Wójcin, wypadek, wyrok, Marek J., Sąd Rejonowy
Marek J. apeluje: sądzić jeszcze raz!
Nadal nie wiadomo, czy stan psychiczny Marka J. pozawala mu na odbycie kary pozbawienia wolności za spowodowanie wypadku śmiertelnego dla dwóch dziewcząt w 1992 r. w Wójcinie. Co więcej pełnomocnicy Marka J. i on sam poczynili przez lata dalsze ustalenia w sprawie i teraz chcą wznowienia postępowania.
14 czerwca Sąd Rejonowy w Żninie nie rozpatrzył dowodu w postaci opinii biegłych psychiatrów z badania Marka J., skazanego w grudniu 2004 r. przez Sąd Rejonowy w Żninie na karę 4 lat pozbawienia wolności za spowodowanie w 1992 r. wypadku samochodowego z udziałem jako pasażerów: Marka O. oraz Aleksandry Z. i Karoliny K. Dwie pasażerki samochodu prowadzonego według sądu przez Marka J., wówczas nastolatki zginęły w tymże wypadku, który miał miejsce w październikową noc prawie 20 lat temu w Wójcinie (gm. Żnin).
Brak rozpatrzenia dowodu w postaci opinii psychiatrów, czy Marek J. może w tej chwili odbyć karę pozbawienia wolności, czy też należy ją kolejny raz odroczyć wziął się ze zniesienia terminu 14 czerwca w tej sprawie. Powodem tego był wniosek pełnomocników prawnych Marka J. do Sądu Apelacyjnego w Gdańsku o ponowne rozpatrzenie sprawy. Przypomnijmy, że sprawa Marka J. wielokrotnie była wznawiana na skutek apelacji i zmian składu orzekającego w sądach różnych instancji. Wyrok z 2004 r. uprawomocnił się wprawdzie, choć pełnomocnicy Marka J. zwracali się o kasację wyroku do Sądu Najwyższego, później do ministra sprawiedliwości i Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Żadna z tych instytucji z prawa łaski nie skorzystała.
Prezes Sądu Rejonowego w Żninie Tomasz Michalak przyznał, że mimo uprawomocnienia się wyroku pełnomocnicy skazanego mają jeszcze możliwość wnioskowania w jego imieniu o wznowienie postępowania i z tej możliwości skorzystali. Dlatego materiały w sprawie zostały wysłane teraz do Sądu Apelacyjnego w Gdańsku.
Z Markiem J. nie udało nam się skontaktować, ale wcześniej kilka nowych informacji w sprawie przekazał nam jego ojciec. Pełnomocnicy Marka J. i on sam chcieliby wznowienia postępowania z racji tego, że prowadzili prywatne śledztwo i dzięki temu doszli do nowych ustaleń, które chcieliby przedstawić wymiarowi sprawiedliwości. Chodzi o materiały z ówczesnej Komendy Policji w Szubinie i od osób tam przed 20 laty pracujących, a także o zapisy z pogotowia ratunkowego w Żninie.
Przypomnijmy, że w 1992 r. 19-letni wówczas Marek J., wtedy mieszkaniec Barcina, 19-letnia Aleksandra Z. z Wolic (gm. Barcin), 21-letni Marek O. z Barcina i 17-letnia Karolina K. z Barcina bawili się w domku letniskowym nad Jeziorem Ostrowieckim niedaleko Wójcina. Marek J. zaprosił kolegę i dziewczęta, aby uczcić swoje przyjęcie na uczelnię wyższą. Kilka dni wcześniej bowiem rozpoczął studia. Spożywano alkohol. Nocą młodzi ludzie kontynuowali zabawę w dyskotece, która wówczas działała w oddalonym o około 3 km Szczepanowie (gm. Dąbrowa). W nocy młodzi ludzie wracali samochodem na kemping. W Wójcinie doszło do wypadku, w którym zginęły obydwie dziewczyny. Za kierownicą samochodu odnaleziono śpiącego Marka J., który miał 1,8 promila alkoholu we krwi. Później Marek J. przed sądem przyjął linię obrony, według której nie kierował samochodem, i w ogóle go w nim nie było podczas zdarzenia, bo był pijany i spał w domku wczasowym. Według Marka J., to Marek O. miał przy pomocy swego brata wezwanego telefonicznie zawlec pijanego Marka J. na miejsce wypadku i posadzić za kierownicą pojazdu, tak ażeby winą obciążyć kolegę. Według Marka J. i jego obrońców, Marek O. współpracował fałszując jakoby okoliczności tragicznego wypadku ze swoim bratem wykorzystując to, że ten pracował w policji szubińskiej i znał procedury postępowania. Ponadto Marek J. kwestionował zgodność ze stanem faktycznym zapisów z pogotowia ratunkowego w Żninie i zeznania niektórych świadków. Poddawał m.in. w wątpliwość zeznania, że Marek O. dotarł po wypadku do domu państwa F. i stamtąd dzwoniono na pogotowie. Strona oskarżonego zwraca bowiem uwagę, że numer telefonu dzwoniącego, który został zapisany w dyspozytorni jesienią 1992 r. - według ówczesnej książki telefonicznej należał w Wójcinie do państwa H., a nie F. To świadczy zdaniem strony Marka J., że dzwoniono na pogotowie w rzeczywistości z domu sołtysa Wójcina, pana H. i stąd zeznania, że tamten telefon był wykonany z domu państwa F. należy poddać w wątpliwość. Wreszcie Marek J. wskazywał na znamienną okoliczność, że gdy obudził się w szpitalu nie miał jakichkolwiek obrażeń. Według niego, wyjście z takiego wypadku, jaki miał miejsce feralnej nocy w październiku 1992 r., bez jakichkolwiek obrażeń, byłoby niemożliwe, bez względu na to, na którym fotelu w samochodzie siedziałby uczestnik tego zdarzenia.
Te nowe ustalenia Marek J. i jego pełnomocnicy chcieliby teraz przedstawić wymiarowi sprawiedliwości, jeśli tylko Sąd Apelacyjny w Gdańsku zgodzi się na wznowienie postępowania. Prezes sądu w Żninie sędzia Tomasz Michalak przekazał nam, że o ile taką decyzję o wznowieniu postępowania Sąd Apelacyjny w Gdańsku podejmie, to postępowanie zostanie wznowione i przeprowadzone ponownie przed Sądem Rejonowym w Żninie.
Tymczasem jednak nadal Sąd Rejonowy w Żninie zamierza zbadać dowód w postaci opinii psychiatrów, czy Marek J. może odbyć orzeczoną karę, czy też nie. Dlatego termin orzeczenia o ewentualnym odroczeniu kary wyznaczony został w sądzie żnińskim na 19 lipca. Prezes Tomasz Michalak ma nadzieję, że do tego czasu spłyną z powrotem do Żnina materiały w sprawie i decyzja Sądu Apelacyjnego w Gdańsku.
Karol Gapiński, 20 VI 2012
Inne teksty na ten temat:
...a z ust czuć było alkohol
Kto prowadził?
Kto w końcu prowadził?
Nie pamięta rozmów, których nie było
Nie ten psychiatra i kolejny świadek
Psychiatrzy zakończyli ponowne badanie Marka J.
Marek J. znów badany przez psychiatrów
Psychiatrzy: nie teraz do więzienia
Marek J. w szpitalu psychiatrycznym
Świadek w wypożyczalni
Cztery lata pozbawienia wolności za spowodowanie wypadku w Wójcinie
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze