Od wielu miesięcy na ulicach Barcina, zwłaszcza w starej części miasta, można spotkać Włodzimierza Ś. Jest to mieszkaniec osiedla bloków wielorodzinnych w Barcinie. Wcześniej niepokoił przechodniów i poruszających się pojazdami właśnie w tamtej części miasta. Jednak w ostatnich miesiącach częściej widywany jest na rynku staromiejskim i w jego okolicach. Tutaj łatwiej jest znaleźć mu osoby, od których potrafi wyżebrać pieniądze na alkohol.
Jest tu wiele osób będących w Barcinie przejazdem i nieznających zachowań Włodzimierza Ś., a przez to łatwiej ulegających jego prośbom o wręczenie mu drobnych pieniędzy.Włodzimierz Ś. przez większość dnia, kiedy porusza się po ulicach starego Barcina, jest nietrzeźwy. Z reguły pragnie napić się więcej, a ponieważ utrzymuje się jedynie z renty, znalazł sposób na zdobywanie dodatkowej gotówki poprzez nakłanianie ludzi do przekazania mu drobnych kwot.
Zachowania Włodzimierza Ś. na ulicach Barcina mają różny charakter. Oprócz nagabywania o pieniądze są to częste wtargnięcia w niedozwolonych miejscach na jezdnię, np. jedną z mieszkanek Barcina Wsi, która przyjechała do miasta samochodem, zatrzymał na jezdni wdzierając się przed maskę samochodu. Kierująca cudem uniknęła uderzenia w mężczyznę, a on nieprzejęty tym, co zrobił, zaczął prosić ją o pieniądze.
NA GŁÓWNYCH ULICACH
Włodzimierz Ś. załatwia potrzeby fizjologiczne w różnych porach dniach, często w najbardziej reprezentacyjnych miejscach miasta. Są to nie tylko bramy posesji i podwórka, a wręcz główne ulice, w tym jezdnie. W ostatnich dniach mocno zszokowany takimi zachowaniami Włodzimierza Ś. był przedsiębiorca z Łabiszyna Grzegorz Bujewski, który w sobotę otworzył Restaurację w Starym Kinie na rynku Barcina. Okazało się, że Włodzimierz Ś. bezustannie chodzi na podwórko restauracji i załatwia tam swe potrzeby fizjologiczne, a ponadto zaczepia klientów restauracji.
NIEOBYCZAJNE ZACHOWANIA
Waldemar Polanowski, komendant Straży Miejskiej w Barcinie zapewnił, że straż podejmuje wszystkie interwencje zgłaszane przez mieszkańców; reaguje też z własnej inicjatywy na wszystkie przejawy naruszeń prawa. Do 17 kwietnia br. straż miejska wobec Włodzimierza Ś. podjęła 5 interwencji.
- Jeżeli ten mężczyzna popełniał swoim zachowaniem wykroczenie, a jego stan z uwagi na upojenie alkoholowe zagrażał bezpieczeństwu życia i zdrowia jego samego oraz osób postronnych, był on odwożony do miejsca zamieszkania i przekazany osobie, która podjęła się opieki nad nim. Następnego dnia, po wytrzeźwieniu było wszczęte wobec tego mężczyzny postępowanie mandatowe. W jednym przypadku mężczyzna został odwieziony do policyjnej izby zatrzymań celem wytrzeźwienia, gdyż nie było żadnej osoby, która w tym dniu podjęłaby się opieki nad nim do chwili wytrzeźwienia - przekazał komendant barcińskiej straży miejskiej.
Interwencje jej funkcjonariuszy to nie były jedynymi działaniami podjętymi wobec zachowań i czynów Włodzimierza Ś. przez mundurowych. Mężczyzna doskonale znany jest też policjantom. Zresztą mieszkańcy bywali świadkami, jak Włodzimierz Ś. prosił o pieniądze także patrolujących ulice miasta policjantów. Od końca zeszłego roku do 24 kwietnia policjanci interweniowali w związku z zachowaniami Włodzimierza Ś. - jak informuje aspirant Jarosław Pioterek z Komendy Powiatowej Policji w Żninie - łącznie13 razy poprzez pouczenia, wymierzanie mandatów karnych kredytowanych oraz kierowanie wniosków o ukaranie do Sądu Rejonowego w Szubinie. - Interwencje policjantów dotyczyły zakłócania porządku publicznego, kradzieży kontenera na śmieci, spowodowania zagrożenia w ruchu drogowym, zaczepiania osób i żebractwa. Kilkukrotnie interweniowaliśmy w związku z nieobyczajnymi wybrykami Włodzimierza Ś. To z reguły polegało na tym, że w stanie upojenia alkoholowego leżał na ulicy. Ostatnia taka interwencja miała miejsce wczesnym popołudniem w minioną sobotę na ul. Kościelnej - mówi Jarosław Pioterek. Działania policjantów związane były z czynem nieobyczajnym przeciwko artykułowi 140 kodeksu wykroczeń. Następnego dnia, czyli w niedzielę Włodzimierz Ś. spożywał również alkohol w kościele św. Jakuba podczas mszy św. i zakłócał obrządek liturgiczny nieobyczajnym zachowaniem. Wówczas nie doszło do zgłoszenia tego czynu na policję.
Inaczej, niż w poprzednią środę. Wtedy to Włodzimierz Ś. upadł na jezdnię na ulicy 4 Stycznia uderzając głową o asfalt. Świadkowie zdarzenia przenieśli go na chodnik i wezwali pomoc. Mężczyzna był przytomny, ale nikomu z obecnych nie udało się nawiązać z nim kontaktu.
PROŚBA A ŻEBRACTWO
Dodajmy, że policjanci nie traktują wszystkich zgłoszeń dotyczących próśb Włodzimierza Ś. o pieniądze, kierowanych do przypadkowych osób na ulicach, jako wykroczeń. Samo proszenie o pieniądze niekoniecznie musi być zakwalifikowane jako żebractwo. Żebractwem jest bardziej nachalne domaganie się przez sprawcę pieniędzy czy innych gratyfikacji, a dopiero właśnie żebractwo, a nie samo pytanie i proszenie, jest kwalifikowane jako wykroczenie.
Aspirant Jarosław Pioterek poinformował, że młodszy aspirant Karol Krawczyk, policjant dzielnicowy, w którego rejonie działania zamieszkuje Włodzimierz Ś., nie wnosił do Gminnej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych wniosku o skierowanie mężczyzny na leczenie odwykowe. - Najczęściej wnioski o skierowanie na leczenie odwykowe dotyczą osób, które dopuszczają się przemocy domowej, a w sprawach tych założona jest tzw. niebieska karta. W tym przypadku do przemocy domowej nie dochodziło - powiedział Jarosław Pioterek.
Z koordynatorką programu uzależnień w gminie Barcin nie udało nam się skontaktować.
NIE DAWAĆ PIENIĘDZY, NIE SPRZEDAWAĆ ALKOHOLU
Dyrektor Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej Dorota Dokładna powiedziała nam, że problem w praktyce jest nie do rozwiązania. I to nie dlatego, że Włodzimierz Ś. formalnie nie jest podopiecznym M-GOPS (utrzymuje się on z dożywotniej renty ZUS; renta przyznana jest z uwagi na jego upośledzenie - bardzo niskie możliwości intelektualne, decydujące o braku zdolności do podejmowania pracy zarobkowej).
- Izolacja osób społecznie nieprzystosowanych, zakazy, więzienia, siłowa hospitalizacja, internowanie - nie wchodzą w grę bez prawnego umocowania. A tutaj takiego nie ma, więc sytuacja w praktyce jest bez wyjścia. Psycholog też na nikogo nie wpłynie, gdy ta osoba nie chce z psychologiem nie tylko rozmawiać, ale nawet go po prostu nie będzie słuchała. My nawet ze względów prawnych w rozmowach z tym panem nie możemy wywierać zbyt wyraźnego nacisku na to, żeby ktoś udał się na leczenie odwykowe. Na leczenie takie może skierować lekarz, ale co z tego, skoro woli poddania się leczeniu nie wyraża pacjent? Zniewolić go nie można. Domy pomocy społecznej też nie przyjmują do siebie alkoholików, przynajmniej pijących alkoholików. Ten pan w najmniejszy sposób nie chce pomóc sam sobie, więc i my nie możemy pomóc jemu. A przecież instytucji jest bardzo wiele, z których pomocy mógłby skorzystać. W tej sytuacji pozostaje nam jedynie apel do mieszkańców, aby nie byli skłonni do odpowiadania na żebracze zachowania tego pana. Również mam apel do sprzedawców alkoholu, żeby mieli na uwadze to, iż osoby nietrzeźwe nie powinny być obsługiwane - tłumaczy Dorota Dokładna.
Pani dyrektor dodała, że jakkolwiek opieka społeczna i wszyscy mieszkańcy mają świadomość potencjalnego niebezpieczeństwa, zarówno dla Włodzimierza Ś., jak i dla pozostałych mieszkańców, to sprawa jest patowa i w praktyce nic dla jej rozwiązania zrobić nie można. Pouczenia, mandaty czy wnioski do sądu o ukaranie mogłyby stanowić jakiś instrument do spacyfikowania Włodzimierza Ś, gdyby ten w jakikolwiek sposób bał się tych działań. Tymczasem one nie mają dla niego jakiegokolwiek znaczenia.
W ostatni wtorek spotkaliśmy Włodzimierza Ś. na rynku starego Barcina. Grzegorz Bujewski upominał go, aby nie wchodził na podwórze restauracji i nie załatwiał tam potrzeb fizjologicznych. Nam nie udało się nawiązać z nim rozmowy.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1055 (18/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze