Reklama

Tragedia w Mamliczu. W pożarze stodoły i obory zginęła kobieta

W domu trwały przygotowania do rodzinnej uroczystości. Za tydzień miało być wesele. Pożar wybuchł w pomieszczeniach gospodarskich. Śmierć poniosła w nim 57-letnia kobieta, siostra właściciela, ale nie mieszkająca w Mamliczu na co dzień. Po prostu w weekendy pomagała w gospodarstwie. Udało się uratować część stada krów, a to dzięki domownikom, którzy wyprowadzili je z obory. Niestety, część bydła zginęła.

W sobotę 10 czerwca około 16.40 w Mamliczu, przy drodze z Kani w jednym z gospodarstw wybuchł pożar, który bardzo szybko się rozprzestrzenił. Ogniem zajęła się stodoła i drugi budynek gospodarski. W środku trzymane było bydło. Właściciel gospodarstwa natychmiast ruszył na pomoc. Wiedział, że w środku są zwierzęta. Niestety, była też wewnątrz i jego 57-letnia siostra. Kobieta mieszkała w Barcinie, a w weekendy przyjeżdżała do Mamlicza pomagać w gospodarstwie brata. W domu trwały przygotowania do rodzinnej uroczystości poprzedzającej wesele, które planowane było za tydzień.

Na miejscu pojawiło się kilkanaście wozów bojowych straży pożarnej z różnych jednostek, także z sąsiedniego powiatu mogileńskiego fot. Karol Gapiński

Oczywiście zawiadomiono natychmiast straż pożarną. Ta przyjechała bardzo szybko. Niestety, jeszcze szybsi byli gapie. Na drodze między Kanią a Mamliczem na wysokości płonącego gospodarstwa zatrzymywały się samochody, wysiadali ludzie, by przypatrywać się dziejącej się na ich oczach tragedii. Usłyszeliśmy później od osób mieszkających w sąsiedztwie gospodarstwa, w którym wybuchł pożar, że gapie zablokowali zupełnie przejazd tą drogą. - To skandaliczne zachowanie i proszę, aby pan o tym napisał. Ludzie się patrzyli, a strażacy nie mogli dojechać na miejsce, musieli trąbić, krzyczeć na tych ludzi, by odjechali z drogi. Dlatego niech pan zaapeluje do ludzi, aby w przyszłości, gdy są takie sytuacje, zamiast na gapieniu się na cudze nieszczęście, skupiali się raczej na odpowiedzi, czy można pomóc. A jeśli nie, to powinni jechać dalej - mówiła nam jedna mamliczanek mieszkających niedaleko gospodarstwa, w którym wybuchł pożar.

Kpt Remigiusz Bejmowicz z Komendy Powiatowej Policji w Żninie był na miejscu zdarzenia. Potwierdził, że były problemy z dojechaniem pod sam pożar. Potrwało to dłużej, niż mogłoby potrwać ze względu na blokujących drogę gapiów. Strażaków przyjechało na miejsce ponad 60. Dokładnie 3 zastępy JRG oraz ochotnicy z Barcina (2 zastępy), Jadownik Rycerskich, Piechcina, Mamlicza, Dąbrowy, Juncewa, Białożewina, Cerekwicy, Gąsawy i Żnina. Podjęto działania gaśnicze, ale obiekty gospodarcze były nie do uratowania. Kapitan Remigiusz Bejmowicz poinformował, że niestety w spalonej stodole odnaleziono ciało kobiety. Była już martwa. Na miejscu pojawiło się też pogotowie i policja. Udzielono pomocy właścicielowi gospodarstwa. Cała rodzina jest rzecz jasna w ogromnym szoku.

Płonących budynków strażakom nie udało się uratować fot. Karol Gapiński

Kilka krów udało się uratować. Kilka godzin po tragedii na miejsce dotarł też lekarz weterynarii, który obecnie  (około 20.00) dokonuje oceny rokowań krów rannych w tym pożarze. Przynajmniej jedna z nich będzie musiała zostać ze względów humanitarnych uśpiona.

Na szczęście udało się też wyeliminować zagrożenie przedostania się ognia na budynki mieszkalne w sąsiedztwie. Wiatr wiał z północnego - wschodu, więc w przeciwnym kierunku do zabudowy mieszkaniowej, ale podmuchy były zmienne, więc ryzyko przedostania się ognia było duże. Zwłaszcza przy panującej suszy. Działania strażackie trwały jeszcze kilka godzin od wybuchu pożaru. Po całej okolicy przemieszczały się liczne wozy bojowe straży pożarnej na sygnale.


Niektóre krowy udało się uratować z ognia, ale ile zginęło, tego nie było jeszcze wiadomo fot. Karol Gapiński

 

Reklama

Karol Gapiński

 

Miejsce zdarzenia mapa Pałuki Żnin
Aplikacja na Androida

Reklama

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości