"Twarz i ręce Matki stopniowo się rozjaśniały, aż stały się niemal alabastrowe. Całą postać zmarłej ogarnął majestat śmierci. Mimo wszystko w kaplicy trwała nadal modlitwa o cud zdrowia, tak trudno było uwierzyć w odejście Tej, która była dla każdego prawdziwie Matką i przewodniczką. Dopiero około godziny 14 przybył Ksiądz Proboszcz z Lisewa i przerwał te błagania stwierdzeniem, że Matka już dawno nie żyje".
Corocznie 24 marca Zgromadzenie Sióstr Pasterek wspomina rocznicę odejścia do Pana Boga swej Błogosławionej Założycielki, Matki Marii Karłowskiej. Jabłonowskie Wzgórze, które wybrała sobie na miejsce spoczynku, ma szczególny tytuł do tego wspomnienia. Cofnijmy się więc razem z siostrami do ostatnich lat Jej życia, 1933-1935 i zobaczmy, jak to było. Matka Maria rezydowała wówczas w domu zakonnym w Pniewitem koło Chełmna.
Rok 1933 zaznaczył się usilnymi staraniami Matki o uzyskanie posiadłości Jabłonowo Pomorskie dla utworzenia tam Domu Generalnego zgromadzenia oraz szkoły gospodarczej dla dziewcząt. Wymagało to licznych narad i pertraktacji z władzami duchownymi i świeckimi, co stanowiło nie mały trud dla osoby wówczas już ciężko chorej. Mimo licznych trudności z uzyskaniem zamku jabłonowskiego, Matka była przekonana, że stanie się on własnością pasterek. Do Księdza Biskupa Dominika (dziś Sługi Bożego) powiedziała w Dębowej Łące: "Choćby się wszystkie diabły sprzysięgły, Jabłonowo mieć muszę"!
Wobec narastających kłopotów zarządziła w Zgromadzeniu nowennę do Świątobliwej Królowej Jadwigi Wawelskiej. Pod koniec trzeciej nowenny uzyskała od Banku Rolnego resztówkę Jabłonowo na bardzo korzystnych warunkach. Na Wawel wysłała z podziękowaniem świadectwo o tej łasce, którą przypisała Królowej i załączyła ofiarę na Jej beatyfikację. W zamku zawisł duży obraz Królowej Jadwigi, namalowany z polecenia Matki przez jedną z podopiecznych. Możemy go oglądać do dzisiaj w holu zamkowym.
Matka Maria czciła Świątobliwą Królową od wielu lat. Już w początkach zgromadzenia modliła się w jego intencjach przy grobowcu Królowej na Wawelu i leżąc krzyżem przed Jej czarnym krucyfiksem. Wierzyła w Jej świętość (...). Kiedy Matka obejmowała Jabłonowo, obecna kaplica - Sanktuarium jeszcze nie istniała. Miejsce to było rotundą z oszkloną werandą, bez dachu i bez podłogi. Matka Maria sama ułożyła plan budowy. Przewidziała też i szczegółowo opracowała urządzenie wewnętrzne. Na kilka dni przed kupnem Jabłonowa poszła tym pomieszczeniem, tak daleko, jak było to możliwe i wskazując laską miejsce na ołtarz, powiedziała: "Tu będzie kaplica!", a następnie w dół: "A tutaj spocznę!", co znaczyło: pod prezbiterium kaplicy. Podyktowała też intencje (01.03.1935), które z chwilą rozpoczęcia budowy zostały wmurowane w czterech rogach kaplicy.
Kronikarka tamtych czasów pisze, że Matka czyniła to w przeczuciu śmierci. Tego rodzaju przeczucia śmierci, i to niezbyt odległej, musiała miewać częściej, choć ich nie wyjawiała. Pytana o zdrowie, zawsze odpowiadała: "Lepiej o tym nie mówić!", a my nie chcąc nalegać, nie pytałyśmy dalej. Ale z czasem postęp choroby był coraz bardziej widoczny. W domach odbywały się nabożeństwa błagalne "o cud zdrowia dla Matki Generalnej". Świadczyły one o tym, że otoczenie zdawało sobie sprawę z zagrożenia. "Jednak duch Matki był wciąż silny, umysł stale czynny, sprawność w pracy jeszcze niezmienna, pamięć zdumiewająca. Usprawiedliwionym wydawało się więc złudzenie, że siła moralna zwycięży fizyczną słabość".
W 1934 roku Matka, chociaż bardzo cierpiąca, przyjechała do Dębowej Łąki, by dokonać obłóczyn i przyjąć śluby zakonne sióstr. Rozmawiała z każdą postulantką i nowicjuszką, uczestniczyła z nimi w rekolekcjach. Choć w przeddzień ślubów poważnie zasłabła, dopełniła swych przełożeńskich obowiązków, dała odpowiednie wskazania, rozdzieliła siostrom obowiązki, przeprowadziła zmiany personalne. Bardzo osłabiona wróciła do Pniewitego i powiedziała: "Do Dębowej więcej nie pojadę!". Po kilku dniach udała się do Jabłonowa, gdzie gościła ks. bpa Okoniewskiego. Kronikarka mówi: "Do jakiego stopnia umiała wśród cierpień panować nad sobą dowodzi fakt, że w ciągu parodniowego pobytu w Jabłonowie Ks. Biskup nie zdawał sobie sprawy z tego, że gości u osoby ciężko chorej, tak była swobodną, rozmowną, pamiętającą o wszystkim, uprzejmą i ożywioną. Ks. Biskup sam to wyznał w dniu Jej pogrzebu".
Można powiedzieć, że cały ten okres był nieustającą walką o siły do pracy. Walki prowadzonej głównie siłą ducha, bo lekarze nie widzieli możliwości zaradzenia postępowi choroby. Raczej do cudu zaliczali fakt, że przy takiej wadzie serca, przy ogólnym schorzeniu wątroby i żołądka, Matka Założycielka tak intensywnie zajmowała się wszystkim. Jabłonowo uznała za ostatni z domów, jaki osobiście zakładała i urządzała. "Nowenna domów skończona - stwierdziła - teraz odejdę!"
Matka bardzo pragnęła zatwierdzenia zgromadzenia przez Stolicę Apostolską. Ta sprawa zajmowała Ją do tego stopnia, że 5 lutego 1935 roku pojechała do Warszawy. Wstrzymującym Ją siostrom zdecydowanie powiedziała: - "To ostatnia chwila, koniecznie muszę jechać! Jeżeli teraz nie wykorzystam tej chwili, to już nigdy!.
Trzydniowy pobyt w stolicy wypełniony był audiencjami u Nuncjusza Apostolskiego, u Ks. Kardynała Kakowskiego, Arcybiskupa Galla, w Ministerstwie Oświaty, w Ministerstwie Pracy i Opieki Społecznej. Wróciła bardzo zmęczona, ale zadowolona z rezultatów i ze spełnionego wobec Zgromadzenia obowiązku".
1 marca, w piątek przed Popielcem, w zdrowiu Matki nastąpiło wyraźne pogorszenie. Nie przerwała jednak swych zajęć, interesując się wszystkim. Przewożono Ją w fotelu na kółkach do biura, gdzie dyktowała i podpisywała całą korespondencję. W domach siostry modliły się gorąco. Pewnego dnia, gdy przekonywano Matkę, że Pan Bóg na pewno wysłucha tych modlitw, odpowiedziała z charakterystycznym rozłożeniem rąk: - "Już nie mam sił! Tu wam nic pomóc nie mogę, ale z Nieba będę błogosławić tym, które pójdą duchem Dobrego Pasterza". Wydała dużo dyspozycji. Nagliła do budowy kaplicy w Jabłonowie i urządzenia Domu Generalnego. Mówiła, że" tam niedługo będzie wielki zjazd!"
Tymczasem 19 marca objawy chorobowe bardzo się zaostrzyły. Lekarz stwierdził, że serce jest wyczerpane i nie robi nadziei w skuteczność jakichkolwiek leków. Otoczenie wierzyło jednak w cud uzdrowienia. Teraz Matka odsunęła wszystkie sprawy, niczym się już nie zajmowała. Leżała, najwyraźniej przejęta tylko Bogiem, z Nim złączona, przeżywająca intensywnie Mękę Pana Jezusa. Modliła się za swe dzieło i nieustannie polecała je Ukrzyżowanemu. Często podnosiła oczy na obraz wiszący naprzeciw łóżka, powtarzając akty strzeliste albo mówiąc po prostu do cierpiącego Jezusa: - "O mój Jezu, gdybym mogła, zdjęłabym Ci tę koronę cierniową! O Jezu, jak Ty możesz znosić taką mękę! O Jezu, jak bym chciała zdjąć Cię z tego krzyża!" Czuwająca przy chorej usłyszała takie zdanie ze spojrzeniem zwróconym na leżący na fotelu koc: - "Tak prosiłam Anioła Stróża, aby zaniósł Mu koc na te kamienie, na te skały, a czemu nie zaniósł?"
Dni od wtorku do soboty upłynęły wśród wielkich cierpień. Żadne środki medyczne nie działały. Często można było słyszeć ciche słowa Matki: - "To za Zakon... to za dusze... Módlcie się! Niech się nawrócą... niech się uświęcą!". Gdy przedstawiano pragnienie serc, by Bóg raczył Jej udzielić życia tak potrzebnego zgromadzeniu, rozłożyła ręce i wyraźnie powiedziała: - "Niech się dzieje Wola Boża". Słysząc głośną modlitwę podopiecznych o cud zdrowia i życia dla Ukochanej Matki, powiedziała zasmucona: - "Dlaczego dzieci nie zgadzają się z Wolą Bożą?"
Przyjęła Sakrament Chorych i leżała cicho, z zamkniętymi oczyma. Była jednak świadoma tego wszystkiego, co dzieje się wokół Niej. Czuwającą przy niej Przełożoną prosiła: - "Idź spać! Musisz mieć siły na jutro!" W niedzielę rano przed Mszą Świętą kapłan przyniósł Matce Komunię Świętą. To był Jej ostatni pokarm na ziemi. Kiedy Siostra Przełożona pozostała sama przy Matce Założycielce, ta otworzyła oczy i cichym, ale wyraźnym szeptem wypowiedziała: - "Już... już... już..." Zgromadziły się siostry i pozostali domownicy, odmawiając modlitwy za konających. Podano Matce zapaloną gromnicę. Powtórzyła ponownie, jeszcze cichszym głosem: - "Już... już... już..." Kapłan udzielił ostatniej absolucji. Siostra Przełożona w imieniu wszystkich poprosiła Matkę o błogosławieństwo, po czym słabnącą Jej ręką nakreśliła krzyżyk. Jedna z magdalenek zawołała: - "Mamusiu, spójrz na swe dzieci!" Matka otworzyła oczy, popatrzyła wokoło i zamknęła je na zawsze. Był to dzień 24 marca 1935 roku, III niedziela Wielkiego Postu, około godziny 12. Twarz i ręce Matki stopniowo się rozjaśniały, aż stały się niemal alabastrowe. Całą postać zmarłej ogarnął majestat śmierci. Mimo wszystko w kaplicy trwała nadal modlitwa o cud zdrowia, tak trudno było uwierzyć w odejście Tej, która była dla każdego prawdziwie Matką i przewodniczką. Dopiero około godziny 14 przybył Ksiądz Proboszcz z Lisewa i przerwał te błagania stwierdzeniem, że Matka już dawno nie żyje.
W przybranej żałobnie sali ułożono ciało Matki na katafalku. Przy trumnie trwały nieustanne czuwania modlitewne. W środę, 27 marca, po Mszy Świętej żałobnej w Pniewitem przewieziono trumnę do Jabłonowa.
Przed zamkiem przy figurze św. Jana Nepomucena oczekiwała imponująca procesja: liczne duchowieństwo w komżach, miejscowe i okoliczne stowarzyszenia i bractwa ze sztandarami i feretronami, szpaler sióstr pasterek ze świecami oraz duża grupa wiernych. Przybyli obydwaj biskupi chełmińscy, Ks. Bp Okoniewski i Ks. Bp sufragan Dominik, którzy wprowadzili ciało Matki Karłowskiej do kaplicy klasztornej i odprawili Nieszpory za zmarłych. Widok był raczej świąteczny, niż żałobny. Siostry całą noc czuwały przy swej Matce.
W czwartek, 28 marca odbyła się eksportacja do kościoła parafialnego, gdzie Ks. Bp Dominik odprawił uroczystą Mszę Świętą, a Ks. Bp Okoniewski wygłosił kazanie. Powiedział w nim m.in.: - "Matka Założycielka, aby powstrzymać zalew złego w społeczeństwie, stworzyła wielkie dzieło. Kobieta polska splamiła swoją godność. Nazwa "Polka" stała się hańbą. Zadrgało serce Matki Założycielki na widok nieludzkiego obejścia. Nie siłą, nie srogością, lecz sercem i miłością zbliżyła się do tych chorych członków społeczeństwa... Musiała walczyć z różnymi przeszkodami materialnymi i moralnymi. Jednak ta bohaterska niewiasta nie zrażała się niczym, lecz szła naprzód i swoją energią, siłą woli i hartem ducha wszystko pokonała... I błogosławił Bóg pracy Matki, której życie promieniowało żywą wiarą, wyrozumiałością i umiejętnością w prowadzeniu zbłąkanych dusz. Nigdy Ona nie straciła nadziei, że uda się dusze zaniedbane, o których prawie wszyscy zwątpili, zwrócić na drogę uczciwego życia. I udało Jej się tysiące dusz uratować i tysiące oddać Bogu... Duch Jej będzie nadal żył w Narodzie polskim. Niech to nam będzie zachętą do wytrwania, aby nie upaść na duchu w chwilach trudnych".
Po Mszy Św. ludzie jabłonowscy wzięli na barki srebrzystą, cynkową trumnę z okienkiem ponad twarzą Zmarłej i złożyli ją tymczasowo w wymurowanym grobie ziemnym obok wejścia do kościoła. Miejsce to jest dziś zaznaczone tablicą pamiątkową.
31 sierpnia tegoż roku dokonano ekshumacji i zgodnie z życzeniem Matki przeniesiono Jej doczesne szczątki do krypty przygotowanej pod prezbiterium klasztornej kaplicy. Usytuowany w niej biały grobowiec z piaskowca otacza wieniec przytulonych do niego owieczek, symbolizujących wychowanki Domów Misyjnych Sióstr Pasterek. Matka powiedziała kiedyś do swych dziewcząt: - "Będziecie mnie otaczały po śmierci tak, jak otaczacie mnie za życia" i to się spełniło.
Ostatnim z mieszkańców Jabłonowa, który pamiętał tę uroczystość, był zmarły niedawno śp. pan Kąkol.
Matka Założycielka spoczywała w grobowcu do czasu swej beatyfikacji. Kiedy 15 czerwca 1997 roku uroczyście poświęcono i otwarto Jej Sanktuarium na Wzgórzu Jabłonowskim, wyjęte z grobowca Kości Matki Marii zostały umieszczone jako relikwie pod ołtarzem, w ozdobnym relikwiarzu również otoczonym wianuszkiem owieczek, z wymownym napisem: "Życie moje oddaję za owce", streszczającym całą ideę życia, apostolstwa i świętości Matki.
W taki to sposób nasza Błogosławiona Patronka zamieszkała na stałe pośród nas. Upodobała sobie jabłonowskie wzgórze, dobrze więc, że zostało Jej ono oficjalnie zadedykowane.
Dziękujmy Panu Bogu za to życie, które Kościół święty uznał jako godne naśladowania i prośmy, aby wstawiała się za nami zgodnie ze swą obietnicą: - "Wasza przed i poza grobem Matka-Pasterka".
Opracowały: siostry pasterki
ze Wzgórza Błogosławionej
Matki Marii Karłowskiej
Podajemy za: "Jak to było",
w: "Echo ze Wzgórza Bł. M. Marii Pasterki".
Pałuki nr 629 (10/2004)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze