10 czerwca 2023 rok - to data, którą rolnicy z Mamlicza, Agnieszka i Tomasz Puziowie, zapamiętają do końca życia. Tego dnia w ich gospodarstwie wybuchł pożar. Zginęła w nim siostra Tomasza - Alicja, która mieszkała w Barcinie, ale często pomagała bratu i bratowej w gospodarstwie. Pożar strawił oborę i częściowo drugi budynek gospodarczy. O zdarzeniu tym pisaliśmy obszernie w numerze 24/2023 Pałuk (artykuły te przypominamy też pod tym tekstem).
PO TRAGEDII
Gospodarstwo Agnieszki i Tomasza nastawione było głównie na produkcję mleka. W wyniku pożaru hodowcy stracili całe posiadane stado krów. Te, które nie zginęły od razu, tak bardzo ucierpiały, że zostały skierowane przez lekarza weterynarii na ubój z konieczności. Ocalało na szczęście młode bydło znajdujące się w innym budynku. Pożar strawił również dwa traktory i wiele maszyn rolniczych, takich jak siewnik, rozsiewacz nawozu i inne niezbędne do prowadzenia gospodarstwa. Rodzina straciła wiele, żeby nie powiedzieć, że wszystko - przede wszystkim najbliższą osobę, źródło utrzymania, a także poczucie bezpieczeństwa.
- Po pożarze czekała nas trudna decyzja co dalej. Początkowo targały nami takie emocje, że do głowy przychodziła myśl, żeby sprzedać wszystko i wyprowadzić się. Z drugiej strony jednak pozbyć się rodzinnego gospodarstwa? Mam już 50 lat, całe życie pracowałem w gospodarstwie. Szczerze mówiąc nie wyobrażałem sobie pracy gdzie indziej - powiedział Tomasz Puzio. - Mamy też dzieci, musieliśmy myśleć o nich i o ich przyszłości. Na duchu podnosiło nas to, że ocalał budynek mieszkalny. Mieliśmy dach nad głową, siebie i ręce gotowe do pracy. A co najważniejsze - rodzinę, znajomych, sąsiadów - cały sztab ludzi o otwartych sercach, gotowych pomóc nam na róże sposoby. To, co działo się dalej przerosło nasze najśmielsze oczekiwania - powiedziała pani Agnieszka.
POMOC i ODBUDOWA
Rodzinie pomagało tak wiele osób, firm, instytucji, że nie sposób wymienić wszystkich. - Była to pomoc nie tylko finansowa. Ludzie pomyśleli o wszystkim, czego mogło nam brakować. Począwszy od przysłowiowego chleba, po środki do produkcji rolnej. Zapewnili także wsparcie przy pracach polowych (zwłaszcza żniwnych). Były zbiórki w internecie, szkołach, festyn parafialny i wiele innych form pomocy. Rolnicy praktycznie z całego powiatu, nawet ci najmniejsi, przywozili nam słomę, siano czy na różne sposoby pomagali w odbudowie stada - powiedział Tomasz. - Za wszystko z całego serca dziękujemy. Jesteśmy wdzięczni za każdą pomoc - dodali zgodnie małżonkowie.
Śledztwo w sprawie pożaru zostało przez prokuraturę umorzone. Nie znaleziono przyczyny jego wybuchu. Wtedy więc, dokładnie po 3 miesiącach od zdarzenia, ubezpieczalnia wypłaciła odszkodowanie. Można było ruszyć z budową nowej obory. I w tej kwestii państwo Puziowie także nie zostali sami. Mogli liczyć na wsparcie ludzi dobrej woli w kwestii materiałów budowlanych, założenia dachu, wyposażenia hali udojowej, a przede wszystkim pomocy przy ogromie prac fizycznych związanych najpierw ze sprzątaniem pogorzeliska, a następnie z budową nowej obory.
Dzisiaj, prawie dwa lata po pożarze, państwo Puziowie z synami: 19-letnim Bartłomiejem i 7-letnim Antonim utrzymują krowy dojne i młode bydło w nowoczesnej, przejazdowej oborze. Docelowo będzie można umieścić w niej 40 DJP. Obok obory znajduje się profesjonalna, 5-stanowiskowa hala udojowa typu „rybia ość”. - To był dla nas ciężki okres. Teraz, w nowej oborze, praca to przyjemność. Jest wygodniej i łatwiej - jednak bez wahania oddalibyśmy to wszystko, jeśli zwróciłoby to życie naszej Alicji - podsumowało ze łzami w oczach małżeństwo.
Dorota Kapłońska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze