Reklama

Projekt nawodnienia lasu w Szczepanowie zmienia oblicze przyrody w Polsce - innowacyjne rozwiązanie daje efekty!

02/09/2024 10:00

O zmianach klimatycznych na Pałukach pisaliśmy po raz pierwszy w 1993 roku w artykule "Stepowienie Pałuk". Dziadkowie wskażą nam wiele miejsc, w których kiedyś były oczka wodne, a teraz nie ma nawet kałuży. Wody jest coraz mniej - zarówno na powierzchni, jak i pod ziemią i nie zmienia tego nawet tegoroczne ładne, względnie deszczowe lato. Ale w Szczepanowskich lasach jest miejsce, w którym klimat zmienia się w drugą stronę.

To, że pionierski na skalę Europy projekt nawodnienia wyschniętych jezior leśnych wodą z kopalni wapienia, położonej kilka kilometrów od tych zbiorników, zmieni oblicze lasu w Szczepanowie, było pewne. Nie spodziewali się jednak, że flora i fauna typowa dla środowiska wodnego wybuchnie już w kilka miesięcy po wpuszczeniu tej wody do zbiorników. Spełnia się marzenie leśników, ale dalsze perspektywy są ciekawe również dla rolnictwa. Trzeba tylko dalej, krok po kroku przekuwać pomysły w rzeczywistość.

Lipcowy poranek na Kaczych Dołach w Szczepankowie. Dwa lata temu to miejsce wyglądało zupełnie inaczej. Na skraju lasu królowała sucha trawa i równie sucha trzcina. Zwierzęta leśne raczej nie miały po co tutaj przychodzić. Może z wyjątkiem zwierzyny płowej i dzików, które tędy tylko przechodziły, by wyjść na sąsiadujące pola i spróbować tam łatwego żeru.
Pracownicy Nadleśnictwa Gołąbki przez lata z żalem obserwowali, jak czysta woda z odwodnienia pobliskiej kopalni wapienia odpływa i ucieka bezpowrotnie rowami. Tymczasem w lesie sytuacja, jeśli chodzi o wilgotność gleby, jest dramatyczna. Pogarsza się w ujęciu całościowym z roku na rok. Mimo że są czasami większe opady deszczu, nie niweluje to w wystarczający sposób problemu suszy. Wyrobisko kopalniane działa natomiast jak zbiornik retencyjny, magazynując wodę opadową i umożliwiając oddanie jej przyrodzie w momencie kiedy ta jej potrzebuje. W lesie było kiedyś wiele oczek wodnych, teraz są one wyschnięte. To wyraźny znak, że z wilgotnością gleby jest niedobrze. Innym niepokojącym symptomem jest zwiększająca się liczba suchych drzew. Przede wszystkim sosen. Na podstawie map topograficznych leśnicy określili, gdzie były naturalne wgłębienia terenu, które kiedyś były wypełnione wodą.

Reklama

BECZKOWOZY DLA LEŚNYCH ZWIERZĄT

Najbardziej bolał ten fakt tego, który pogarszającą się sytuację wodną w lesie szczepanowskim obserwował na co dzień. Był to Jacek Piskorski, leśniczy Szczepanowa. -  Przez lata, gdy tutaj pracuję, obserwowałem, jak woda z kamieniołomu odpływa bezpowrotnie przez las krotoszyński i Barcin tzw. „Sraliwką” do Noteci.

Ta nazwa „Sraliwka” dotyczy zamierzchłych czasów, gdy Barcin nie był skanalizowany i płynęły tym ciekiem wodnym także ścieki. Ta nazwa funkcjonuje do dzisiaj, ale obecnie mamy do czynienia praktycznie z górskim potokiem. Tam płynie krystalicznie czysta woda z odwodnienia kamieniołomu wapienia. Żal patrzeć na tę wodę, która teraz odpływa do Noteci. Z kolei niczym niezwykłym staje się widok myśliwych, którzy wodę do lasów dostarczają beczkowozami, bo zwierzęta już nie mają naturalnych wodopojów. Dlatego warto byłoby wodę z kamieniołomu zatrzymać dla naszego lasu, a także dla rolnictwa, które przecież tak samo wciąż narzeka na deficyt wody - opowiadał nam ów leśniczy na początku lipca 2017 r.
Idea, którą przedstawił ponad 7 lat temu, zaczęła się urzeczywistniać zimą 2023 r., kiedy to Nadleśnictwo Gołąbki zrealizowało wspólnie z Zakładem Górniczym Kujawy w Bielawach, należącym do Holcim Polska S.A., system retencji wód z kopalni do lasu szczepanowskiego. Zostały położone rury, zbudowano przepompownię, odtworzono niecki Kaczych Dołów, które pół wieku temu w sposób naturalny były wypełnione wodą, a w kolejnych dekadach wyschły i obrosły wysoką trawą oraz szybko wysychającą trzciną.

Reklama

DO LASU ZAMIAST DO BAŁTYKU

12 października 2023 roku popłynęła woda z Zakładu Górniczego Kujawy w Wapiennie do Kaczych Dołów w Szczepankowie. To było spełnienie marzeń leśników, górników i miłośników przyrody, bo system małej retencji miał odmienić las, spowodować, że wróci ptactwo wodne i inne gatunki fauny oraz flory. To nowatorskie rozwiązanie pozwala dostarczyć do 750 tys. metrów sześciennych wody w ciągu każdego roku do lasów, które dotąd cierpiały z powodu jej niedoborów. Taką wizję od początku przedstawiał Jacek Piskorski.

Już wtedy, podczas uroczystego otwarcia systemu małej retencji Kaczych Dołów, umówiłem się z leśniczym na spotkanie w pełni pierwszego sezonu wegetacyjnego. Po to, by przekonać się o tym, jakie zmiany w przyrodzie zachodzą.
Do tego spotkania doszło w drugiej połowie lipca br., a to, co udało nam się wspólnie z leśniczym oraz z Magdaleną Kujawą, rzeczniczką Nadleśnictwa Gołąbki, zobaczyć w letni poranek, ponownie nas zachwyciło. Zwłaszcza mnie, ponieważ oni, jako pracownicy Lasów Państwowych, zmieniającą się rzeczywistość tego miejsca obserwują na co dzień. Ja bywam tam tylko okazyjnie, a w głębi kompleksu, nie tylko od strony duktu między Białymi Błotami a Szczepanowem, byłem po raz pierwszy. Poza tym to, co i w jaki sposób opowiada Jacek Piskorski też daje pełniejsze spojrzenie na to, co może zaobserwować laik w lesie

Reklama

Dwa perłowce malinowce i trzmiele na kwiatach ostu fot. Karol Gapiński

Teraz w lesie szczepanowskim przestaje być sucho. W odtworzonych nieckach na Kaczych Dołach stoi woda, a na jej powierzchni, pod jej lustrem i wokół brzegów kwitnie życie. Kacze Doły stały się wodopojem dla zwierząt, które żyły tutaj wcześniej i często biedowały z niedoboru wody. Musiały chodzić, aby się napić, w dalej położone zakątki i nie tak bogate w życiodajną ciecz. Retencja zupełnie odmieniła stan rzeczy. Zresztą nie tylko dla tych stworzeń, które żyły w tym lesie wcześniej, ale tak samo dla tych, które przybyły tam lub powracają gatunkowo po półwieczu nieobecności, gdy Kacze Doły pozostawały jedynie nazwą - bez kaczek i bez wody.
Mówię tutaj o własnym zaskoczeniu zmianami, ale sami leśnicy są też zdumieni tym, co się dzieje od wiosny tego roku na leśnych jeziorach w Szczepankowie. Jacek Piskorski przypuszcza, że na tak szybki rozwój flory i fauny na Kaczych Dołach wpływ ma żyzność wody, która jest tam dostarczana z kopalni. Leśniczy wyjaśnia, że jest to woda z gleb glinianych, co stanowi o jej żyzności. Poza tym tegoroczna zima po raz pierwszy od wielu lat w tej okolicy była obfita w opady, co również przyspieszyło wegetację. Okazało się, że gdzieś w systemach korzeniowych musiały zachować się w tym lesie pozostałości po dawniej występujących tutaj gatunkach roślin. Teraz, gdy w niecki wpłynęła woda, te rośliny obudziły się z półwiecznego uśpienia.
Profesjonalną, szczegółową ocenę z monitoringu przyrodniczego przeprowadza dla Nadleśnictwa Gołąbki, w ramach inwestycji w retencję Kaczych Dołów, zewnętrzna firma. Zostaną policzone gatunki flory i fauny na tym obszarze i ujęte w opisowej ocenie, która zostanie przedstawiona pod koniec roku. W kolejnych latach ten monitoring będzie kontynuowany. Jest to zresztą wymóg uzyskanych decyzji środowiskowych na realizację całego przedsięwzięcia. Obecnie co kilka tygodni na Kaczych Dołach goszczą naukowcy z Poznania, którzy ten monitoring przeprowadzają.

Reklama

NIE SPODZIEWAŁ SIĘ, ŻE TAK SZYBKO

Leśniczy Jacek Piskorski opowiada mi więc o tym, co on sam zaobserwował porównując przyrodę na Kaczych Dołach rok do roku. - Powrót i flory, i fauny jest bardzo szybki. Wiedziałem, że to się stanie, ale nie myślałem, że już w pierwszych miesiącach. Mówimy tutaj bowiem tak naprawdę nie o zmianach od
12 października ub.r., gdy popłynęła woda, a raczej od wczesnej wiosny roku bieżącego, od kiedy to ruszyła wegetacja i przyleciały pierwsze ptaki - mówi Jacek Piskorski.
 Wówczas to na Kacze Doły wróciły kaczki i to kilka ich gatunków: głowienki, cyranki, cyraneczki, oczywiście też najpowszechniejsze krzyżówki, ale również płaskonosy i gągoły. Pojawiły się na każdym ze zbiorników. Przybyły też gęsi - gęgawy. Obszar ten dla krzyżówek czy cyraneczek stał się miejscem lęgowym, ale dla wszelkiego innego ptactwa stanowi korytarz ekologiczny. One tędy przelatują i tutaj sobie lądują, by odpocząć i się najeść. Zbiorniki nie są jeszcze tak porośnięte roślinnością, jak to stanie się wraz z upływem czasu, ale mimo to już w tym roku niektóre kaczki i gęsi postanowiły tutaj założyć miejsca lęgowe. Jacek Piskorski naliczył podczas lustracji terenu w pierwszym sezonie co najmniej 12 par lęgowych gęsi. W przyszłości będzie ich zdecydowanie więcej.
Leśników bardzo raduje obecność gągołów, czyli kaczek z rodzaju nurkujących. Tak się składa, że Nadleśnictwo Gołąbki w warunkach środowiskowych dla retencji Kaczych Dołów miało nakazane stworzenie budek lęgowych wokół zbiorników. Gągoły zamieszkują właśnie w takich budkach. Choć zaznaczyć trzeba, że teraz, w pierwszym sezonie, wiele z tych budek, które w przyszłości zajmie ptactwo, teraz stanowi gniazda dla szerszeni. Póki co mamy już na tym terenie gągoły, ale miejsca lęgowe w tychże budkach będą one zakładały zapewne dopiero od przyszłego sezonu. Inne budki zasiedli ptactwo leśne. Wiele danych leśnicy spodziewają się na temat ptactwa uzyskać na jesień, ponieważ jest to okres w roku, kiedy należy czyścić budki dla ptaków. Wtedy widać dokładnie kto i w których budkach mieszkał w ostatnich miesiącach - zresztą to jest też przypomnienie Jacka Piskorskiego dla mieszkańców, którzy lubią przyrodę wokół swoich domów i zawieszają budki dla ptaków na swoich działkach przydomowych. One też powinny być na jesień czyszczone, o czym często się zapomina. Należy wyrzucać stare gniazda, bo tam mogą później rozwijać się pasożyty, a wraz z nimi choroby, które dotkną w następnych sezonach gnieżdżące się w budkach ptaki.

Reklama

Budki lęgowe na drzewach znalazły się w ramach całego projektu odtworzenia Kaczych Dołów, fot. Karol Gapiński

Oczywiście stworzenia skrzydlate, charakterystyczne dla środowiska wodnego, miały i mają swoje ulubione miejsca w Nadleśnictwie Gołąbki. W pałuckich lasach, poza Leśnictwem Szczepanowo, nie brakuje przecież jezior, są też źródła Gąsawki. Po prostu Kacze Doły stały się teraz kolejnym punktem, gdzie ptaki znajdą warunki, by się osiedlić.
Jak się też okazuje, szybko pojawiła się w nowych zbiornikach roślinność wodna. A co do tego, czy i kiedy się tak stanie leśnicy mieli pewne obawy. Rośliny te miały się tam pojawić, bo stanowią żer dla ptactwa. Zakładano, że przylatujące ptaki będą przynosiły łupiny nasienne. Jednak ten sposób nie przyniósłby tak szybkich efektów, jakie obserwuje Jacek Piskorski na Kaczych Dołach. To, że typowo wodne rośliny pojawiły się w zbiornikach już w pierwszych miesiącach ich reaktywacji oznacza, że przetrwalniki tej flory w gruncie gdzieś zostały sprzed dekad i teraz szybko obudziły się do życia.
Już teraz mamy na Kaczych Dołach babki wodne, kropidło wodne, rdest ziemnowodny, pałkę szerokolistną i pałkę wąskolistną, jeżogłówkę zwyczajną, popularną trzcinę, różne kosaćce wodne, czyli irysy, krwawnicę zwyczajną. Jacek Piskorski sądził, że trzeba przynajmniej 5 lat, by to wszystko się na Kaczych Dołach pojawiło, a tymczasem wybuch tejże flory wystąpił już teraz. I jest to dopiero początek. W przyszłości linie brzegowe zbiorników nie będą tak wyraźnie oddzielone od lądu, jak są jeszcze w tym pierwszym sezonie. Warstwa roślin brzegowych będzie jednolicie wkomponowywała się krajobrazowo w roślinność wegetującą już w wodzie.

Reklama

PIRAMIDA PNIE SIĘ W GÓRĘ

Piramida pokarmowa pnie się w górę. Leśniczy widuje często drapieżniki, niestety, niektóre są z gatunków inwazyjnych, czyli kiedyś nie występowały w polskich lasach, ale teraz wyparły poczciwe kuny czy łasice. Są to np. jenoty albo szopy pracze. To, co z kolei raduje serce Jacka Piskorskiego to fakt, iż często nad Kaczymi Dołami widzi orły bieliki. One były nad Szczepanowem rzadko spotykane, a teraz widuje je często. Może w przyszłości założą tutaj gniazdo?
Zaczęło się pojawiać kilka gatunków czapli, w tym czapla biała, co stanowi kolejny powód do radości leśników. Oprócz nich pojawiły się kormorany, a stanowiska lęgowe założyły perkozki. Leśniczy dodaje, że już widział prawdziwy rarytas w przyrodzie, którym jest zimorodek. To typowo wodny gatunek, który do tej poty nie miał jakichkolwiek warunków do bytowania na terenie szczepanowskiego lasu.
No i wreszcie zwierzyna płowa i inne, większe ssaki. Teraz Kacze Doły to nie tylko teren tranzytowy w poszukiwaniu żeru, ale przede wszystkim wodopój i kąpielisko dla tych zwierząt. Leśniczy zaznacza, że będąc tutaj przyczajonym w lesie gdzieś około brzasku, można spotkać jelenia czy daniela kąpiącego się w wodzie. Wokół też zaczynają bywać wilki, które przemieszczają się w ramach watahy, która bytuje w okolicach. Wilki poczynają sobie dosyć odważnie, a Kacze Doły bardzo lubią. Oczywiście nieprzypadkowo. W okresie zimowym docierają też tutaj, chociaż rzadko, muflony, które przeważnie żyją na hałdach pobliskiego kamieniołomu.
Roślinność na Kaczych Dołach będzie się rozwijała w zasadzie bez ingerencji człowieka, choć w założeniach jest raz w roku, na koniec lata, koszenie trawy wokół zbiorników Chodzi o to, aby zbyt wysoka trawa nie przeszkadzała niektórym gatunkom ptactwa, ale przede wszystkim, by nie następował rozrost drzew. Lasu wokół jest wystarczająco i idea jest taka, żeby ta przestrzeń pozostała w swoim charakterze nie tyle głębokim lasem, co skrajem kompleksu leśnego. Tym bardziej, że na terenie choćby Leśnictwa Niedźwiedzi Kierz, gdzie też dotarła retencja, są leśne, otulone drzewami oczka wodne i tam przyroda rozwija się inaczej, niż na częściowo odsłoniętych i większych zbiornikach Kaczych Dołów. Tutaj mamy do czynienia z gatunkami lubiącymi łąki. Choćby sowy, które polują na gryzonie, które z kolei preferują właśnie tereny łąkowe. Odmienna charakterystyka otoczenia i powierzchnia zbiorników wprowadza pewną różnorodność w świecie roślin i zwierząt.
Leśnicy nie mają w planie robić na Kaczych Dołach łowiska ryb. Tych zbiorników nie będą zarybiać, jakkolwiek ptaki z pewnością by to przyjęły z dużą satysfakcją. Jednakże ryby w sposób naturalny też się tam pokażą. Są już przenoszone najpierw w postaci ikry przez przylatujące ptaki. Jeśli w sposób naturalny rozwinie się populacja ryb, to przyciągnie ona w to miejsce kolejne gatunki fauny znajdujące się wyżej w łańcuchu pokarmowym. - Oddajemy to przyrodzie i ani łowisk, ani miejsc kąpieli dla człowieka tutaj nie ma - zastrzega Magdalena Kujawa.

Reklama

Magdalena Kujawa na wycieczkę do „Kaczych Dołów” zabrała swego syna Gabrysia. Leśniczy Jacek Piskorski podkreśla, że kompleks leśnych jezior jest świetnym punktem wyjścia dla lekcji przyrody w terenie. fot. Karol Gapiński

KUMAKI PIERWSZEJ WIOSNY

Wraz z wodą nastąpił wręcz wybuch populacji płazów. Są żaby jeziorne, moczarowe i - co jest wręcz niesamowite dla Jacka Piskorskiego, że tak szybko - kumaki nizinne. Wiosną, w okresie godowym, kumaki te co wieczór dawały na Kaczych Dołach długie koncerty. Można było się o tym przekonać, gdy filmik z nagraniem takiego koncertu pewnego razu wrzuciła na swoje media społecznościowe wójcini Dąbrowy Agnieszka Ziółkowska. Ona kibicuje tej retencji, tym bardziej, że w przyszłości nie tylko wpłynie ona na odtworzenie naturalnej dla Kaczych Dołów sprzed lat flory i fauny, ale jeszcze może być wykorzystana rolniczo. To jednak zdecydowanie melodia dalszej przyszłości. Natomiast kumak jest niezwykle cenny przyrodniczo, a przy tym raczej nie przemieszcza się na duże odległości. Tymczasem tutaj pojawił się już w pierwszym roku. Musiał pokonać więc sporą odległość, bo takich siedlisk w pobliżu nie miał. Zapewne pomogła temu mokra zima i równie deszczowa wczesna wiosna.
Teraz możemy się cieszyć przede wszystkim dziką przyrodą, która dzięki wodzie wróciła na te obszary. Jacek Piskorski i Magdalena Kujawa przewidują, że to dopiero początek tych powrotów. Oni sami jeszcze nie widzieli, ale nie wykluczają, że już się gdzieś tutaj pojawił żółw błotny. A jeśli nie, to jest szansa, że on dotrze na Kacze Doły. Warunki będzie tutaj miał wyśmienite, a  gdy już zostanie stwierdzony, to będzie ukoronowaniem tego miejsca jeśli chodzi o gatunki gadów. Już teraz pojawiło się tam sporo zaskrońców.
Tymczasem leśników radują nawet ważki. One też szybko i licznie pojawiły się na zbiornikach. Tutaj się wykluwają. Wylinek tych ważek kilka tygodni temu tworzył wręcz kożuch na powierzchni wody. Póki co są to przeważnie ważki żagnice. Było ich mnóstwo.
Leśniczy dużo spodziewa się po wyspach, które zostały stworzone na niektórych zbiornikach. Te odizolowane nieco miejsca będą dogodne do tworzenia stanowisk lęgowych nie tylko dla gągołów, ale też np. dla sieweczek. Wokół zaczęły się też pojawiać mewy i rybitwy.
Na Kaczych Dołach już zaczęły się odbywać zajęcia edukacyjne. Przyjeżdżają tutaj wycieczki szkolne, które oprowadza po okolicy Jacek Piskorski i opowiada o przyrodzie. Poza tym opowieść o Kaczych Dołach jest dla leśniczego punktem wyjścia dla edukowania młodego pokolenia w sprawach oszczędzania wody. Jesteśmy bowiem u progu wielkiego kryzysu, jeśli o nią chodzi. Wciąż jeszcze mamy komfort korzystania z zasobów głębinowych tej wody, ale to za jakiś czas może być już przeszłością. Kacze Doły, które kiedyś były tutaj naturalnymi zbiornikami retencyjnymi, wyschły, by teraz zostać przywrócone do rzeczywistości przez człowieka. Zatem człowiek może wiele, a każdy z nas powinien zaczynać oszczędzanie wody od siebie - to leśniczy wpaja młodym ludziom, którzy przyjeżdżają do Szczepankowa podziwiać leśne jeziora.

Reklama

Karol Gapiński, Pałuki, 32/2024










kli_przyr

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 16/06/2025 07:41
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości