Wójcin, Marek J., wypadek, Sąd Rejonowy, kara
Marek J. znów badany przez psychiatrów
Za kilka miesięcy minie 20. rocznica wypadku samochodowego w Wójcinie, w którym zginęły dwie nastoletnie wówczas dziewczyny. Za winnego spowodowania wypadku uznany został Marek J., ale do dzisiaj nie rozpoczął odbywania orzeczonej kary bezwzględnego pozbawienia wolności.
8 marca minął orzeczony we wrześniu ub.r. przez Sąd Rejonowy w Żninie termin odroczenia odbycia kary przez skazanego Marka J. Powód to problemy psychiczne skazanego i jego próba samobójcza. Po upływie odroczenia sąd ponownie dopuścił dowód w sprawie stanu psychicznego Marka J. Odbycie kary może, ale nie musi, być ponownie odroczone.
O sprawie wypadku w Wójcinie (gm. Żnin) w październikową noc w 1992 r. pisaliśmy już wielokrotnie. W 1992 r. 19-letni wówczas Marek J., wtedy mieszkaniec Barcina, 19-letnia Aleksandra Z. z Wolic (gm. Barcin), 21-letni Marek O. z Barcina i 17-letnia Karolina K. z Barcina bawili się w domku letniskowym nad Jeziorem Ostrowieckim niedaleko Wójcina. Marek J. zaprosił kolegę i dziewczęta, aby uczcić swoje przyjęcie na uczelnię wyższą. Kilka dni wcześniej bowiem rozpoczął studia. Spożywano alkohol. Nocą młodzi ludzie kontynuowali zabawę w dyskotece, która wówczas działała w oddalonym o około 3 km Szczepanowie (gm. Dąbrowa). W nocy młodzi ludzie wracali samochodem na kemping. W Wójcinie doszło do wypadku, w którym zginęły obydwie dziewczyny. Za kierownicą samochodu odnaleziono śpiącego Marka J., który miał 1,8 promila alkoholu we krwi. Później Marek J. przed sądem przyjął linię obrony, według której nie kierował samochodem, i w ogóle go w nim nie było podczas zdarzenia, bo był pijany i spał w domku wczasowym. Według Marka J., to Marek O. miał przy pomocy swego brata wezwanego telefonicznie zawlec pijanego Marka J. na miejsce wypadku i posadzić za kierownicą pojazdu, tak ażeby winą obciążyć kolegę. Według Marka J. i jego obrońców, Marek O. współpracował fałszując jakoby okoliczności tragicznego wypadku ze swoim bratem wykorzystując to, że ten pracował w policji szubińskiej i znał procedury postępowania. Ponadto Marek J. kwestionował zgodność ze stanem faktycznym zapisów z pogotowia ratunkowego w Żninie i zeznania niektórych świadków. Poddawał m.in. w wątpliwość zeznania, że Marek O. dotarł po wypadku do domu państwa F. i stamtąd dzwoniono na pogotowie. Strona oskarżonego zwraca bowiem uwagę, że numer telonu dzwoniącego, który zapisał się w dyspozytorni jesienią 1992 r.
- według ówczesnej książki telefonicznej ze spisem abonentów - należał w Wójcinie do państwa H., a nie F. Wreszcie Marek J. wskazywał na znamienną okoliczność, że gdy obudził się w szpitalu nie miał jakichkolwiek obrażeń. Według niego, wyjście z takiego wypadku, jaki miał miejsce feralnej nocy w październiku 1992 r., bez jakichkolwiek obrażeń, byłoby niemożliwe, bez względu na to, na którym fotelu w samochodzie siedziałby uczestnik tego zdarzenia.
Z kolei rodzice ofiar również jako oskarżyciele posiłkowi przez lata próbowali odnaleźć bywalców dyskoteki w Szczepanowie, którzy w feralną noc widzieli uczestników wypadku w Wójcinie. Było to o tyle istotne, że gdyby udało się potwierdzić obecność w tym gronie również Marka J., to stanowiłoby to poszlakę przemawiającą za tym, że Marek J. nie przespał całej nocy pijany w domku letniskowym na tzw. Koźlonie nad Jeziorem Ostrowieckim. A jeśli był z kolegą Markiem O. i dziewczynami samochodem w Szczepanowie, to oznaczałoby, że mógł ten samochód prowadzić, wbrew temu, co twierdził w swej linii obrony. Jednak świadków dobrze pamiętających ten wieczór w dyskotece nie znaleziono.
Argumenty obrony i samego Marka J. okazały się nieprzekonujące. Sąd Rejonowy nie przychylił się do wersji oskarżonego i uznał go za winnego spowodowania śmiertelnego wypadku drogowego pod wpływem alkoholu. Jednak skazany nie poddał się i przez kilkanaście następnych lat sprawa była rozpatrywana po apelacji przez Sąd Okręgowy w Bydgoszczy, a następnie znów Sąd Rejonowy w Żninie. Dodatkowo przedłużanie się sprawy w Żninie w latach dziewięćdziesiątych było spowodowane zmianą przewodniczącego składu orzekającego.
Jednak w grudniu 2004 r. Sąd Rejonowy w Żninie skazał Marka J. na karę 4 lat więzienia. Marek J. nadal nie poddawał się, chcąc za wszelką cenę uniknąć odbycia kary. Jego przedstawiciele prawni - o czym pisaliśmy - zwrócili się o kasację wyroku do Sądu Najwyższego, później do ministra sprawiedliwości i do prezydenta RP. Wszystko na nic. Żadna z tych instytucji nie skorzystała z prawa łaski.
Pod koniec czerwca ub.r. Marek J. miał zgodnie z nakazem sądowym stawić się w zakładzie karnym, ale tego nie uczynił. Podjął nieudaną próbę samobójczą. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że skazaniec próbował się powiesić. 38-letni teraz Marek J. trafił do Szpitala Psychiatrycznego w Świeciu. W związku z tym sąd w Żninie dopuścił do rozpatrzenia dowód w postaci opinii biegłych psychiatrów, czy Marek J. może odbyć karę zasądzoną wcześniej za spowodowanie wypadku śmiertelnego dla dwóch jego uczestniczek. Opinię przygotowali lekarze, pod których opieką znalazł się Marek J. Opinia ta wskazywała, że w tamtym momencie życiowym (wrzesień 2011 r.) Marek J. nie powinien trafiać za kratki. Dlatego - przypomnijmy - pół roku temu Sąd Rejonowy w Żninie zdecydował o odroczeniu wykonania kary. Termin tego odroczenia minął 8 marca br.
Prezes Sądu Rejonowego w Żninie Tomasz Michalak przekazał nam informację, że obrońcy skazanego prawomocnym wyrokiem po raz kolejny wystąpili do sądu o rozpatrzenie aktualnego dowodu w postaci opinii lekarzy psychiatrów. Obrońcy Marka J. mają przesłanki, że Marek J. po 6 miesiącach nadal może nie być zdolny do odbycia kary pozbawienia wolności za spowodowanie wypadku samochodowego, który skutkował śmiercią dwóch nastolatek. Dowód w postaci opinii lekarzy w sprawie Marka J. w oparciu o jego stan psychiczny w obecnej chwili został przez żniński sąd dopuszczony do rozpatrzenia. Najpierw jednak ta opinia musi powstać. Powinna do sądu w najbliższych kilku tygodniach trafić i wówczas przedstawiciele Temidy orzekną, czy Marek J., który w tym roku skończy 39 lat, powinien teraz trafić za kratki, czy też ze względu na stan psychiczny nie może i termin odbycia kary znów należy odroczyć. Podkreślmy też, że decyzja sądu nie musi być zgodna z treścią opinii psychiatrów, choć na pewno opinia ta będzie miała bardzo duże znaczenie przy wydawaniu werdyktu.
O kolejnej decyzji sądu w tej sprawie będziemy informować.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1049 (12/2012)
Inne teksty na ten temat:
...a z ust czuć było alkohol
Kto prowadził?
Kto w końcu prowadził?
Nie pamięta rozmów, których nie było
Nie ten psychiatra i kolejny świadek
Marek J. apeluje: sądzić jeszcze raz!
Psychiatrzy zakończyli ponowne badanie Marka J.
Psychiatrzy: nie teraz do więzienia
Marek J. w szpitalu psychiatrycznym
Świadek w wypożyczalni
Cztery lata pozbawienia wolności za spowodowanie wypadku w Wójcinie
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze