Reklama

Ksiądz nie spłacił długu, żegna się z parafią

Ks. Grzegorz G. po przeszło czterech latach żegna się z barcińską parafią. Ks. proboszcz Edmund Napierała przynajmniej do czerwca zostaje sam.

    fot. Magdalena Kruszka

Barcin, wikariusz, dług, urlop, kuria, prymas
     Ksiądz nie spłacił długu, żegna się z parafią
    Ks. Grzegorz Grzybowski, wikariusz parafii św. Jakuba Większego w Barcinie, decyzją prymasa z dniem 1 stycznia został skierowany na urlop. Przedstawiciel kurii poinformował, że wikariusz z Barcina wyczerpał cierpliwość prymasa.

     Parafian św. Jakuba pod koniec grudnia zaskoczyła informacja, że z dniem 1 stycznia 2014 roku abp Józef Kowalczyk, prymas Polski, kieruje księdza Grzegorza Grzybowskiego, wikariusza tutejszej parafii, na urlop. O przyczynach nikt nie mówił, ale nie było tajemnicą, że jest to wynikiem postępków, jakich ks. Grzegorz dopuścił się wobec jednej z parafianek, pożyczając od niej znaczną sumę pieniędzy. Taką przyczynę potwierdza ks. Zbigniew Przybylski, rzecznik prasowy Archidiecezji Gnieźnieńskiej. Zapytany, dlaczego decyzja o skierowaniu ks. Grzegorza Grzybowskiego na urlop nastąpiła w tak nietypowym okresie (wszelkie zmiany personalne w parafiach dokonywane są w czerwcu), powiedział: - Jest to związane z sytuacją księdza, o której państwo także pisali. Był on wielokrotnie wzywany do kurii, zobowiązywał się do spłacania długu, nie robił tego i cierpliwość prymasa została wyczerpana - informuje ks. Zbigniew Przybylski.
     Przypomnijmy, ks. Grzegorz Grzybowski został wikariuszem w barcińskiej parafii św. Jakuba Większego w połowie 2009 roku. W tym też roku pożyczył od jednej z parafianek 30.000 zł. Pieniędzy nie oddał, mimo że w maju 2011 roku zapadł wyrok nakazowy sądu cywilnego, aby wikariusz prawie 90-letniej parafiance dług oddał. Sprawa nabrała rozgłosu medialnego jesienią 2011 roku. Pisaliśmy wówczas, że księdza nie zmobilizował wyrok nakazowy sądu w tej sprawie ani upomnienie kanoniczne biskupa nałożone również dlatego, że wikariusz z Barcina podważał autorytet swego obecnego i poprzedniego proboszcza oraz samego księdza biskupa i całego Kościoła.
     Syn oszukanej mieszkanki Barcina w liście do kanclerza kurii pisał między innymi następujące słowa: Zaczął w lecie opowiadać mamie o swoich ogromnych kłopotach finansowych [ks. Grzegorz Grzybowski - przyp. mk], że ma sprawę w sądzie, którą wygra i odzyska pieniądze, ale teraz ich bardzo potrzebuje. Teraz, i szybko odda! Jest w takiej rozpaczy i tragedii, że nie może sypiać po nocach, dając do zrozumienia mamie, że może targnąć się na swoje życie, bo potrzebuje pożyczyć 35 tysięcy złotych, które go uratują. Mama bardzo się tym przejęła i pożyczyła, a 5 tysięcy z tej kwoty dała mu w prezencie z naiwności swojej!! Bo w tym roku, bodajże lipcu, obchodził 20-lecie kapłaństwa i dawał też do zrozumienia, że i z tego powodu by mu się coś należało!
     Już po tej skardze wikariusz przyznał się do pożyczki i zobowiązał się ją oddać. Na zobowiązaniach się jednak skończyło. Karą dla księdza jest skierowanie go na urlop. Pewne jest, że do Barcina już nie wróci, czy jednak trafi do innej parafii, tego dziś nie wiadomo.
     - On dalej jest księdzem, ale jego status ulega zmianie - wyjaśnia ks. Zbigniew Przybylski. - Został skierowany na urlop, a to oznacza, że musi sobie sam szukać proboszcza lub parafii, która go przyjmie, a jeśli nie znajdzie, to musi sobie radzić sam.
     Ks. Grzegorz Grzybowski swego czasu oddał starszej mieszkance Barcina 6.000 zł, ale nigdy więcej spłaty żadnej nie dokonał i nadal ciąży na nim dług 30.000 zł z odsetkami. Po tej cząstkowej spłacie syn kobiety dwukrotnie pisał do kurii, ale odpowiedzi żadnej nie otrzymał. Miała też miejsce zbiórka parafian, którzy pieniądze przekazali wikariuszowi na uregulowanie części długu. Te jednak już do mieszkanki Barcina nie trafiły. Syn oszukanej barcinianki uważa, że pożyczanie pieniędzy było nagminnym procederem księdza nawet po tym, jak sprawa z jego matką wyszła na jaw. Tyle tylko, że pożyczał drobniejsze kwoty i nikt publicznie się do tego nie przyzna. Sprawą jego matki zajął się komornik.
     - Komornik jakieś czynności podjął, ale ten ksiądz ma majątek ukryty, samochód ma na krewnego, meble też nie były jego, więc nie było czego zająć - mówi syn oszukanej barcinianki. - Mój adwokat będzie teraz pisał do kurii w tej sprawie, bo były sugestie, że oni się poczuwają do rekompensaty. Przecież ten ksiądz występował w imieniu Kościoła, był ich wysłannikiem. On wyłudzał te pieniądze jako kapłan, a nie zwykły obywatel z ulicy, więc kuria powinna wziąć odpowiedzialność za niego. Śmieszy mnie to, jak została ta sprawa załatwiona przez kurię. Powinni mu dać robotę, niech zarabia i spłaca, a nie znika gdzieś w niebycie. To byłoby dla mnie satysfakcjonujące. Błędy trzeba naprawiać i konsekwencje swoich czynów ponosić.
     W tej chwili ks. Edmund Napierała, proboszcz parafii św. Jakuba Większego w Barcinie, zostaje jedynym duszpasterzem, gdyż nie ma wikariuszy, których można by tu przydzielić. Nie wiadomo jeszcze, czy w przyszłości wikariusz do tej parafii trafi. Jeśli tak, to nastąpi to nie wcześniej niż w czerwcu, czyli wówczas, gdy biskup podejmuje decyzje o zmianach personalnych. Ks. Zbigniew Przybylski tłumaczy, że zależy to od potrzeb w innych parafiach. Jeśli nowi wikariusze będą gdzie indziej bardziej potrzebni, to w parafii w Barcinie pozostanie tylko jeden ksiądz. Ksiądz rzecznik zapewnia jednocześnie, że w tej sprawie będą prowadzone rozmowy z ks. proboszczem Edmundem Napierałą. Na chwilę obecną ks. proboszcz zostaje jednak w parafii sam.

Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1142 (1/2014)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości