeprowadzenie przez AK na tyłach wycofującej się armii niemieckiej szeroko zakrojonych działań sabotażowo-dywersyjnych, mających poprzedzić wejście Armii Czerwonej. Umożliwiłoby to polskim oddziałom i administracji podziemnej występowanie w roli gospodarzy i przedstawicieli prawowitego rządu wobec wkraczających na ziemie polskie Rosjan.
- Początkowo „Burza” była planowana od strony Szwecji. Odwołano ten plan, bo w Borach Tucholskich na których miał się opierać, było mało żołnierzy, którzy mogliby pomóc desantowi. W przygotowaniach do „Burzy” zajmowałem się komórką Żnin z ramienia Okręgu Pomorskiego AK. Zawiadamiałem organizację w Żninie o planach „Burzy”, ale wszystko przygotowywał ppłk Chyliński - wspomina dowódca ochrony oficerów sztabu OP AK, Czesław Włodarek Józef.
Koordynatorem przygotowań do Burzy na Pałukach był ppor. Stefan Wyppich Most, który po dekonspiracji jego działalności na wschodzie Polski (pow. Przasnysz), po wyrobieniu w Warszawie fałszywych dokumentów wrócił przygotowanym przez miejscową konspirację chłopskim wozem w rodzinne strony w czerwcu 1944 r.
W Gnieźnie zgłosiłem się na punkt kontaktowy do pani Kwiatkowskiej ps. Janka, która mieszkała przy Zielonym Rynku. Tam zatrzymałem się dwa dni, następnie udałem się do Żnina na punkt kontaktowy podany mi przez panią Kwiatkowską, która była również łączniczką do Żnina. Po przybyciu na miejsce spotkałem tam kolegów, którzy już należeli do organizacji konspiracyjnej AK, placówki AK Żnin. Po zapoznaniu się i rozmowie z kolegami dowiedziałem się, że są rozpoczęte prace organizacyjne do przeprowadzenia akcji „Burza” na tym terenie. Byli zadowoleni, że przyjechałem, ponieważ nie mieli człowieka, który by się tym zajął, wobec tego zaproponowali mnie funkcję koordynatora i zarazem dowódcy oddziału leśnego w nadleśnictwie Gołąbki - pisze we wspomnieniach Stefan Wyppich.
Owymi kolegami byli dowódca placówki AK Żnin st. sierż. Piotr Rogowski Błyskawica i dowódca wydziału gospodarczego sierż. Zygmunt Schmidt Piorun, którzy dodatkowo zaproponowali mu stanowisko nauczyciela, gdyż dotychczasowy musiał wyjechać na inny obszar. Stefan Wyppich przyjął obie funkcje, które nie wykluczały się wzajemnie, gdyż wymagały działalności w terenie.
Jako pierwsze zadanie wyznaczyłem sobie nawiązanie bezpośredniego kontaktu z gajowymi. Byli to Polacy, którzy już należeli do AK z placówki Żnin. Na pierwszym z nimi spotkaniu omówiłem cel i zadania, jakie przed nimi stoją - wyszukanie odpowiednich miejsc na wykopanie kilku bunkrów leśnych i podanie dokładnych danych, gdzie te miejsca się znajdują, ponieważ muszę wykonać mapkę sytuacyjną dla potrzeb organizacyjnych. Drugie zadanie, to przeszkolenie członków AK z placówki Żnin z zakresu partyzantki leśnej - wspomina Stefan Wyppich.

Franciszek Karge „Leszek” podczas pobytu w Warszawie, gdzie odwiedził brata Kazimierza w więzieniu i starał się o jego wcześniejsze zwolnienie fot. Józef Nyka
Nadzór nad akcją Burza na Pałukach sprawował Szef Sztabu Pomorskiego Okręgu AK, ppłk Józef Chyliński Rekin, któremu jeszcze w czerwcu 1944 r. Stefan Wyppich został przedstawiony przez Piotra Rogowskiego Błyskawicę. Ocena kandydatury ppor. Wyppicha na koordynatora akcji Burza na Pałukach, po tygodniowym okresie próbnym odbywającym się pod kontrolą wywiadu AK, wypadła pozytywnie i została ostatecznie zatwierdzona przez przedstawiciela Szefa Sztabu, którym był Czesław Włodarek Józef. Efektem tego było przyjęcie przez niego od Stefana Wyppicha 25 czerwca 1945 r. przysięgi, co nastąpiło w punkcie kontaktowym żnińskiej placówki AK, który mieścił się przy ulicy Śniadeckich 21 w Żninie. Przy akcie przysięgi byli obecni także st. sierż. Rogowski i sierż. Schmidt. Stefan Wyppich otrzymał wówczas nowy pseudonim - Mazur, a dotychczasowy Most służył mu teraz wyłącznie przy wypełnianiu funkcji nauczyciela tajnych kompletów. Od tej pory został wtajemniczony we wszystkie sprawy organizacyjne i poinformowany o wszystkich punktach kontaktowych.
Pod koniec czerwca 1944 r. rozpocząłem przy współudziale gajowych wykopywać głębokie rowy. Później były przykryte grubymi belami i przysypane ziemią i tak powstały bunkry leśne niby do przechowywania beczek z żywicą, którą robotnicy leśni ściągali z sosen. Bunkry te wykonywali robotnicy leśni pod nadzorem gajowych, ja tylko raz po raz jeździłem i sprawdzałem, czy prawidłowo są wykonywane, aby były przydatne dla naszych celów. Kiedy były już gotowe, a było ich 9, wybrałem 5, które najlepiej nadawały się do wykorzystania do naszych celów konspiracyjnych - relacjonuje we wspomnieniach wykonanie pierwszego zadania Stefan Wyppich.

Zaświadczenie potwierdzające ujawnienie się Stefana Wyppicha jako żołnierza Armii Krajowej dokument z archiwum rodziny Wyppich
- Broń, amunicję, granaty, medykamenty zawoziłem do leśniczówki w Gołąbkach, gdzie były ukryte w stodole. Później przewozili je w teren - wspomina Czesław Włodarek. Ponieważ ppor. Wyppich otrzymał od Czesława Włodarka polecenie, aby nie informować wszystkich członków placówki AK w Żninie o szczegółach planu akcji Burza, wraz z Piotrem Rogowskim musiał wybrać kilku najbardziej zaufanych ludzi do współpracy i zadań specjalnych, takich jak: dostarczanie amunicji, broni, granatów, zapalników, środków opatrunkowych i lekarstw. Wśród wybranych na początku lipca 1944 r. znaleźli się: Wiktor Domagała Borsuk, Alojzy Kurek Rybitwa, Marian Ludwiczak Daniel, Zbigniew Makowski Gawryk, Eugeniusz Michalski Mewa i Antoni Żołnierkiewicz Wicher. Jednocześnie każdy z nich otrzymał dodatkowe funkcje na wypadek rozpoczęcia Burzy i tylko oni znali położenie bunkrów, gdzie wspomniane rzeczy były ukrywane.
Te 5 bunkrów już całkowicie były zakonspirowane i zamaskowane tak, że robotnicy, którzy je kopali, nie byli w stanie je odnaleźć - podkreśla Stefan Wyppich, który w tym czasie został mianowany przez ppłk. Chylińskiego dowódcą operacyjnym całości akcji Burza w placówce AK Żnin.
Żołnierzom AK na Pałukach nie było dane przejąć władzy na swoim terenie w myśl przyjętych planów, gdyż 26 października 1944 r., a więc przed dotarciem Armii Czerwonej na Pałuki, dowódca AK gen. Leopold Okulicki wydał rozkaz zakończenia akcji Burza.
Zastanawialiśmy się, co teraz począć z tak dużą ilością nagromadzonych materiałów. Na razie uzgodniliśmy, aby wszystkie bunkry leśne były dobrze zakonspirowane i czekały na dalszy los wydarzeń. Ja swym podwładnym powiedziałem, że akcja „Burza” jest tymczasowo odwołana na czas nieokreślony i mają pracować jak dotychczas. Tym bardziej, że ruch wojsk niemieckich jest coraz większy, bo wycofują się na zachód, trzeba więc wykorzystać tę sytuację i utrudniać im wycofywanie się przez sabotaż i okradanie ich z wszystkiego co się da - przedstawia podjęte po spotkaniu z Czesławem Włodarkiem decyzje w sprawie działań operacyjnych w nowej sytuacji ppor. Wyppich.
W połowie stycznia 1945 r. z informacji od Szefa Sztabu ppłk. Chylińskiego, przekazanych przez Czesława Włodarka, żołnierze AK na Pałukach dowiedzieli się, że frontowym oddziałom Armii Czerwonej towarzyszą specjalne formacje NKWD, które aresztują żołnierzy polskiej konspiracji niepodległościowej. Pomimo tego, że obie armie wchodziły w skład tej samej koalicji antyhitlerowskiej, sowieci traktowali AK jak wroga, nie widząc w jej przywódcach partnerów do rozmów o przyszłości państwa polskiego. AK była przeszkodą na drodze do realizacji imperialistycznych planów Józefa Stalina, które zmierzały w kierunku podporządkowania Związkowi Radzieckiemu jak największej części Europy. Rozbrajanie, wysyłanie do łagrów bądź podstępne mordowanie żołnierzy AK było na porządku dziennym.
W obliczu tych wydarzeń Czesław Włodarek przekazał nowe wytyczne dla żnińskiej placówki:
Oprócz tego kazał mnie pozabierać z bunkrów wszystkie środki opatrunkowe i lekarstwa i ukryć u znajomych, część ukrył on u swych znajomych w Żninie. Pozostałe materiały pozostawiliśmy w bunkrach leśnych, były dobrze zakonspirowane - wspomina Stefan Wyppich.
- Część medykamentów wywiozłem do szpitala polowego w Bydgoszczy - mówi Czesław Włodarek.
Wielka praca organizacyjna pałuckiej konspiracji, mimo że niewykorzystana w ramach planowanej akcji Burza, nie została jednak zmarnowana. Wkrótce bowiem na mapie niepodległościowego podziemia pojawiła się jednostka Obwód Pałuki 315, której dowództwo tworzyli m.in. żołnierze z placówki AK Żnin przygotowujący Burzę. W nowej strukturze konspiracyjnej mieli zatem okazję wykorzystać zdobyte do tej pory doświadczenie i zasoby materiałowe potrzebne do walki o wolną Polskę, choć toczyli ją już w zupełnie innych warunkach militarno-politycznych i przeciwko innemu wrogowi, którym w miejsce hitlerowskich Niemiec stała się sowiecka Rosja, a konkretnie jej komunistyczna ekspozytura w Polsce.
OBWÓD PAŁUKI 315
Konspiracyjna organizacja Obwód Pałuki 315 rozpoczęła swoją działalność na terenie powiatów żnińskiego, szubińskiego i mogileńskiego na początku 1945 roku.
Pewne wątpliwości budzi nazwa organizacji, w ramach której w pierwszych latach po wojnie funkcjonowało podziemie niepodległościowe w powiecie żnińskim. Ma je Józef Nyka Szpis, który w działalność tych struktur był zaangażowany: - Mam wątpliwość, czy istniał Obwód „Pałuki 315”. Nam „na dole” w tamtym czasie ten kryptonim nie był znany. Zobaczyliśmy go dopiero na dokumentach ujawnienia, ale tylko jako „ob. 315” - bez „Pałuk”, dosłownie: „działalności w konspiracyjnych szeregach b. A.K. ob. 315”. AK już wtedy formalnie nie istniała [została rozwiązana 19 stycznia 1945 r. - przyp. bw].
Pełną nazwę organizacji wymienia natomiast w swoich wspomnieniach żołnierz AK Jerzy Ludwiczak, który w styczniu 1946 roku po zwolnieniu ze szpitala wojskowego, w którym leczył się po odniesieniu ciężkich ran w walkach w pobliżu Łaby na terenie Niemiec, wrócił na Pałuki do Chomiąży Księżej, do majątku dzierżawionego przez jego ojca od kurii gnieźnieńskiej. Od 1943 r. należał do oddziału leśnego AK Wilków na Lubelszczyźnie (pisaliśmy o tym w Pałukach 18/2013), gdzie dla celów konspiracyjnych otrzymał fałszywy dowód osobisty (niemiecka Kennkarte) na nazwisko Witold Ferenc, pod którym występował do momentu powrotu w rodzinne strony.

Stefan Wyppich był dowódcą operacyjnym akcji „Burza” na Pałukach fot. archiwum rodzinne Wojciecha Wyppicha
Będąc jeszcze w szpitalu Jerzy Ludwiczak otrzymał dokumenty potwierdzające jego przynależność w czasie wojny do Armii Krajowej: Natychmiast nawiązuję kontakt z placówką AK por. „Białym” z obwodu „315 Pałuki” i zaopatrzony w dokumenty ujawniam się w Komisji Likwidacyjnej Obwód Centralny u „Radosława” w Warszawie i wracam do swego prawdziwego nazwiska - wspomina.
Jerzy Ludwiczak został zweryfikowany przez komisję MON w stopniu podporucznika. Fakt ujawnienia nie oznaczał jednak dla niego rezygnacji z działalności konspiracyjnej. W prowadzonym gospodarstwie w Chomiąży Księżej ukrywam ściganych przez Urząd Bezpieczeństwa żołnierzy Armii Krajowej i jestem w kontakcie z miejscową placówką AK - napisał w swoich wspomnieniach.
Na zaświadczeniu nr 3, potwierdzającym ujawnienie się jako żołnierza AK, które zostało wydane Stefanowi Wyppichowi 25 października 1945 r., przy nazwie komisji likwidacyjnej widnieje Obwód Pałuki 315, co potwierdza istnienie konspiracyjnej struktury pod taką nazwą.
Nazwa Obwód Pałuki 315 występuje także w Sprawozdaniu Wydziału Walki z Bandytyzmem Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Poznaniu dotyczącym amnestii za okres od 1 października do 1 listopada 1945 roku. W dokumencie tym wymienione są nazwiska tworzących dowództwo obwodu, a były to - oprócz dowódcy por. Kargego, następujące osoby: zastępca komendanta Stefan Wyppich Most, dowódca operacyjny Piotr Rogowski Błyskawica oraz trzech zastępców dowódcy operacyjnego: Jerzy Karkosiński Grom, Bogdan Hądzlik Madaj, Jerzy Biegała Czarny.

Józef Nyka (zdjęcie z okresu partyzanckiego w I PSP, jesień 1944 r. w Kirach pod Tatrami) po wojnie włączył się w działalność Obwodu „Pałuki 315” fot. Andrzej Goc
W świetle powyższych faktów można domniemywać, iż nazwa Pałuki jako określenie obwodu nie była znana wszystkim działaczom konspiracji bądź była stosowana wyłącznie w sensie pojęcia geograficznego, także przez Urząd Bezpieczeństwa. Możliwe jest jednak również to, że oba te wyjaśnienia są prawdziwe.
Autor Encyklopedii konspiracji wielkopolskiej 1939-1945 dr Marian Woźniak domniemywał, iż nazwa mogła pochodzić od kodowania przez sztab płk. Radosława Obwodu AK Mewa-Jamnik-Kamień w powiecie Mińsk Mazowiecki, przez który Pałuki nawiązały kontakt z centralą DSZ lub por. Karge wymyślił taki cyfrowy szyfr dopiero na użytek akcji ujawnieniowej. Warto pamiętać, iż w 1940 roku kryptonimu z nazwą regionu (Pałuki 3 G) używała trzyosobowa grupa z Janowca Wielkopolskiego, którą kierował Jan Sznajder Jaś, Dąb, późniejszy dowódca AK w Borach Tucholskich.
POR. KARGE NA CZELE OBWODU PAŁUKI 315
Pierwszoplanową postacią organizującą działania niepodległościowego podziemia w ramach Obwodu Pałuki 315 był por. Kazimierz Karge Biały z Gąsawy, który w rodzinne strony po wysiedleniu na Podhale wrócił w lutym 1945 roku. - Dowództwa w liczbie mnogiej nie było, „Biały” kierował działaniami jednoosobowo i w tym sensie miejscową placówką dowódcy była Gąsawa - wspomina działalność grupy działającej w okolicach Żnina Józef Nyka, który podczas okupacji był podkomendnym pchor. Kargego na Podhalu w I Pułku Strzelców Podhalańskich, a po zakończeniu wojny działał jeszcze przez pewien czas w podziemiu niepodległościowym na Pałukach, choć już wówczas priorytety życiowe miał nieco inne: - Byłem wówczas skupiony na nauce, robiliśmy dwie klasy w ciągu roku i pamiętam z tego okresu bardzo niewiele, konspiracja schodziła na drugi plan, co „Biały” rozumiał i akceptował. Bardziej aktywny był mój brat Janek - podkreśla Józef Nyka.
Nie przeszkodziło mu to jednak w wypełnianiu niektórych konspiracyjnych zadań. - Z pozostałościami naszego I PSP też był jakiś kontakt. Dwukrotnie odwiedzałem w Gorcach w charakterze łącznika kpt. Juliana Zapałę ps. „Lampart”, który był dowódcą naszego IV batalionu. Raz kiedy leżał ranny latem 1945 r. i drugi raz rok później z pocztą od „Białego”. Przywiozłem wtedy od niego podpisane przez „Borowego” karteczki nadania Krzyża Zasługi z Mieczami dla członków naszej pałuckiej grupy. Na Podhalu spotykałem się też z Andrzejem Gocem, już wtedy emisariuszem od Andersa po szkoleniu wywiadowczym w RFN i Włoszech. Ale to był już rok 1946 albo i 1947.
Szeregi podziemia niepodległościowego, które tworzyli mieszkańcy Żnina i okolic, nie były zbyt liczne. Nie powstał tutaj regularny oddział leśny działający przeciw systemowi komunistycznemu jako zbrojna partyzantka. - Ta nasza organizacja nie była liczna, trzon stanowili - niestety pomarli już - doświadczeni żołnierze z I PSP: żniniak Andrzej Goc „Szpon”, żniniak Antoni Domagała „Brzoza”, mój brat Jan Nyka „Pantera”, bracia Chełminiakowie z Godaw - Franek „Tygrys” i Kazimierz „As”, brat „Białego” - Franciszek „Leszek”. Ktoś jeszcze? Byli też ludzie nowi, zwerbowani w Żninie i okolicach - wspomina Józef Nyka, dodając, iż por. Karge utrzymywał kontakty z działaczami podziemia w Poznaniu. Prawdopodobnie były to powiązania w ramach organizacji Warta.
- Teść [Franciszek Karge - przyp. bw] często wspominał i opowiadał o tych czasach. Pamiętam, że mówił o pieczątce z napisem AK, którą wtedy mieli. Miała być ona ukryta gdzieś pod belką na strychu w starym domu w Gąsawie, który był rozbierany pod koniec lat osiemdziesiątych. Przy rozbiórce bardzo uważali, aby ją odszukać, ale okazało się, że znaleźli tylko jakieś bezwartościowe pieniądze - wspomina Lidia Karge, synowa Franciszka Kargego Leszka.
Według publikacji Czerwona linia pieczątka została wykonana przez drukarza Skorwidera w Żninie na zlecenie Białego.
Współtwórcą obwodu Pałuki 315 był także pchor. Tadeusz Polaszewski Mucha z Wójcina, który pod koniec stycznia 1945 r. wrócił z okolic Mińska Mazowieckiego (z wysiedlenia) w rodzinne strony na Pałuki, gdzie włączył się w działalność podziemia obejmując dowództwo nad placówką szkoleniową Gwiazda.
Mimo niepodejmowania akcji zbrojnych przeciwko komunistycznej władzy, nie obyło się bez strat wśród pałuckich działaczy konspiracyjnych, co miało miejsce po jednej z akcji ekspropriacyjnych. - Broń mieliśmy w domu, akcji było niewiele. Mimo to straciliśmy dwóch ludzi. Sprawę dwóch poległych pamiętam słabo, choć powinna głębiej utkwić w pamięci. Byli to dwaj chłopcy, jak mi się zdaje z Godaw. Zabrali pieniądze z mleczarni w Marcinkowie Górnym i uciekali polami. Milicja zrobiła na nich zasadzkę na granicy Łysinina i Komratowa. Tam zostali zastrzeleni. To mam w pamięci. Na miejscu śmierci chłopaków brat Janek ustawił krzyż drewniany i usypał dwie mogiłki. Do końca życia odwiedzał to miejsce będąc w Łysininie. Na zaduszki zapalał świeczki. Jak to widzę dzisiaj, nasza działalność nie miała szerszej akceptacji społecznej. Ludzie mieli dość wojny i ofiar i nie wierzyli w możliwość zmiany ustroju. Tak się jednak złożyło, że nie zginął nikt po stronie „władzy ludowej”, co po ujawnieniu uratowało nas przed aresztowaniami - tłumaczy Józef Nyka.
Owymi zabitymi partyzantami byli Gerhard Tucholski Fajka i Zenon Ptaszyński Okoń, którzy 21 września 1945 roku wpadli w zasadzkę zastawioną przez funkcjonariuszy UB ze Żnina. Podczas pogrzebu w Szczepanowie ich koledzy, ku zaskoczeniu ubeków, oddali salwę honorową z pistoletów. Z kolei Jakuba Ławińskiego Liścia aresztowano w tej akcji, po czym torturowano podczas przesłuchań w Żninie i Poznaniu. Okręgowy Sąd Wojskowy w Poznaniu skazał go 18 grudnia 1945 roku na karę śmierci. Najwyższy Sąd Wojskowy złagodził karę do 10 lat więzienia, które spędził we Wronkach. Podupadły na zdrowiu krótko po opuszczeniu więzienia zmarł i został pochowany w Sipiorach.
Żołnierze Oddziału Pałuki 315 brali udział nie tylko w akcjach ekspropriacyjnych. Wiosną 1945 roku Armia Czerwona organizowała akcję przeprowadzania z zachodu na wschód wielkich stad krów i koni, zabieranych Niemcom. Były one eskortowane przez starszych żołnierzy rosyjskich, a częściej nawet przez uzbrojone żołnierki.

Jan Nyka w okresie powojennym był mocno zaangażowany w działalność niepodległościowego podziemia na Pałukach fot. Józef Nyka
- W porozumieniu z „Białym”, czy na jego polecenie, nasi chłopcy - m.in. mój brat Janek - urządzili na te stada co najmniej dwie leśne zasadzki. Rzucali w bok od drogi granat zaczepny - huk, dym - i stado rozbiegało się po lesie. Rosjanki zaczynały strzelać w powietrze, co potęgowało lęk zwierząt, szczególnie koni. Potem szukały swojego dobytku płacząc i klnąc na przemian, ale coś z tego inwentarza zawieruszało się w lesie - wspomina Józef Nyka.
Józef Nyka także miał wziąć udział w jednej z tego rodzaju akcji, ale ostatecznie nie doszła ona do skutku. Rzecz się działa w pobliżu jednego z gospodarstw w Jadownikach, gdzie stada, przyprowadzone tam z różnych kierunków, miały punkt noclegowy w miejscowych zabudowaniach gospodarczych. - „Biały” zorganizował nas czterech z zadaniem rozbrojenia eskorty i uwolnienia pędzonego bydła i koni. Ze mną poszedł Antek Mazany z Łysinina, na miejscu czekał „Grom”, a z nim ktoś czwarty. Akcja się nie udała, gdyż pod wieczór zeszły się 3 stada z dziesięcioma żołnierzami i żołnierkami, dobrze uzbrojonymi, podczas gdy my mieliśmy tylko broń krótką. Przy tym pilnie przestrzeganą zasadą było oszczędzanie życia ludzkiego.
Działania podziemia na Pałukach cieszyły się dużym uznaniem w sztabie OP AK. - W sztabie zajmowałem się też sprawami awansów i odznaczeń. W Żninie była bardzo dobra organizacja, ofiarni i bohaterscy żołnierze, niektórzy otrzymali awanse na podporucznika i porucznika - wspomina Czesław Włodarek.

Piotr Rogowski był zastępcą dowódcy Obwodu „Pałuki 315” za: „Błyskawica” z Barcina
BARCIŃSKA BŁYSKAWICA
Obwód Pałuki 315 obejmował swoim działaniem także rejon Barcina. Przywódca tamtejszej konspiracji ppor. Piotr Rogowski Błyskawica na przełomie stycznia i lutego 1945 r. wrócił do Barcina z wysiedlenia z Dębów Wielkich w powiecie Mińsk Mazowiecki, gdzie m.in. skończył konspiracyjną podchorążówkę i dowodził plutonem pod pseudonimem Warta.
W okolicach Barcina zaczął organizować oddział podziemia, nawiązując kontakt z pchor. Tadeuszem Polaszewskim Muchą. Jak pisze we wspomnieniowej o nim książce Henryk Napieralski Bohun, po pewnym czasie Piotr Rogowski został drugim, po Stefanie Wyppichu, zastępcą dowódcy Obwodu Pałuki 315, por. Kazimierza Kargego Białego.
Początkowo barciński oddział działał aktywnie, co wyrażało się m.in. w kolportowaniu Głosu Podziemia, zbieraniu i magazynowaniu broni, czy przeprowadzaniu szkoleń wojskowych w placówce Gwiazda pchor. Polaszewskiego w Wójcinie.
Na trop konspiracji natrafili jeszcze wiosną 1945 r. funkcjonariusze UB. Ujęto człowieka, który był duszą całej pracy podziemnej Zdzisława Wojewódzkiego oraz przytrzymano ppor. Ludwika Dziadka, szkoleniowca młodzieży. Kilku najaktywniejszych członków jak np. Jan Chełminiak zostało zmuszonych do ukrywania się, na czele z Piotrem Rogowskim. „Błyskawica” do lipca przebywał w okolicach Inowrocławia i Mogilna przygotowując tam własną grupę dywersyjną - wspomina Henryk Napieralski.
Po sformowaniu grupy, na przełomie sierpnia i września oddziały Błyskawicy, Madaja i Groma zaczęły ściśle współpracować w ramach Obwodu Pałuki 315. Zaowocowało to utworzeniem wspólnego oddziału partyzanckiego pod dowództwem Błyskawicy, aczkolwiek z zachowaniem pewnej autonomii przez poszczególne grupy.
We wrześniu oddział dokonał kilkunastu akcji dywersyjnych, zabierając pieniądze z zakładów państwowych np. w cukrowniach Tuczna, Pakości i Janikowa, w fabryce Wapienno, w mleczarni i Komunalnej Kasie Oszczędności w Trzemesznie. Jednocześnie rozbrajali funkcjonariuszy UB i wartowników, przeprowadzając także doraźne wymiary sprawiedliwości.
Największym wyczynem oddziału było zdobycie z końcem września 1945 r. posterunku MO w Barcinie, w czym brało udział 13 żołnierzy. Po wcześniejszym zajęciu budynku poczty, partyzanci zatelefonowali na posterunek, aby wezwać milicjantów do poddania budynku pod groźbą jego wysadzenia. Dali jednocześnie słowo honoru, że nikomu nic się nie stanie. Po przekazaniu informacji o obstawieniu miasta i upozorowaniu podłożenia ładunku pod posterunek, udało się go zająć bez jednego wystrzału. Zgodnie z zapowiedzią zdobyta broń została tylko pozbawiona zamków lub unieszkodliwiona. Oddział niczego nie zarekwirował. Natomiast cała nasza energia została skierowana na zniszczenie i spalenie wszelkiej dokumentacji. (...) Moje rodzinne miasteczko, zdobyte brawurą bez wystrzału, było teraz na kilka godzin wolne od okupacyjnej hańby - wspomina Henryk Napieralski. Milicjanci otrzymali sporządzone przez Henryka Napieralskiego i podpisane przez Błyskawicę pokwitowanie na zniszczoną broń i zdewastowaną dokumentację.
Partyzanci zdemolowali biuro partyjne sekretarza miejskiej organizacji Polskiej Partii Robotniczej por. Dziemiańczuka, który uniknął z nimi kontaktu, gdyż wyjechał akurat służbowo do Inowrocławia. Spalono dokumentację, a portrety Bieruta, Stalina i innych komunistycznych dygnitarzy zniszczono na barcińskiej ulicy.
Z kas Urzędu Miejskiego i Gminnej Spółdzielni zabrano pieniądze, które zostały przekazane rodzinom aresztowanych członków AK z Barcina. Natomiast w zakładzie mleczarskim zarekwirowano masło, ser i jajka oraz kasę.
Partyzanci opuścili miasto samochodem ciężarowym kierowanym przez Jana Nowickiego, który wysadził ich w podbarcińskiej Kani, natomiast funkcjonariuszom UB zgodził się powiedzieć, iż oddział wywiózł do lasu za Łabiszynem. Tymczasem partyzanci z Kani skierowali się pieszo do Lisewa, transportując część bagaży na zabranym z GS motorowerze. Tam nad ranem ulokowali się w oborze dużego gospodarstwa. Kryjąc się w słomie, szczęśliwie uniknęli zatrzymania przez przeczesujące teren wojsko. Następnego dnia oddział został przerzucony do Wojdala, a stamtąd do Tuczna, gdzie ppor. Rogowski odbył spotkanie z łącznikami z innych placówek.
Najwięcej satysfakcji dawała nam wersja o wielkości naszego oddziału - szacowanego na 100 do 150 ludzi. (...) Blokowaniem ruchu na drogach, przeczesywaniem wiejskich terenów, kontrolowaniem pojazdów i ludzi czy zatrzymywaniem podejrzanych - podgrzewano atmosferę w pasie nadnoteckim, wywołując napięcie i lęk przed zagrożeniem ze strony poważnych sił partyzanckich. Większej nagrody nasz 13-osobowy oddziałek nie mógł otrzymać za swój zuchwały wyczyn i lepszego tytułu, i bezpieczniejszej legitymacji do ujawnienia podziemia Armii Krajowej działającej tak politycznie, jak i wojskowo na Pałukach - trudno było sobie wymarzyć - przedstawia odczucia żołnierzy podziemia tuż przed ujawnieniem Henryk Napieralski.
KUSZENIE AMNESTIĄ
Latem 1945 r. położenie konspiracyjnych oddziałów w całym kraju, a zatem i na Pałukach, stawało się coraz trudniejsze, a taktyczną przewagę zaczęły zyskiwać komunistyczne władze, które od czerwca 1945 roku zapoczątkowały złagodzenie akcji przeciwko członkom podziemia, czego ukoronowaniem była zapowiedź amnestii ogłoszona przez Władysława Gomułkę 22 lipca 1945 roku. Uchwalona w tym dniu przez Krajową Radę Narodową, weszła w życie na mocy dekretu wykonawczego Rady Ministrów z 2 sierpnia 1945 r., który zaczął obowiązywać od 21 sierpnia, czyli z chwilą ukazania się w Dzienniku Ustaw. Z amnestii, o której przebiegu dowiadujemy się z publikacji Instytutu Pamięci Narodowej Amnestie w Wielkopolsce w 1945 i 1947 r., mogły skorzystać osoby, które popełniły przestępstwa przed 22 lipca 1945 r., przy czym głównym jej adresatem byli działacze niepodległościowi.

Obwód „Pałuki 315” rozpoczął działalność jeszcze w ramach Samodzielnego Obwodu Mogilno AK - „Młyny”, dowodzonego przez ppor. Stanisława Szperkę „Młynarza”, którego kadrową jednostką była placówka w Rogowie - kryptonim „Rybitwa”, „Ryba”, „Ryś” za: „Atlas polskiego podziemia niepodległościowego”
Nastał więc czas, w którym przez kilka miesięcy masowe represje organów bezpieczeństwa zostały zastąpione przez zachęcanie żołnierzy podziemia do rozmów z władzami i ujawnienia swoich szeregów. Partyzanci, którzy wyraziliby zamiar demobilizacji i oddania broni, kuszeni byli przez komunistów wizją zapewnienia osobistego bezpieczeństwa i powrotu do pracy oraz możliwością politycznej działalności w ramach legalnej opozycji. Celem amnestii, oprócz uzyskania efektu propagandowego, było także werbowanie agentów spośród ujawniających się żołnierzy, którzy byli skwapliwie ewidencjonowani, a niektórzy wytypowani na informatorów UB. Jednak zdaniem ówczesnego dyrektora Departamentu I Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego płk. Romana Romkowskiego, okazja do szerokiego rozpracowania podziemia została zmarnowana ze względu na brak należytych kompetencji w tym zakresie funkcjonariuszy UB w terenie.
W okresie od czerwca do września 1945 r. rozwiązano i ujawniono wiele lokalnych oddziałów partyzanckich, co było zgodne z linią działania przyjętą przez poakowskie dowództwo z płk. Janem Rzepeckim na czele, który w zaistniałej w Polsce sytuacji politycznej nie widział możliwości zachowania wojskowej konspiracji, postulując przejście do rywalizacji politycznej. W konsekwencji 6 sierpnia 1945 r. podjęto decyzję o rozwiązaniu następczyni AK, czyli Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj - wśród przyczyn była zarówno amnestia, jak i nasilone aresztowania i penetracja DSZ przez służby bezpieczeństwa.
UJAWNIENIE PAŁUCKIEGO PODZIEMIA
W tej atmosferze zapadła decyzja por. Kazimierza Kargego Białego o podjęciu rozmów z Powiatowym Urzędem Bezpieczeństwa Publicznego w Żninie, Szubinie i Mogilnie, w zasięgu władzy których Obwód Pałuki 315 funkcjonował. Ostateczna decyzja zapadła na zwołanej przez Białego odprawie z udziałem przywódców oddziałów, która odbyła się w sierpniu 1945 roku w Jadownikach u Alojzego Kurka Dzika.
Po powrocie z odprawy, ppor. „Błyskawica” oświadczył nam nader lapidarnie: jadę do Warszawy omówić z płk. „Radosławem” warunki ujawnienia naszego oddziału i prawdopodobnie całego Obwodu, któremu podlegamy. Ilu w tym momencie ludzi przyjęło do wiadomości oświadczenie swojego dowódcy - tyle eksplodowało reakcji. Najgwałtowniej buntowali się bracia Hądzlikowie - tak wspomina reakcję partyzantów na zamiar ujawnienia oddziału Henryk Napieralski, dodając, że decyzję o ujawnieniu Bogdan Hądzlik podjął po poważnej rozmowie ze Stefanem Wyppichem, do którego miał największe zaufanie, w jego kwaterze w Ostrówcach.
- Jeśli dobrze pamiętam, pierwsze spotkanie z człowiekiem, może ludźmi z UB, „Biały” miał umówione na jakiejś stacji kolejowej. Miał być w czarnym płaszczu. Trochę jak w filmie kryminalnym - wspomina Józef Nyka. W efekcie tych spotkań doszło do umowy, na podstawie której powołano Komisję Likwidacyjną dla ujawniania się członków podziemia. W jej skład weszli: Kazimierz Karge, Tadeusz Polaszewski jako przewodniczący oraz ze strony Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, oddelegowany przez WUBP w Poznaniu zastępca kierownika Wydziału Walki z Bandytyzmem, ppor. Kazimierz Szczepański, o czym czytamy w publikacji IPN Konspiracja antykomunistyczna i podziemie zbrojne w Wielkopolsce w latach 1945-1956.
Józef Nyka potwierdza szeroki zakres wpływów Białego w tej materii: - On też realizował sprawy ujawniania się, począwszy od tajemnego spotkania z przedstawicielami UB. Powiązania organizacyjne musiały jednak sięgać wysoko, skoro ustalenia Komisji Weryfikacyjnej były akceptowane słowem „zatwierdzam” przez płk. „Radosława” w Warszawie.
Żołnierze pałuckiej konspiracji mieli możliwość ujawnienia swojej przynależności do podziemia w okresie od 25 października do 1 listopada 1945 roku, co zostało ustalone we wspomnianej umowie, a później ogłoszone publicznie przez dowództwo Obwodu Pałuki 315 w specjalnym apelu, pod którym widniały pseudonimy dowódców: Biały, Błyskawica, Most. Apel był skierowany do działaczy podziemia z powiatów: żnińskiego, szubińskiego i mogileńskiego. Na tym terenie, ale także w Inowrocławiu, wywieszano plakaty z jego treścią. Procedura ujawniania żołnierzy AK odbywała się w lokalu Wielkopolanka (obecny sklep Sezam), należącym wówczas do rodziny Wilhelmów. - Z tyłu przy kuchni mieliśmy taki mały pokoik i tam potajemnie AK-owcy się spotykali. Tata był jednym z zaufanych ludzi podziemia, którzy mogli zorganizować ujawnienie, dlatego zwrócili się do niego. Nie angażował się mocno w te sprawy, ale robił swoje. Ujawnianie odbywało się w salce - opowiada dziś syn Andrzej Wilhelm. W sumie zgłosiło się wówczas 108 członków z jednostek Kazimierza Karge Białego i Piotra Rogowskiego Błyskawicy, którzy po ujawnieniu otrzymywali zaświadczenie z podpisami ppor. Szczepańskiego i pchor. Polaszewskiego, a także pieczątką Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Żninie.
- Ujawnianie odbywało się w Żninie. Pamiętam wnętrze salki, ale budynku nie pamiętam. Za stołem siedzieli członkowie Komisji z „Białym” pośrodku, byli też obecni obserwatorzy z ramienia UB, którzy robili notatki. Na „Dokumencie zastępczym” żadnej parafki UB nie ma. Dokumencik ujawnienia był akceptowany w Warszawie przez Komisję Likwidacyjną b. AK - mam na nim własnoręczny podpis legendarnego płka „Radosława” z Powstania Warszawskiego. Represji wobec nas raczej nie było, w roku 1947 zostałem - syn kułaka - przyjęty do Wyższej Szkoły Dziennikarskiej, nie miałem więc za sobą smugi cienia - przedstawia okoliczności ujawniania się działaczy niepodległościowych na Pałukach Józef Nyka.
Z dokumentów wynika, iż cześć partyzantów, którzy po ujawnieniu byli wytypowani do awansu, otrzymywali Dokument zastępczy wydawany przez Komisję Weryfikacyjną w składzie: Biały, Most, Błyskawica i zatwierdzany w Warszawie przez płk. Radosława. Pozostałym wręczano Zaświadczenie, które wydawała Komisja Likwidacyjna Obwodu Pałuki 315 w Żninie. Osoby, które stanęły przed obiema komisjami, otrzymały dwa dokumenty.
We wspomnianym sprawozdaniu z przebiegu amnestii funkcjonariusze WUBP w Poznaniu przedstawili także motywacje, które skłaniały żołnierzy podziemia na Pałukach do ujawniania się: Nastrój ujawniających się był różnoraki, jedni ujawnili się jak gdyby na rozkaz swych byłych dowódców, inni kierowali się zasadami zbytecznego rozlewu krwi, inni czynili to z musu przez to, że nad nimi jest pewna „władza”, z którą oni nie mają zamiaru prowadzić bratobójczej walki, twierdząc, że władza ta jest jednak konieczna do utrzymania porządku.
Nie wszystkim udało się jednak uniknąć konsekwencji swojej niepodległościowej działalności. Ujawnienie się pałuckich działaczy zbiegło się bowiem w czasie z zaostrzeniem w październiku 1945 r. przez aparat bezpieczeństwa walki z podziemiem. Jeszcze na początku tego miesiąca funkcjonariusze PUBP w Szubinie aresztowali pchor. Tadeusza Polaszewskiego. Podczas przewożenia samochodem do PUBP w Mogilnie obezwładnił on konwojenta i uciekł do lasu, gdzie ukrywał się do momentu zawarcia porozumienia w sprawie ujawnienia się działaczy podziemia.
Wielu z ujawnionych wtedy żołnierzy zostało wkrótce aresztowanych lub wskutek prześladowań zmuszonych do ponownej konspiracji. Tak było m.in. z działającym na terenie powiatów żnińskiego, gnieźnieńskiego, szubińskiego i mogileńskiego oddziałem leśnym AK kryptonim Korona (Banda Madaja, Organizacja Nocnych Kotów), którego dowódcą był plut. Bogdan Hądzlik Madaj. Jego żołnierze ujawnili się na podstawie wspomnianej umowy Białego z bezpieką. Jednak nasilone wobec nich prześladowania sprawiły, że oddział w marcu 1946 roku wznowił działalność konspiracyjną. Bogdan Hądzlik został wkrótce aresztowany i skazany na karę śmierci, zamienioną na karę więzienia, z którego wyszedł dopiero w 1958 roku.
Represje nie ominęły także dowódcy Obwodu Pałuki 315 Kazimierza Kargego. - „Białego” parę lat później posadzono do więzienia. Pretekstem było drobne przestępstwo gospodarcze w branży drzewnej. Odwiedzałem go jako więźnia na budowie dzielnicy Muranów - wspomina Józef Nyka.
- Wiem tylko, że chodziło o drzewo, które przekazał kościołowi, kiedy pracował w tartaku pod Gorzowem - wspomina wdowa po Franciszku Karge i bratowa Kazimierza, Teresa Karge.
Prześladowania dotknęły także Piotra Rogowskiego. Funkcjonariusze z szubińskiego UB podrzucili w stajni jego matki pistolet z jednym nabojem, co stało się pretekstem do aresztowania Błyskawicy 22 października 1946 roku, tuż po tym, jak rozpoczął studia na Akademii Handlowej w Poznaniu. Do aktu oskarżenia dołączono działalność w podziemiu, jednak Wojskowy Sąd Rejonowy w Bydgoszczy, rozpatrujący sprawę w Inowrocławiu, przyjął argumentację obrony i Piotr Rogowski mógł opuścić więzienie 28 grudnia 1946 roku.
Z uwagi na przynależność Józefa Nyki do AK, funkcjonariusze UB nie zapominali także i o nim. - W Warszawie nie czułem zbytnio oczu bezpieki na sobie i nie miałem żadnych problemów aż do roku 1952, kiedy panowie z Koszykowej [mieściła się tam siedziba Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego - przyp. bw] wzięli mnie w obroty przy całkiem innej okazji. Pierwsze dwa przesłuchania dotyczyły wyłącznie moich powojennych zaangażowań konspiracyjnych, choć wyraźnie nie chodziło im o to, żeby się czegoś dowiedzieć, lecz żeby mnie zastraszyć - wspomina Józef Nyka.
Prześladowania ze strony komunistycznej władzy szybko spotkały także Stefana Wyppicha, który tuż po ujawnieniu został przeniesiony z funkcji kierownika szkoły w żnińskiej Górze do szkoły w Wójcinie. - Chodziło o to, żeby miał jak najmniejszą styczność z ludźmi, dlatego przeniesiono go do malutkiej szkoły, bez prądu, w trudnych warunkach. Opowiadał, że miał wielki dylemat czy się ujawniać, czy zaufać UB, ale była rodzina i jednak się zdecydował. Potem myślał o tym, czy gdyby się nie ujawnił, to nie musiałby pewnie z Góry odchodzić - mówi jego syn Maciej Wyppich. Jego ojciec często opowiadał o sytuacji, która miała miejsce podczas jednej z licznych rewizji i prowokacji UB, przeprowadzanych w domu rodzinnym w Wenecji: - Weszli do pokoju, tata cały czas przy nich, a jeden podszedł do pieca, szuka, szuka i nagle położył na piecu pistolet, a tata mówi: „Halo, halo, proszę nie prowokować” - przypomina Maciej Wyppich.
Brat bliźniak Macieja, Wojciech Wyppich, wspomina, że o Stefana Wyppicha były pytane przez funkcjonariuszy także jego dzieci: - Przyjeżdżał jeden z Milicji Obywatelskiej i wypytywał nas, co tata robi, z kim się spotyka. My byliśmy jednak uprzedzeni, żeby nie mówić nikomu o tym, co dzieje się w domu.
Inną metodę represji wobec Stefana Wyppicha wspomina jego córka Barbara Lamparska: - W nocy przyjeżdżało UB ze Żnina. Brali go na przesłuchania i to tak perfidnie, że dopiero rano wypuszczali, żeby zdążył pieszo do Wójcina na lekcje. Mocno to przeżywałam jako mała dziewczynka, dlatego utkwiło mi to w pamięci.
Działalność w podziemiu Stefana Wyppicha sprawiła, że jego dzieci także nie miały łatwego życia. Nawet, gdy były już dorosłe, wysoko postawionemu funkcjonariuszowi partyjnemu w Żninie zdarzyło się określić ich mianem: „dzieci bandyty”.
***
Kazimierz Karge ps. Biały, ur. 1917 r., zm. 1971 r.; w 1937 roku ukończył gimnazjum, a w latach 1938-39 szkołę podchorążych w Wilnie; w lutym 1940 został wysiedlony do Czarnego Dunajca na Podhalu, gdzie wszedł do konspiracji jako oficer kadrowy miejscowej placówki AK Smrek przygotowywał kadrę do wysokogórskiego oddziału partyzanckiego (szkolenie prowadził m.in w Tatrach Zachodnich); jako podchorąży był dowódcą czarnodunajeckiego plutonu (z drużynami pałuckimi), który wszedł w skład IV batalionu (Lamparta), utworzonego w górach rozkazem Komendy Okręgu z 22 września 1944 roku I Pułku Strzelców Podhalańskich Armii Krajowej - ponad 1.500 ludzi, dowódca mjr Adam Stabrawa ps. Borowy; dowodzony przez niego pluton, w którym walczyli żołnierze pochodzący z Pałuk, działał w paśmie Gorców, okolicach Nowego Targu i na Podhalu i uczestniczył w akcjach bojowych - między innymi w październiku 1944 roku w krwawej tygodniowej bitwie ochotnickiej; I PSP został rozwiązany 18 stycznia 1945 roku rozkazem dowódcy pułku mjr. Adama Stabrawy; po zakończeniu wojny Kazimierz Karge pracował w przemyśle drzewnym, był działaczem ruchu kombatanckiego m.in. prezesem koła ZBoWiD nr 1 w Gorzowie Wlkp.; odznaczony m.in. Krzyżem Walecznych, Krzyżem Partyzanckim, Srebrnym Krzyżem Zasługi z Mieczami. (bw)
***
Lista partyzantów z Obwodu Pałuki 315 oraz osób wspierających jego działania, ustalona na podstawie materiałów zebranych przez Henryka Napieralskiego i autora tekstu.
POWIAT ŻNIN
Henryk Frankowski (Annowo), Feliks Cesarz, Jan Chełminiak, Janusz Chojnacki, Kornel Daroszewski, Bronisław Drozdowski, Ludwik Dziadek, Józef Idynkiewicz, Józef Jasiński, Władysław Jasiński, Czesław Kamadulski, Włodzimierz Maksym, Henryk Napieralski, Stefan Napieralski, Eugeniusz Noculak, Florek Ptaszyński, Piotr Rogowski, Zbigniew Wiśniewski, Ludwik Worotnik, Zdzisław Wojewódzki, Józef Szwed (Barcin), Kazimierz Karge, Franciszek Karge (Gąsawa), Henryk Ostojski, Kazimierz Ostojski, Tadeusz Ostojski, Julianna Ostojska, Stanisław Pawlak, Stanisław Bielski (Głęboczek), Kazimierz Chełminiak, Franciszek Chełminiak (Godawy), Szelmeczek (Janowiec), Eugeniusz Michalski (Jaroszewo), Marcin Safian, Heliodor Zboiński (Kierzkowo), Antoni Mazany, Józef Nyka, Jan Nyka (Łysinin), Franciszek Kurek (Murczyn), Antoni Szablewski (Nowa Wieś), Stefan Kiełpiński (Ryszewo), Jakub Ławiński, Tadeusz Paczuski, Zenon Ptaszyński, Gerhard Tucholski, Tadeusz Polaszewski (Wójcin), Antoni Domagała, Franciszek Ebel, Paweł Garcarek, Andrzej Goc, Henryk Goc, Stanisław Jarmuż, Andrzej Kittel, Czesław Kurek, Jan Lewandowski, Piotr Lisowski, Zbigniew Makowski, Czesław Markowski, Antoni Osiński, Tadeusz Schmidt, Zygmunt Schmidt, Stefan Wyppich, Jan Wilhelm, Antoni Żołnierkiewicz (Żnin).
POWIAT MOGILNO
Antoni Michalak (Chałupska), Laskowski (Chwałowo), Walery Kotlarek, Staszewski (Dąbrowa), Wiktor Ptaszyński (Józefowo), Leon Bartecki, Stanisław Lesicki, Florian Modrak (Mielenko), Jan Guziołek (Mierucin), Adamczak, Stefan Brzozowski, Cerkawski, Władysław Kostuj, Feliks Porada, Stanisław Szperka (Mogilno), Zygmunt Regulski (Nowa Wieś), Basiński, Franciszek Drygalski, Józef Grzybowski, Bogdan Hądzlik, Zbisław Hądzlik, Elżbieta Hądzlik, Feliks Hądzlik, Edmund Kwieciński, Wojciech Kosicki, Józef Krokos, Michał Mikulski, Edwin Mikulski, Meszyński, Łucja Meszyńska, Walenty Pachulski (Parlin), Wacław Bialik, Jan Świderski (Parlinek), Karol Bojanowski, Stanisław Gwiazda, Karol Kostrzewski, Władysław Rachel (Sucharzewo), Benedykt Chrośniak, Teodor Chęś (Szczepankowo), Kazimierz Niewiemski, Edmund Popielarz (Szczepanowo), Stanisław Bodziany (Twierdziń), Jan Rembiałkowski (Wszedzień), Jan Gajdzisz, Antoni Gryczka, Bożena Strzelczyk, Adam Strzelczyk, Eugeniusz Strzelczyk.
SPOZA PAŁUK
Władysław Banaś, Adam Bryl, Cierniakowski, Tadeusz Czech, Stefan Frankowski, Zbigniew Gałęzewski, Marian Jarosz, Jerzy Karkosiński, Kazimierz Kokocha, Zygmunt Kołata, Kończal, Stanisław Kowalik, Hieronim Lewandowski, Waleria Marchewka, Miaźwa, Bolesław Ostojski, Roman Siwa, Szulc, Wesołowski, Szymczak, Tadeusz Wrociński, Jakub Gwiazda, Lotny, Olszyna, Szczodry, Kawka. (bw)
***
Bartosz Woźniak
Pałuki nr 1134 (45/2013)
LITERATURA I ŹRÓDŁA
Domagalski P., Krótka historia działalności, Pałuki nr 39/1994;
Frajtag M., Polak K., Malikowski A., Czerwona linia, Żnin 1997;
Komunistyczne amnestie lat 1945-1947. Drogi do „legalizacji” czy zagłady?, red. Wojciech J. Muszyński, Warszawa 2012;
Konspiracja antykomunistyczna i podziemie zbrojne w Wielkopolsce w latach 1945-1956, pod redakcją Agnieszki Łuczak i Aleksandry Pietrewicz, Poznań 2007;
Łuczak A., Amnestie w Wielkopolsce w 1945 i 1947 r., Poznań 2010;
Napieralski H., „Błyskawica” z Barcina, Gdańsk 2009;
Napieralski H., Wolni wolnością, Gdańsk 1997;
Taternik, nr 3/1972;
Wspomnienia przekazane drogą elektroniczną przez Józefa Nykę, maszynopis wspomnień Jerzego Ludwiczaka i maszynopis wspomnień Stefana Wyppicha.
Więcej informacji na ten temat:
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze