Reklama

Niełatwo być lekarzem w Barcinie po doktorze Krzysiu - wspomnienia pacjentów

Był wspaniałym uczniem i wspaniałym studentem. Studentem medycyny oczywiście. Później był takie wspaniałym lekarzem. Dziś powiemy: był prawdziwym lekarzem. Dla niego liczył się pacjent, a nie niedogodności, z jakimi musiał się uporać, aby dotrzeć do chorego. Liczył się pacjent - i to dla niego stworzył ośrodek zdrowia w Barcinie wraz z szeregiem specjalistycznych przychodni. Liczył się pacjent i tego uczył swego syna Jerzego.

DO DZIŚ GO WSPOMINAJĄ

O tym, czy łatwo być lekarze w Barcinie po doktorze Krzysiu mówią lekarze z Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Barcinie:

Anna Sajewicz: - Doktor Krzyś jest legendą w Barcinie. Pamięć o nim trwa do dziś, gdyż pacjenci go szanują i wspominają. Doktor Stanisław Krzyś był bardzo wszechstronnym lekarzem, prawdziwym lekarzem rodzinnym. Jako dziecko leczyłam się u niego. Nie jest łatwo być lekarzem w Barcinie po doktorze Krzysiu, gdyż pacjenci zawsze z szacunkiem i sentymentem go wspominają.

Reklama

Wiesław Wollandt spotkał się ze wspomnieniami pacjentów o doktorze: - Był bardzo sympatycznie ocenianym lekarzem, zresztą do dziś tak go wspominają. Nie znalem osobiście doktora Krzysia, gdyż rozpocząłem pracę w ośrodku w 1974 r., a wtedy jut go w Barcinie nie było - powiedział.

     Stanisław Krzyś urodził się 8 maja 1903 roku we Lwowie jako syn Władysława - wysokiego rangą urzędnika w galicyjskiej dyrekcji poczty we Lwowie oraz Marii Jadwigi z domu Krokowskiej, która spoczywa na cmentarzu parafialnym w Barcinie. W miejscu urodzenia spędził dzieciństwo i pierwsze lata szkolne. Po wybuchu I wojny światowej ojciec został powołany do wojska jako komendant jednej z polowych poczt wojska austriackiego, a rodzina w związku z ofensywą rosyjska została ewakuowana do Brna Morawskiego w Czechach razem z Iwowskimi urzędami.

Reklama

     PIĄTKA,  PIĄTKA, CELUJĄCY

     Tam Stanisław Krzyś uczęszczał na "kursy naukowe dla uczniów galicyjskich szkół średnich". Po wyparciu Rosjan, Maria Krzysiowa wraz z synem osiedliła się w Rzeszowie. Tam Stanisław uczęszczał do II Gimnazjum, które wówczas trwało 8 lat. W 1920 r. (był w VII klasie) wstąpił ochotniczo wraz z cal klasa do wojska polskiego. Jako młodociany trafił do pracy administracyjnej w kancelarii kompanii ozdrowieńców 17. pułku piechoty w koszarach w Rzeszowie. Nauka w VIII klasie odbywała się ju2 normalnie. Uczył się bardzo dobrze i wszystkie jego świadectwa były ze stopniami - od góry do dołu - bardzo dobrymi. Egzamin dojrzałości zdał 17 czerwca 1921 r. z wynikiem celującym.

     POJEDYNEK Z PRAWNIKIEM

     Po maturze Stanisław Krzyś zapisał się na Wydział Lekarski Uniwersytetu Jagiellońskiego i w wyniku konkursu świadectw maturalnych został przyjęty. W czasie studiów brał czynny udział w życiu społeczności studenckiej, udzielając się w Towarzystwie Biblioteki i Domu Medyków w Krakowie. W obronie czci studentów medycyny stoczył pojedynek ze studentem prawa, który obraził ich słownie. Zachował się protokół odbycia tego pojedynku, który miał miejsce 27 lutego 1926 r, o 6.25 - do pierwszej krwi, który zakończył się przeprosinami kontrprzeciwnika. W czasie wakacji pracował przez kilka lat jako praktykant - dobrowolnie -w Szpitalu Powszechnym w Nowym Targu. Zaliczył 16 trymestrów, ostatni w roku akademickim 1926/1927. Po uzyskaniu absolutorium trzeba było zdać szereg egzaminów z przedmiotów klinicznych.

Reklama

     MĄŻ, OJCIEC I DOKTOR

     Pod koniec studiów zaszły zmiany w jego życiu rodzinnym. W marcu 1926 r. zmarł ojciec. W tym roku poznał Marię Heilman, z którą wziął ślub 3 stycznia 1927 r. Zdawał jako absolwent kolejne egzaminy kliniczne i zbliżał się do zakończenia nauki. 11 kwietnia 1928 r. urodził mu się syn Jerzy. Uwieńczeniem studiów był dyplom doktora wszech nauk lekarskich. Promocja odbyła się 9 maja 1928 r. - dzieci po 25. rocznicy urodzin i imieninach Stanisława. Wkrótce pa zakończeniu studiów powołano go do Szkoły Podchorążych Rezerwy Sanitarnej w Warszawie, jednak po miesiącu na skutek wirusowego zapalenia wątroby z ciężką żółtaczką został zwolniony.

     WIECZNY DYŻUR

     Po wstępnych posadach w Łącku i Uluczu, jako młody lekarz objął stanowisko sekandariusza. w Szpitalu Powszechnym w Rzeszowie. Roczna praca (1.02.1930-15.02.1931) była bardzo ciężka, gdyż musiał mieszkać w szpitalu i sam jeden pełnić wieczny dyżur lekarski. Takie panowały tam warunki. Oprócz niego pracowało w całym szpitalu jeszcze tylko dwóch lekarzy - położnik i dyrektor-chirurg. Jednak przez ten czas Stanisław Krzyś nabył sporego doświadczenia i zakupił niezbędne narzędzia małej chirurgii i położnictwa. Pozwoliło mu to na rezygnację z pracy szpitalnej i osiedlenie się w Głogowie Małopolskim nieopodal Rzeszowa. Tam m.in. uzupełnił instrumentarium i uzyskał kontrakt na przyjmowanie ubezpieczonych w kasie chorych. Został lekarzem okręgowym na dwie gminy zbiorowe. Stanisław Krzyś brał udział w życiu miasta i cieszył się sporym autorytetem. Tak było do wybuchu II wojny światowej.

Reklama

     W CZASIE WOJNY

     Mając kartę mobilizacyjną do stawienia się do 10. batalionu sanitarnego w Przemyślu, wobec zbliżających się wojsk niemieckich, Stanisław Krzyś opuścił 7 września 1939 r. Głogów i wraz z gronem urzędników dotarł do Równego, gdzie stacjonowali Rosjanie. Wykorzystując początkowy rozgardiasz udało się im wrócić do Głogowa Małopolskiego. Doktor pracował nadal w pełnym zakresie, udzielał m.in. pomocy wysiedlonym i Żydom w miejscowym getcie. Był także aktywnym konspiratorem Armii Krajowej, w jego domu była skrzynka kontaktowa - a sam był szefem sanitarnym okolicznych oddziałów (wyszkolił zastęp sanitariuszek). W sierpniu 1944 r., kiedy zbliżał się front radziecki, doktor wraz z żoną i kilkoma innymi Polakami został aresztowany przez Niemców. Na początku bitwy o Głogów wypuszczono ich, bowiem okazało się, że napadów na garnizon niemiecki dokonywali żołnierze radzieckiego zwiadu. Stanisław Krzyś wraz z rodziną był tez poszukiwany przez NKWD. Ukrywał się z rodziną w Rzeszowie i Krakowie porzucając wszystko. Zdecydował się przyjechać wraz z repatriantami na nasze tereny. Tuż po wojnie Stanisław Krzyś z rodziną osiadł w Łabiszynie, jednak cały czas żył w niepewności przed aresztowaniem przez UB, bowiem nie ujawnił się.

     Po roku, na przełomie maja i czerwca 1946 r. przeniósł się do Barcina.

Reklama

14 sierpnia w Barcinie nastąpił odbiór techniczny nowo wybudowanej drogi osiedlowej, nazwanej imieniem Stanisława Krzysia. Oficjalne otwarcie ulicy jeszcze przed nami.

     LECZYŁ CAŁY BARCIN

     Natychmiast zaczął organizować ośrodek zdrowia, który jeszcze w tym samym roku zaczął funkcjonować.

     - Z tworzeniem ośrodka ojciec nie miał żadnych kłopotów, gdyż spotkał się z życzliwością miejscowych władz. Dostaliśmy też duże mieszkanie - wspomina syn doktora Jerzy Krzyś.

     Najpierw był tylko gabinet poradni ogólnej. Następnie uruchomiono jeszcze poradnię dla matek, dla dzieci chorych i zdrowych, przeciwgruźliczą, przeciwweneryczną, stomatologiczną, gabinet zabiegowy i sale fizykoterapii. Wszystkie te poradnie (z wyjątkiem stomatologicznej) obsługiwał doktor Krzyś. Był ponadto lekarzem fabrycznym w Piechcinie i Wapiennie, lekarzem szkolnym w SP1 i SP2, lekarzem zakładu ociemniałych w Piechcinie oraz lekarzem kolejowym. Odwiedzał także chorych w ich domach. Jeździł do nich rowerem, konnymi powózkami, a czasem traktorem. Później był stałym pasażerem taksówki p. Jankowskiego. Powstał wtedy swoisty tandem: lekarz i taksówka, który stanowił lokalne pogotowie ratunkowe - szybsze niż karetka z Szubina.

Reklama

     Wzorowo prowadził dokumentację lekarską. Za pracę otrzymał szereg dyplomów i odznakę Wzorowego Pracownika Służby Zdrowia. Brał aktywny udział w życiu Barcina. Przez wiele lat prezesował oddziałowi PCK, był jednym z założycieli Stronnictwa Demokratycznego. Ponadto był członkiem różnych komitetów obywatelskich (np. elektryfikacji miasta). Kilka lat pełnił funkcję radnego.

     A MAŚĆ APCIO JEST?

Stanisław Krzyś przyjaźnił się w Barcinie z lekarzem weterynarii Eugeniuszem Pilchem, aptekarzem Maksymilianem Chirkiem oraz księdzem Bogdanem Pelcem. Był człowiekiem wesołym, pogodnym i życzliwym dla ludzi, znał ich wszystkie problemy. Stanisław Krzyś nie lekceważył żadnego człowieka. Z każdym potrafił nawiązać rozmowę.

Reklama

     - Ojciec był typowym lekarzem domowym. Leczył wszystko, począwszy od zębów po usuwanie fasoli z ucha czy nosa. Miał swoje ulubione mikstury np. na kaszel i uspokojenie. Zapisywał je swoim pacjentom. Mikstury te wykonywał aptekarz. Pamiętam też, że stworzył recepturę maści na owrzodzenie podudzi. Z aptekarzem Maksymilianem Chirkiem nazwali ją "maść apcio". Kiedy przepisał ją pewnemu pacjentowi, a ten zapytał o nią w innej aptece, to tamtejsi aptekarze patrzyli na siebie ze zdziwieniem i nie wiedzieli o co pacjentowi chodzi. Ten specyfik można było dostać tylko w aptece w Barcinie - opowiada Jerzy Krzyś.

     BY BYĆ DOBRYM CZŁOWIEKIEM

     Jerzy Krzyś wspomina, że doktor Stanisław był dobrym ojcem. Przekazywał wiedzę medyczną jedynemu synowi, który poszedł w ślady ojca i też został lekarzem. Lekarzami są również dwaj synowie Jerzego Krzysia.

Reklama

     - Jeździliśmy do chorych na rozpoznanie. Nie było wtedy żadnych aparatur, liczyły się tylko: oko, ucho i palce. Obok wiedzy zawodowej ojciec wpajał mi, by być porządnym i prawym człowiekiem. Powtarzał, że pieniądze to nie wszystko. Majątku się nie dorobił, podobnie jak ja. Przekazywał mi swoją wiedzę. Chciał, bym wyrósł na dobrego człowieka. W końcu byłem jedynakiem, wiec chuchał i dmuchał na mnie dodaje Jerzy Krzyś.

     BEZ URLOPÓW

     I tak, w nieustannej pracy, niemal bez urlopów - rok za rokiem Stanisław Krzyś dobrnął do wieku emerytalnego. Na emeryturę przeszedł w lipcu 1969 r. Rozrastający się Barcin wymagał innego zabezpieczenia medycznego, a doktorowi sił ubywało, dlatego zdecydował się na wybór spokojniejszego trybu życia. Przyjechał więc do Jerzego do Grudziądza, by spędzić ostatnie chwile swojego życia. Mimo osłabienia przez osiem lat pracował w grudziądzkich Zakładach Mięsnych jako lekarz zakładowy.

Reklama

     WSPOMINAŁ BARCIN

     Nadal był w stałym kontakcie z barcinianami. Często opowiadał spędzone tam chwile i ludzi, których znał i z którymi się przyjaźnił. Pacjenci z Barcina nie pogodzili się z jego odejściem i przyjeżdżali aż do Grudziądza, by być leczeni przez doktora Stanisława.

     - Był bardzo z Barcinem związany. Chciał być tu pochowany, lecz mama zadecydowała, by pochowano go w Grudziądzu, gdyż ze względu na odległość trudno byłoby często odwiedzać grób. Barcin wspominał bardzo sympatycznie. Pracował tu ćwierć wieku. Spędził tu najlepsze lata swej dojrzałości zawodowej - powiedział syn Jerzy.

Reklama

     UHONOROWANY KRZYŻEM

     Był bardzo szczęśliwy, kiedy w wyniku oddolnej inicjatywy miejscowego społeczeństwa pod przewodnictwem Wojciecha Kwiatkowskiego został 28 grudnia 1979 r. uhonorowany Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Pracował praktycznie do końca. Dość powiedzieć, że 31 lipca 1982 r., kiedy po południu doznał wylewu krwi do mózgu - do 15.00 był w pracy. Zmarł 5 sierpnia 1982 roku. Pochowano go na cmentarzu farnym świętego Mikołaja w Grudziądzu.

Arkadiusz Majszak, Tygodnik Barciński Pałuki nr 34/2001

SLZP

 

52UFLADA

Miejsce zdarzenia mapa Pałuki Żnin
Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 06/08/2024 13:31
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości