Reklama

Z wysokim ciśnieniem kobieta trafiła do łabiszyńskiej przychodni. Nie przyjęli jej. Poszła do drugiej. W SPZOZ twierdzą, że nie kojarzą takiej pacjentki ani takiej sytuacji

Siedemdziesięciolatka opowiedziała nam o swoich problemach zdrowotnych i próbie uzyskania pomocy w łabiszyńskich przychodniach. jak się to skończyło? Wyjaśniamy poniżej.

We wtorek 5 lipca między 10.00 a 10.30 Danuta Ziółkowska z Bydgoszczy przyjechała do Łabiszyna. Od kilku tygodni przy ul. Spółdzielczej prowadzi mały sklep odzieżowy, w którym oferuje towar pochodzący z wyprzedaży likwidowanego sklepu w Bydgoszczy. Poczuła się niekomfortowo. Nie wiedziała co się z nią dzieje. Poszła do najbliższego sklepu i z jedną z pracownic udała się do apteki. Tam zmierzono jej ciśnienie. Było wysokie. Miała 193/89. Farmaceutka poradziła jej udać się do lekarza. Kobiety udały się do przychodni SPZOZ.

Z JEDNEJ PRZYCHODNI DO DRUGIEJ

Reklama

- Tam, mi powiedzieli, że nie jestem mieszkanką Łabiszyna, nie mają mojej kartoteki, dokumentów, nie wiem jak dokładnie i nie mogą udzielić mi pomocy. Czułam się źle. Jakby pół głowy mi nie pracowało. Ktoś, jakiś pacjent może, który siedział, podpowiedział, żebym poszła do tej drugiej przychodni. I tam znalazłam aniołów - powiedziała Danuta Ziółkowska.

W przychodni Agamed pani z rejestracji zajęła się pacjentką. - Kochany człowiek. Bukiet kwiatów i duży tort przyniosę. Bałam się, bo ani samochodem wrócić do Bydgoszczy, ani nic. Nie wiedziałam co się dzieje, byłam załamana. Ta kobieta zmierzyła jeszcze raz ciśnienie, biegała, EKG mi zrobiła, nawet pytała się czy bułkę zjem, bo może jestem głodna. Byłam w szoku. Tam w negatywnym, a tutaj aż niemożliwe żeby tacy ludzie byli.

Reklama

Potem przyszła lekarka, która popatrzyła na wyniki, poszła skonsultować z koleżanką, ktoś w międzyczasie zadzwonił po karetkę. Przyjechało zespół z Barcina. - Oni też roztoczyli nade mną opiekę. Dostała dwie tabletki pod język, zrobili też EKG i jeszcze jakieś dodatkowe badania - mówi nasza rozmówczyni.

RATUNEK

Zapadła decyzja, aby pacjentkę zabrać do szpitala w Żninie. Ona nie miała dokumentacji medycznej i stwierdziła, że rodzina z ternu gminy Łabiszyn odwiezie ją do Bydgoszczy. Podpisała rezygnację z transportu do Żnina. Wsiadła w samochód, którym kierował członek rodziny i pojechała do Bydgoszczy. Szukała lekarza, ale ostatecznie trafiła do prywatnego lekarza w Osielsku. Lekarz z Osielska dał zlecił dalsze badania. zapisał też nowe leki i nakazał odstawienie poprzednich. Po nowych lekach ciśnienie było stabilne. Z wynikami ma wrócić za cztery tygodnie. Ze względów finansowych część badań zrobi na NFZ, a część prywatnie.

Reklama

Nasza rozmówczyni przyznaje, że miała kłopoty ze zdrowiem, ale było to już dawno. Przeszła operację i ma założone bypassy. Zmaga się z cukrzycą, przeszła zawał i odnotowano u niej zmiany nowotworowe.

- Wydaje mi się, że jeżeli widać, że ktoś jest w potrzebie, to powinni pomóc. Dzisiaj mnie coś takiego nieprzyjemnego spotkało, a za tydzień spotka kogoś kto nie będzie miał innych dobrych ludzi wokół - podsumowuje pani Danuta. - Człowiekowi jest przykro, bo liczy na pomoc, a jest jak jest. Tacy ludzie się robią gruboskórni, bo ich to nie dotyczy. Jakby do mnie klientka przyszła, to zaraz bym zrobiła wszystko, aby jej pomóc.

Reklama

CZY NIOSĄ POMOC

Zanim rozmawialiśmy z 76-latką sprawą nas zainteresowała jedna z mieszkanek Łabiszyna. - Znam szczegóły ponieważ bardzo dobrze znam osobę która została tak potraktowana. Moim zdaniem nie można bagatelizować takiej znieczulicy na krzywdę ludzką tym bardziej ze strony służby zdrowia. Kto wziąłby odpowiedzialność za stan zdrowia i życia tej kobiety, gdyby nie zdołała dojść do drugiej przychodni gdzie udzielono jej pomocy? Czy jest tak że jedna przychodnia może się wyprzeć pacjenta nawet nie ze swojej miejscowości, a druga jednak udzieli pomocy? Jestem mieszkanką Łabiszyna od 35 lat, od dziecka chodziłam z mamą do tej przychodni, później ze swoimi dziećmi, znam wszystkie panie pielęgniarki, lekarzy i nie spodziewałabym się takiego zachowania z ich strony. Codziennie widzę owe panie spieszące do pracy w ośrodku. Tylko czy one spełniają swój obowiązek niesienia pomocy innym? Mam już duże wątpliwości co do tego.

Reklama

INTERWENCJA RZECZNIKA

Sprawą zainteresowaliśmy rzecznika praw pacjenta. Rzecznik Praw Pacjenta wystąpił do kierownictwa tej placówki. W swoim piśmie wskazał, że w razie nagłego zachorowania lub pogorszenia stanu zdrowia pacjent może udać się do dowolnej przychodni podstawowej opieki zdrowotnej, niezależnie od tego, gdzie mieszka, i do którego lekarza czy pielęgniarki podstawowej opieki zdrowotnej złożył swoją deklarację. W takiej sytuacji pacjentce powinna być udzielona niezbędna pomoc medyczna.

W swoim piśmie do łabiszyńskiej placówki rzecznik zwrócił także uwagę na obowiązki przychodni, wezwał także do zbadania tej sprawy. Placówka ma teraz obowiązek poinformować rzecznika o podjętych w tej sprawie działaniach. Ponadto zalecił wdrożenie stosownych procedur w podmiocie leczniczym, aby osoby tego wymagające, miały zawsze udzieloną pomoc lekarską.

Reklama

NIE KOJARZĄ

- Odbyłam rozmowy z paniami rejestratorkami i pielęgniarkami, które były w rejestracji w dniu i godzinach, które pan podał. Wszystkie twierdzą, że nie kojarzą takiej pacjentki ani takiej sytuacji. Nigdy nie odmawiają przyjęcia pacjenta, zwłaszcza znajdującego się w stanie zagrożenia życia - odpowiedziała nam Izabela Kubkowska, dyrektorka SPZOZ w Łabiszynie

Jak informuje nas Jakub Gołąb, dyrektor Departamentu Dialogu Społecznego i Komunikacji, prawo pacjenta do świadczeń zdrowotnych jest pierwszym, najważniejszym i elementarnym prawem pacjenta, a każda placówka medyczna ma obowiązek przestrzegać tego uprawnienia. Jeśli pacjent jest ubezpieczony i przebywa poza miejscem zamieszkania, w sytuacji zagrożenia życia lub zdrowia, może skorzystać ze świadczeń zdrowotnych w innej placówce medycyny rodzinnej, czy też nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej, która ma zawartą umowę z NFZ. Fundusz finansuje takie świadczenia także dla osób spoza listy pacjentów danej placówki.

Reklama

GDY PACENT NIE OTRZYMA POMOCY

Jakub Gołąb, dyrektor Departamentu Dialogu Społecznego i Komunikacji z Biura Rzecznika Praw Pacjenta

W sytuacji kiedy pacjent nie otrzyma pomocy, w pierwszej kolejności powinien zwrócić się do kierownika danej placówki. Najlepiej jest to zrobić pisemne, gdyż wtedy kierownik podmiotu ma obowiązek również odpowiedzieć na piśmie. Jeśli ta forma nie odniesie skutku może oczywiście zgłosić się do Rzecznika Praw Pacjenta. W tym celu proponujemy kontakt z naszą Telefoniczną Informacją Pacjenta pod numerem 800-190-590, która jest czynna w dni robocze w godz. 8-18. Niejednokrotnie na podstawie sygnałów telefonicznych, eksperci, którzy dyżurują na infolinii podejmują interwencje bezpośrednio w placówkach medycznych. Istnieje także możliwość złożenia o wniosku o wszczęcie postepowania wyjaśniającego do Rzecznika Praw Pacjenta. Szczegółowe informacje na ten temat, w tym wzory takich wniosków, może Pan pobrać z naszej strony internetowej https://www.gov.pl/web/rpp/wnioski.

Reklama

Skargę można złożyć także do właściwego wojewódzkiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia. Fundusz przyjmuje skargi dotyczące udzielania świadczeń opieki zdrowotnej przez placówki medyczne, z którymi zawarł umowę o ich udzielanie. Informacje na ten temat również znajdują się na stronach Funduszu: http://www.nfz-warszawa.pl/dla-pacjenta/skargi-i-wnioski/jak-zlozyc-skarge/.

Remigiusz Konieczka, 16 VII 2022

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości