Choć w dłuższej perspektywie nie udało się przejąć władzy i oprzeć komunistom wspieranym przez Armię Czerwoną i NKWD, w okresie kilku przełomowych miesięcy po okupacji niemieckiej w Żninie zapanował porządek dzięki objęciu tymczasowej władzy przez wykwalifikowane kadry urzędnicze. Była to zasługa pierwszego powojennego starosty żnińskiego Franciszka Xawerego Ebla.
Nominację na to stanowisko Franciszek Ebel otrzymał jeszcze w czasie wojny z ramienia podlegających Rządowi RP na uchodźstwie konspiracyjnych władz Polskiego Państwa Podziemnego (PPP), którego struktury cywilne były reprezentowane przez Delegaturę Rządu na Kraj, siły zbrojne natomiast przez Armię Krajową.
Od lipca 1941 roku do kwietnia 1942 roku nastąpiła fala aresztowań przez gestapo przywódców PPP w Wielkopolsce. Ich ofiarą padł m.in. Główny Delegat Rządu RP na ziemie polskie wcielone do Rzeszy, wśród których znalazł się także powiat żniński, Adolf hr. Bniński. Działania okupantów okazały się na tyle skuteczne, że konspiracyjne struktury w Wielkopolsce trzeba było tworzyć praktycznie od nowa.
W wyniku powyższych faktów nastąpiły zmiany w zakresie organizacji i umiejscowienia wielkopolskiej konspiracji w ramach PPP. Biuro warszawskie Głównej Delegatury dla ziem włączonych do Rzeszy przemianowano na Biuro Zachodnie i podporządkowano bezpośrednio Delegaturze Rządu na Kraj. W połowie 1942 roku do Wielkopolski został wysłany emisariusz Biura Zachodniego Edward Serwański, celem odtworzenia struktur konspiracyjnego państwa w tej dzielnicy. Powiat żniński znalazł się w obrębie placówki w Inowrocławiu, której przedstawicielem został Bernard Wysocki.
W KONSPIRACJI
Była wiosna 1943 roku. W Żninie pojawił się łącznik od Bernarda Wysockiego. Dotarł do Franciszka Xawerego Ebla, który po tym spotkaniu został przedstawicielem Delegatury na Kraj i AK na powiat żniński. Biorąc pod uwagę wytyczne, jakie otrzymał od zwierzchników, można stwierdzić, iż powierzono mu funkcję starosty Polskiego Państwa Podziemnego.
Najważniejszym jego zadaniem było przygotowanie kompetentnych kadr urzędniczych (także dla największych instytucji przemysłowych i gospodarczych) spośród Polaków i obsadzenie nimi kluczowych stanowisk w Żninie i powiecie żnińskim w momencie wkroczenia do miasta Armii Czerwonej i wyzwolenia spod okupacji niemieckiej. Powierzenie tej funkcji akurat jemu, nie było przypadkowe. Konspiracyjne władze wiedziały doskonale, iż Franciszek Ebel ma dobre rozeznanie wśród potencjalnych kandydatów nadających się do przejęcia administracji w powiecie i cieszących się zaufaniem społecznym, przed wojną pełnił bowiem funkcję naczelnego sekretarza, a później asesora w biurze Wydziału Powiatowego w Żninie.
Afisz informujący o kapitulacji Niemiec, wywieszony na ulicach Żnina 9 maja 1945 roku:

Ryzykował wiele, gdyż pod okupacją niemiecką nadal pracował w urzędzie powiatowym, z tym że jako archiwista. Pełniąc tę funkcję był zapewne dla swoich konspiracyjnych zwierzchników cennym informatorem, gdyż miał dostęp do różnych dokumentów wytworzonych przez Niemców, którzy pozostawili go w powiatowej administracji nie tylko ze względu na dotychczasowe doświadczenie na stanowisku urzędniczym, ale też z racji znajomości języka niemieckiego.
Nie oznaczało to jednak, iż Franciszek Ebel cieszył się wśród Niemców szczególnymi względami. Wkrótce po zajęciu Żnina przez wojska niemieckie został wraz z rodziną wyrzucony z obszernego, służbowego mieszkania przy ulicy Pierackiego (obecnie ul. 700-lecia 36), po czym zamieszkał w pokoju z kuchnią na ul. Podmurnej 19, w domu, do którego Niemcy skierowali kilka rodzin. Nie przeszkadzało mu to jednak organizować tam tajnego nauczania dla dzieci.
Po kilku miesiącach jego konspiracyjna działalność została jednak przerwana wskutek zdrady na szczeblu inowrocławskim, do której doszło jesienią 1943 roku. Łącznik do kontaktów ze Żninem został aresztowany i zamordowany, jednak dochował przysięgi i nikogo Niemcom nie wydał. Dzięki temu Franciszek Ebel zachował życie, choć okupanci przeprowadzili wśród Polaków czystkę na dużą skalę.
Przedstawiciele Delegatury Rządu na Kraj ponownie nawiązali z nim kontakt w marcu 1944 roku. Franciszek Ebel tak wspominał okoliczności tego wydarzenia: Z wiosną 1944 roku przystąpiono do mnie ponownie i wciągnięto do konspiracji, zlecając mi tę samą robotę jak uprzednio - zorganizowania powiatu. Wysłannik był z Poznania. Mimo lęku, w jakim przez pewien okres żyłem, nie zawahałem się rozpoczętą już robotę doprowadzić do końca. Tak też się stało. Toteż po ustąpieniu hitlerowców w styczniu 1945 roku, wszystko sprawnie funkcjonowało. Ja sam przejąłem zarząd powiatu, z zaznaczeniem w ogłoszeniu, że tylko do czasu zgłoszenia się właściwej władzy państwowej.
KONIEC OKUPACJI
Niemcy od 19 stycznia 1945 roku ewakuowali urzędy w Żninie. Niemiecka ludność cywilna uciekała pojazdami razem z żołnierzami. Zdając sobie sprawę z beznadziejności sytuacji militarnej na froncie wschodnim, Niemcy nie zamierzali bronić miasta. Podjęli jedynie pewne starania w kierunku zniszczenia części magazynów i wysadzenia mostów, jednak ostatecznie opuścili Żnin bez poczynienia jakichkolwiek strat materialnych. W tych ostatnich dniach i godzinach okupacji nie ucierpiała też polska ludność Żnina i okolic.
Był poniedziałek 22 stycznia 1945 roku. Piękny, słoneczny, choć bardzo mroźny (około - 30oC) dzień. Na ulicach Żnina wśród mieszkańców zapanowała euforia z powodu wkroczenia żołnierzy polskich i radzieckich do miasta, co oznaczało koniec okupacji niemieckiej. - Na widok niezliczonej ilości czołgów, obłożonych beczkami z paliwem i zmarzniętymi, skulonymi żołnierzami, polały się łzy radości. Wróciła pamięć doznanych w czasie pięciu lat okupacji upokorzeń i krzywd. Obraz tamtych dni, w których w błyskawicznym tempie utworzono aparat administracyjny powiatu i miasta, uczestnikom ówczesnych wydarzeń towarzyszyć będzie do końca ich drogi życiowej - wspominał zasłużony burmistrz Żnina Zbigniew Skorwider w wywiadzie dla Pałuk z sierpnia 2007 roku.
23 stycznia rano na ulicach Żnina pojawiły się pierwsze po ponad 5 latach afisze w języku polskim, które informowały o powołaniu tymczasowych władz powiatowych i miejskich. Autorem owego obwieszczenia był Franciszek Ebel, pierwszy powojenny starosta żniński. Warto w tym miejscu dodać, iż w latach 1918-1939 oraz 1945-1950 funkcja starosty nie była organem samorządowym, lecz podlegała wojewodzie reprezentującemu władzę centralną, czyli rząd.
NA STAROSTWIE W ŻNINIE
Jak się okazało pierwszego dnia po opuszczeniu przez Niemców Żnina, praca Franciszka Ebla w konspiracji nie poszła na marne i przyniosła oczekiwane przez jego zwierzchników efekty. Kadry urzędnicze przygotowane przez niego do pracy na trudne czasy powojenne natychmiast zajęły stanowiska. W jednej tylko sytuacji nastąpiła wymuszona zmiana, gdy stanowisko tymczasowego burmistrza, w miejsce wywiezionego do obozu koncentracyjnego Czesława Małachowskiego, powierzono Janowi Teodorczykowi.
Wszystkie wskazane przez Franciszka Ebla osoby objęły wyznaczone funkcje w żnińskich strukturach miejskich i powiatowych, co pozwoliło uniknąć nadużyć czy przestępstw, mogących zaistnieć, gdyby kierownictwo w administracji przejęli przypadkowi i nieprzygotowani do tego ludzie. Dzięki sprawnej pracy urzędów, przede wszystkim w zakresie aprowizacji i porządku publicznego, w Żninie i okolicy wszystko dobrze funkcjonowało. Uniknięto jakichkolwiek nieprawidłowości, które mogłyby wywołać niepokoje społeczne, o co zadbała powołana natychmiast Straż Obywatelska. W ten sposób nie stworzono pretekstu wkraczającym na Pałuki radzieckim służbom i Armii Czerwonej do ustanowienia radzieckich władz w Żninie celem zaprowadzenia porządku. Oznaczałoby to bowiem nic innego, jak kolejną okupację i podporządkowanie polskiego społeczeństwa obcej władzy.
Można zatem powiedzieć, iż w Żninie wraz z końcem okupacji niemieckiej zaistniała sytuacja, jaką wymarzył sobie Rząd RP na uchodźstwie. Chodziło mianowicie o to, aby Polacy wystąpili wobec wkraczającej Armii Czerwonej w roli gospodarzy z pełnią władzy na danym terenie, co miało zapobiec politycznemu zniewoleniu powojennej Polski przez Związek Radziecki, który wykorzystując siłę swojej armii podporządkowywał sobie kolejne kraje Europy Środkowo-Wschodniej.
W dłuższej perspektywie utrzymanie się niezależnych polskich władz, choćby na szczeblu lokalnym, było jednak mało realne wobec zupełnie innych planów przywódcy Związku Radzieckiego Józefa Stalina, któremu już wówczas podlegał złożony z komunistów Rząd Tymczasowy RP, przejmujący władze na polskich ziemiach zajmowanych przez Armię Czerwoną. Faktem jest jednak, iż dzięki przede wszystkim Franciszkowi Eblowi, w Żninie polską administrację udało się w pełni zorganizować. - Tych urzędników nie było kim zastąpić. Oni nadawali ton. Nie było wtedy gwałtownego zastępowania fachowców niefachowcami z politycznego nadania, jak to się dziś często zdarza - wspominał Zbigniew Skorwider.
Dzięki temu już w pierwszych godzinach urzędowania władze rozpoczęły wydawać zarządzenia porządkujące życie społeczno-gospodarcze, a na ulicach miasta pojawiły się odezwy i instrukcje do zakładów pracy i osób zajmujących się handlem, wzywające do rozpoczęcia działalności.
Już 23 stycznia powołano Straż Obywatelską, której członkowie odbyli szkolenie, otrzymali broń i złożyli uroczyste ślubowanie na ręce Franciszka Ebla przy udziale przedstawicieli władz powiatowych i miejskich.
Sprawne działanie służb administracyjno-porządkowych zapobiegło zniszczeniu bądź rozgrabieniu pozostawionego przez Niemców majątku. Zabezpieczono magazyny z cukrem, mąką, kaszą oraz sklepy i mieszkania, które po ucieczce Niemców stały puste, gdyż ich polscy właściciele w pierwszych miesiącach wojny zostali wysiedleni do Generalnego Gubernatorstwa i nie zdołali jeszcze powrócić. Szybko podjęte decyzje sprawiły, że wysiedleni bądź uwięzieni przez okupantów żninianie w zdecydowanej większości mieli do czego wracać. Pierwsi z nich pojawili się w rodzinnym mieście już w lutym 1945 roku.
POD KONTROLĄ ZSRR I KOMUNISTYCZNEGO RZĄDU
Dobrze przygotowane do zarządzania powiatem polskie władze na Pałukach nie mogły jednak czuć się w pełni swobodnie. Armia Czerwona wykorzystując trwający nadal stan wojny ustanowiła w mieście 30 stycznia 1945 roku wojenną komendanturę obejmującą powiat żniński, na czele której stanął kpt. Glebow. Z uwagi na brak jakichkolwiek partyjnych struktur komunistycznych w Żninie, które można by narzucić jako nową władzę, w pierwszych miesiącach po wkroczeniu do miasta Rosjanie musieli się jednak do pewnego stopnia liczyć z tymczasowymi reprezentantami społeczeństwa przygotowanymi przez Franciszka Ebla.
Niemniej jednak wojenny komendant kpt. Glebow, urzędujący w otoczonej zasiekami kamienicy (później siedziba Urzędu Bezpieczeństwa) z prawej strony od budynku sądu, od początku próbował kontrolować sytuację w powiecie poprzez wydawane rozkazy. W pierwszym z nich z 30 stycznia wezwał mieszkańców Pałuk do zwrotu m.in. wszystkich aparatów radiowych oraz powielaczy pod groźbą odpowiedzialności przed sądem wojennym. Był to niewątpliwie wstęp do przejęcia kontroli nad źródłami informacji i odcięcia od nich społeczeństwa, celem szerzenia własnej propagandy.
Tego samego dnia podległa władzy cywilnej Straż Obywatelska po tygodniu funkcjonowania została przemianowana na Milicję Obywatelską. Dokonało się to po rozmowach starosty Ebla z komendantem Glebowem, choć trudno sobie wyobrazić, aby starosta mógł sobie pozwolić na jakikolwiek sprzeciw w tej kwestii. W ten sposób służba odpowiedzialna za porządek w mieście przeszła pod kontrolę zbrodniczego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, całkowicie kontrolowanego przez radziecką służbę bezpieczeństwa NKWD.

Dokument otrzymany przez Edwina Kaźmierskiego do wydrukowania - zbiory Biblioteki Miejskiej w Żninie
Oprócz Armii Czerwonej, opiekę nad powiatem żnińskim roztoczył również komunistyczny Rząd Tymczasowy RP, który był podporządkowany Moskwie, a jego istnienie zależało wyłącznie od woli i decyzji Józefa Stalina. Zwierzchnią władzę nad powiatem jako pełnomocnik tego rządu 19 lutego 1945 roku objął Kazimierz Zaleśkiewicz, podlegający z kolei pełnomocnikowi na województwo poznańskie (powiat żniński należał do niego do 1950 roku) Michałowi Gwiazdowiczowi.
Mimo niesprzyjających okoliczności politycznych 25 marca 1945 roku na polecenie pełnomocnika Kazimierza Zaleśkiewicza doszło do pierwszych oficjalnych wyborów do samorządu miejskiego, które miały znieść tymczasowość władz ustanowionych tuż po opuszczeniu Żnina przez Niemców.
Wybory odbywały się w specyficznych warunkach, gdyż wzięli w nich udział wszyscy uprawnieni do głosowania, którzy przybyli na boisko przy gimnazjum (obecnie I LO im. Braci Śniadeckich). Tam zostało wybranych dziesięć osób, które zasiadły w pierwszej po wojnie Miejskiej Radzie Narodowej Żnina, mającej demokratyczny mandat do sprawowania władzy nad miastem. Jeszcze tego samego dnia w sali posiedzeń władz miejskich wybrano przewodniczącego Rady (Józef Sznajder - sekretarz powiatowy PPR) i pozostałych 4 członków prezydium (3 było z PPR). W zebraniu tym uczestniczyli tymczasowi: starosta powiatowy Franciszek Ebel i burmistrz Jan Teodorczyk. Przewodniczący MRN Józef Sznajder złożył ślubowanie na ręce starosty reprezentującego wyższy szczebel administracji, dodatkowo centralnej, a nie samorządowej.
Władza w prezydium żnińskiej MRN znalazła się zatem w rękach komunistycznej PPR, która dość szybko budowała swoją pozycję w mieście, zwłaszcza w obliczu faktu, że struktury tworzyła od zera. Trzeba jednak zaznaczyć, iż w skład jej władz weszły wówczas osoby w większości powszechnie szanowane. - Byli to całkiem rozsądni ludzie, o dużej kulturze osobistej, tolerancji i bogatym doświadczeniu życiowym - wspominał Zbigniew Skorwider.
Kolejna zmiana we władzach samorządowych Żnina nastąpiła 28 marca 1945 roku, kiedy skończył urzędowanie pełniący obowiązki burmistrza Jan Teodorczyk. Stało się to na skutek demokratycznej decyzji podjętej przez Miejską Radę Narodową, która spośród swoich członków na nowego burmistrza wybrała Józefa Kruzla.
ZMIANA WARTY
Urzędowanie na stanowisku tymczasowego starosty żnińskiego Franciszek Ebel zakończył około połowy maja 1945 roku. Zastąpił go Włodzimierz Migoń, który w Żninie pracował do tej pory jako pełnomocnik Ministerstwa Rolnictwa i Reform Rolnych. W maju 1945 roku otrzymał nominację na urząd starosty z rąk wojewody poznańskiego reprezentującego komunistyczny Rząd Tymczasowy RP. Jednocześnie wojewoda w oficjalnym piśmie przekazał Franciszkowi Eblowi wyrazy podziękowania i uznania za jego kilkumiesięczną pracę na rzecz powiatu żnińskiego.
Nowy starosta, jak wynika m.in. ze wspomnień córki Franciszka Ebla, Anny Ebel-Majchrzak, okazał się przyzwoitym człowiekiem odnosząc się do swojego poprzednika z dużym szacunkiem. Taki jego obraz przedstawia także Jerzy Golec, syn ówczesnego dyrektora Szkoły Podstawowej nr 1 w Żninie Henryka Golca. Przyzwoitość mianowanych odgórnie urzędników nie miała jednak znaczenia wobec opresyjności tworzonego przez komunistów po wojnie systemu społeczno-politycznego, w którym dominującą pozycję zajmował aparat bezpieczeństwa.
Włodzimierz Migoń, będąc częścią nowego systemu władzy, uczestniczył jednak w jego tworzeniu, chociażby przez podkreślanie podczas żnińskich obchodów rocznicowych 22 lipca 1945 r. doniosłości pisanego rok wcześniej w Moskwie pod dyktando Stalina Manifestu Lipcowego Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego, który był zaczynem rządów komunistów w Polsce.
Choć wszystko odbyło się zgodnie z protokołem, był to w Polsce czas licznych zmian personalnych, które miały na celu obsadzenie stanowisk państwowych różnego szczebla działaczami popieranymi przez władze centralne, czyli komunistyczny rząd sterowany z Moskwy. Z tymczasowości swojej funkcji zdawał też sobie doskonale sprawę sam Franciszek Ebel, którego władza nad powiatem miała swoje źródła w czasach głębokiej konspiracji. Status tej władzy musiał być z czasem uregulowany w nowych warunkach, kiedy w miejsce Niemców przywrócona została polska władza państwowa, którą w wyniku międzynarodowych układów i geopolitycznych uwarunkowań reprezentowali komuniści. Gdyby w powojennej Polsce władzę przejął Rząd RP na uchodźstwie, Franciszek Ebel prawdopodobnie pozostałby nadal starostą, gdyż pod auspicjami tego rządu działał w podziemnej administracji, a jego zasługi i autorytet były niekwestionowane. Stało się jednak inaczej, gdyż karty na ziemiach polskich rozdawał już wtedy Józef Stalin jako wyzwoliciel tej części Europy.
Mimo zwolnienia ze stanowiska, Franciszek Ebel pozostał w starostwie, w którym odtąd pełnił funkcję sekretarza wydziału powiatowego. Fakt docenienia przez władze jego pracy w pierwszych miesiącach po wojnie nie uchronił go jednak przed politycznymi naciskami w okresie późniejszym.
W tym miejscu należy wspomnieć, iż Franciszek Ebel przez wiele lat pracy urzędniczej na różnych stanowiskach nigdy nie należał do żadnej partii i nie angażował się w politykę. Swoją pracę i działalność w sferze publicznej, prowadzoną zresztą na różnych polach, zawsze traktował jako służbę ludziom i państwu, co było też miarą jego patriotyzmu. Brak przynależności partyjnej nie podobał się jednak ówczesnej władzy, która w takich ludziach widziała swoich wrogów w myśl zasady: kto nie z nami, ten przeciwko nam.
On sam odnosił się do tego w następujący sposób: Przekonano mnie, że każdy powinien być partyjnym, więc wstąpiłem do PPS. Tutaj przyszło mi wypełnić w kilku wykonaniach ankietę, w której było między innymi pytanie, czym pracował w konspiracji. Oczywiście potwierdziłem to, mając sobie za zaszczyt, temwięcej, że to głowę kosztować mogło. Lecz pomyliłem się grubo [pisownia oryginalna - bw].
Okazało się, że dla ówczesnych władz Polski Ludowej działanie na rzecz ojczyzny, prawowitego rządu i Armii Krajowej nie było powodem do chwały, a wręcz przeciwnie, stanowiło skazę w życiorysie. Pytanie we wspomnianych ankietach o konspiracyjną działalność nie miało bowiem na celu docenienia tego faktu, ale zidentyfikowania potencjalnych przeciwników nowej władzy, która podważała legalność Rządu RP na uchodźstwie. Każdy więc, kto działał na jego rzecz w czasie wojny, był potencjalnym wrogiem komunistycznego systemu, który nastał w powojennej Polsce pod kontrolą Związku Radzieckiego.
Franciszek Ebel, który zapewne do nowej władzy sympatii nie żywił, choć wcale nie musiał tego okazywać, szybko się o tym przekonał. Z jej strony spotkały go liczne represje: inwigilacja i rewizje domowe ze strony funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa, zdegradowanie ze stanowiska, zmniejszenie wynagrodzenia czy ograniczenie wielkości zajmowanego służbowego mieszkania. - Na szczęście skończyło się tylko na utrudnianiu życia - wspomina wnuczka Ewa Małecka.
GORZKI SMAK ZWYCIĘSTWA
Wreszcie nadszedł 8 maja 1945 roku. Wyczekiwany i upragniony przez miliony ludzi w Polsce i na świecie dzień - ogłoszenie bezwarunkowej kapitulacji hitlerowskich Niemiec.
W tym momencie w Żninie panem sytuacji był już, awansowany na majora, wojenny komendant miasta i powiatu żnińskiego Glebow. Z okazji zakończenia wojny wydał on 9 maja rano komunikat, którego oryginał w języku rosyjskim przekazano kierownikowi miejskiego Urzędu Informacji i Propagandy Edwinowi Kaźmierskiemu. Po przetłumaczeniu komunikatu na język polski został on około południa rozpowszechniony na ulicach miasta, w celu poinformowania mieszkańców o szczęśliwym końcu wojny.
Co ciekawe, w tłumaczeniu tym nazwisko Arthura Williama Teddera, wybitnego brytyjskiego marszałka lotnictwa, który był reprezentantem zachodnich aliantów podczas podpisania w Berlinie przez Niemcy aktu bezwarunkowej kapitulacji, zapisano jako Tiederew (w komunikacie w języku rosyjskim zapisano jako Tedders). Powód tego błędu można tłumaczyć w dwojaki sposób. Być może był to efekt ignorancji tłumacza, któremu nie przyszło do głowy, że dowódcą wojsk lotniczych w sojuszniczej armii może być ktoś inny niż Rosjanin, choć biorąc pod uwagę machinę propagandową radzieckiego systemu, nie można też wykluczyć świadomego błędu, który w opublikowanym komunikacie dawał wrażenie, iż jedynym zwycięzcą w wojnie jest Armia Czerwona i żadnych sojuszników zachodnich nie było.
W komunikacie była też zawarta informacja o ustanowieniu na terenie Związku Radzieckiego dnia 9 maja jako dnia zwycięstwa. Przez kilka następnych dziesięcioleci we wszystkich krajach zajętych w drodze marszu na Berlin przez Armię Czerwoną dzień ten był obchodzony jako święto państwowe, mimo że kapitulacja Niemiec została podpisana we francuskim Reims już 7 maja, a ogłoszenie końca wojny przez aliantów miało miejsce dnia następnego. Stalin zażądał jednak od Niemiec podpisania osobnego aktu kapitulacji, co miało miejsce w Berlinie przed północą z 8 na 9 maja. Ponieważ według czasu moskiewskiego była już około 200, dniem zwycięstwa ustanowiono 9 maja i ten dzień narzucono władzom krajów podporządkowanych Związkowi Radzieckiemu jako jedyny możliwy do obchodzenia zakończenia wojny.
Jednocześnie w ulotce wezwano mieszkańców do udziału w popołudniowej manifestacji z okazji końca wojny. Na żnińskim rynku okolicznościowe przemówienie do licznie zgromadzonych żninian skierował major Glebow.
Był to już okres, kiedy decyzja o odwołaniu Franciszka Ebla z funkcji starosty była zapewne gotowa, a gospodarzem miasta w pełni czuł się major Glebow, pod którego komendą jeszcze w godzinach przedpołudniowych odbył się ulicami Żnina uroczysty przemarsz radzieckiego oddziału, urozmaicony śpiewem żołnierzy.
Tymczasem Franciszek Ebel po usunięciu ze stanowiska, z powodu swojej konspiracyjnej przeszłości, jeszcze w 1945 roku na pewien czas stracił pracę w starostwie. W tym czasie rodzina, nie mając z czego żyć, sprzedawała cenne przedmioty i pamiątki (biżuteria, porcelana, sztućce), które na czas wojny udało im się przechować w skrytce mieszkania znajdującego się w tym samym domu, gdzie mieszkali do tej pory, ale od strony podwórza. Dzięki temu udało im się przetrwać najtrudniejsze chwile po wojnie, choć ludzie dziwili się i zastanawiali, skąd rodzina Eblów ma takie rzeczy w ciężkich czasach powojennych. Do mieszkania od podwórza rodzina Eblów została przekwaterowana przez Niemców zaraz po ich wkroczeniu do Żnina (później Eblowie trafili do domu państwa Milejczaków na Podmurną 19), okupanci zainteresowali się bowiem kasą pancerną znajdującą się w dotychczasowym, służbowym mieszkaniu Franciszka Ebla.
KU PAMIĘCI POTOMNYCH
Postać Franciszka Xawerego Ebla, który zmarł 8 stycznia 1976 roku, nie została zapomniana. Utrwalenie pamięci o pierwszym powojennym staroście zostało zwieńczone w 2008 roku, kiedy przy licznym udziale rodziny oraz mieszkańców Żnina i okolic, odbyło się uroczyste odsłonięcie tablicy umieszczonej na ścianie budynku przy ul. 700-lecia 36.
- Była to postać wyjątkowa, nieprzeciętna, którą się rzadko spotyka. Dlatego postanowiliśmy go uczcić w ten sposób, aby mieszkańcy Żnina pamiętali o nim i jego zasługach. Przy tym wszystkim był bardzo skromną osobą i pewnie by się obraził, że ufundowaliśmy dla niego pamiątkową tablicę - podkreśla prezes Żnińskiego Towarzystwa Kulturalnego Stefan Czarnecki, który był inicjatorem całego przedsięwzięcia.
Tuż przed odsłonięciem tablicy ŻTK wydało kilkudziesięciostronicową biografię ukazującą życie i działalność społeczno-polityczną Franciszka Ebla, zawierającą także przedruki jego rękopisów. - Jesteśmy na etapie poszukiwania jeszcze dwóch rękopisów, które wiemy, że istnieją. Dotyczą historii Żnina i kościoła parafialnego. Chcielibyśmy je opublikować. Myślałem o tym, żeby je włączyć do drugiego wydania książki o Franciszku Eblu. Byłoby wtedy pełniejsze - informuje o kolejnych planach Stefan Czarnecki.
Bartosz Woźniak
Pałuki nr 1108 (19/2013)
LITERATURA I ŹRÓDŁA
Franciszek Xawery Ebel, starosta żniński, Żnin 2008.
Ilustrowany przewodnik po Polsce stalinowskiej 1944-1956, pod red. Dariusza Baliszewskiego i Andrzeja Krzysztofa Kunerta, t. 1: 1944-1945, Warszawa 1999.
Polskie Państwo Podziemne w Wielkopolsce 1939-1945, t. 2: Jak Feniks z popiołów. Struktury Polskiego Państwa Podziemnego w Wielkopolsce 1939-1945, Poznań 2007.
Żnin. 700 lat dziejów miasta, Bydgoszcz 1965.
Komentarz
Londyński starosta
Standardowy obraz przejęcia władzy w Polsce w momencie wejścia Armii Czerwonej jest taki: albo bezwładza, bezhołowie, rabunki i wojenne rządy rosyjskich komendantur, albo ujawnienie się przed sowietami reprezentantów rządu londyńskiego, aresztowanie ich i - w najlepszym razie - wywózka na Syberię. Żnin pod tym względem jest specyficzny - nie tylko oczywiście pod tym jednym względem (w naszym mieście specyficznych modyfikacji typowych w Polsce sytuacji historycznych jest więcej).
To o czym piszę, jest oczywiście od dawna wiadome. Wystarczy przeczytać pierwszą stronę rozdziału Janusza Księskiego Żnin w Polsce Ludowej z książki Żnin 700 lat dziejów miasta. Trzeba tylko dośpiewać sobie to, czego autor w 1963 roku nie mógł napisać - komu podległa była owa placówka Inowrocław, o której pisze. Ale ponieważ erę niedomówień mamy za sobą - trzeba powiedzieć to wyraźnymi słowami.
Otóż proszę, byśmy sobie wszyscy zdali z tego sprawę, że w styczniu 1945 roku rządy w grodzie nad Gąsawką przejęła osoba, desygnowana na to stanowisko przez rząd londyński. Był to Franciszek Ebel (czytaj artykuł na stronie 14-15). Teraz to już można napisać...
Różnica była taka, że starosta nie powiedział zajmującym Polskę sowietom, że reprezentuje prawowitą władzę, tylko przedstawiał się jako osoba reprezentująca oddolne siły obywatelskie, piastująca swój urząd do czasu zgłoszenia się właściwej władzy państwowej.
Oczywiście ściemniał! Przecież to on był właściwa władza państwowa! Z punktu widzenia legalności władzy - rząd RP w Londynie uznawany był przez polskie społeczeństwo i wszystkie - oprócz sowieckiego - państwa koalicji antyhitlerowskiej. Ebel nie miał jednak złudzeń. Wiedział, że flota angielska nie przypłynie pod Częstochowę (powiedzonko Aleksandra Wielopolskiego sprzed 1863 roku). Postępował w myśl (opublikowanego w 1948 roku) programu zawartego w Traktacie moralnym Czesława Miłosza: Co zdążysz zrobić, to zostanie”; „Lawina bieg od tego zmienia, po jakich toczy się kamieniach.
Każde pokolenie w kraju niesuwerennym musi samo wyznaczać granice między uczestnictwem w życiu publicznym a zaprzaństwem i narodową zdradą - tak było w czasach przed Powstaniem Styczniowym, tak było w czasie okupacji hitlerowskiej czy w latach powojennych. Dziś - w wolnym kraju - można oczywiście skrytykować politykę Franciszka Ebla i powiedzieć: powinien stanąć niezłomnie na straży prawowitej władzy - i zginąć, jak przystało na patriotę.
Ja tak nie uważam. W działaniach pierwszego powojennego starosty dla mnie najważniejszy jest punkt widzenia, w którym najważniejszy jest interes miasta. Aby miało kompetentnych urzędników, aby do władzy nie nawtykali się ludzie nieuczciwi, przypadkowi, niekompetentni. (Zaiste wariat na swobodzie największą klęską jest w przyrodzie - to też Miłosz). Przecież to jest sensem istnienia każdej władzy lokalnej - a Londyn czy Warszawa zawsze są tak samo daleko.
Na pierwszym planie był dla niego Żnin. Nasze miasto. Nie miał złudzeń, że będzie u władzy długo, ale chodziło mu o co innego: Co zdążysz zrobić, to zostanie, choćby kto inne miał mieć zdanie.
Tak więc obejmując urząd starosta nie powiedział najważniejszego. Niech to będzie jeszcze jedna kreska do rysu charakteru Wielkopolan, którzy zawsze przedkładali pragmatyzm nad ideologię.
Dominik Księski
Pałuki nr 1108 (19/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze