Japycz mówi, że wszystkiego i niczego. Czyli tyle ile trzeba, żeby patrzeć z nadzieją na jutro, bez specjalnej ochoty na cofanie czasu, a równocześnie sprawia, że wydaje się nam, iż robiąc ciągle to samo, osiągniemy inne rezultaty. O co mu chodziło, nie do końca wiadomo i nie udało się dopytać, bo na ławeczce nastąpiła rewolucja kulturowa, jak niegdyś w Chinach, za zbrodniarza Mao. Ale po kolei.
Zaczęło się od tego, że przyczepiła mnie się do głowy taka melodia, co to musi być z discopolowego hitu, bo jak wiadomo tylko takie się mnie trzymają. Przyczepiła i nie chciała puścić. „Czas wszystko zmienia… czas wszystko zmienia… nie okaż zdziwienia..” – jakoś tak to szło, choć nie wiedzieć czemu czepiało mnie się to jeszcze w obcym języku czyli po angielsku: „tajms dej are czendżin”. Może zachciało mi się kariery międzynarodowej? Wprawdzie byłem już na występach w Londynie, ale to było w budowlance, a nie szoł biznesie. Szedłem więc na ławeczkę śpiewając sobie na trochu inną melodię, żeby nie było plagiatu:
„Czego życie uczy nas?
Że się wszystko zmienia
A najbardziej czas!
Dzisiaj wszystko gites
Juro zniknie hajs”
Całkiem byłem z siebie zadowolony, póki mi Japycz nie powiedział, że Bob Dylan to jednak lepsze teksty pisał, ale nie zdążyłem dopytać, gdzie on poznał tego Dylana i czy dałoby się u niego cuś zamówić do śpiewania, kiedy Japycz zaczął filozofować i cała wena mię odleciała. Zwłaszcza, że zaraz potem na ławeczkę dosiadł się prezydent Kozioł, co to my w Wilkowyjach nazywamy Wójtem. Tyle, że on już nie Wójt w Wilkowyjach, tylko w całej Polsce. Ale zachowuje się nadal po wójtowsku czyli jak na Kozioła przystało, czyli bezczelnie i głupio. Bezczelnie, bo się dosiadł bez pytania, a głupio, bo się nawet napić Mamrota nie chciał, jak już z nami siedział. Z piersiówki coś siorbał i melancholię na Wilkowyje całe ściągał, jak piorunochron pioruny, a już najbardziej nad ławeczkę.
Po co mnie był ten żyrandol – biadolił rozczulony samym sobą czyli w zasadzie jak zwykle – najpierw mnie Czerepach upokarzał, gnida mikra, ale złośliwa, a teraz ten nowy może być jeszcze gorszy, bo mądrzejszy. Byłbym sobie senatorem spokojnie do końca życia, ale prezydentury mi się zachciało, dziesięć lat zaraz minie jak z bicza trzasł, osiągnięć zero, nerwów kupa, polityki nie dało się robić, bo co taki prezydent może?! Mniej niż wójt, bo wójtowi mało kto na ręce patrzy, a prezydentowi – wszyscy. Ech…
Już myśleliśmy, że to koniec i sobie pójdzie, ale nie. Spojrzał na nas tak jakoś chytrze, że aż mróz po kościach poszedł, jakby to stary Wójt był, co każdego za szczękę potrafił wytargać. Ale tego, to nawet my, doświadczeni wilkowyjanie, się nie spodziewali. Bo Kozioł spytał: A jak ja już z tej Warszawy wrócę, to będę mógł z wami chłopaki na ławeczce posiedzieć i pogadać? Po pod żyrandolem, to nawet nie było z kim – sami agenci Czerepacha i durnie i pochlebcy.
No zatkało nas. Najpierw że problem techniczny, bo ławeczka dla pięciu nieprzystosowana i trzeba by jakąś rozbudowę zrobić, co to jej plan zagospodarowania nie przewiduje, a drugi, że my cały szacunek wsi możem stracić, a zysk żaden, bo nawet człowiek spokojnie przy takim ex-Wójto-Prezydencie nie pogada. Niby to jeszcze z półtora roku do końca tej prezydentury, ale perspektywa straszliwa. Nawet Japycza zatkało, powietrze łapał mrucząc tylko ze złości i już się zdawało, że przechlapane, gdy Solejuk niespodziewanie przyszłość nam uratował. My bardzo chętnie, panie prezydencie – mówi - ale przecież pani prezydentowa nigdy się nie zgodzi, co by pan z nami pił na widoku. Prezydent pomyślał chwilę, mruknął z rezygnacją „No tak” i sobie poszedł.
Się okazuje, że jednak życie czegoś nas uczy. Zwłaszcza jeśli żona długotrwała, z wiekiem coraz bardziej surowa i nieprzewidywalna jak Solejukowa, to się wtedy człowiek uczy, że znajomość kobiecej psychiki bardzo pomaga i sporo uratować może. Nawet przyszłość ławeczki.
Patryk Pietrek
Drodzy Czytelnicy! Redakcja naszego portalu nawiązała kontakt z Patrykiem Pietrkiem ze wsi Wilkowyje, który zgodził się pisać do nas raz w tygodniu felietony. Pomimo tego, że nie widzimy go na szklanym ekranie, Pietrek żyje, ma się dobrze, prowadzi życie towarzyskie. Namawiać go długo nie było trzeba na pisanie, gdyż nudzi się bez telewizji, a cały czas ma dużo do powiedzenia. Miłej lektury! (dk)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze