Pod krzyżem znajdującym się na miejscu katastrofy wciąż płoną znicze ku pamięci ofiar tragedii
fot. Arkadiusz Majszak
Murczynek, naczepa, katastrofa, kierowca, tir
Modlił się przy krzyżu
Zaraz po tragedii w Murczynku kierowca ciężarowej scanii pytał policjantów, czy któremukolwiek z uczestników zdarzenia coś się stało. Mówił, iż fiata seicento nie widział w ogóle, a busa zauważył w ostatniej chwili.
Przypominamy, iż 21 listopada 2012 roku w Murczynku doszło do katastrofy w ruchu lądowym, w której zginęło pięciu mężczyzn wracających volkswagenem transporterem z pracy w Bydgoszczy. Dwóch pasażerów busa zostało ciężko rannych. Obrażenia ciała odnieśli również kierowca i pasażerka fiata seicento. Kierowcy obu pojazdów uderzyli w naczepę ciężarowej scanii, której kierowca Kazimierz Ch. wykonywał manewr zawracania na drodze wojewódzkiej Murczyn - Łabiszyn. Uczestnicy zdarzenia, którzy przeżyli wypadek zeznali, iż naczepę zauważyli w ostatniej chwili. Ich zdaniem światła ciężarówki oślepiały. Poza tym nie widzieli, by naczepa była wyposażona w światła odblaskowe, jak również tego, by kierowca podczas manewru zawracania włączył światła awaryjne.
Na ławie oskarżonych zasiada Kazimierz Ch., któremu prokuratura postawiła zarzut nieumyślnego spowodowania katastrofy w ruchu lądowym i umyślnego naruszenia zasad bezpieczeństwa w ruchu.
W zeszłym tygodniu w Sądzie Okręgowym w Bydgoszczy sędzia Roman Narodowski przesłuchał kolejnych świadków zdarzenia - policjantów i strażaków, którzy przybyli na miejsce katastrofy.
Marcin Z. został skierowany na miejsce katastrofy przez oficera dyżurnego. Dotarł tam wraz z drugim funkcjonariuszem policji zaraz po straży pożarnej i karetce pogotowia. - Na miejscu zastaliśmy ciągnik siodłowy wraz z naczepą, tzw. łódką. Podeszliśmy do „volkswagena transportera” i „seicento” - zeznał Marcin Z. W busie było mnóstwo krwi.
Policjanci ustalili, iż kierowca ciężarówki wykonywał manewr cofania. Mając kabinę samochodu ustawioną w kierunku Łabiszyna wycofywał naczepę w kierunku pobliskiej posesji. Świadek nie zwrócił uwagi na oświetlenie samochodu, ponieważ trwała akcja ratunkowa.
Jacek J. wyjaśnił, iż kiedy dojeżdżał na miejsce tragedii z Marcinem Z., zauważył ustawiony w poprzek drogi zestaw ciężarowy z naczepą. W naczepę uderzyły seicento i volkswagen transporter. - Samochód ciężarowy oświetlenie miał włączone, ale nie pamiętam, czy miał światła awaryjne. Nie wiem, czy samochód miał elementy odblaskowe. Na miejscu skupiliśmy się na udzielaniu pomocy - zeznał Jacek J.
Ciała ofiar katastrofy, które zginęły na miejscu, były wewnątrz busa porozrzucane. Ułożenie ciał - zdaniem świadka - wskazywało, że pasażerowie busa nie mieli zapiętych pasów bezpieczeństwa. Policjant widział przy krzyżu starszego mężczyznę, który się modlił. Ktoś później powiedział, że on również jechał busem.
- Nasze czynności zakończyły się tym, że przyjechali policjanci z ogniwa ruchu drogowego, a my pojechaliśmy kierować ruchem w Murczynie, żeby kierowcy nie jechali tą drogą - dodał Jacek J.
Łukasz B. na miejsce zdarzenia przyjechał z aspirantem Sławomirem Sz., z którym pełnił w tym dniu służbę. Na miejscu katastrofy zauważył samochód ciężarowy z naczepą. Naczepa stała w poprzek jezdni. Nie pamięta, czy w ciężarówce były włączone światła. Pomagał strażakom i ratownikom medycznym w wydobywaniu kierowcy volkswagena. Później sprawdzał trzeźwość kierowcy ciężarówki. Kazimierz Ch. był trzeźwy. Przeprowadził też z oskarżonym rozmowę.
- Pokrótce go rozpytałem na miejscu zdarzenia. Pierwsze co, to pytał, czy komuś z uczestników się coś stało. Mówił, że cofał na pole i nagle usłyszał huk i dwa pojazdy uderzyły w jego naczepę. Kierowca ten był w szoku. Powiedział, że nie był to jego pierwszy manewr w tym miejscu i że inni też tam zawracali. Mówił, że nie widział w ogóle „fiata seicento”, a busa zobaczył w ostatnim momencie. Mówił, że wykonując manewr w ogóle nic nie widział - wyjaśnił Łukasz B. Według policjanta, ciężarówka na pewno nie miała włączonych świateł awaryjnych. Włączone były światła mijania. Ciągnik siodłowy skierowany był równolegle do jezdni w stronę Łabiszyna. Świadek widział również, iż ciała ofiar w busie leżały jedno na drugim. Pasażerowie busa, którzy zginęli, nie mieli zapiętych pasów bezpieczeństwa.
Sławomir Sz. wyjaśnił, iż na miejscu katastrofy ciągnik siodłowy stał na prawym pasie jezdni, patrząc w kierunku Łabiszyna, pod delikatnym kątem w stosunku do jezdni. Miał włączone światło. Nie pamięta, czy były to światła drogowe czy mijania. Nie pamięta, czy po bokach naczepy znajdowały się światła odblaskowe. Tylne czerwone światła były włączone. Siła uderzenia volkswagena i seicento była skierowana na naczepę.
- Na miejscu zapytałem kierowcę ciężarówki, jak do tego doszło. Pamiętam, że padły tylko takie słowa: „Oni mnie nie widzieli” - zeznał Sławomir Sz. I dodał, iż kierowcy seicento i volkswagena nie byli w stanie zauważyć naczepy, ponieważ ciągnik siodłowy był skierowany przodem w kierunku Łabiszyna i miał włączone światła. Kierowcy pojazdów jadących od strony Łabiszyna widzieli z przeciwka światła na drodze. Według świadka, jeśli o zmierzchu lub w nocy pojazd jedzie lub stoi na pasie ruchu, to światła, mimo że są dobrze ustawione, też oślepiają kierowców. Kierowca nie widzi, co się dzieje z prawej strony jezdni lub z boku, bo jest oślepiany przez światła. Zdaniem Sławomira Sz., przy światłach mijania lub drogowych świecących z naprzeciwka, nawet w przypadku gdyby były światła odblaskowe na naczepie, kierowcy seicento i busa nie byli w stanie ich zauważyć. Jechali bowiem z włączonymi światłami mijania, które świecą przed pojazdem. Gdyby mieli włączone światła drogowe, to mogliby naczepę zauważyć.
Kazimierz Ch. był przekonany, że kierowcy seicento i busa widzą ciągnik siodłowy i załamaną naczepę.
- Mówił, że kiedy zaczął cofać, to on ich nie widział. Rozpoczynając manewr mógł nie widzieć jeszcze tych pojazdów, bo jest delikatny łuk drogi. Mówił, że oni mnie nie widzieli, musiał więc widzieć później te pojazdy. Mówił również, że musieli jechać bardzo szybko, skoro go nie widzieli - zeznał Sławomir Sz.
W opinii świadka, czas manewru cofania samochodem ciężarowym zależy od umiejętności kierowcy. Zwrócił uwagę, iż według jego oceny kierowcy seicento i busa nie hamowali przed uderzeniem w naczepę.
Tomasz Ł. widział, że ciężarówka miała włączone światła mijania. Światła awaryjne nie były włączone. Jadąc na miejsce katastrofy z innymi strażakami od strony Żnina widział naczepę z pewnej odległości, dzięki temu, że samochód, w którym jechali strażacy, miał włączone światła drogowe. Droga była już zablokowana, więc z naprzeciwka nie jechał żaden samochód.
Sędzia przesłuchał już wszystkich świadków zdarzenia. W miniony poniedziałek wyjaśnienia składali powołani do sprawy biegli. Biegły Dariusz Zieliński zeznał, iż nie można wykluczyć, że osoba, która siedziała z tyłu busa i nie miała zapiętych pasów bezpieczeństwa, podczas przemieszczania się do przodu (po zderzeniu) mogła spowodować obrażenia kierowcy.
Biegli Radosław Nowosielski i Artur Kiełpiński wykluczyli u oskarżonego chorobę psychiczną i upośledzenie umysłowe.
Biegły z zakresu ruchu drogowego Witosław Stankowski na pytanie prokuratora Wojciecha Jabłońskiego odpowiedział, iż Kazimierz Ch. w miejscu i w pozycji, w której zawracał, miał możliwość dostrzec nadjeżdżające samochody. Dodał, iż powinien wystawić trójkąt ostrzegawczy, który uprzedziłby kierowców o wykonywanych na drodze manewrach.
Kolejna rozprawa odbędzie się w październiku.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 1180 (39/2014)
Więcej informacji na ten temat:
- Odpowie z wolnej stopy
Nie ma opinii
W Murczynku nie zachował ostrożności
Nie katastrofa, a wypadek ze skutkiem śmiertelnym
Rusza proces w sprawie wypadku w Murczynku
Sąd Okręgowy przeoczył
Śmierć przy krzyżu
Katastrofa, a nie wypadek
Naczepa widmo
Zabrakłoby elementu zaskoczenia
Każdy ma prawo do obrony
Cztery lata więzienia za katastrofę w Murczynku
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze