Heroiczna walka o odzyskanie mienia zablokowana. – Jest bardzo dużo budynków ogrodzonych żółtą taśmą nadzoru budowlanego. Oficjalnie żadne służby czy mieszkańcy nie mają tam wstępu, gdyż trzeba je rozebrać. Rzeczy z wyższych pięter są w większości nieuszkodzone, a odzyskać ich nie można – twierdzi Marek Kończewski z Jednostki Ratownictwa Specjalnego w Kowalewku.
Akcja pomocowa na rzecz powodzian trwa. Jak wyglądała sytuacja tuż po przejściu wodnej nawałnicy na południu kraju opisaliśmy w wydaniu 39/2024 na stronie 9 na przykładzie działań podejmowanych głównie w Stroniu Śląskim (teksty można także przeczytać pod tym artykułem). To miasto zostało doszczętnie zniszczone przez wielką wodę. Wtedy grupa strażaków z Jednostki Ratownictwa Specjalnego w Kowalewku na dłużej zatrzymała się w Stroniu Śląskim. Dwoma ratownikami dowodził wtedy Marek Kończewski. Zadania dla niego oraz Kacpra Walkowiaka i Karoliny Matwiejczuk przydzielało miejscowe dowództwo. - Domy były zalane nawet na trzy metry. Ratowaliśmy także dobytek, ponieważ wszystko pływało. Rozbieraliśmy podłogi, bo tam wszystko gnije. Poza tym doraźnie udrażnialiśmy drogi i przepusty – mówił Kończewski po zakończeniu pierwszej misji.
KOLEJNE MISJE
Stronie pozostało miejscem lokalizacji strażaków z Kowalewka w dwóch następnych misjach. – Drugi i trzeci wyjazd też skupiał się na tej miejscowości i okolicy. Łącznie przez kolejne zmiany było nas siedmioro. Pracowaliśmy od świtu do zmierzchu. Nasze działania skupiały się wokół odgruzowywania. Wypompowywaliśmy wodę z budynków. To już trzeci tydzień jak ona tam stoi. Wiadomo, że przez dwa lub trzy tygodnie woda poczyniła wiele szkód i trzeba się jej jak najszybciej pozbyć. Później trzeba było te budynki osuszyć z wykorzystaniem nagrzewnic pozyskanych między innymi od naszego Mundurowego Klubu Strzeleckiego. One pracują każdego dnia przez całą dobę - dodaje dowódca misji.
Specjalną uwagę ratowników skupił budynek przychodni lekarskiej i zarazem apteki. Pracowali wewnątrz przy sztucznym oświetleniu. Praktycznie niekiedy tracili rachubę czasu nie zważając na godziny. To strategiczne miejsce w Stroniu chociażby dlatego, że tam odbywają się szczepienia ludności. Apteka jest jedyną w okolicy. Inne mówiąc językiem powodzian popłynęły, a farmaceuci są zatrudnieni w tej jedynej, nie zniszczonej przez wielką wodę. Problemy z lekami początkowo były, ale obecnie sytuacja się unormowała.
Dlaczego? Otóż, służby przez ostatnie tygodnie pracowały nieustannie, aby udrożnić ciągi komunikacyjne. Początkowo od polskiej strony, czyli Złotego Stoku i Kłodzka dojazd do miasta był niemożliwy. Ratownicy i zapatrzenie docierali do Stronia od czeskiej strony. – Teraz wymyte przez wodę drogi są zasypane kamieniem wapiennym i ruch po polskiej stronie odbywa się w miarę płynnie. Tam gdzie pracuje ciężki sprzęt regulowany jest przez żandarmerię i policję. Zerwany w połowie most został dopuszczony do ruchu, żeby do miasta docierało niezbędne zaopatrzenie. Obiekt jest wygrodzony pachołkami, a nadzór budowlany puścił ruch kołowy jedną stroną na zasadzie wahadła – relacjonuje dowódca z Kowalewka.
W Stroniu i Lądku Zdroju aktualnie jest bardzo dużo posesji, które są nie do odzyskania przez mieszkańców. Służby ogrodziły je żółtymi taśmami nadzoru budowlanego, co równa się zakazowi wstępu. Budynki grożą zawaleniem, dlatego przeznaczone są do rozbiórki. Wobec tego ani służby, ani mieszkańcy nie mogą tam wejść nawet po przedmioty znajdujące się na wyższych kondygnacjach. Prawdopodobnie nie są one zniszczone i w razie odzyskania zmniejszyłyby straty właścicieli. Czy ratownicy specjaliści mogliby pójść po to mienie? Na razie nic się w tym kierunku nie robi. Skutkiem tego coraz częstsze są nielegalne wyprawy mieszkańców po ten dobytek, oczywiście z narażeniem życia bądź zdrowia.
SŁUŻBY
Zawodowi strażacy z Państwowej Straży Pożarnej wycofali się ze Stronia Śląskiego. Nie ma sztabu akcji ani sekcji ratownictwa technicznego. Jeżeli ich widać, to znaczy, że są miejscowi. Podobnie jest z wojskiem.
Marek Kończewski i Karolina Matwiejczuk byli na południu Polski i pomagali ludziom w trzech, czyli wszystkich misjach. Często jeździł tam komendant jednostki Krzysztof Napieralski. – Spod naszego szyldu w akcji pomocowej cały czas ktoś działa. Nawet kiedy grupa wykwalifikowanych strażaków ze sprzętem zjeżdża na trzy lub cztery dni do domu, to jeżdżą na południe nasi mundurowi klubowicze. Strzelcy zbierają i zawożą dary. Pomagają zrezygnowanym mieszkańcom pracą swoich mięśni na tyle ile mogą - kończy relację Kończewski.
Aktualnie grupa jest w domu, ale już przygotowuje się do kolejnej, powodziowej misji. Awarii uległ bardzo drogi sprzęt, a konkretnie jedna z non stop działających pomp. Należy ją naprawić bądź kupić nową, a to kosztuje.
Cezary Kucharski
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze