Reklama

Dokonała wolty, bo Dariusz Kaźmierczak nazwał ją sklepikarą - kolejny dzień procesu byłego przewodniczącego

20/01/2026 22:00

Oskarżony były przewodniczący Rady Miejskiej w Żninie Dariusz Kaźmierczak wielokrotnie krzywił się, robił miny i kwitował uśmiechami politowania zeznania świadków: - byłego burmistrza i ówczesnych radnych, którzy czasem byli mało konkretni i momentami plątali się w zeznaniach. Sędzia Michał Kuchnicki dwa razy upominał oskarżonego, by tak nie robił i dał mu wreszcie ostrzeżenie, że następnym razem będzie musiał go wyprosić z sali i udzielić kary porządkowej za poddawanie w wątpliwość powagi sądu.

OSKARŻENIE

Prokuratura Okręgowa w Elblągu oskarżyła Dariusza Kaźmierczaka o popełnienie dwóch przestępstw. Pierwsze zakwalifikowane z art. 231 § 1 i 2 kk w zw. z art. 12 § 1 kk - polegające na niedopełnieniu jako przewodniczący Rady Miejskiej w Żninie, w okresie od 2 stycznia 2023 r. do 31 marca 2024 r. W akcie oskarżenia zarzucono byłemu przewodniczącemu Rady Miejskiej w Żninie, że działając czynem ciągłym, w krótkich odstępach czasu z góry powziętym zamiarem, miał nie doprowadzić do ustawowego obowiązku zwoływania sesji zwyczajnych co najmniej raz na kwartał poprzez niezwołanie żadnej sesji w tym trybie, a nadto w okresie od czerwca 2023 r. do grudnia 2023 r. poprzez zaniechanie wykonywania ustawowego obowiązku prowadzenia obrad, poprzez niestawienie się na zwołane osiemnastokrotnie sesje nadzwyczajne z wniosku burmistrza Żnina, grupy radnych zrzeszonych w klubie radnych Dla Gminy Żnin oraz klubie Prawo i Sprawiedliwość, których przedmiotem miało być podjęcie uchwał w zakresie związanym z realizacją różnych zadań gminy, w tym prowadzenia gospodarki finansowej, a także odwołania dotychczasowego przewodniczącego rady i powołania nowego. Doprowadził w ten sposób do pozbawienia większości radnych możliwości kształtowania porządku obrad, czym działał na szkodę interesu publicznego oraz w celu osiągnięcia korzyści osobistej w postaci zachowania stanowiska przewodniczącego Rady Miejskiej.

Drugi zarzut dotyczy sesji nadzwyczajnej z 30 czerwca 2023 r., podczas której Dariusz Kaźmierczak miał przekroczyć swoje uprawnienia i wyłudzić poświadczenie nieprawdy przez radnych w dokumencie z głosowania co do przyjęcia protokołów z obrad LXII, LXIV, LXV, LXVI, LXX-LXXVII sesji, poprzez podstępne wprowadzenie ich w błąd i zarządzenie głosowania, podczas gdy w rzeczywistości protokoły z sesji LXXV, LXXVI i LXXVII nie zostały sporządzone. To czyn z art. 231 § 1 kk w zb. z art. 272 kk w zw. z art. 11 § 2 kk.

Reklama

NIE PRZYZNAJE SIĘ

Dariusz Kaźmierczak nie przyznaje się do żadnych, postawionych mu zarzutów. Owszem, potwierdza, że zgodnie z ustawą o samorządzie gminnym sesje rady gmin muszą odbywać się nie rzadziej niż raz na kwartał, ale według  niego liczy się każda sesja, bez względu na to jak jest nazwana. On zaś w okresie 3 lat, w którym zarzuca mu się złamanie prawa, odbył wszystkich sesji 115. Jeśli chodzi o protokoły z obrad sesyjnych, to były przewodniczący podkreśla, że są one przyjmowane kolegialnie, a nie przez przewodniczącego i on ich nie fałszował.

WTOREK

Akt oskarżenia jest wynikiem śledztwa prokuratury po zawiadomieniu o podejrzeniu przestępstwa, które złożyli radni wspomnianych dwóch klubów radnych w poprzedniej kadencji oraz ówczesny burmistrz Robert Luchowski.

Reklama

Sprawa toczy się w Sądzie Rejonowym w Żninie, a przewodniczy jej sędzia Michał Kuchnicki. Swoje wyjaśnienia Dariusz Kaźmierczak złożył na pierwszym posiedzeniu sądu w październiku ub.r. Teraz, a dokładnie 20 stycznia sąd rozpoczął wysłuchania świadków w tej sprawie.

Wyjaśnijmy, że zarówno oskarżony Dariusz Kaźmierczak, jak i świadkowie zeznający 20 stycznia w komplecie zezwolili nam na posługiwanie się ich danymi personalnymi w pełnym brzmieniu, bez anonimizacji nazwisk. Wszyscy oni pełnili, a w większości pełnią nadal funkcje publiczne w samorządzie Żnina.

Reklama

Sędzia Michał Kuchnicki tego dnia przez ponad 6 godzin słuchał zeznań świadków. Odpowiadali oni także na pytania zadawane przez prokuratora (poprzez łącze on line) oraz Patryka Łukasiaka, obrońcy oskarżonego i wreszcie samego Dariusza Kaźmierczaka.

BYŁY BURMISTRZ

Jako pierwszy świadek zeznawał były burmistrz Robert Luchowski i same tylko te zeznania potrwały aż 2 godziny. Już na wstępie obrońca poprosił o wpisanie do akt sprawy, że pomiędzy jego klientem, a świadkiem istnieje konflikt prawny, co może mieć wpływ na zeznania Roberta Luchowskiego w tej sprawie. Ów konflikt - jak wynika z naszej wiedzy - dotyczy sprawy o zniesławienie.

Reklama

Robert Luchowski zeznał, że oskarżony w sposób dotkliwy utrudniał działania samorządu Żnina. Ważyły się losy uchwały budżetowej i gmina - według oceny byłego burmistrza - była o włos przed koniecznością realizowania budżetu zastępczego.

Taki budżet realizuje się w oparciu o wytyczne Regionalnej Izby Obrachunkowej, gdy w wymaganym terminie do końca stycznia danego roku budżetowego, nie zostanie on przyjęty przez organ właściwy, czyli radę gminy. - W mojej ocenie sesje nie odbywały się przez celowe działania pana Dariusza Kaźmierczaka, choć były planowane zgodnie z prawem - mówił były burmistrz Żnina.

Reklama

TECHNIKA

Wdrożona przez oskarżonego technika kierowania pracami Rady Miejskiej w Żninie miała polegać na zwoływaniu sesji nadzwyczajnych na wniosek grupy radnych skupionych wokół niego; grupy, która w Radzie nie miała wówczas większości. Sesje, o które wnioskował burmistrz Luchowski, były według tej techniki zwoływane na godziny popołudniowe w te same dni, w których rano odbywały się sesje nadzwyczajne, zwoływane na wniosek radnych skupionych wokół Dariusza Kaźmierczaka. Ówczesny przewodniczący Rady odwracał przy tym chronologię wniosków. Mimo, że to burmistrz wnioskował o zwołanie obrad pierwszy, to te sesje miały się odbywać późnym popołudniem, a te z wniosku radnych będących w mniejszości - wcześniej, bo od 9.00.

W ten sposób owszem, pewne porządkowe uchwały pozwalające na jakiekolwiek działanie samorządu były procedowane, ale te, które chciałby wnieść burmistrz - np. w sprawie zgody na emisję obligacji na pokrycie deficytu, nie były procedowane. Tak się działo z tego powodu, że na popołudniowe sesje przewodniczący Rady już nie przychodził i one się w ogóle nie odbywały.

Reklama

RADNI

Po byłym burmistrzu zeznawali radni gminy w tamtej kadencji: Halina Krygier, Leszek Kowalski, Sławomir Kujawa i Elżbieta Gogola. Ich zeznania były zbliżone do zeznań byłego włodarza.

Ci świadkowie podkreślali też, że mimo faktu posiadania większości w Radzie Miejskiej, byli w niedemokratyczny sposób pozbawieni jakiegokolwiek wpływu na kierowanie pracami tej rady. Nieodbywanie się sesji, o które wnioskowała ich grupa powodowało, że nie można było odwołać ani przewodniczącego Dariusza Kaźmierczaka, ani wiceprzewodniczących, którymi wtedy byli Andrzej Kurek i Sławomir Ryś.

Reklama

OBRONA

Pytania zadawane świadkom przez Dariusza Kaźmierczaka oraz jego mecenasa miały utwierdzać linię obrony, którą  przyjęli.Tę mianowicie, że ani przez moment bieżąca działalność gminy nie była zagrożona działaniami Dariusza Kaźmierczaka. To, że w gronie politycznym ówczesnego burmistrza powtarzano, że nieuchwalenie budżetu spowoduje konieczność realizowania budżetu zastępczego, nie oznacza według Dariusza Kaźmierczaka, że był to realny problem. Działalność samorządu przez pewien czas danym roku budżetowym bez podjętej uchwały budżetowej nie oznacza, że burmistrz nie dysponuje prowizorium budżetowym, w oparciu o które może działać w takiej sytuacji.

Na wtorkowej rozprawie były burmistrz i kolejni świadkowie podkreślali, iż brak uchwalenia budżetu w wymaganym terminie oraz brak zgody na emisję obligacji uniemożliwiał realizowanie zadań inwestycyjnych w gminie. Jednak pytani przez oskarżonego i jego obrońcę, jakie to miały być inwestycje, nie udzielili konkretnych odpowiedzi. Dlatego Dariusz Kaźmierczak dawał do zrozumienia w swych pytaniach (niepozbawionych jednak znamion komentarzy, które ucinał sędzia), że owe inwestycje to był tylko pretekst, bo trudno, aby ówczesny burmistrz i radni nie wiedzieli, o jakie to rzekomo inwestycje chodzi, gdy wartość obligacji miał opiewać na 16,5 mln zł. Dodatkowo w warunkach wysokiego oprocentowania i z perspektywą spłacania ich przez 10 lat. Tym bardziej, że przecież to zeznawali samorządowcy z dużym doświadczeniem i powinni się orientować, dla jakich dokładnie przyczyn mają potencjalnie zadłużać budżet gminy. A Dariusz Kaźmierczak po prostu obawiał się, że gmina przekroczy wskaźnik dopuszczalnego zadłużenia budżetu.

Reklama

Dariusz Kaźmierczak na swoim procesie, fot. Karol Gapiński

Dariusz Kaźmierczak próbował wywieść także, że ówczesna radna Halina Krygier dokonała wolty politycznej przechodząc do grupy radnych popierających Roberta Luchowskiego w zamian za pracę w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej. Ta jednak stanowczo temu zaprzeczyła, zapewniając, że Robert Luchowski propozycji pracy za dokonanie wolty politycznej jej nie składał. Ona tej wolty dokonała z tego tylko powodu, że Dariusz Kaźmierczak nazywał ją sklepikarą. Pracowała bowiem jako ekspedientka w sklepie przed podjęciem pracy najpierw w ramach robót publicznych z urzędu pracy w MOPS. I właśnie to deprecjonujące ją określenie sklepikara używane przez ówczesnego przewodniczącego Rady, zniechęciło ją do jego osoby.

Reklama

Linia obrony Dariusza Kaźmierczaka zmierzała też w tym kierunku, by uwypuklić, że żadnego zagrożenia dla płynności samorządu nie było, bo potwierdzają to opinie wojewodów z dwóch różnych opcji politycznych: Mikołaja Bogdanowicza i jego następcy Michała Sztybla. Oni jako organ nadzorczy nie negowali żadnych uchwal i nie widzieli konieczności zdjęcia Dariusza Kaźmierczaka z funkcji przewodniczącego żnińskiej Rady.

Ponadto były przewodniczący wskazywał, że na sesje, do których prowadzenia byli wyznaczani przez niego obydwaj wiceprzewodniczący, też się nie stawiali. Tymczasem zawiadomienie do prokuratury dotyczylo tylko jego osoby. Świadek Robert Luchowski przyznał, że teraz uważa, iż zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa powinno wtedy też dotyczyć wiceprzewodniczących.

Reklama

Dariusz Kaźmierczak pytał świadka Roberta Luchowskiego, czy ten - nie zdoławszy uzyskać korzystnej opinii od nadzoru wojewody - kierował prośbę o interwencję do ówczesnego szefa zespołu doradców premiera, którym był poseł Łukasz Schreiber, co miało się skończyć (według opinii Dariusza Kaźmierczaka) zajęciem się sprawą przez śledczych z Elbląga.

Zeznający radni nie pamiętali, czy protokoły z poprzednich sesji były przyjmowane w głosowaniu na początku każdego kolejnego posiedzenia, które już udało się rozpocząć. Pamiętają za to, że któregoś razu protokoły z sesji były przegłosowane w pakiecie w liczbie bodajże dziesięciu. Radni ci nigdy nie przyglądali się bliżej tej sprawie, nie interesowali się treścią tych protokołów i nie prosili o wgląd do nich w biurze rady przed głosowaniem. Zawsze opierali się na tym, że przewodniczący Rady mówił przed głosowaniem nad tymi protokołami, że zapoznał się z ich treścią i wiernie odzwierciedlają one przebieg sesji. To im wystarczało, by głosować za przyjęciem.

KULA W PŁOT ŁUKASZA M.

Świadkowie byli też pytani przez oskarżonego dlaczego podpisywali się pod zawiadomieniem przeciwko niemu do prokuratury obok m.in. ówczesnego pracownika biura Rady Miejskiej, Łukasza M., skoro do jego kompetencji zastrzeżenia miał nawet burmistrz Robert Luchowski, gdy przyjął jego wcześniejszą rezygnację ze stanowiska dyrektora wydziału w Urzędzie Miejskim (według zeznań Roberta Luchowskiego, dyrektor Łukasz M. miał sobie nie radzić z organizacją pracy z ludźmi w wydziale, stąd przeniósł  go do Biura Rady). To pytanie o podpisywanie się pod zawiadomieniem do prokuratury obok Łukasza M. wzbudziło wątpliwość dopiero Elżbiety Gogoli, która powiedziała przed sądem, że nie pamięta, iżby stawiała swój podpis obok podpisu Łukasza M. pod czymkolwiek. Poprosiła o pokazanie tego zawiadomienia.

Wówczas Dariusz Kaźmierczak i jego obrońca gorączkowo zaczęli przeglądać dokumenty, by odnaleźć ten dokument. Wreszcie znaleźli go i okazało się, że wątpliwości Elżbiety Gogoli były w pełni uzasadnione: na zawiadomieniu wcale nie było podpisu Łukasza M.

MINY, UŚMECHY I POLITOWANIE

Jak wspomnieliśmy, zeznania świadków nie zawsze były konkretne, nie odpowiadali oni na precyzyjnie zadawane pytania oskarżonego i obrońcy, oraz sędziego. Często mówili po prostu, że - nie pamiętają. To wszystko powodowało pewną frustrację oskarżonego.  Dariusz Kaźmierczak wielokrotnie krzywił się, robił miny i kwitował uśmiechami politowania zeznania świadków w swoim procesie. Te zachowania nie przypadły do gustu sędziemu Michałowi Kuchnickiemu. Dwa razy upominał oskarżonego, by tak nie robił i dał mu wreszcie ostrzeżenie, że następnym razem będzie musiał go wyprosić z sali i udzielić kary porządkowej za poddawanie w wątpliwość powagi sądu. Na koniec zaś wtorkowej rozprawy zapowiedział, żeby oskarżony zweryfikował swe zachowania podczas kolejnego posiedzenia, które odbędzie się w piątek 23 stycznia. Proces nabiera tempa, bo już na 27 stycznia wyznaczony został kolejny termin wysłuchania świadków.

Karol Gapiński

Miejsce zdarzenia mapa Pałuki Żnin
Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 21/01/2026 08:45
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości