Reklama

Najlepsi detektywi świata w pogoni za wampirem z Düsseldorfu - czyli o czym pisał "Pałuczanin" (1)

W czwartek 31 października 1929 r. czytelników żnińskiego Pałuczanina zelektryzował następujący komunikat o wielokrotnych morderstwach, których ofiarami padały kobiety z przemysłowej metropolii nad Renem: „Tajemniczy morderca kobiet. 17 ofiar w jednem mieście. BERLIN, 30. 10. Onegdaj dokonano w Düsseldorfie dwu nowych krwawych zamachów. W dzielnicy Flingern przechodnie znaleźli nieprzytomną niejaką Hubertynę Meurer, kilkakrotnie śmiertelnie zranioną w czaszkę. W kilka godzin później w identycznych okolicznościach natrafiono na zwłoki niejakiej Wanders. W ten sposób liczba powtarzających się systematycznie zamachów morderczych w Düsseldorfie, których ofiarą padają wyłącznie kobiety, wzrosła do cyfry 17. Pomimo, iż na miejscu bawi specjalna komisja śledcza z Berlina, żadnego z tych wypadków nie zdołano dotychczas wyświetlić“. Przypominamy historię wampira z Düsseldorfu, opisywaną na łamach wydawanego w Żninie przez Leona Krzyckiego pisma Pałuczanin.

Peter Kuerten, bohater artykułów „Pałuczanina“ istniał naprawdę, był seryjnym mordercą. W procesie skazano go za pozbawienie życia dziewięciu ofiar. fot. archiwum „Pałuk“

     W czwartek 31 października 1929 r. czytelników żnińskiego Pałuczanina zelektryzował następujący komunikat o wielokrotnych morderstwach, których ofiarami padały kobiety z przemysłowej metropolii nad Renem:
     „Tajemniczy morderca kobiet. 17 ofiar w jednem mieście. BERLIN, 30. 10. Onegdaj dokonano w Düsseldorfie dwu nowych krwawych zamachów. W dzielnicy Flingern przechodnie znaleźli nieprzytomną niejaką Hubertynę Meurer, kilkakrotnie śmiertelnie zranioną w czaszkę. W kilka godzin później w identycznych okolicznościach natrafiono na zwłoki niejakiej Wanders. W ten sposób liczba powtarzających się systematycznie zamachów morderczych w Düsseldorfie, których ofiarą padają wyłącznie kobiety, wzrosła do cyfry 17. Pomimo, iż na miejscu bawi specjalna komisja śledcza z Berlina, żadnego z tych wypadków nie zdołano dotychczas wyświetlić“.
     Tego rodzaju informacja musiała wywołać spore poruszenie, nawet w odległym o około 900 kilometrów Żninie. Potęgowało je ujawnienie masowości procederu, trwającego już od jakiegoś czasu i dotykającego osób w opinii ogółu słabszych. Nie mniejszy niepokój wzbudzało zakończenie komunikatu, które świadczyło o kompletnej bezradności organów ścigania, a jednocześnie zapowiadało dalsze relacje z wydarzeń, gdyby takie miały nastąpić. Już w listopadzie tego samego roku nieuchwytny przestępca został błyskawicznie okrzyknięty „upiorem“, a jego „krwawe czyny“ sensacją światową nie schodzącą ze szpalt prasy nie tylko europejskiej, ale i amerykańskiej. Największe pisma angielskie miały też wydelegować na miejsce swoich specjalnych korespondentów w celu porównania działalności zbrodniarza z czynami Jack the Ripper, angielskiego Kuby Rozpruwacza. Pałuczanin donosił o nich pod podsycającymi emocje nagłówkami:
     Nowe ofiary upiora Düsseldorfu: Całe miasto żyje w zdenerwowaniu – Krwawy upiór w stroju kobiecym – Coraz nowe ofiary giną z ręki nieuchwytnego zbrodniarza (19 XI 1929),
     Ślady strasznej zbrodni czy okropnej psychozy? Düsseldorf żyje pod znakiem poszukiwania tajemniczych morderców... (24 XI 1929),
     Kim jest szaleniec sprawca 20 zbrodni. Policja bada obłąkanego degenerata (26 XI 1929),
     Sylwetka nieuchwytnego demona w oświetleniu lekarza-psychjatry. Wybitny lekarz dr K. Knoff o zbrodniarzu z Düsseldorfu (28 XI 1929),
     Daremny pościg za upiorem z Düsseldorfu. Pogłoski o 21-szej ofierze niesamowitego zbrodniarza (28 XI 1929),
     Najlepsi detektywi świata w pogoni za nieuchwytnym wampirem z Düsseldorfu (3 XII 1929).
     Wątek autentycznej postaci seryjnego zabójcy kobiet Petera Kürtena (1883-1931), operującego na terenie Düsseldorfu w drugiej połowie lat 20. XX w., do którego odnoszą się powyższe słowa, został w „Pałuczaninie“ opisany w 72 artykułach prasowych różnej objętości, opublikowanych w 53 numerach gazety w okresie październik 1929 – grudzień 1931. Towarzyszył on więc czytelnikom pisma przez mniej więcej dwa lata, praktycznie bez większych przerw, cechując się swego rodzaju napięciem dramaturgicznym. Podtrzymywało je ujawnianie nowych, rzeczywistych bądź domniemanych czynów „upiora“, przedstawianie i natychmiastowe obalanie kolejnych hipotez i fałszywych tropów nieraz sprzecznych z logiką wdrażanych procedur śledczych – aż do ujęcia sprawcy w maju 1930 r., jego procesu sądowego w kwietniu 1931 r. i skazania na śmierć przez dekapitację w lipcu tego samego roku. „Pałuczanin“ starał się przy tym o utrzymanie ciągłości wątku zbrodni düsseldorfskich, urozmaicając relacje czysto dziennikarskie drukiem powieści w odcinkach zatytułowanej Upiór Düsseldorfu, opracowanej przez członka zespołu redakcyjnego Alojzego Kuzio – co nie było standardowym elementem ówczesnej praktyki wydawniczej. Peryferyjna lokalizacja Żnina blisko granicy niemieckiej sprawiła, że szerzej też potraktowane zostały w gazecie spekulacje na temat przedostania się „wampira“ do Polski – w rejon Pałuk oczywiście.
     Powód sięgnięcia gazety wychodzącej na obrzeżach życia kulturalnego w tradycyjnym bastionie wpływów endecji opanowanym przez pisma poznańskiego koncernu Drukarnia Polska S.A., jednego z najprężniejszych i najbardziej dochodowych przedsiębiorstw wydawniczych w kraju, po temat znany z czołówek gazet, który stanowił połączenie zbrodni i perwersji erotycznej i przystawał bardziej do prasy sensacyjnej bądź rewolwerowej niż informacyjnej, mógł być tylko jeden – chęć zwiększenia sprzedaży i wybicia się na rynku prasowym regionu. Jako tytuł sympatyzujący z obozem sanacyjnym „Pałuczanin“ pozostawał na nim swego rodzaju ewenementem wydawniczym. Wyróżniało go również to, że potrafił wyczuć potrzeby i zainteresowania odbiorców wiejskich i małomiasteczkowych, stając się na terenie wielkopolskiej prowincji forpocztą kultury masowej o możliwie szerokim adresie czytelniczym, tytułem redagowanym w myśl formuły „wszystko dla wszystkich“.
     Takie też założenie przyświecało Leonowi Krzyckiemu (wówczas jeszcze piszącemu się w niemieckiej ortografii nazwiska: Ksycki), zarządzającemu początkowo niewielkim przedsiębiorstwem prasowo-wydawniczym, kiedy 2 listopada 1927 r. powodowany brakiem „odpowiedniego pisma, które by czytelnikowi podawało obszerniejsze wiadomości miejscowe i z powiatu, jako też nowiny ze świata i kraju“, rozpoczął publikację gazety, która „ma być pismem dla wszystkich: dla kupca, dla robotnika, dla przemysłowca, dla rolnika, dla urzędnika itd. Każdy znajdzie w nim nowości i zdrowy pokarm duchowy dla siebie“, obiecując dołożyć starań „aby każdy, kto weźmie «Pałuczanina» do ręki był z niego zadowolony i znalazł w nim to, co go zajmuje“. Trafnie ujął to prasoznawca Andrzej Notkowski, kiedy pisał, że „«Pałuczanin», aczkolwiek zaczynający od skromnej czterostronicowej objętości, reprezentował już nowy typ gazety – obliczonej na maksymalny dochód, pozornie «odpolitycznionej» oraz odpowiadającej gustom czytelniczym epoki kultury masowej. Społeczeństwo polskie przekraczać zaczynało wtedy jej pierwszy próg, a poza wielkimi miastami jedyny zwarty rejon, gdzie proces ten szczególnie szybko postępował, stanowiły właśnie dzielnice zachodnie, w porównaniu z resztą kraju najbardziej oświecone i zurbanizowane oraz najzasobniejsze materialnie“ (Notkowski, Zawrotna kariera..., s. 68).

Reklama

„Pałuczanin“ 8 VI 1930, s. 1, źródło: Kujawsko-Pomorska Biblioteka Cyfrowa

     Na treść każdego numeru „Pałuczanina“, który ukazywał się trzy razy w tygodniu składały się: artykuł wstępny zawierający komentarz do bieżących wydarzeń, doniesienia polityczne, społeczne, gospodarcze z kraju i ze świata nierzadko utrzymane w stylistyce nowinkarsko-sensacyjnej, z biegiem czasu wzbogacone fotografiami, odcinek powieści, materiały o tematyce lokalnej i korespondencje z przyległych miast i powiatów, do których „Pałuczanin“ docierał. Całość kończyła kolumna z ogłoszeniami i reklamami. W grudniu 1928 r. gazeta powiększyła się o trzy bezpłatne dodatki tygodniowe dla rodzin, kobiet i rolników („Rodzina Pałucka“, „Pałuczanka“, „Gospodarz Pałucki“), które nadawały jej cech prowincjonalnego pisma familijnego, co nie przeszkadzało w tabloidowym przedstawianiu niektórych tematów utrzymanych w tzw. poetyce sensacji (określenie prasoznawcy Wiesława Władyki).
     Tropem afer, zbrodni i skandali podążał „Pałuczanin“ od początku swojego istnienia. W latach 1930-1931 jego uwagę przykuwały na dłużej afera wokół płockiego kościoła mariawitów i batalie sądowe ich „wodza“ arcybiskupa Jana Michała Marii Kowalskiego, ponadto rewizja wyroku polskiego robotnika Józefa Jakubowskiego niewinnie skazanego na śmierć za morderstwo przez sądy niemieckie. Gazeta nie szczędziła też czytelnikom drastycznych detali związanych ze zbrodniami dokonanymi w najbliższej okolicy, np. w Cotoniu na spodziewającej się dziecka służącej poćwiartowanej przez kochanka, zamordowaniu restauratora w Górze, zabójstwie proboszcza na plebanii w Sadkach pod Wyrzyskiem, często wysuwając je na pierwszą stronę. Nagłówki niektórych artykułów w rodzaju: Tajemnica pociągu osobowego Nr 2.213 brzmiały wręcz jak tytuły powieści kryminalnych. Wątek zbrodni düsseldorfskich „deklasował“ jednak szereg innych sensacji prasowych przez „Pałuczanina“ upowszechnianych, gdyż wyróżniał się liczbą poświęconych mu tekstów, stając się ponadto kanwą dla wspomnianej powieści. Nie będzie przesady w stwierdzeniu, że stanowił on syntezę ówczesnej formuły gazety, próbującej poszerzyć swój zasięg czytelniczy poprzez nadanie akcentów lokalnych światowej sensacji wielkiego kalibru.
     Zajścia w Düsseldorfie wzbudzały naturalnie powszechne zainteresowanie mediów. Pisały o nich zarówno największe gazety codzienne Polski Zachodniej: „Kurier Poznański“ i „Dziennik Poznański“, jak i „Gazeta Wągrowiecka“, podobnie jak „Pałuczanin“ „pismo dla ziemi pałuckiej“. Relacjonował bardzo popularny w regionie „Ilustrowany Kurier Codzienny“ – ogólnokrajowy dziennik polityczno-informacyjny krakowskiego koncernu Mariana Dąbrowskiego, otwierający nową epokę pism masowych w Polsce, na którym „Pałuczanin“ wyraźnie się wzorował. Skala zainteresowania tych tytułów omawianym tematem w okresie, w którym funkcjonował on na łamach gazety żnińskiej, była też bardzo zróżnicowana. „Gazeta Wągrowiecka“ poświęciła mu kilka krótkich notatek, dzienniki poznańskie porównywalną do „Pałuczanina“ liczbę około 70 tekstów, ponad 150 artykułów zamieścił „Ilustrowany Kurier Codzienny“.
     „Pałuczanin“, będąc gazetą o przewadze tematyki lokalnej, o działalności grasującego za granicą seryjnego zabójcy donosił jednak relatywnie więcej i bardziej systematycznie niż pozostałe pisma, jeśli spojrzeć na jego objętość i cykl wydawniczy. A trzeba pamiętać, że nabierał wówczas dopiero rozpędu jako tytuł prasowy, znajdując się w przededniu pierwszej poważnej modernizacji i w przeciwieństwie do gazet poznańskich oraz „Ilustrowanego Kuriera Codziennego“, nie posiadał sieci korespondentów zagranicznych, którzy „w temacie wampira“ zapewnialiby mu stały dopływ oryginalnych treści redagowanych pod kątem jego odbiorców. Zdany na materiały prasowe z drugiej ręki, podawał je w najbardziej atrakcyjnych lokalizacjach – zgodnie z formułą „codziennie krew na pierwszej stronie“, odsłaniając przed czytelnikami ciągle nowe rewelacje, w tym te najistotniejsze, dotyczące tożsamości sprawcy.
     Przez jego karty przewinęła się w ten sposób cała galeria dewiantów i socjopatów, ponieważ to właśnie do „biedaków i mętów społecznych“ zawężony był początkowo krąg podejrzanych. „Pałuczanin“ donosił więc o tajemniczej „czarnej damie“, za którą przebierał się morderca by uśpić czujność swoich przyszłych ofiar – kobiet i dzieci. Miała ona wygląd osoby czterdziestokilkuletniej, ciemne oczy i takie same zwisające na kark w nieładzie włosy, opaloną twarz i „uderzająco niski chrapliwy głos“. Innym razem był to bezrobotny mieszkaniec położonego niedaleko Düsseldorfu Mettmann, zdradzający objawy niedomagania umysłowego, który również w kobiecym ubraniu miał zwyczaj odwiedzać miasto zbrodni. Podejrzenia padały także na rzemieślnika pracującego w oberży pod Düsseldorfem; robotnika o nazwisku Kowalsky zatrudnionego w fabryce materiałów wybuchowych pod Wiedniem; urodzonego w Szczecinie włóczęgę-hermafrodytę; pomocnika murarskiego zamieszkującego w Berlinie „bez meldowania“, posiadającego zakrwawione ubranie oraz na dezertera i przestępcę z bogatą kartoteką, z zawodu szofera aresztowanego w czechosłowackim mieście Cheb. Kandydatów na „upiora“ poszukiwano też wśród zdegenerowanych przedstawicieli klas wyższych, którzy dzięki swojej pozycji społecznej nie budzili podejrzeń, jak syn milionera i kupca hurtowego z Düsseldorfu o skłonnościach sadystycznych.
     Opisywany przypadek miał ponadto ciekawe konotacje literackie. Za sprawą anonimowego donosu cień podejrzenia został skierowany na bardzo poczytnego i w Polsce niemieckiego powieściopisarza Hannsa Heinsa Ewersa, urodzonego w Düsseldorfie (!), który cieszył się wówczas sławą mistrza horroru, a na kartach jego książek pojawiało się wielu zwyrodnialców popełniających zbrodnie podobne do düsseldorfskich. W roli eksperta występował zaś na łamach prasy nie kto inny, jak sam Edgar Wallace, niezmiernie popularny autor powieści kryminalno-sensacyjnych, który po dokładnym przestudiowaniu sprawy „upiora“ miał dojść do przekonania, że jest nim 35-letni zamieszkały w Düsseldorfie lecz nie pochodzący z Niemiec rysownik gazetowy owładnięty patologicznym pragnieniem zwrócenia na siebie uwagi, posiadacz własnego samochodu.
     Największy postrach wśród odbiorców gazety mogły jednak wywoływać sygnały o rozszerzeniu działalności „wampira“ na obszary polsko-niemieckiego pogranicza. O tym traktować będzie następny artykuł, który opublikujemy jutro.

Reklama

Katarzyna Wodniak
Pałuki nr 1341 (43/2017)

Literatura:
Kuzio A., Upiór Düsseldorfu, odc. 1: nr 109 (25 IX) 1930 – odc. 36: nr 144 (18 XII) 1930.
 

Artykuły prasowe z „Pałuczanina“ (wybór):
Tajemniczy morderca kobiet. 17 ofiar w jednem mieście (31 X 1929).
Krwawy upiór w stroju kobiecym (19 XI 1929).
Psychoza duesselfdorska u wrót Polski po tajemniczej kradzieży motocyklu (12 XII 1929).
Upiór z Düsseldorfu na krańcach Pałuk? Panika wśród ludności powiatu i miasta Wyrzyska (12 XII 1929).
Edgar Wallace ściga „wampira“ z Düesseldorfu (28 I 1930).
Upiór z Düsseldorfu mordował Pałuczanki. Wszelkie poszlaki wskazują na to, że zbrodniarz z Polski zbiegł do Niemiec (1 VI 1930).
„Odmawiam stanowczo dalszych zeznań!“ Kategoryczne oświadczenie „wampira z Düsseldorfu“ (12 VI 1930).
Śmierć idzie po Wampira z Düesseldorfu (23 X 1930).
Zachować Kürtena dla nauki woła profesor berliński do ministra sprawiedliwości (10 V 1931).
Kłopoty z mózgiem mordercy z Düsseldorfu (6 XII 1931).
 

Reklama

Opracowania:
Cegielski T., Detektyw w krainie cudów: powieść kryminalna i narodziny nowoczesności 1841-1941, Warszawa 2015.
Fikus F., Wielkie wydawnictwo prasowe w małym mieście. Dwie „Przyjaciółki“, „Kwartalnik Historii Prasy Polskiej“ 18, 1979, nr 1.
Fikus F., Ze wspomnień, „Rocznik Historii Czasopiśmiennictwa Polskiego“ R. 12: 1973, z. 1.
Jelinek J., Krzyccy: żniński koncern prasowy 1920-1950, Żnin 2007.
Józef Jondro [hasło], [w:] wlkp24.info, [on-line] [Dostęp 23.10.2017] Dostępny w World Wide Web: http://wlkp24.info/wspomnienie/w-jondro-jozef-56537/.
Książka adresowa miasta Ostrowa, opracowana według źródeł urzędowych przez urzędnika miejskiego Jana Kajdasza, Ostrów 1927-1928.
Notkowski A., Zawrotna kariera prowincjonalnego młodzieńca (Alfred Ksycki), „Kwartalnik Historii Prasy Polskiej“ 31, 1992, nr 3-4.
Poppek A., Seryjni mordercy XX wieku. Prawdziwe historie, Warszawa 2013.
Władyka W., Krew na pierwszej stronie: sensacyjne dzienniki Drugiej Rzeczypospolitej, Warszawa 1982.

Reklama

52UFLADA

Miejsce zdarzenia mapa Pałuki Żnin
Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 12/08/2024 17:10
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości