Gdy przez Polskę przemierza Tour de Pologne, warto przypomnieć postać Jana Zielińskiego ze Żnina, z którym w 2016 roku przeprowadziła dla Pałuk rozmowę Magdalena Starczewska. - To było piękne uczucie, kiedy jako początkujący sportowiec, podczas wyścigu kolarskiego w Toruniu odniosłem zwycięstwo, a zdumiona widownia krzyczała: „Co to za Zieliński?! Co to za Zieliński?!” - tak wspomina jeden z pierwszych sukcesów w swojej bogatej, kolarskiej karierze mieszkaniec Żnina. Swój talent odkrył w Związku Radzieckim, gdzie pracował przy gazociągu.
Jan Zieliński Po pierwszym wygranym wyścigu kolarskim w Związku Radzieckim w 1976 r. fot. archiwum Jana Zielińskiego
Jan Zieliński, bo o nim mowa, brał udział w Olimpiadach Sportowców Wiejskich oraz startował w innych zawodach kolarskich, osiągając wiele sukcesów w tej dyscyplinie sportu. Posiada legitymację Zdobywcy kółek olimpijskich potwierdzającą uzyskanie norm na kółko olimpijskie w kolarstwie. W 1967 r. zajął 8. miejsce w wyścigu Złote Koło; w tym samym roku wywalczył 4. miejsce w wyścigu torowym w tandemie w Radomiu. Następnie zyskał uprawnienia organizatora turystyki. Rok 1972 zaowocował ukończeniem kursu stacjonarnego zorganizowanego przez Radę Główną Zrzeszenia LZS, co skutkowało zdobyciem uprawnień instruktora kolarstwa I klasy i otrzymaniem stosownego dokumentu w postaci książeczki instruktora kolarstwa. Ten pałucki kolarz wyszkolił bardzo wielu zawodników, którzy odnosili liczne sukcesy kolarskie. Więcej o kolarskiej pasji Jan Zieliński opowiedział w wywiadzie.
Magdalena Starczewska: - Jak wspomina pan pałucką sekcję kolarską?
Jan Zieliński: - Żnińska sekcja rowerowa była wiodącą w dawnym województwie bydgoskim. Pierwszym trenerem był Edmund Dąbrowski.
- Jaki najdłuższy dystans pokonał pan na rowerze?
- Najdłuższa trasa, jaką przejechałem rowerem, prowadziła z Kołobrzegu do Żnina. Trwało to blisko 11 godzin. I wcale nie było to incydentalnym wydarzeniem, gdyż bodajże siedem razy zdecydowałem się pokonać odcinek Kołobrzeg - Żnin. Wspominam to z przyjemnością.
- Czy są jakieś wyjątkowe okoliczności, w których miał pan okazję potwierdzić swój kolarski talent?
- Wysłano mnie do pracy przy gazociągu orenburskim w Związku Radzieckim. Może nawet 500 osób pracowało w Borowaja, niedaleko Charkowa [obecnie Ukraina - przyp. ms]. Tamtejsza sekcja kolarska szukała Polaków, którzy chcieliby się z nimi ścigać. Zgłosiło się nas sześcioro zainteresowanych z bazy Orenburg [obecnie Rosja - przyp. ms]. Pojechałem. Zaraz w pierwszym wyścigu kolarskim wygrałem puchar. Kolejne dwa wyścigi też wygrałem. Nigdy nie zapomnę wdzięczności i radości przyjaciół z bazy, że z dumą reprezentowałem Polskę, że zwyciężyłem.
- Co zafascynowało pana w kolarstwie? Dlaczego właśnie ta dyscyplina sportu pana zainteresowała?
- To tak trochę nietypowo wyszło, gdyż kolega Maciejewski mnie zainspirował do jazdy na rowerze. Przypomina mi się, że na swój pierwszy rower zapracowałem na żniwach. Kupiłem czeski rower bez przerzutek. I tym właśnie zwykłym rowerem wystartowałem w swoim pierwszym wyścigu, było to w Gąsawie. Wyprzedziłem zawodników, którzy jechali sportowymi rowerami. Tak to się wszystko zaczęło. Natychmiast miejscowy klub kolarski nalegał, żebym został jego członkiem, po czym ów klub podarował mi bardzo dobrej jakości rower - Huragan. Jeżeli już mówię o początku mojej kolarskiej popularności, to muszę wspomnieć o jeszcze jednym zdarzeniu. Brałem udział w wyścigu w Toruniu - Imperia Rzymska - Agromel Toruń. To było piękne uczucie, kiedy jako początkujący sportowiec, podczas wyścigu kolarskiego w Toruniu odniosłem zwycięstwo, a zdumiona widownia krzyczała: Co to za Zieliński?! Co to za Zieliński?! Od tego zwycięstwa byłem już rozpoznawalny w całym niegdysiejszym województwie bydgoskim. To były chwile, które unosiły. Nie zapomnę ich do końca życia.
- Jakie gwiazdy sportu pan poznał podczas zawodów?
- Osobiście spotkałem się z Andrzejem Bławdzinem i Zbigniewem Górskim. Wszyscy startowaliśmy w Wyścigu Pokoju. Również we trójkę zdawaliśmy na instruktorów kolarstwa. Dodam jeszcze, że gdy uzyskałem tytuł instruktora, to z wielką satysfakcją poświęciłem się szkoleniu młodych sportowców. Pochłonęło mnie to bardzo, przestałem jeździć na zawody, jako uczestnik. Wolałem szkolić.
Na koniec rozmowy Jan Zieliński dodał jeszcze, że wciąż kocha jeździć rowerem. Z przyjemnością pokonuje trasy blisko 40 km dla relaksu, mimo że w 2016 r. skończy 68 lat. Zachęca wszystkich do uprawiania tego jakże pięknego sportu i propagowania kolarstwa na Pałukach.
Magdalena Starczewska
Pałuki nr 1275 (29/2016)
52UFLADA
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze