Reklama

Wampir z Düsseldorfu - Straszna spowiedź dusiciela młodych dziewcząt - czyli o czym pisał "Pałuczanin" (2)

„W najbliższych dniach pojawi się na Pałukach «Upiór Duesseldorfu»!!!“. W świetle tego, co dotychczas na temat niesławnego bohatera napisano, nic nie wskazywało na to, że tym razem będzie to opowieść o jego „krwawem życiu“ pióra „współpracownika“ redakcji Alojzego Kuzio, opracowana – jak zapewniano – na podstawie oryginalnych i nieznanych niemieckiej policji notatek (!). Sam autor swój udział w całej sprawie naświetlił w prologu, w którym wprowadzał w klimat utworu, wpisując go również w określoną konwencję literacką. Relacje dotyczące seryjnego mordercy z Niemiec, drukowane w przedwojennym "Pałuczaninie" w pewnym momencie zostały wzbogacone o druk powieści.

rys. Janina Księska

     Największy postrach wśród odbiorców gazety mogły jednak wywoływać sygnały o rozszerzeniu działalności „wampira“ na obszary polsko-niemieckiego pogranicza. Zaznaczyły się one w niewielu artykułach prasowych – dwóch z grudnia 1929 r., kiedy przebywał on jeszcze na wolności i każde miejsce jego pobytu, również i kresy zachodnie, było tak samo prawdopodobne, jak wszystkie inne oraz w jednym artykule z czerwca 1930 r. tuż po jego schwytaniu.
     I tak, z komunikatu: Psychoza duesselfdorska u wrót Polski po tajemniczej kradzieży motocyklu wynikało, że morderca z Nadrenii miał od niedawna znajdować się w naszym kraju, dokąd uciekł na przywłaszczonym sobie w Pile motocyklu. Taka wersja wypadków narodziła się z połączenia pogłosek, „iż w okolicy Piły przekradł się do Polski upiór z Düsseldorfu“ z informacją o kradzieży w tym mieście motoru, na którym sprawca owej kradzieży przejechał przez polską granicę w pobliżu miejscowości Kaczory. „Kurier Poznański“ i „Ilustrowany Kurier Codzienny“, które pojawienie się „słynnego mordercy“ w okolicach Piły także odnotowały, motywu skradzionego motocykla nie podjęły, pisząc tylko o zamiarze przedostania się zabójcy do Polski w celu uniknięcia pościgu policji niemieckiej.
     W innym artykule wiążącym „wampira“ z regionem pałuckim: Upiór z Düsseldorfu na krańcach Pałuk? Panika wśród ludności powiatu i miasta Wyrzyska gazeta poszła dalej tropem tajemniczego motocyklisty burzącego spokój mieszkańców powiatu wyrzyskiego. Miał on nocą przekraść się z Niemiec do Polski między wsiami Kaczory i Jeziorki, ukrywać się w okolicznych lasach i odjechać w stronę Wyrzyska, wypytując napotkane osoby o drogę do Mroczy, Gośliny i Poznania. O identycznie zachowującym się osobniku, który nie tyle przekradł się, co przyjechał na motocyklu z Niemiec, pisał także „Ilustrowany Kurier Codzienny“. Jako tytuł rozprowadzany w całym kraju, ograniczył jednak ilość szczegółów topograficznych. Niemal identycznie za to obie gazety przedstawiły postać motocyklisty. Był to ubrany sportowo mężczyzna „średniej wysokości“ o pospolitej i mało inteligentnej twarzy. Zdaniem „Pałuczanina“ – również tęgi.
     Tuż po aresztowaniu Kürtena w maju 1930 r. „Pałuczanin“ przypomniał o zbrodniach na tle seksualnym dokonanych we wczesnych latach 20. na terenie Pomorza i w Poznańskiem, opisując przypadki kilku niewyjaśnionych zabójstw i jednego usiłowania morderstwa. Artykuł zdradzał personalia wszystkich ofiar, wskazywał konkretne lokalizacje w okolicach Bydgoszczy (Osielsko, Kotomierz), Świecia (Luszkówko), Inowrocławia i Wągrowca będące widownią zajść, opisywał „wampiryczny“ modus operandi „niesamowitego“ mordercy ale przede wszystkim utożsamiał go z „upiorem“ düsseldorfskim.Pod mocnym tytułem Upiór z Düsseldorfu mordował Pałuczanki. Wszelkie poszlaki wskazują na to, że zbrodniarz z Polski zbiegł do Niemiec wskazywał, że obszarem jego działania był najpierw region pałucki, a dopiero później terytorium Niemiec. W komentarzu zamykającym tekst gazeta nie posuwała się w swoich spekulacjach aż tak daleko, kiedy pisała: „Jakkolwiek nie można twierdzić jeszcze dzisiaj, że grasujący w Wielkopolsce nieuchwytny zbrodniarz był identyczny z upiorem Düsseldorfu, jednak analogiczne sposoby dokonywania morderstw oraz nieuchwytność jego dają wiele do myślenia“. W niedługim czasie w opisie przypadku „wampira“ pismo posłużyło się narracją powieściową, która dawała większe możliwości odstępstwa od rygoru faktów. Miała też inne, bardziej wymierne dla niego korzyści.
     Dla „Pałuczanina“, jak i dla wielu ówczesnych tytułów prasowych, powieść w odcinkach była bowiem narzędziem zdobywania i utrzymania odbiorców, zachętą do przystąpienia do prenumeraty lub odnowienia jej. W ciągu całej edycji pisma znalazło się w nim 31 utworów tego rodzaju publikowanych na ogół w kilkudziesięciu częściach, choć rekordzistki rozrastały się do ponad 150 odcinków wiążąc z nim abonentów nawet na cały rok. Wybierane do druku pozycje musiały być w związku z tym szczególnie atrakcyjne dla publiczności „Pałuczanina“. Jego pierwszym „odcinkowcem“ była mini-powieść wiejska Wnuczka wygnańca autora sensacyjnych powieści historycznych Stanisława Kluczka, wypróbowanego pisarza ludowego „Gazety Świątecznej“ Konrada Prószyńskiego. W dalszej kolejności zamieszczono utwory autorów XIX-wiecznych, w tym trzy teksty urodzonego na Pałukach wielkopolskiego pisarza ludowego Franciszka Ksawerego Tuczyńskiego oraz tasiemcowy romans Émila Richebourga, twórcy powieści sentymentalnych nie schodzących w swoim czasie z łamów francuskich dzienników. Jedynym utworem współczesnym była bestsellerowa Dzikuska Ireny Zarzyckiej, która znalazła się w „Pałuczaninie“ już rok po swoim pierwodruku prasowym w warszawskim dzienniku „Rzeczpospolita“ i zarazem pierwszym wydaniu książkowym z 1927 r.
     Upiór Düsseldorfu był ósmą z rzędu powieścią „Pałuczanina“. W odróżnieniu od wszystkich poprzednich utworów, których część mogła pochodzić z poznańskiego tygodnika beletrystycznego „Biblioteka Powieści“ Stanisława Wegnera, nie był przedrukiem, dotyczył przy tym aktualnego, gorącego tematu znanego czytelnikom z licznych relacji prasowych. Jego autor, dziennikarz i literat Alojzy Kuzio, w nocie zapowiadającej powieść przedstawiony został czytelnikom jako współpracownik redakcji, choć faktycznie zaliczał się do wąskiego grona zawodowych dziennikarzy zatrudnionych w oficynie Ksyckich, a w „Pałuczaninie“ sprawował z przerwami funkcję redaktora odpowiedzialnego we wczesnych latach 30. Jego nazwisko widniało też pod wieloma wierszami okolicznościowymi w rubryce „Z dnia“ oraz pod dłuższym opowiadaniem Jej oczy. W księgarni Leona Ksyckiego dostępna była powieść Alojzego Kuzio Na fali życia. Poza wszystkim był on też postacią ściśle związaną z regionem wielkopolskim. Do „Pałuczanina“ trafił z „Gońca Narodowego“, gazety codziennej założonej i prowadzonej w Ostrowie Wielkopolskim przez Józefa Jondro, przewodniczącego tamtejszej Rady Miejskiej i wiceburmistrza miasta. Ożeniony z jego córką Janiną, według Książki adresowej miasta Ostrowa za lata 1927-1928 zamieszkiwał z nim pod wspólnym adresem.
     Powieść Alojzego Kuzio o „upiorze“ düsseldorfskim ukazywała się w „Pałuczanie“ w 36 odcinkach między 25 IX a 18 XII 1930 r. Początek jej publikacji przypadał na szczególny moment w przebiegu relacji prasowych gazety na temat seryjnego mordercy kobiet. Pod koniec maja 1930 r. donosiła ona o jego ujęciu w osobie dorożkarza Petera Kürtena, który podczas przesłuchań dał się poznać jako postać medialna i skora do współpracy. Jego doskonała pamięć i chorobliwa wręcz skłonność do chełpliwego upubliczniania szczegółów popełnionych czynów były doskonałą pożywką dla dziennikarzy. Jednak już w następnym miesiącu aresztowany stanowczo odmówił składania dalszych zeznań. W lipcu „postanowił całą sprawę postawić na platformie prawdomówności“, co mogło oznaczać tylko stopniowe ich wycofywanie, aż do całkowitego odwołania, przez co dochodzenie utknęło w martwym punkcie. Kolejne miesiące nie zaznaczyły się żadnymi rewelacjami prasowymi. Dopiero w październiku, kiedy Upiór Düsseldorfu „szedł“ już w najlepsze, okazało się, że jego pierwowzór został odizolowany na obserwacji psychiatrycznej w zakładzie zamkniętym. W tym czasie czytelnicy gazety emocjonowali się już losami jego papierowego zamiennika.

Reklama

źródło: Kujawsko-Pomorska Biblioteka Cyfrowa

     Powieść przedstawiającą jego perypetie zapowiadał krzykliwy komunikat w jednym z wcześniejszych numerów gazety: „W najbliższych dniach pojawi się na Pałukach «Upiór Duesseldorfu»!!!“. W świetle tego, co dotychczas na temat niesławnego bohatera napisano, nic nie wskazywało na to, że tym razem będzie to opowieść o jego „krwawem życiu“ pióra „współpracownika“ redakcji Alojzego Kuzio, opracowana – jak zapewniano – na podstawie oryginalnych i nieznanych niemieckiej policji notatek (!). Sam autor swój udział w całej sprawie naświetlił w prologu, w którym wprowadzał w klimat utworu, wpisując go również w określoną konwencję literacką. A pisał tam, co następuje: „Od przyjaciela przebywającego obecnie w Düsseldorfie, a zajmującego się w wolnych chwilach sprawami kryminalnemi, nawiasem mówiąc, ma tych chwil pod dostatkiem, gdyż z zasady i z przyzwyczajenia czuje niewypowiedziany wstręt do jakiejkolwiek innej pracy, (mam wrażenie, że się za tę przymówkę na mnie nie pogniewa), otrzymałem garść wskazówek, ujętych w formę luźnych notatek, w związku z masowemi morderstwami, popełnionemi w tem mieście. Spostrzeżenia mego przyjaciela, nazwisko którego na wyraźne żądanie zastąpię pseudonimem, mogą być rozbieżne z tokiem śledztwa, a czasem nawet wręcz sprzeczne, nieprzesądzające bynajmniej wyniku tej, nienotowanej dotychczas w dziejach kryminologii, pogoni za zbrodniarzem. Przeprosić również muszę z góry P.T. Czytelników za nieudolny pod wieloma względami styl narracji, nadesłane jednak notatki zmuszają mnie do mniej więcej ścisłego przestrzegania ich treści“. W ten sposób fakty i pogłoski znane czytelnikom, a zapewne i samemu autorowi z doniesień prasowych, które mógł też z powodzeniem sam jako dziennikarz redagować, mogły zostać zbeletryzowane w klimacie powieści tajemnic, ze słynnymi Tajemnicami Paryża Eugène Sue na czele, prozy detektywistycznej z sylwetkami detektywów-amatorów kawalera Auguste`a Dupina i Sherlocka Holmesa, literatury grozy i westernu. Widać też, że autor powieści był uważnym czytelnikiem Nędzników Victora Hugo.
     Jej główny bohater to Polak Krucki, weteran wojny polsko-bolszewickiej, we wstępie utworu opisany jako „mężczyzna lat 30, o regularnych rysach i spalonej przez słońce i wicher skórze, śmiałem, a przenikliwem spojrzeniu, koloru świeżo wykutej stali oczu, muskularny, przez stałe ćwiczenia sportowe zwinny, a ostatnią wojną zaprawiony na trudy i obyty z niebezpieczeństwem“. Po jej zakończeniu udał się do San Francisco zawezwany przez umierającego stryja, który zapragnął przekazać mu swoją ostatnią wolę i bogatą schedę. Kilkuletni pobyt za oceanem w związku z przedłużającą się chorobą krewnego spędzał Krucki, z braku innych zajęć, na samotnych konnych wędrówkach po zboczach gór Newady bądź penetrowaniu portowych zaułków i spelunek San Francisco, gdzie bez cienia lęku ocierał się o najgroźniejszych przestępców wszelkich nacji. Odczuwał przy tym, jak as kryminalistyki francuskiej Eugène-François Vidocq – pierwowzór inspektora Javerta z Nędzników, pociąg do nieustannej inwigilacji, sortowania i klasyfikowania typów ludzkich. Śmierć stryja, jak i konieczność zamknięcia spraw spadkowych przywiodły go z powrotem do Polski. W marcu 1929 r. zjawił się w Düsseldorfie u kierującego tu salonem fryzjerskim brata, by niemal natychmiast znaleźć się w centrum dramatycznych wydarzeń związanych z serią niewyjaśnionych zbrodni popełnianych od pewnego czasu na mieszkankach tego miasta. Liczący ponad 400-tysięcy ludności fabryczny kolos z zatłoczonymi zaułkami nadreńskiej dzielnicy robotniczej, w której niezwykle łatwo się ukryć i rozpłynąć w tłumie, wydawał się scenerią wprost stworzoną do zbrodni. Szybko odnalazł się w niej doświadczony detektyw-amator o polskich korzeniach, a jego nieprzeciętny zmysł spostrzegawczości i fenomenalna intuicja sprawiły, że został konsultantem kompromitującej się na każdym kroku niemieckiej policji kryminalnej, która bez przeszkód dopuściła go do śledztwa (?), okazując wszelką pomoc i zaopatrując w stosowny dokument zapewniający mu swobodę działania. Niezwykle zdolnemu inspektorowi policji śledczej oddelegowanemu do Düsseldorfu z Berlina przypadła rola pozostającego zawsze o krok w tyle za swym mentorem doktora Watsona. Mimo, że obdarzony cechami nadczłowieka Krucki wydawał się mieć wszelkie szanse na ujęcie nieuchwytnego mordercy-widma, ten jednak do końca pozostał postacią anonimową. W finale powieści, uciekając przed Kruckim przez most wpadł do Renu, wypierając się swojego udziału w zbrodniach, choć może tak się tylko Polakowi wydawało. Tajemnicę okrutnych morderstw pochłonąć miały, jak pisał autor w epilogu, mętne fale Renu.
     Tymczasem uznany za poczytalnego „słynny“ już „wampir“ Kürten po powrocie do celi więziennej, gdzie oczekiwał na przygotowanie aktu oskarżenia i wyznaczenie terminu rozprawy sądowej, znalazł się ponownie pod obstrzałem mediów. Dalszy bieg wydarzeń związanych z jego osobą doskonale streszczały same, bardzo informatywne, nagłówki artykułów prasowych z „Pałuczanina“: Potworna lista zbrodni „Wampira z Düsseldorfu“ – Upiór Duesseldorfu przed sądem – Straszna spowiedź dusiciela młodych dziewcząt. Przy drzwiach zamkniętych zeznania okrutnego sadysty – Na procesie Kuertena świadkowie mdleją gdy patrzą na twarz „Upiora“ – Niezwykły cynizm zbrodniarza. „Upiór“ przypomina się swym niedoszłym ofiarom – Taktyka „udawania wariata“. Prokurator demaskuje „Upiora“ – Miecz Sprawiedliwości dosięgnął potwornego zbrodniarza. „Upiór z Düsseldorfu“ skazany 9-krotnie na śmierć – Sejm pruski żąda głowy Kürtena – Zachować Kürtena dla nauki woła profesor berliński do ministra sprawiedliwości – Niemcy nie wiedzą jeszcze co począć z „upiorem“. Nad sprawą Kürtena radzić będzie rada gabinetowa – Wampir Duesseldorfski zginął na szafocie. Ostatnia noc potwornego zbrodniarza – Kłopoty z mózgiem mordercy z Düsseldorfu.
     Ostatni artykuł „Pałuczanina“ odnoszący się do sprawy Kürtena z grudnia 1931 r., mówił o przekazaniu jej przedstawicielom świata nauki. Nie był to pierwszy przejaw ich zainteresowania postacią seryjnego mordercy. Już na etapie jego poszukiwań detektywów wspierali w ich pracy lekarze-psychiatrzy i specjaliści medycyny sądowej. Po ujęciu sprawcy podnosiły się głosy postulujące zachowanie go przy życiu dla dobra nauki i poddanie „operacji gruczołów“ w celu zbadania efektów takiego zabiegu. Pod lupę wzięty był nawet mózg Kürtena, pokrojony na kilka tysięcy plaków (termin medyczny), a wszystkie te informacje przedostawały się na łamy „Pałuczanina“. Przypadkiem Kürtena zajmował się też niemiecki psycholog Karl Berg, przeprowadzając z nim wielogodzinne rozmowy, w których ten opisywał szczegóły swoich zbrodni. Dzięki temu w 1932 r. powstało wznawiane po dzień dzisiejszy klasyczne studium Der Sadist. Jego pierwszy angielski przekład z 1938 r. dostępny jest w zasobach Internet Archive. Jest to o tyle istotne, że „potwór“ z Düsseldorfu był pierwszym gruntownie przebadanym seryjnym mordercą w historii, co zapewniło mu miejsce w annałach kryminalistyki.
     Lokalna gazeta o skromnej objętości, jaką był w swych początkach żniński „Pałuczanin“ eksploatowała wątek tej postaci w wielu artykułach i notatkach prasowych, przez co sprawiała wrażenie pisma uczestniczącego w obiegu informacji na szeroką, ponadregionalną skalę. Pokusiła się też o jego rozwinięcie w formie detektywistycznej powieści odcinkowej, która absorbowała uwagę czytelników przez prawie trzy miesiące, zdając sobie sprawę z fundamentalnej roli tej formy przekazu w rozszerzaniu zasięgu czytelnictwa i zwiększaniu nakładów prasy, szczególnie w środowisku wiejskim. Mimo postępującego kryzysu ekonomicznego „Pałuczanin“ umacniał swoją pozycję na rynku prasowym regionu i odnotowywał stały wzrost nakładu. W niedługim czasie zaczął ukazywać się w postaci „Ilustrowanych Kurierów“ Pałuckiego, Pomorskiego i Powszechnego, opanowując rynek czytelniczy Wielkopolski oraz Pomorza i kierując się ku Górnemu Śląskowi i Centralnemu Okręgowi Przemysłowemu. W przeddzień drugiej wojny światowej wszystkie „Kuriery“ wychodziły w 120 tys. egzemplarzy, a na bazie gazety zdążył rozwinąć się, jak wiadomo, koncern prasowy oferujący wysokonakładowe tytuły ogólnopolskie.

Reklama

KATARZYNA WODNIAK,

Pałuki nr 1342 (44/2017)
Literatura została przedstawiona w poprzednim numerze „Pałuk“


Ustalenie udziału sensacji prasowych odnoszących się do mordercy z Düsseldorfu w budowaniu sukcesu „Pałuczanina“ nie da się sprowadzić do wartości mierzalnych. Nie zaszkodzi jednak przypomnieć, że kilka dziesięcioleci wcześniej, w 1888 r. tabloid epoki wiktoriańskiej „The Illustrated Police News“ podwyższył swoją cyrkulację do 900 tys. egzemplarzy między innymi dzięki „przyglądaniu się“ poczynaniom Kuby Rozpruwacza. Nie bez powodu to właśnie morderca z Whitechapel, w którego „przygodach“ miał rozczytywać się „wampir“ z Düsseldorfu, stawiany jest w czołówce seryjnych morderców wykreowanych dzięki rozwojowi prasy wysokonakładowej na czarnych bohaterów masowej wyobraźni. W żnińskim „Pałuczaninie“ afirmację dla tego środka przekazu widać w powieści Alojzego Kuzio. Tajemniczy morderca wzorem Rozpruwacza śle listy do gazet, werbuje swoje przyszłe ofiary przez anonse prasowe, stamtąd dowiadują się o kolejnych morderstwach strażnicy porządku publicznego, w jej zwierciadle lubi przeglądać się szukający poklasku przestępca.

Reklama

Miejsce zdarzenia mapa Pałuki Żnin
Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 12/08/2024 17:10
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości