Reklama

Sędzia: oszukiwał; adwokat: Nie, jedynie nie dotrzymywał warunków umów

Tomasz K. zarówno w swoich zeznaniach, jak i w apelacji powołuje się na współposiadanie gospodarstwa rolnego, którego wartość określa na przynajmniej kilkaset tysięcy złotych. Dowodzi w ten sposób, że jest w stanie spłacić swoje zobowiązania. fot. Magdalena Kruszka Tomasz K. zarówno w swoich zeznaniach, jak i w apelacji powołuje się na współposiadanie gospodarstwa rolnego, którego wartość określa na przynajmniej kilkaset tysięcy złotych. Dowodzi w ten sposób, że jest w stanie spłacić swoje zobowiązania. fot. Magdalena Kruszka

Barcin, gmina, oszustwa, Tomasz K., wyrok, uzasadnienie
     Sędzia: oszukiwał; adwokat: Nie, jedynie nie dotrzymywał warunków umów
     Na liście osób oszukanych przez Tomasza K. z gminy Barcin są kobiety, a metoda działania wobec nich była podobna. Jednak w sądzie oskarżony tłumaczył, że portal randkowy wykorzystuje do celów służbowych, szukając przemytników, a na jednej z rozpraw oświadczył, że jest to część jego pracy, gdyż kobiety zza wschodniej granicy za pomocą takich portali szukają osoby do zawarcia fikcyjnego małżeństwa, zaś jednym z jego zadań jest rozpoznawanie takich środowisk. Przedstawiamy skrót uzasadnienia wyroku oraz najważniejsze tezy z apelacji adwokata.

     Tomasz K. został uznany winnym piętnastu zarzutów, jakie skierował przeciwko niemu w akcie oskarżenia prokurator. Z jednego zarzutu został uniewinniony. Szczegółowo pisaliśmy o tym w listopadzie, tuż po tym, jak 4 listopada 2015 roku zapadł wyrok. Oskarżony nie był na ogłoszeniu wyroku, wystąpił więc o jego pisemne uzasadnienie. Sędzia Hanna Konrad przygotowała szczegółowe i obszerne uzasadnienie, w którym opisała przebieg zdarzeń, ale też schematy działania i wnioski, jakie można było wyciągnąć po wysłuchaniu zeznań oskarżonego, pokrzywdzonych i świadków.
     SPRAWDZANIE BAGAŻU, NIE DZIAŁANIA ŚLEDCZE
     W uzasadnieniu sędzia podała między innymi, że Tomasz K. ma 41 lat i mieszka wraz ze swoimi rodzicami na piętrze domu będącego częścią gospodarstwa rolnego, parter zajmuje jego ciotka z rodziną, która jest w głębokim konflikcie z rodziną K. Konflikt dotyczy podziału spadku. Tomasz K. jest żonaty od 2008 roku, ale od dłuższego czasu nie żyje z żoną i mieszka wyłącznie z rodzicami. Jest ojcem pozamałżeńskiego dziecka. Od 2004 roku jest funkcjonariuszem Straży Granicznej. Należał do Grupy Bezpieczeństwa Lotów, a do jego obowiązków należało sprawdzanie osób oraz bagażu rejestrowego i podręcznego pod kątem bezpieczeństwa, a także, w razie potrzeby, kontrola samolotów. Nie należały do niego żadne działania o charakterze dochodzeniowo-śledczym ani operacyjnym. Natomiast zdarzało się, że z uwagi na mały ruch na lotnisku, funkcjonariusze jego grupy, w tym on, byli oddelegowani do innych zadań, które polegały na patrolowaniu targowisk, sprawdzaniu punktów gastronomicznych lub pasażerów samochodów. W związku z prowadzonym przeciwko niemu postępowaniem, od 27 marca 2014 roku został zawieszony w czynnościach służbowych.
     W skład gospodarstwa rolnego Tomasza K. wchodzi ponad 10 hektarów. Uprawia je on z pomocą ojca. Ponadto dzierżawi 6 hektarów od sąsiadki. W poprzednich latach dzierżawił grunt od PKP SA w Białych Błotach, ale wypowiedziano mu umowę ze względu na niepłacenie na czas czynszu. W 2012 roku rozpoczął dzierżawę od parafii św. Mikołaja w Łabiszynie 100 hektarów ziemi ornej w Zdziersku. Został wybrany przez ekonoma Kurii Diecezjalnej w Bydgoszczy, mimo niechęci proboszcza parafii - czytamy w uzasadnieniu wyroku. Była ona spowodowana tym, że oferta Tomasza K. nie była najkorzystniejsza, nadto proboszcz słyszał od okolicznych mieszkańców, że mężczyzna ma kłopoty finansowe.
     NA KONIE I MODERNIZACJĘ GOSPODARSTWA
     Od 2009 roku Tomasz K. zajmował się hodowlą koni. Jeszcze przed tym rokiem zdarzało się wielokrotnie, że pożyczał pieniądze od kolegów z pracy i znajomych. Nie wszyscy, od których Tomasz K. pożyczał pieniądze, popadli z nim w konflikt. Były kobiety, które pożyczały Tomaszowi K. pieniądze i pozostają z nim w dobrych stosunkach. Nie wszystkie pieniądze zwrócił. Ponadto jedna z kobiet pożyczyła mu samochód, który użytkowała żona Tomasza K.
     Tomasz K. pożyczał także pieniądze od matki swojego dziecka. Odzyskała ona tylko niewielką część pożyczki. Od 2009 roku prowadzona była również egzekucja komornicza z tytułu alimentów. Wcześniej Izabela W. nie domagała się od Tomasza K. ich zapłaty, a on sam również nie poczuwał się, aby to robić - czytamy w uzasadnieniu wyroku. Jednak później, gdy jego sytuacja finansowa pogorszyła się, Tomasz K. namówił Izabelę W., aby oddała sprawę do komornika, gdyż alimenty mają pierwszeństwo przed innymi zobowiązaniami i w ten sposób pieniądze dla córki będą zabezpieczone.
     Gdy Tomasz K. przejął gospodarstwo rolne, postanowił zmodernizować je i zainwestować w nie tak, aby z czasem zaczęło przynosić wysoki dochód. Postanowił poprzez leasing nabyć nowe maszyny rolnicze, a także powiększyć areał gruntów rolnych. Potrzebował pieniędzy, aby płacić raty leasingowe, zapłacić czynsz dzierżawny oraz opłaty i podatki za ziemię, zakupić potrzebne nasiona i środki ochrony roślin oraz paliwo. Jego problemy finansowe stawały się coraz większe. Tomasz K. został między innymi oskarżony i w pierwszej instancji skazany za nierozliczenie się za zakup i montaż czterech opon. Nie zapłacił także dwukrotnie za usługę podkuwania koni. Ponadto zaciągnął pożyczki w żnińskiej placówce SKOK, a o poręczenie poprosił swojego kuzyna. We wniosku przedstawił się jako kawaler. Trzynaście dni później zaciągnął pożyczkę także w barcińskiej placówce SKOK, a we wniosku po raz kolejny podał, że jest kawalerem. Nie podał, że ma zasądzone alimenty na rzecz córki.
     Tomasz K. pożyczył także 50.000 zł od kolegi myśliwego. Kiedy otrzymał pieniądze, przestał odbierać telefony, unikał pożyczkodawcy, nie próbował tłumaczyć się z opóźnienia czy przedłużyć terminu spłaty. Pożyczał także pieniądze od kolegi poznanego na kursie myśliwskim oraz od współpracownika. Sędzia zauważyła, że w każdym przypadku metoda działania Tomasza K. wyglądała podobnie. Przedstawiał się jako osoba godna zaufania i majętna, która ma przejściowe problemy finansowe. Wyjaśniał, że ubiega się o dotacje unijne i potrzebuje pieniędzy na wkład własny. Wielokrotnie przekładał terminy spłaty pożyczek i obiecywał, że pieniądze odda, a potem zrywał kontakty z pożyczkodawcami i unikał ich.
     KOBIETY Z PROBLEMAMI I TAJNY FUNKCJONARIUSZ PAŃSTWOWY
     Na liście osób oszukanych przez Tomasza K. są także kobiety (niektóre poznane na portalach randkowych), a metoda działania wobec nich była podobna. Najpierw nawiązywał z nimi coraz bliższe relacje, komplementował i wspierał, zwłaszcza że były to kobiety z problemami życiowymi, w trudnym okresie życia. Przedstawiał siebie jako tajnego funkcjonariusza państwowego, opowiadał o planach inwestycyjnych w gospodarstwie. Często przedstawiał się jako rozwodnik. Tłumaczył, że portal randkowy wykorzystuje do celów służbowych, szukając przemytników, a na jednej z rozpraw oświadczył, że jest to część jego pracy, gdyż kobiety zza wschodniej granicy szukają za ich pomocą osoby do zawarcia fikcyjnego małżeństwa, zaś jednym z jego zadań jest rozpoznawanie takich środowisk. Przełożony Tomasza K. zeznał, że zakładanie w tym celu kont na portalach randkowych było z pewnością czynnością niemieszczącą się w szeroko zakrojonym zakresie obowiązków oskarżonego. Tomasz K. z czasem prosił kobiety o pożyczkę, najczęściej prosił o pieniądze na utrzymanie koni. Pieniądze trafiały nie tylko na jego konto, ale także na konto siostry i kolegi. Były przekazywane również gotówką. Kiedy niektóre z kobiet tłumaczyły, że więcej pieniędzy nie mają, nakłaniał je do zaciągania pożyczek. Kiedy okazywało się, że nie jest to możliwe, a kobiety zaczynały domagać się zwrotu pożyczonych kwot, stawał się opryskliwy i zrywał kontakty.
     Największą kwotę, przekraczającą 200.000 zł, Tomasz K. pożyczył od Magdaleny Ch., która w sądzie była także oskarżycielem posiłkowym. Początkowo pożyczał od niej pieniądze na konie. W 2012 roku powiedział jej, że chce kupić dom pod Barcinem, w którym zamieszkaliby razem z córką kobiety. Pożyczył od niej pieniądze na ten cel i faktycznie prowadził rozmowy w sprawie kupna domu i zawarł umowę przedwstępną. Wówczas właścicielka domu pod Barcinem kupiła mieszkanie w Toruniu, sądząc,że zapłaci za nie pieniędzmi ze sprzedaży domu. Gdy minął termin wpłaty zaliczki, kobieta traciła kontakt z Tomaszem K. i finalizacja transakcji nie nastąpiła. Pożyczył także pieniądze od Magdaleny Ch. na zakup samochodu, który później deklarował przekazać jej córce. Jeśli chodzi o Magdalenę Ch., to finał ich znajomości był podobny, jak w przypadku innych kobiet.
     Sąd dał wiarę Magdalenie Ch. co do tego, że kwoty wręczane oskarżonemu i przelewane na jego konto były pożyczkami. Pokrzywdzona w swych pierwszych zeznaniach użyła też sformułowania, że pieniądze te miały być inwestycją we wspólną przyszłość, którą obiecywał jej Tomasz K. - podaje sędzia Hanna Konrad. W ocenie Sądu te dwa stwierdzenia nie kłócą się ze sobą. Naturalne jest, że Magdalena Ch., która była zakochana i mamiona wspólną przyszłością, liczyła na to, że gdy oskarżony kupi dom i zamieszkają w nim razem, to będą to pieniądze zainwestowane w ich wspólną przyszłość. Jest prawdopodobne, że wtedy pokrzywdzona nie domagałaby się zwrotu tych pieniędzy, lecz gdyby tak się stało, byłaby to jej suwerenna decyzja. Trudno uwierzyć, że Magdalena Ch., nawet będąc zakochaną, dałaby w prezencie oskarżonemu cały swój majątek, pozostając z pensją, z której nie sposób utrzymać dwóch osób.
     Sąd dał wiarę pokrzywdzonej, że termin zwrotu pożyczek został ustalony, a jest logiczne i zgodne z doświadczeniem życiowym, że pożyczając ponad 220.000 zł Magdalena Ch. uzyskała deklaracje oskarżonego co do terminu zwrotu. Nie należy zapominać, że to oskarżony stworzył Magdalenie Ch. ułudę związku i wspólnej przyszłości i zrobił to właśnie po to, by, kolokwialnie mówiąc, wyciągnąć z niej jak najwięcej pieniędzy, którymi nieopatrznie się przed nim pochwaliła - czytamy w uzasadnieniu wyroku.

Kancelaria adwokacka reprezentująca Tomasza K. w lutym złożyła w jego imieniu apelację od wyroku skazującego go na trzy lata więzienia fot. Magdalena Kruszka

     TEN SAM MECHANIZM
     Już w toku procesu, w styczniu 2015 roku, na portalu randkowym Tomasz K. poznał Małgorzatę Z. Kobieta była sama i szukała osoby, z którą mogłaby się związać na stałe. Tomasz K. przedstawił się jej jako bezdzietny rozwodnik. Zaczęli rozmawiać przez telefon, a potem także się spotykać. Mężczyzna mówił, że pracuje na trzy etaty, często jeździ na akcje i łapie bandziorów. Wtedy był już jednak zawieszony w czynnościach służbowych. Ich relacja nabrała intymnego charakteru. W maju Tomasz K. poprosił ją o pierwszą pożyczkę, której kobieta udzieliła w kwocie 13.000 zł, wykorzystując kredyt, jaki zaciągnęła na kupno samochodu. Po udzieleniu pożyczki wpisała w wyszukiwarce internetowej jego nazwisko i znalazła artykuł opisujący zarzuty, jakie zostały mu postawione. Małgorzata Z. bardzo się zdenerwowała i zadzwoniła do Tomasza K, który przekonał ją, że to on jest ofiarą osób, które się na niego uwzięły. Potem mężczyzna pożyczył jeszcze od Małgorzaty Z. 700 zł i więcej się z nią nie spotkał, przestał dzwonić i sporadycznie odbierał od niej telefon. SMS-y, które między sobą wymieniali, stały się z czasem coraz bardziej nieprzyjemne, a Tomasz K. zaczął kobietę straszyć. Kobieta uświadomiła sobie, że została oszukana.
     Na jednej z rozpraw Tomasz K. odnośnie zeznań Małgorzaty Z. potwierdził istnienie zobowiązania, gdyż po ukazaniu się artykułu w Pałukach na temat niniejszej sprawy wielu kontrahentów się wycofało i zaczął mieć problemy finansowe. Wskazał, że gdy kobieta przeczytała artykuł, poprosiła o wyjaśnienia i poczuł, że to się skończy tak, jak z panią Ch., że to ten sam mechanizm. Nie chciał już kontynuować znajomości, a pieniędzy nie oddał, bo uznał, że skoro jest pewna, że je odzyska, to niech idzie do sądu, skoro jest taka droga; niech sporządzi wezwanie do zapłaty, a nie idzie do prokuratora. Dodał jednak, że nie dlatego nie oddał, że nie chciał, tylko dlatego, że nie mógł, ale chciał tylko pokazać, że nie tak te sprawy się załatwia.
     Sąd w całości dał wiarę zeznaniom Małgorzaty Z. zauważając, że sposób działania oskarżonego jest taki sam, jak opisywany przez inne kobiety.
     DO WINY SIĘ NIE PRZYZNAŁ
     Tomasz K. trzykrotnie przesłuchany nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Wyjaśnił, że pod koniec 2009 roku miał świadomość, że musi posiłkować się kredytami na rozwój gospodarstwa, przy czym nie miał żadnych wątpliwości, że będzie mógł je spłacić. Wyjaśnił, że w 2010 roku pojawiły się pierwsze problemy finansowe, które wynikały z tego, że przeinwestował w gospodarstwo. Wyjaśnił, że postanowił podnieść przejęte gospodarstwo i oznajmił rodzicom, że gdyby coś poszło nie tak, to po podziale gospodarstwa będzie mógł sprzedać część ziemi i w ten sposób uzyskać pieniądze. Oskarżony wyjaśnił, że wywiązuje się z płatności wobec dzierżawców, ale dodał, że ma zobowiązania, lecz dzierżawca został poinformowany, że spłaci to na dniach. Wyjaśniając, że nie spłacił starego zadłużenia wobec PKP, wskazał, że stare długi odłożył na bok, aby móc funkcjonować, i dodał, że aby osiągnąć przychód, nie mógł spłacić wcześniejszego zadłużenia, bo musiał ten przychód przeznaczyć na bieżące funkcjonowanie gospodarstwa, aby osiągnąć zarobki. Tomasz K. wyjaśnił, że z dzierżawcami umawiał się na zapłatę w konkretnych terminach, lecz wyjaśnił, że gdy widzi, że nie dotrzyma terminu, to wtedy informuje o tym dzierżawcę. Dodał, że uważa, iż dzierżawcy nie mają nic przeciwko temu, skoro nadal trwają umowy. Oskarżony do większości zobowiązań się przyznał i informował, że jego pożyczkodawcy wiedzieli o jego trudnej sytuacji finansowej, i zapewniał, że odda im pieniądze, kiedy jego sytuacja finansowa na to pozwoli.
     Oskarżony wyjaśniał, że chce rozwijać gospodarstwo, a jego sprzedaż to wyłącznie wyjście awaryjne, ostateczność. Wskazał, że jego ciotka, która jest współwłaścicielką, na nic się nie zgadza, a w sytuacji zniesienia współwłasności byłaby możliwość wzięcia kredytu hipotecznego pod zastaw gospodarstwa, po to, by je rozwinąć, jak również ubiegania się o fundusze pomocowe. Wskazał też, że w latach 2009-2010 miał problemy z ojcem, który torpedował wszystkie jego pomysły. Oświadczył także, że miał pieniądze u swoich dłużników, których nie mógł odzyskać, a pensję przeznaczał na potrzeby gospodarstwa. Wiosną 2010 roku dostrzegł, że przeinwestował. Wyjaśnił, że wziął sobie 5 razy tyle na głowę, ile powinien, aby tylko rozkręcić gospodarstwo rolne i że jak ma się kołdrę o powierzchni 1 metra i łóżko 5 metrów, to trzeba trochę kombinować, żeby się przykryć, przy czym zaznaczył, że mówiąc kombinować nie ma na myśli kradzieży ani oszustwa, tylko takie normalne kombinowanie. Podał, że nie zna drugiej osoby, której by się samodzielnie udało w kilka lat powiększyć gospodarstwo z kilkunastu hektarów do ponad stu, a on ma 130 hektarów plantacji nasiennej.
     Sąd jedynie w ograniczonym zakresie dał wiarę wyjaśnieniom Tomasza K. Uznał za wiarygodne te fragmenty, które nie były przez nikogo kwestionowane, jak również te, które zostały poparte stosownymi dokumentami. Sąd dał też wiarę co do tego, że oskarżony chciał rozwijać gospodarstwo rolne, a sprzedaż jego części była dla niego ostatecznością i żadnych starań w tym kierunku jak dotąd nie podjął. Wiarygodne jest też, że oskarżony przeinwestował i w tej sytuacji postanowił „stare długi odłożyć na bok“ i nadal inwestować w gospodarstwo licząc, że uda się mu zarobić i potem spłacić zadłużenie - czytamy w uzasadnieniu wyroku.
     WINNA CIOTKA, WINNY OJCIEC
     Pozostała część wyjaśnień została oceniona jako niewiarygodna: Oskarżony w sposób pokrętny usiłował bądź uwolnić się od odpowiedzialności za oszustwo, wskazując na zmowę przeciwko jego osobie (w pracy, w rodzinie, wśród pokrzywdzonych), bądź też negował istnienie niektórych wierzytelności, ale tylko tych, co do których nie było dowodów z dokumentów - przelewów bądź pisemnej umowy - oceniła sędzia Hanna Konrad. Wyjaśnienia oskarżonego w tym zakresie nie wytrzymują konfrontacji z pozostałymi, wzajemnie zbieżnymi dowodowymi i jako takie należy je uznać za całkowicie niewiarygodne.
     Sąd dał wiarę zeznaniom świadków: Izabeli W., Agnieszki H., Anny T., Eweliny Cz., Doroty S., Radosława O., Przemysława R., Janusza M., Łukasza K., Radosława T., Waldemara B. i Joanny B. oraz Krzysztofa H. co do tego, że Tomasz K. pożyczał od nich pieniądze we wskazanych przez nich okresach. Świadkowie ci różnią się w swojej ocenie oskarżonego - jedni są z nim w dobrych stosunkach, inny w gorszych, jedni uważają go za człowieka godnego zaufania, inni przeciwnie, i nie zawsze ich opinia jest zależna od tego, czy oskarżony swoje zadłużenie uregulował. Z tych zeznań, popartych dokumentami, wynika, że oskarżony zadłużał się od dawna, co przeczy wersji oskarżonego, jakoby pierwsze jego kłopoty finansowe zaczęły się w 2010 roku, gdy zbyt wiele pieniędzy zainwestował w gospodarstwo. Wniosek pani sędzi był taki, że oskarżony lubił pożyczać, a nadto miał swobodny stosunek do obowiązków związanych ze zwrotem zobowiązań.
     Oskarżony wyjaśniał początkowo, że przyczyną, dla której nie udało mu się rozwinąć gospodarstwa w taki sposób, jaki planował, były jego złe relacje z ciotką, wskazał także na ojca, który torpedował jego pomysły. Sędzia przyznała, że wiadomy jest jej konflikt oskarżonego i jego rodziców z ciotką. Sędzia Hanna Konrad uznała, że nie można uznać, iż przyczyną kłopotów finansowych Tomasza K. było negatywne nastawienie ciotki, gdyż to, że nie mogą się dogadać, było wiadomo od dawna. Poza tym, zakładając nawet, że współwłaścicielka rzeczywiście nie chciała podpisać wniosku o dotacje, o które oskarżony chciał się starać, to nie znaczy jeszcze, że oskarżony taką dotację by otrzymał.
     Naiwnością byłoby przyjęcie, że Lucyna Sz., która od lat nie mogła dogadać się z oskarżonym i jego rodziną, nagle zacznie z entuzjazmem realizować wszelkie jego pomysły na rozwój gospodarstwa - podaje sędzia Hanna Konrad. Przeciwnie, racjonalnie myśląc, oskarżony musiał liczyć się z oporem ciotki, tym bardziej, że miała ona swoje pomysły na rozwój gospodarstwa, na które z kolei nie zgadzał się oskarżony. Z tego względu sąd uznał, że Tomasz K., wskazując na ciotkę jako przyczynę jego kłopotów finansowych, próbuje zrzucić z siebie odpowiedzialność za własne decyzje. Podobnie należy ocenić jego wypowiedzi na temat ojca. Ich lakoniczność wskazuje na to, że i one są jedynie wybiegiem zmierzającym do uniknięcia przez oskarżonego odpowiedzialności karnej. Oskarżony źródło swoich kłopotów finansowych upatrywał także w niekorzystnym dla niego rozstrzygnięciu sądu w sprawie działowej. Nie można przyjąć i tego argumentu. Przede wszystkim, żadna racjonalnie myśląca, odpowiedzialna osoba nie będzie czynić inwestycji wymagającej dużych nakładów finansowych, których powodzenie zależy od wyniku toczącej się sprawy sądowej. Jeżeli oskarżony zakładał, że w wyniku postępowania o dział spadku uzyska pełną własność nad gospodarstwem i wtedy będzie mógł spłacić swoich wierzycieli, to taki tok myślenia go obciąża, gdyż w ten sposób przerzucił on na swoich wierzycieli ryzyko przegranej w sporze sądowym. Umowy pożyczki nie miały przecież zastrzeżenia, że spłata nastąpi dopiero z chwilą wygrania sporu sądowego o dział spadku.
     SĘDZIA: TO BYŁY OSZUSTWA
     Sąd dał wiarę zeznaniom większości świadków, a sędzia w uzasadnieniu wykazywała logiczność ich zeznań i potwierdzenie w dowodach w sprawie. Oceniając dowody uznała, że oskarżony nie wskazał żadnych nadzwyczajnych okoliczności, które wystąpiły między zawarciem kolejnych umów pożyczki z pokrzywdzonymi, a terminem spłaty każdej z nich, i które uniemożliwiałyby mu terminowe wywiązanie się ze swych zobowiązań. Sędzia Hanna Konrad uznała, że pokrzywdzeni niekorzystnie rozporządzali swoim mieniem, zaś oskarżony za każdym razem osiągnął korzyść majątkową, oskarżony bowiem w większości przypadków nie kwestionował swojego zadłużenia, a tam gdzie kwestionował, nie spotkało się to z aprobatą sądu.
     W połowie 2009 roku sytuacja majątkowa oskarżonego była zła - czytamy w uzasadnieniu wyroku. Oskarżony miał wymagalne zobowiązania, których nie spłacał, na ponad 30.000 zł, dodatkowo spłacał pożyczki, których raty, po uwzględnieniu alimentów, tylko o 200 zł byłyby niższe od jego uposażenia, jakie w owym czasie było mu wypłacane. Do tego gospodarstwo rolne nie było jego wyłączną własnością, lecz współwłasnością z ciotką, z którą znajdował się w stanie permanentnego konfliktu i z którą od dłuższego czasu toczyło się postępowanie sądowe o dział spadku. Z kolei dopłaty z UE, jakie otrzymać miał za gospodarstwo, szły, jak wyjaśnił oskarżony, dla jego rodziców. Dopiero gdy oskarżony wydzierżawił ziemię, to dochód z gruntów dzierżawionych trafiał do niego. W takiej sytuacji żadna racjonalnie myśląca osoba nie decydowałaby się na żadne przedsięwzięcia wymagające wyłożenia pieniędzy. Mimo to oskarżony postanowił zainwestować w rozwój gospodarstwa rolnego oraz na rozpoczęcie hodowli koni. (...) W ocenie Sądu, w niniejszej sprawie nie ma znaczenia, że oskarżony był współwłaścicielem gospodarstwa rolnego, a jego udział w 2007 roku był wart około 300.000 zł (w 2013 - 484.000 zł). Błędem jest utożsamianie uzależnienia istnienia zamiaru oszustwa od stanu niewypłacalności, gdyż wtedy należałoby przyjąć, że osoba majętna nie jest w stanie dokonać oszustwa, jeśli jej majątek wystarcza na pokrycie długów. Wniosek taki trzeba odrzucić. (...) Uzależnienie zaspokojenia wierzycieli od powodzenia swoich zamierzeń gospodarczych (rozwinięcie gospodarstwa, hodowla koni), wyniku postępowania sądowego czy znalezieniu kupca na udział w gospodarstwie rolnym jest niczym innym, jak świadomym i celowym przerzucaniem własnego ryzyka gospodarczego na pożyczkodawcę.
     Sędzia zauważyła, że już w połowie 2009 roku Tomasz K. nie miał środków, by terminowo spłacać swe zobowiązania, a mimo to realizował swój plan zmodernizowania i powiększenia gospodarstwa rolnego z nadzieją na większe zyski w przyszłości.
     Jak sam wielokrotnie podkreślał, zrobił coś, w co nikt nie uwierzył, a więc w kilka lat powiększył swoje gospodarstwo do ponad 100 hektarów - uzasadnia sędzia Hanna Konrad. Powyższy plan byłby chwalebny, gdyby oskarżony mógł w sposób legalny zdobyć środki do jego wykonania. Sęk w tym, że oskarżony środków takich nie miał. Zdobywał je zatem dwiema drogami: poprzez pożyczanie pieniędzy (tu można wyróżnić następujące grupy: instytucje finansowe, znajomych oraz kobiety, które wcześniej w sobie rozkochiwał) i poprzez niepłacenie za otrzymanie rzeczy czy usługi. Wszystkie te czyny można zaś wspólnie scharakteryzować jako oszustwo.
     ADWOKAT: NIEKARALNE NIEDOTRZYMYWANIE WARUNKÓW UMOWY
     Sąd Okręgowy w Toruniu uznając piętnaście z szesnastu zarzutów sformułowanych w akcie oskarżenia wymierzył Tomaszowi K. karę trzech lat pozbawienia wolności. Sędzia w uzasadnieniu wskazała stopień demoralizacji oskarżonego, wynikający z ilości popełnionych przestępstw i powtarzalności zachowań, a także bezwzględności, z jaką oszukał zakochane w nim kobiety, jak również fakt kolejnego takiego zachowania wobec Małgorzaty Z. już w toku procesu, co całkowicie wykluczyło możliwość warunkowego zawieszenia wykonania kary.
     Obrońca oskarżonego złożył w II Wydziale Karnym Sądu Apelacyjnego w Gdańsku za pośrednictwem Sądu Okręgowego w Toruniu apelację od wyroku. Zaskarżył wyrok w części uznającej oskarżanego za winnego popełnienia czynów zarzucanych mu w kolejnych punktach. Zarzucił błąd w ustaleniach faktycznych przyjętych za podstawę orzeczenia. Stwierdził, że nieuzasadnione jest przyjęcie, jakoby zachowanie oskarżonego zaciągającego wszystkie pozostałe zobowiązania cywilnoprawne, wskazane w akcie oskarżenia, przyznane przez oskarżonego, nosiło cechy i znamiona przestępstwa oszustwa.
     W uzasadnieniu adwokat Tomasza K. poddaje w wątpliwość niektóre ustalenia, na przykład te dotyczące zapłaty za wymianę opon w firmie Marcelego B. Zwraca uwagę, że faktura została wystawiona po dwóch latach od sprzedaży i widnieje na niej adnotacja, że zapłacono gotówką. Jeśli chodzi o informacje, jakie Tomasz K. podał we wniosku o pożyczkę w SKOK-ach, to jego obrońca wyjaśnia, że oskarżony wskazywał, że jest kawalerem, bo nie prowadził wspólnego gospodarstwa z żoną i nie prowadził z nią wspólnego życia. Stwierdził też, że faktycznie nie miał zobowiązań alimentacyjnych, bo choć były one ustalone sądownie, od pewnego czasu Izabela W. ich nie egzekwowała.
     Adwokat zauważył, że nie można kategorycznie stwierdzić, że gdyby oskarżony podał prawidłowe dane co do swojej osoby, to pożyczki nie zostałyby mu udzielone. Za niewiarygodne uznaje także niektóre zeznania, którym dał wiarę sąd, zwłaszcza zeznania Magdaleny Ch. Kiedy oskarżony się odsunął, stała się rozgoryczona i pałająca żądzą zemsty - zauważył adwokat Tomasza K. Prawdopodobnie niewłaściwie oceniła zamiary oskarżonego w stosunku do swojej osoby.
     Także odnosząc się do innej z kobiet w uzasadnieniu apelacji czytamy, że zaangażowała się emocjonalnie w znajomość z oskarżonym, po czym poczuła się odtrącona. W uzasadnieniu czytamy także, że kardynalne znaczenie dla oceny zamiaru oskarżonego ma fakt, że zarówno w okresie wskazanym w akcie oskarżenia, jak i później, i obecnie, oskarżony dysponuje majątkiem, który pozwala na zaspokojenie wszystkich swoich wierzycieli, mianowicie jest współwłaścicielem gospodarstwa rolnego, a wartość jego udziału wynosi przynajmniej kilkaset tysięcy złotych. Adwokat uznał też, że przy ocenie zamiaru oskarżonego sąd powinien uwzględnić fakt, że w pewnym okresie, po zaciągnięciu zobowiązań wskazanych w akcie oskarżenia, oskarżony cierpiał na zaburzenia lękowe o charakterze nerwicowym.
     W odniesieniu zatem do wszystkich powstałych zobowiązań oskarżonego mamy do czynienia nie z oszustwem, ale z niekaralnym niedotrzymaniem warunków umowy - stwierdził adwokat Tomasza K. kończąc uzasadnienie apelacji.

Reklama

Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1256 (10/2016)

Inne teksty na ten temat:

Podejrzany o oszukiwanie kobiet, współpracowników i banków

Trzy lata więzienia za oszustwa

Tomasz K. prawomocnie skazany

Tomasz K. za kratkami

 

 

Przejdź do forum.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości