Udział w Powstaniu Wielkopolskim to jedynie epizod w burzliwym życiu żołnierza i urzędnika samorządowego - Edmunda Reinke z Barcina.
Edmund Reinke to jedna z tych osób, które w XX w. odcisnęły swą działalnością piętno na historii Barcina. Co ważne, zostawił po sobie zapiski, które teraz, lata po jego śmierci, są cennym źródłem historycznym. Czasami te zapiski są mało czytelne, ale dzięki córce Edmunda Reinke Stefanii Szadłowskiej można je odszyfrować.
Edmund Reinke przyszedł na świat 6 listopada 1893 r. w Barcinie. Jego ojciec Władysław był miejscowym rybakiem, który pracował na Noteci, a mama Wiktoria z domu Staniszewska zajmowała się wychowywaniem dzieci. Jej rodzina wywodziła się z Chomiąży Szlacheckiej; jej ojciec był w tej miejscowości nauczycielem. Wiktoria Reinke urodziła 12 dzieci, ale tylko połowa z nich dożyła dorosłego wieku. Jak opowiada Stefania Szadłowska, jej rodzina była poddawana presji ze strony zaborców pruskich, bo mimo niemieckiego nazwiska, nie udawało się ich nakłonić do przyznania się do narodowości niemieckiej.
![]() |
| Zdjęcie po lewej: Edmund Reinke, uczestnik bitew pod Ypres, Verdun, powstaniec wielkopolski i przez kilka miesięcy kancelista w sztabie generała Edwarda Rydza-Śmigłego w 1919/20 roku w Wilnie fot. z archiwum Stefani Szadłowskiej; zdjęcie po prawej: Czasław Reinke - brat Edmunda, także powstaniec fot. z archiwum Stefani Szadłowskiej |
- Do szkoły podstawowej uczęszczałem w Barcinie na rynku (wspominał Edmund Reinke na 10 lat przed swoją śmiercią). Ukończyłem ją z półrocznym opóźnieniem, ale nie z powodu moich porażek w nauce, a po prostu dlatego, że wziąłem udział w strajku szkolnym w odmowie słuchania lekcji wyłącznie po niemiecku. My solidaryzowaliśmy się wtedy z kolegami z Wrześni i z innych miast Wielkopolski. My strajkowaliśmy w Barcinie w roku szkolnym 1906/07 - opowiadał Edmund Reinke w 1973 r. Bezpośrednią przyczyną wybuchu strajku było to, że zawieszono w szkole nauczanie religii po polsku, a był to ostatni przedmiot wykładany w języku ojczystym. W trakcie strajku dzieci były wielokrotnie bite. W zasadzie za każdą najniższą ocenę (wtedy była to piątka) uczniowie byli bici. Wiązało się to z bezustannym wymierzaniem kar cielesnych, bo nikt w tym czasie nie otrzymywał oceny wyższej niż cztery lub pięć, przy czym te najgorsze przeważały. Lekcje trwały do 1600, a często za karę trzeba było jeszcze zostać dodatkowo nawet 2 godziny. Była tylko półgodzinna przerwa na obiad.W czasie strajku za każdą nieobecność dziecka w szkole bez zwolnienia lekarskiego rodzice musieli płacić karę 15 marek. W czasie tego strajku Edmund Reinke miał 13 lat. Protest uczniów polskich w Barcinie zakończono w 1907 r.
Od 1904 r., jako 11-latek Edmund Reinke należał już do polskiego Towarzystwa Gimnastycznego Sokół w Barcinie. Od początku edukacji w szkole niemieckiej, jak przypominał sobie po latach Edmund Reinke, wraz z rówieśnikami po zajęciach szkolnych bawili się w wojsko polskie. Było to odskocznią od codziennej indoktrynacji niemieckiej w szkole. Dzieci zbierały na ten cel zaoszczędzone pieniądze i wrzucały je do specjalnej skarbonki, którą trzymał u siebie Jerzy Mielcarzewicz. Za te pieniądze później kupione zostały bębny, piszczałki, czy też organki. Stworzono w ten sposób orkiestrę tego małego wojska. Dzieci zrobiły sobie czapki z kartonu. W warsztacie swego ojca, który był bednarzem, Bronisław Wagner wystrugał dla żołnierzy broń z drewna. U Mielcarzewiczów, których ojciec był malarzem, pomalowano tę drewnianą broń na brązowy kolor. Tutaj też dzieci wystawiły pewnego dnia przedstawienie, ażeby zebrać środki na uszycie prawdziwych czapek z piórami dla komendantów dziecięcej armii. Edmund Reinke opowiadał później o ćwiczeniach, które armia barcińskich dzieci przeprowadzała w lesie w Krotoszynie. Któregoś dnia po takich manewrach dzieci wymaszerowały do miasta i przy dźwiękach swej orkiestry dotarły aż na ul. Młyńską (obecnie ul. Wyzwolenia), gdzie mieścił się wtedy magistrat Barcina. Młodzi ludzie doszli pod samo prezydium. Ta manifestacja polskości nie spodobała się niemieckiemu burmistrzowi Spude, który zaczął krzyczeć na dzieci. Zaraz też na ulicy pojawił się policjant, który kazał się rozejść i nie urządzać już więcej ćwiczeń. Zagroził on, że jeśli młodzi ludzie nie powstrzymają się od tych zabaw, to ich rodzice zapłacą duże kary pieniężne. Dlatego też barcińskie dzieci zrezygnowały z zabaw w armię polską.
![]() |
| Na strzelnicy Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół" w Barcinie Wsi 3 maja 1937 r. podczas święta patriotycznego z okazji rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja: W ostatnim rzędzie od lewej stoją Antoni Pietrzak, Jan Pietrzak, Teofil Reinke, Ewaryst Reinke, Teresa Reinke, Edmund Reinke, Janina Reinke, Teodozja Pietrzak, Aniela Reinke, Alfons Reinke, pani Sebastiańczykowa (żona barcińskiego policjanta, której imienia nie zdołaliśmy ustalić). Na dole od lewej stoją dzieci: Zenon Reinke, Stefania Reinke (obecnie Szadłowska), syn państwa Sebastiańczyków oraz Łucja Pietrzak i Eugeniusz Reinke. fot. z archiwum Stefani Szadłowskiej |
Późniejszy uczestnik bitwy pod Ypres i Verdun, powstaniec wielkopolski i uczestnik walk z bolszewikami w 1920 r. podkreślał, że jego matka, czyli Wiktoria Reinke, wszystkie swoje dzieci w domu rodzinnym uczyła pisać i czytać po polsku. Po skończeniu podstawówki Edmund Reinke wykształcił się na fryzjera. Jak sam wspominał, polskie dzieci, jeśli nie miały na kontynuowanie edukacji ogólnej po zakończeniu podstawowego etapu, to przed I wojną światową nie mogły uczyć się dalej i pozostawała im w zasadzie tylko jedna droga, czyli nauczenie się jakiegoś zawodu.
W 1914 r., a dokładnie 12 listopada, jako poborowy został przymusowo wcielony do armii cesarza Wilhelma II, który kilka miesięcy wcześniej przystąpił do wojny jako jeden z uczestników państw osi.
Na początku stycznia 1915 r. Edmunda Reinke wysłano na front wschodni, czyli na teren Karpat. Służył w 42 Pułku Piechoty z siedzibą w Stralsundzie. Wziął wówczas udział w wielu bitwach na terenie Beskidów. W wyniku choroby, na którą zapadł, oddelegowany został do Medyki, później Przemyśla, następnie przewieziony do Miszkolca na Węgrzech, skąd wreszcie trafił do Naumburga nad Saalą. Tutaj przydzielono go do 140 pułku piechoty i wysłano na front wschodni. Jego pułk walczył docierając na tereny po Brześć Litewski i Baranowice.
25 października 1915 r. Edmund Reinke został skierowany na front zachodni na teren Francji. Walczył w Szampanii, był jedną z ofiar użycia wówczas nowej broni masowego rażenia jaką był gaz; było to pod Ypres. Będąc poddawany wojennym trudom zachorował na serce i reumatyzm. W efekcie na 2 miesiące trafił do niemieckiego szpitala w Zweibruecken.
![]() |
| W szpitalu w Zweisbruecken w Niemczech po walkach we Francji pod Ypres Edmund Reinke w otoczeniu personelu medycznego fot. z archiwum Stefani Szadłowskiej |
Po wykurowaniu się wziął udział w największej bitwie tej wojny, czyli pod Verdun. 12 lipca 1916 został ciężko ranny w trakcie tych walk. Była to rana od armatki z bliska, gdyż Edmund Reinke był w okopie w odległości około 50 m od jednego ze zdobywanych, francuskich fortów. Barcinianin został przy tym zasypany ziemią i dopiero po 2 dniach odnaleźli go sanitariusze.
Powrócił jednak na front i uczestniczył w walkach o Reims, gdzie odłamkiem pocisku artyleryjskiego raniony został w łydkę prawej nogi. Nastąpił duży upływ krwi, więc leczenie się przedłużało. Najpierw w szpitalu we Francji, później we Frankfurcie nad Menem, w Poznaniu, Legnicy i wreszcie w Inowrocławiu, gdzie przeszedł jeszcze jedną operacje, bo nie mógł wyprostować nogi, w którą ranny został we Francji.
![]() |
| Na zdjęciu wykonanym jesienią 1918 r. najprawdopodobniej w szpitalu w Inowrocławiu od lewej stoją Edmund Reinke, Leon Reinke i ich kolega ze szpitalnej sali Smodligowski (imienia nie zdołaliśmy ustalić) fot. z archiwum Stefani Szadłowskiej |
10 października 1918 r. Niemcy uznali, że Edmund Reinke jest zdolny do robót pozafrontowych. Dlatego, pomimo że uznano jego 56% inwalidztwo wojenne, wysłany został przez Niemców ponownie do Francji. Najpierw jednak stanął w Pile, gdzie spotkał się z jednym z Polaków z Wielkopolski. Wtedy po raz pierwszy zaczął rozmawiać o tym, że Wielkopolska będzie musiała zorganizować powstanie, ażeby wyzwolić się z niewoli niemieckiej. Następnie Edmund Reinke trafił do Greiswaldu. Tutaj żołnierze coraz częściej odmawiali wykonywania rozkazów podczas ćwiczeń. Kiedy dotarła do nich informacja, że cesarz Wilhelm uciekł z otoczeniem do Holandii, wywożąc przy tym siedem samochodów złota i kosztowności, zaczęto pod czerwonym sztandarem tworzyć Radę Robotniczo-Żołnierską. Każdy mógł się zgłosić tutaj o urlop. Uczynił to również Edmund Reinke wraz z kolegą z Wapienna, Michałem Głydą. Do Barcina jechali przez Poznań, gdzie już organizowała się Rada Robotniczo-Żołnierska i trwały przygotowania do powstania. Również w Barcinie było już kilkunastu żołnierzy.
W tym czasie wybuchło w całych Niemczech społeczne wrzenie o charakterze komunistycznym i mieszkańcom Wielkopolski udało się tak zaktywizować, że doszło do wybuchu powstania (szczegółowo o udziale Edmunda Reinke i innych mieszkańców Barcina będzie można przeczytać w książce, która została zaprezentowana już 29 grudnia przez Towarzystwo Miłośników Miasta i Gminy Barcin).
W ostatnich tygodniach 1918 r. również w Barcinie trwały próby powołania rad żołnierskich i na burmistrza Spude, który wciąż rządził miastem, wywierana była coraz większa presja.
Gdy 27 grudnia 1918 r. do Poznania wjechał Ignacy Paderewski i wybuchło powstanie w Wielkopolsce, w Barcinie stacjonowało 60 do 80 dobrze uzbrojonych żołnierzy niemieckich. Kilkunastu polskich zapaleńców z niejakim Amborskim i Edmundem Reinke zamierzało nawet podjąć próbę negocjowania z oficerem niemieckim i podjęcia próby rozbrojenia oddziału. Jednak oficer niemiecki na sugestie Edmuunda Reinke, żeby się poddali, od razu chwytał się za broń i potrząsał nią. Cywile bali się rozlewu krwi i pozwolili uzbrojonym Niemcom odjechać w stronę Bydgoszczy. Zakwaterowali się w Łabiszynie.
Po odjeździe niemieckich żołnierzy do Barcina zaczęli schodzić się ludzie z wiosek, a 4 stycznia 1904 r. na zebraniu Sokoła ogłoszono powstanie. Dzisiaj dla upamiętnienia tej daty nazwę 4 Stycznia nosi najważniejsza ulica miasta, łącząca stary i nowy Barcin. Poproszono o pomoc Mogilno, bo barcinianie obawiali się ataku wzmocnionego teraz niemieckiego garnizonu łabiszyńskiego. Do Mogilna pojechał barciński kolejarz Hałas i istniejącą wówczas linią kolejową między miastami nad Panną i nad Notecią przyjechał pociąg z 40 dobrze uzbrojonymi żołnierzami z Mogilna. Komendantem wybrano Leona Salkowskiego (później kierownika szkoły w Barcinie), który jednak zrezygnował i na czele żołnierzy stanął Adam Majewski. Barciński oddział utrzymywał kontakt z powstańcami w Pakości i w Łabiszynie, ale żeby usunąć zagrożenie odbicia Barcina, trzeba było oswobodzić Łabiszyn. Okazało się, że Niemcy z Łabiszyna przejawiają zainteresowanie Żninem i nawet wypuszczają swe patrole w jego kierunku. Jednak wszędzie na wioskach małe patrole niemieckie były zagrożone, gdyż Polacy śmiało wypuszczali swe oddziały poza miasto i rozbrajały napotykanych Niemców.
Kompania barcińska w Kani ustanowiła kilkunastoosobowy patrol powstańczy, gdyż była to najważniejsza dla Barcina placówka. Stąd mogło dojść do ataku Niemców z Łabiszyna i Bydgoszczy. Dwóch stałych kurierów na rowerach jeździło z Kani do Barcina. Co ciekawe, jednym z nich był Emil Voigt, Francuz, którego Niemcy jak wielu innych ludzi z drugiej strony barykady wykorzystywali w czasie wojny do niewolniczej pracy. Jak wspomina Edmund Reinke, Francuz był szczególnie dzielnym powstańcem barcińskim. Drugim kurierem był Rosjanin Jan Szczerbik, też niemiecki niewolnik w czasie wojny.
10 stycznia kurier francuski oraz Tarczyński i brat Edmunda, Leon Reinke przyjechali do Barcina z informacją, że oddziały Niemców z Łabiszyna podjęły próbę odbicia Kani. 40 powstańców z Barcina wyszło zatem z odsieczą dla tej oddalonej o 4 km od miasta wsi.
Edmund Reinke dowodził osobiście 30-osobowym oddziałem, który zajął stanowiska za kopcami ziemniaków przy wiosce. W zabudowaniach Niemców nie było, wyszli oni już poza Kanię i strzelali także z szosy bydgoskiej. Edmund Reinke zostawił oddział pod opieką swego zastępcy i w piątkę polną drogą poszedł do pobliskiego Augustowa, żeby sprawdzić ruchy wycofujących się Niemców. Ci jednak uciekali do Łabiszyna. Franciszek Zieliński z Kani, który objął dowodzenie oddziałem barcińskim, nakazał marsz na Łabiszyn. Dotarło w tym czasie jeszcze więcej powstańców z Barcina. Jednak nie zdołano dopaść Niemców przed Łabiszynem, więc wszyscy wrócili do Barcina. Następnego dnia przewidywany był ogólny atak na Łabiszyn.
Do Barcina przybyło 40 powstańców z Pakości pod komendą Władysława Poczekaja. Mieli oni nawet 1 lekki karabin maszynowy (bo zdołali rozbroić Niemców jeszcze w Pakości). Ponadto do oddziału barcińskiego wrócili miejscowi żołnierze wcześniej oddelegowani do Inowrocławia. Stolica Kujaw Zachodnich była już bowiem niezagrożona. Ponadto przybyli żołnierze z Zalesia Barcińskiego, Mamlicza, Wapienna, Krotoszyna, Sadłogoszczy i innych wsi pod Barcinem. Dlatego oddział liczył już około 200 ludzi.
Pakoska kompania, idąc okrężną drogą, poprzecinała druty telefoniczne, a także obłożyła ładunkami most w Antoniewie. Dodatkowo pakoszczanie zatrzymali na moście 8-osobowy patrol niemiecki z amunicją i prowiantem. Barcinianie, będąc w Kani, wysłali do Łabiszyna przez Lubostroń 2 sekcje żołnierzy w celu zaatakowania Niemców. Tymczasem od wschodu do Łabiszyna przybywał oddział powstańców z Kruszwicy. Edmund Reinke otrzymał rozkaz od ppor.Kazimierza Dratwińskiego, ażeby 1 pluton obsadził pole wzdłuż drogi w Ojrzanowie. Atak ze wszystkich stron na Łabiszyn miał nastąpić w południe. Z Ojrzanowa pluton Edmunda Reinke dotarł do cmentarza w Łabiszynie. Po drodze, jak opowiadał powstaniec z Barcina, okoliczni chłopi chwytali za widły, czy sztachety od płotu i przybiegali, aby pomóc żołnierzom w walce z Niemcami. Część żołnierzy przeszukała cmentarz, obawiając się pułapki niemieckiej ze strony cmentarnego wzgórza. Inni od razu ul. Młyńską (obecnie Mickiewicza) poszli na Stary Rynek. Niemcy wycofali się na śluzę między ul. Portową i ul. Poznańską.
Powstańcy z Łabiszyna wskazywali odsieczy, którędy wiodą najkorzystniejsze przejścia do miasta. Było to bardzo ważne, bo np. oddział Edmunda Reinke próbował atakować idąc od strony Starego Rynku uzbrojony w 2 karabiny maszynowe niemiecki punkt na moście przy śluzie od ul. Portowej (obecnie ul. 11 Stycznia dla upamiętnienia wyzwolenia Łabiszyna w 1919 r.). Ostrzał niemiecki był na tyle silny, że nie byli w stanie zdobyć tego posterunku. Dopiero powstaniec z Łabiszyna poprowadził kilku barcinian boczną uliczką (najprawdopodobniej chodziło o dzisiejszą ul. Parkową), dzięki czemu do jednej z kamienic weszli powstańcy: Jasiński i Wiśniewski, którzy z góry celnie ostrzelali stanowisko niemieckie. Niemcy zaczęli kryć się w sali Eberta (najprawdopodobniej chodziło tu o jedną z licznych restauracji w dawnym Łabiszynie). Z drugiej strony sali powstaniec Andrzej Rozpłochowski rzucił 2 granaty. Czterech Niemców zginęło.
Łącznie, jak wspominał Edmund Reinke, żołnierze z Barcina, Pakości, wspomagani przez kruszwiczan i miejscowych powstańców, zdobywając Łabiszyn zabrali do niewoli 40 nieprzyjaciół, 12 Niemców zginęło w walce, 36 zostało rannych. Z Polaków jeden został ranny, i jeden zginął - był to powstaniec z Pakości, niejaki Malak.
Zdobyto 8 ciężkich karabinów maszynowych i wiele lekkich karabinów. Doposażono nimi przede wszystkim powstańców z Łabiszyna oraz z innych oddziałów.
Po bitwie w Łabiszynie 30 barcinian pełniło posterunek przy moście w Antoniewie, którędy mogło przyjść niemieckie natarcie z Bydgoszczy. Przez kilkanaście dni barcinianie pilnowali tego przejścia, jednocześnie wysyłając w stronę Brzozy Bydgoskiej patrole, aby sprawdzić, czy Niemcy rzeczywiście idą odbić Łabiszyn.
22 stycznia taki patrol przed Brzozą (był w nim Edmund Reinke) odebrał Niemcom wóz i krowę, którą ci wcześniej zarekwirowali Polakom. Odwieźli zdobycz do Łabiszyna, zyskując w ten sposób prowiant.
22 stycznia Niemcy z 15 mm armatką przybyli pod most w Antoniewie i zaczęli strzelać. W szosie przy moście powstawały leje po pociskach, więc barciński oddział musiał się wycofać, by nie ponieść zbyt wielkich strat. Strzały te usłyszano w Łabiszynie i bardzo szybko przyszła stamtąd odsiecz. Polacy przywieźli małą armatkę i wyparli Niemców.
Barcinianie przydzieleni zostali następnie do I Kompanii Poznańskiej i walczyli w jej szeregach; odpierali kontrofensywę niemiecką pod Władysławowem i Rynarzewem, Florentynowem, Rudą, Pszczółczynem.
Po rozejmie z Niemcami w Trewirze, kiedy już niemal pewne stało się, że Wielkopolska wejdzie w skład państwa polskiego, Edmunda Reinke wcielono do tzw. Poznańskiego Baonu Śmierci w 59 Pułku Piechoty. Wtedy trafił na front wschodni, gdzie walczył z armią radziecką o Wilno, Dyneburg, a później wziął udział w wyprawie kijowskiej (walczył min. pod Lublinem, Chełmem, Zawierciem). Wyjaśnijmy, że wówczas zabiegi dyplomatyczne Józefa Piłsudskiego doprowadziły do sojuszu z Ukrainą pod atamanem Szymonem Petlurą, a Polska zmierzała do stworzenia federacji państw narodowych na dawnych kresach wschodnich Rzeczpospolitej Obojga Narodów, które prowadziłyby wspólną politykę przeciwko Krajowi Rad.
W tamtym czasie armie wszystkich walczących ze sobą stron dotknęła epidemia czerwonki. Organizmy żołnierzy wycieńczonych kilkuletnimi walkami poddawały się z tego powodu śmierci nawet częściej aniżeli od kul z broni.
![]() |
| Janina Lenartowiczówna na innej fotografii przesłanej narzeczonemu, Edmundowi Reinke fot. z archiwum Stefani Szadłowskiej |
- Tata opowiadał, że dowodził wtedy pociągiem chorych żołnierzy, których miał rozwozić po szpitalach w Lublinie, Chełmie, Zawierciu, Wilnie. Oni chorowali na czerwonkę, na krwawą biegunkę, gorączkowali. Mój tata był wtedy plutonowym. Z moją mamą, Janiną Lenartowicz [ona pochodziła ze Zgierza pod Łodzią - przypis kg] spotkał się na dworcu w Zawierciu. Tam skrzyżowały się ich drogi. Ona wracała ze ślubu swego brata. On wracać miał z tymi chorymi żołnierzami do Wilna, a wyjechał z niedalekich Sarn. Mój tata później wspominał, że urzekł go w mojej mamie przede wszystkim jej wspaniały, długi, sięgający pośladków warkocz. Choć nie patrzył na niego oczami fryzjera, którym przecież był, a oczami mężczyzny, któremu podoba się kobieta. Później przez 4 lata oni ze sobą tylko korespondowali. Bodajże 2, albo 3 razy spotkali się przy jakiejś okazji, ale tak naprawdę, to była przede wszystkim znajomość wyłącznie za pomocą poczty - mówi Stefania Szadłowska. Dodajmy, że swą wojenną tułaczkę Edmund Reinke zakończył 19 marca 1921 r., kiedy został przesunięty do rezerwy.
Wspominaliśmy już, że Edmund Reinke miał liczne rodzeństwo, ale połowa z nich nie dożyła wieku dorosłego. - W tamtych czasach kobiety rodziły dzieci zwykle bardzo często i przez lata. Jednak nie wszystkim udawało się przeżyć okres niemowlęcy i dzieciństwo- tłumaczy pani Stefania Szadłowska.
Najstarszym z tych, którzy spośród dzieci Władysława i Wiktorii dożyli dorosłego wieku, był Czesław Reinke. Urodził się on w 1887 r., a zmarł 11 czerwca 1971 r. I on kształcił się początkowo na fryzjera, ale później przekwalifikował się na technika dentystycznego. Do 1939 r. prowadził własną praktykę dentystyczną, a po 1945 r. pracował w tym zawodzie w barcińskiej przychodni na ul. Wyzwolenia. Kolejny brat Edmunda Reinke miał na imię Leon i też był fryzjerem. Miał swój zakład na ul. 4 Stycznia, vis a vis działającej do końca lat 80. masarni. Leon Reinke urodził się w 1891 r., ale zmarł z powodu epidemii grypy w 1919 r. Kolejnym z rodzeństwa był bohater naszej opowieści, czyli Edmund Reinke. Z zawodu był fryzjerem, ale po służbie wojskowej poświęcił się pracy w barcińskim ratuszu. Był też pierwszym po II wojnie światowej włodarzem Barcina. Jego młodszym bratem był Tadeusz Reinke, który po tacie - Władysławie - zajmował się rybołówstwem. Urodził się 12 czerwca 1898 r., a zmarł 14 lipca 1978 r. Podobnie, jak Edmund Reinke, i on zmarł w Barcinie.
Władysław i Wiktoria Reinke mieli też 2 córki, które doczekały dorosłego wieku. Teodozja urodzona w 1901 r. związała się z synem organisty i jednocześnie szubińskiego zduna, Zygmunta Kralla, który był z pochodzenia Czechem. Najmłodsza - Leokadia urodziła się w lipcu 1905 r., a zmarła 2 lata wcześniej, niż jej brat Edmund, bo w 1981 r.
Wspomniana Janina Lenartowicz, dziewczyna z długim warkoczem, później żona Edmunda, zmarła 22 października 1980.
- Ja wiem tyle, że mój ojciec wyróżniał się dużą kulturą i też higieną osobistą, i z tego, co opowiadała mama - to właśnie tymi zaletami ją zauroczył przede wszystkim. Dlatego też za niego wyszła - mówi Stefania Szadłowska. Urodziła się w 1924 r., kiedy to Janina Lenartowicz i Edmund Reinke, czyli jej rodzice, już od roku byli małżeństwem. Należy dodać, że jej rodzina wróciła do Barcina z Wądzynia w powiecie działdowskim, gdzie Edmund Reinke pracował przez pewien czas w Straży Celnej, ale nastąpiła tam redukcja etatów.
Nasza rozmówczyni ma obecnie 85 lat. Przed II wojną światową po ukończeniu barcińskiej szkoły podstawowej zdążyła rozpocząć edukację w gimnazjum (dzisiejsze Liceum. im. Jana Kasprowicza w Inowrocławiu). Jednak z powodu wybuchu wojny Stefania (wówczas Reinke, obecnie Szadłowska) w wieku 13 lat musiała przerwać edukację.
Po powrocie do Barcina Edmund Reinke został urzędnikiem w miejscowym ratuszu, a jego przełożonymi byli najpierw burmistrz Tyczewski, a następnie burmistrz Antoni Piotrowski. Edmund Reinke zajmował się finansami ratusza. Dodajmy, że wówczas nie było wspólnej gminy, którą tworzyło miasto i okoliczne wsi. Barcinem zarządzał burmistrz z ratusza na ul. Wyzwolenia, a wioskami wójt gminy Barcin (wówczas był to Kazimierz Winiecki), który swój urząd miał we własnym dworku na ul. Dąbrowieckiej w Barcinie.
W ratuszu miejskim pracowało przed II wojną światową 8 urzędników, licząc z burmistrzem oraz gaz-mistrzem. Sam burmistrz z rodziną mieszkał w mieszkaniu na piętrze budynku ratusza. Tak zresztą było też za czasów burmistrza Spude, czyli przed 1919 r.
W 1939 r. ratusz obsadziła administracja hitlerowska, a Edmund Reinke został zmuszony do wykonywania jej poleceń. Co więcej, Niemcom na tyle spodobała się znajomość języka niemieckiego córki Edmunda, pani Stefanii, że kazali jej pracować w magistracie, mimo iż miała zaledwie kilkanaście lat i nie ukończyła jeszcze nawet gimnazjum.
- Komendant Barcina, mianowany jesienią 1939 r., niejaki Keppel chwalił moją niemczyznę i nakazał pracować w ratuszu. Po nim nastał Lorberg, Scholz, a pojawiał się między nimi już pod koniec wojny taki August Maier, gdyż był to starszy już urzędnik, a w trakcie wojny Niemcy wszystkich młodszych mężczyzn brali pod broń. Maier miał już powyżej 60 lat i traktowany był przez niemieckich przełożonych jako emeryt. Mógł jednak jeszcze pracować na stanowisku włodarza Barcina i tak pracował aż do 1945 r. - opowiada Stefania Szadłowska.
Powodem zatrzymania Edmunda Reinke w urzędzie było to, że początkowo okupanci nie mieli pojęcia o rachunkach gminy, nie wiedzieli w jakim ona jest stanie, a Edmund Reinke nie tylko zajmował się tym przed wojną, ale też perfekcyjnie posługiwał się językiem niemieckim, jak większość z tamtego pokolenia barcinian. Jednak nie pracował on za takie stawki, jak urzędnicy niemieccy, a za zdecydowanie niższe.
Cały też czas okupanci wywierali na Edmunda Reinke presję, ażeby podpisał volkslistę. Wmawiali mu, że mówi po niemiecku, ma niemieckie nazwisko, więc jest Niemcem. Jednak urzędnik tej listy nigdy nie podpisał. Rzecz jasna nie chwalił się nikomu z Niemców swoim udziałem 20 lat wcześniej w Powstaniu Wielkopolskim. To mogłoby się bowiem dla niego skończyć tragicznie.
21 stycznia 1945 Barcin został wyzwolony z rąk Niemców, a 2 dni później Edmund Reinke wybrany został burmistrzem i pełnił tę funkcję do listopada 1946 r. W tym czasie wybrana została Rada Miejska i Zarząd Miejski oraz 14 sołtysów i komisje: mieszkaniowa, rolna, żywnościowa, finansowa. Jesienią 1946 r. posterunek Milicji Obywatelskiej w Barcinie i ratusz miejski zaatakowała grupa bojowników z formacji Wolność i Niezawisłość, która skupiała w swych szeregach przede wszystkim weteranów Armii Krajowej. Bojownicy ci zostali odparci, jednak w kierunku Edmunda Reinke padły zarzuty, że udostępnił klucze do drzwi ratusza bojowcom z podziemia, więc politycznie dla komunistów nie był człowiekiem wiarygodnym na stanowisku burmistrza. Dlatego do domu państwa Reinke przyjechali kilka dni później funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa z Szubina i próbowali wydobyć od Edmunda Reinke przyznanie się do rzekomego wspomagania antykomunistycznej reakcji. Ten się jednak nie przyznał. W momencie, gdy dawni AK-owcy zaatakowali posterunek milicji i magistrat, Edmund Reinke łowił ryby na stawie torfowym przy ul. Kościelnej. Pomagał w tej pracy swemu bratu, Tadeuszowi. Bracia wyłowili zresztą rekordowego, 36-kilogramowego suma, więc siłą rzeczy Edmund Reinke nie mógł w tym samym czasie ułatwiać zajęcia komisariatu MO oraz ratusza w Barcinie bojownikom WiN. Złowioną tamtej nocy rybę pamięta doskonale Stefania Szadłowska. Sum oporządzany był bowiem na stole w kuchni państwa Reinke przez ojca i wuja pani Stefanii.
Komuniści zarzucili Edmundowi Reinke przy tej okazji, że współpracował z hitlerowcami w czasie okupacji, bo pracował pod ich nadzorem w magistracie i nosi niemieckie nazwisko, więc nie jest Polakiem. Później śledczy UB wycofali się z tych zarzutów i proponowali Edmundowi Reinke, aby pozostał w pracy w ratuszu. Były powstaniec wielkopolski uniósł się jednak honorem i zrezygnował z posady w Urzędzie Miejskim. Do emerytury pracował jako księgowy w Gminnej Spółdzielni Samopomoc Chłopska w Łabiszynie, w spółdzielni stolarsko-tapicerskiej w Barcinie i w innych instytucjach. Zakład Ubezpieczeń Społecznych w PRL nie zaliczył Edmundowi Reinke stażu pracy w ratuszu w Barcinie w okresie międzywojennym, stąd emerytura jego była najniższą krajową.
Włodarze Barcina od wybuchu powstania wielkopolskiego do 2009 r.:
Od początku 1919 r. burmistrzem był Spude - Niemiec, którego wszystkie działania kontrolował z ramienia strony polskiej Stanisław Mielcarzewicz i Czesław Reinke. Po nim nastał pierwszy od rozbiorów polski burmistrz, pochodzący z Pomorza Tyczewski. Następnie, aż do 1939 r. burmistrzem był inowrocławianin z pochodzenia i oficer rezerwy w piechocie, Antoni Piotrowski. W okresie okupacji 1939 komisarzami administrującymi Barcinem byli niejaki Keppel, Lorberg, Meier, Scholz i ponownie Meier.
W 1945 r. burmistrzem został Edmund Reinke, bohater naszego artykułu. Po nim nastali kolejno: Kiliński - rymarz z Barcina, Stanisław Tuszyński, Leon Vorberg - pracownik kopalni w Wapiennie, Adam Czajka - górnik z kopalni w Wapiennie, Czesław Andryszak z Inowrocławia, Śledzikowski, Edmund Kaczmarek, Stanisław Gralik z Szubina, Ewa Gołąb, Marian Jachimowicz, Wojciech Handke, Stanisława Ciesielska, ponownie Ewa Gołąb i Michał Pęziak.
Karol Gapiński
Pałuki nr 933 (52/2009)
52UFLADA
NDZPW
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze