Reklama

Polityka i historia sprawiły, że literatka z Wilna została pisarką Ziemi Pałuckiej

Twórczość przedwojenna Wandy Dobaczewskiej dotyczyła Wilna i Wileńszczyzny, powojenna związana była z Pałukami. Zaczęło się od tego, że Wydawnictwo Morskie ogłosiło konkurs literacki. Wysyłało się teksty oznaczone godłem, więc nazwisko przedwojenne nie kłuło w oczy. Na ten konkurs Babunia posłała powieść o Mikołaju Nałęczu z naszej Wenecji „Człowiek, którego nazywano Diabłem“. I dostała wyróżnienie. Najważniejsze tu nie było to wyróżnienie, tylko gwarancja druku w 10.000 egzemplarzy. Bo wtedy było łatwiej napisać książkę, niż ją wydać - przydziały papieru, cenzura, po prostu komuna.

     Dominik Księski: - Jak to się stało, że literatka z Wilna stała się pisarką Ziemi Pałuckiej?
     Eugeniusz Dobaczewski: - Polityka i historia. Babunia musiała opuścić ukochane Wilno. Nie z własnej woli. Do końca życia wspominała to miasto i nie dziwię się jej. Gdy pierwszy raz pojechałem do Wilna, poczułem, że ma ono w sobie coś niezwykłego, od tego czasu wracałem tam już sześć razy.

Wanda Dobaczewska fot. archiwum Eugeniusza Dobaczewskiego

Wanda Dobaczewska fot. archiwum Eugeniusza Dobaczewskiego

     - Musiała opuścić z powodu Hitlera czy Stalina?
     - Babunię i Dziadunia aresztowali litewscy żandarmi jako „niepożądanych obcokrajowców“. W ich własnym mieszkaniu przy Zakretowej 7 - tylko nie pisz „Zakrętowa“. Ciąg wydarzeń, który do tego doprowadził był następujący. Mąż Babuni, Eugeniusz Dobaczewski, wojskowy lekarz przedostał się wraz z synem Tadeuszem, późniejszym Rejentem, na Łotwę, by przedostać się do wojska polskiego we Francji.
     - Ile lat miał wtedy Tadeusz?
     - Dwadzieścia jeden. Dziaduniowi udało się w styczniu 1939 roku wsadzić na statek tylko syna.
     - I Tadeusz zaciągnął się do Sikorskiego?
     - A skąd! Gdy statek był już na morzu, został sprzedany Niemcom, którzy wyokrętowali pasażerów. W wyniku tego mój Tato 5 lat przepracował jako robotnik przymusowy w jakimś gospodarstwie rolnym w Rzeszy u bauera. Dziaduniowi nie starczyło pieniędzy, żeby wsiąść na ten statek. W lutym wrócił przez zieloną granicę do Wilna, gdyż nie było wiadomości o ich córce, Hani, która była łączniczką i zaginęła gdzieś w drodze między Wilnem a Warszawą.

Reklama

     10 października 1939 roku Stalin oddał Litwie zajętą przez Armię Czerwoną Wileńszczyznę w zamian za możliwość ulokowania na niej baz wojskowych, a 15 czerwca 1940 roku zajął całą Litwę i przyłączył ją do ZSRR. Przez tych 8 miesięcy władze litewskie pozbawiły większość mieszkających tam Polaków praw obywatelskich i prowadziły politykę litwinizacji Wilna. 


     - Wiadomo, co się z nią stało?
     - Gdy wróciłem kiedyś do domu, zastałem Babunię płaczącą. Już mieszkaliśmy wtedy w Żninie. W rękach trzymała pismo z PCK, w którym powołując się na pismo Radzieckiego Czerwonego Krzyża informowali, że „zmarła w ZSRR, innymi informacjami Radz. Cz. Krzyż nie dysponuje“. Tu masz dokument, tak napisali. Czyli musiała być aresztowana przez Rosjan, jeśli trafiła do ich ewidencji. Więc Dziadunio wrócił do Wilna, aby wesprzeć żonę i rozesłać wici za córką. Po drodze zgubił dokumenty. W Wilnie zgłosił się, by wystawili mu nowe, ładnie go przyjęli, zanotowali adres i następnego dnia przyszli aresztować i Dziadunia i Babunię. Aresztowali i przekazali gestapo.
     - Mąż Wandy Dobaczewskiej przetrwał wojnę?
     - Babunia zawsze mówiła, że go zamordowali Sowieci. Dopiero w latach dziewięćdziesiątych dowiedziałem się, że spoczywa w zbiorowej mogile więźniów, rozstrzelanych przez Niemców w Działdowie.
     - Wanda Dobaczewska zdążyła się o tym dowiedzieć?
     - Nie, zmarła w 1980 roku, 23 listopada - przecież z tej okazji jest ten wywiad, mija 35 lat od jej śmierci.

Reklama

Działdowo - jedyne miasto mazurskie, położone w dwudziestoleciu międzywojennym w granicach Polski, po 1939 roku przyłączone do Prus Wschodnich (III Rzesza). W latach 1939-1945 istniał tam niemiecki obóz koncentracyjny KL Soldau, w którym zamordowano około 3 tysięcy więźniów.


     - Kiedy ostatni raz widziała się z mężem?
     - Po aresztowaniu przewieźli ich do więzienia w Tylży, gdzie się ostatni raz widzieli. Nie wiedziała już, że oboje trafili do Działdowa. Stamtąd przewieźli Babunię do Krakowa, na Montelupich, potem - do obozu koncentracyjnego w Ravensbrück. Była tam od sierpnia 1940 do końca wojny.
     - Za co trafiła do obozu?
     - Myślisz, że ktoś jej powiedział, za co? Za to, że była Polką, za to, że była żoną legionisty Piłsudskiego z Pierwszej Kadrowej, że była pisarką, a inteligencję polską Niemcy likwidowali. Może za artykuły o Gdyni, drukowane przed wojną - nie wiem. Czy potrzebny był powód?
     - Od czasu aresztowania przez Litwinów już nigdy w Wilnie nie była?
     - Nigdy.
     - Wiadomo więc już, jak straciła Wilno, a jak w jej życiu pojawił się Żnin?
     - Bo leży blisko Torunia. Wilniuki (tak prawdziwi Wilnianie mówili o sobie) ciągnęli do Torunia, bo większość kadry naukowej wileńskiego uniwersytetu trafiła na UMK, podobnie, jak większość kadry naukowej ze Lwowa trafiła do Wrocławia. Mój Tato skończył studia prawnicze w Warszawie, potem dostał etat asystenta na uniwersytecie w Toruniu, u swoich profesorów z uczelni, u których przed wojną rozpoczynał studia. W tym samym czasie Babunia zatrudniła się w Baju Pomorskim - toruńskim teatrze lalek, który notabene działa do dziś w tym samym miejscu co kiedyś (co się rzadko zdarza). I pewnie mieszkaliby w tym Toruniu już na stałe, gdyby nie to, że nastał rok 1951 i mój Tato odszedł z uczelni nie mogąc pisać doktoratu zgodnie ze swoją wiedzą i poglądami.
     - Na jaki temat?
     - Żeby to ktoś wiedział! Nie spytaliśmy się we właściwym czasie i przepadło. Zatrudnił się więc jako nauczyciel w gimnazjum, prowadzonym przez redemptorystów. Źle wybrał, po krótkim czasie gimnazjum księżom zamknięto. Zdecydował się wtedy na najmniej polityczną z prawniczych specjalizacji - notarialną. I tak został - Rejentem. Ponieważ w Toruniu nie było pracy dla dwóch notariuszy, musiał wybrać inne miasto, gdzie był vacat. Wybrał Żnin.

Reklama

Tylża - od 1923 roku w granicach Litwy, od 22 marca 1939 w granicach Prus Wschodnich (III Rzesza), po wojnie w obwodzie kaliningradzkim ZSRR jako Sowietsk.


     - Czyli o tym, że Wanda Dobaczewska będzie pisarką Ziemi Pałuckiej zdecydowało to, że przeprowadził się tu Twój Tato?
     - Przecież mogła dalej mieszkać w Toruniu. Ale w tym samym czasie została zwolniona z pracy w Baju Pomorskim, ponieważ nie zgodziła się na skreślenie przez cenzurę w jakiejś baśni słów „Olaboga!“. Boga nie mogło być nigdzie. Nawet w wypowiedzi wiejskiego bohatera, który się przestraszył. Nie dość tego. W domu, w którym kupili mieszkanie, zamieszkał po sąsiedzku ubek. Ale nie dlatego przecież jest - jak to ty mówisz - pisarką Ziemi Pałuckiej, że tu mieszkała, tylko dlatego, że pisała powieści, których akcja tu się dzieje, że uczestniczyła w naszym życiu literackim, tworzyła życie kulturalne Żnina, brała udział w różnych komitetach organizacyjnych, i tak dalej, i tak dalej. Twórczość przedwojenna Babuni dotyczyła Wilna i Wileńszczyzny, powojenna związana była z Pałukami. Zaczęło się od tego, że Wydawnictwo Morskie ogłosiło konkurs literacki. Wysyłało się teksty oznaczone godłem, więc nazwisko przedwojenne nie kłuło w oczy. Na ten konkurs Babunia posłała powieść o Mikołaju Nałęczu z naszej Wenecji „Człowiek, którego nazywano Diabłem“. I dostała wyróżnienie. Najważniejsze tu nie było to wyróżnienie, tylko gwarancja druku w 10.000 egzemplarzy. Bo wtedy było łatwiej napisać książkę, niż ją wydać - przydziały papieru, cenzura, po prostu komuna. Nawiązała się współpraca. Właśnie w tematach lokalnych, bo Wydawnictwo Morskie mogło tylko wydawać książki na tematy lokalne. Taki był odgórny podział profilu wydawnictw. A województwo bydgoskie podlegało wydawniczo pod Gdańsk. Te warunki Babuni odpowiadały. Oczywiście najchętniej by pisała cały czas o Wilnie - ale wtedy trafiałoby to tylko do szuflady. A Babunia chciała pisać dla swojego, współczesnego czytelnika. I cieszyła się, że może pisać, choć nie na swoich warunkach. Po książce o Nałęczu napisała „Korzenie“. To książka o takich rodzinach jak nasza. Z Kresów, ale w nowym, innym kulturowo środowisku, w Wielkopolsce. Nie wiedzieć dlaczego wydawnictwo kilkakrotnie zmusiło Babunię do wprowadzania zmian i to przeredagowywanie zniszczyło koncepcję i zatarło temat.
     - Następna była powieść dla młodzieży „Kim jest Rudzielec?“ - również związana ze Żninem.
     - Bardzo związana ze Żninem. Redagowałem wtedy gazetkę ścienną naszej drużyny harcerskiej.
     - Gdzie?
     - Szkoła Podstawowa nr 1 w Żninie, II Drużyna Harcerzy im. Jana Kilińskiego. I aby gazetka była ciekawa, atrakcyjna, zamówiłem u Babuni powieść. Wymyśliłem bohaterów, zarys fabuły i powierzyłem to w fachowe ręce. Co tydzień wieszałem na gazetce nowy odcinek.
     - W maszynopisie?
     - Tak, każdy odcinek to była kartka maszynopisu.

Reklama

Ten widok wileńskiej ulicy, namalowany w 1944 roku przez Bronisława Jamontta, wisiał zawsze - obok rysunku Marszałka Piłsudskiego - w żnińskim mieszkaniu Wandy Dobaczewskiej

     - Czytali?
     - Czasem tak się pchali, że nie mogłem powiesić. Czytali, a jakże. Po pewnym czasie Babunia stwierdziła, że zrobi z tego pełnowymiarową powieść dla młodzieży. Powiedziałem - dobrze, ale połowa honorarium dla mnie. W ten oto sposób w wieku 19 lat, jak książka w końcu wyszła, miałem więcej niż połowę kwoty na zakup motoru.
     - I kupiłeś ten motor? Jaki?
     - Kupiłem. Gazela. Silnik 175 cm.
     - I gdzie nim jeździłeś?
     - Wszędzie. 33 tysiące kilometrów przejechałem. Najdalszy wyjazd, z siostrą - to trasa Żnin - Mielno - Krynica Morska - Żnin, 770 kilometrów w obie strony.
     - Jolę na ten motor podrywałeś?
     - Jolanta Dobaczewska: - Nie tylko. Był motor, była fajka, była broda. Ale to i tak nic nie znaczące szczegóły, bo brodę szybko zgolił, motor się zepsuł, a fajkę zamienił na zwyczajne papierosy...
     ED: - Najbardziej żal mi „Prometeusza“. To była powieść o życiu po katastrofie nuklearnej. Cywilizacja cofa się, ludzie znajdują jakieś rzeczy ze starych czasów, uczą się na nowo - takie wątki teraz pojawiają się w kulturze bardzo często.
     - Maszynopis macie?
     ED: - Nie dość, że tego nie wydali, to jeszcze zgubili maszynopis. W domu się też nie zachował. Całe życie Babunia pisała wielką rzecz - Sagę Rodu Białohrudowiczów, ale nie skończyła. Wciąż przerabiała, zmieniała, tak że są tylko pogmatwane fragmenty, nie można się nawet zorientować w całości. Akcja dzieje się w czasach Powstania Styczniowego - oczywiście na ziemi wileńskiej.
     JD: - Babunia szalenie mi imponuje tym, że choć cały jej świat po tej wojnie i rewolucji, jaka się dokonała, uległ katastrofie, ona cały czas podążała własną, wybraną przez siebie drogą życiową, była kobietą, która umiała poradzić sobie w każdej sytuacji - samodzielna i niezależna finansowo do końca życia.
     ED: - Miała też olbrzymią wiedzę z zakresu historii Polski i Europy, literatury, kultury, przyrody. Babunia chodziła z nami, dzieciakami, na spacery i tłumaczyła, jak się która roślina nazywa, do czego służy i jaki to ptak śpiewa. Taki podręczny Internet miała w głowie. Nigdzie nie musiała zaglądać.
     JD: - Nie przesiąkła peerelowską bylejakością, nie zaprzedała się, robiła to, co można, ale to, co robiła, było jej.
     ED: - Właśnie. O! I na tym w zasadzie możemy już zakończyć.
     DK: - Dziękuję bardzo!

Reklama

z Eugeniuszem i Jolantą Dobaczewskimi rozmawiał Dominik Księski, Pałuki nr 1240 (46/2015)


Wanda Dobaczewska, urodzona w Twerze (24.08.1892), zmarła w Żninie (23.11.1980). Poetka, autorka powieści, sztuk scenicznych. Twórczość przedwojenna to poezje: „Na chwałę słońca“ (1920), „Wilno“ (1922), „Wilno tryptyk“ (1926), „Nasza dola“ (1932), nowele: „Miniaturka“ (1929), powieści: „Kamienica za Ostrą Bramą“ (1928), „Zwycięstwo Józefa Żołądzia“ (1934), „Tam, gdzie się serca palą“ (1938). Twórczość powojenna (m. in.): „Kobiety z Ravensbrück“ (1946), „Złota studzienka“ (1959), „Człowiek, którego nazywano Diabłem“ (1962), „Korzenie“ (1964), „Kim jest Rudzielec?“ (1968), „Nikt nie jest winien“ (1970). Jej imię nosi Szkoła Podstawowa w Gąsawie, Uniwersytet Trzeciego Wieku w Żninie oraz ulica na osiedlu za torami w Żninie, która łączy się z ulicą jej brata - Mieczysława Niedziałkowskiego, sekretarza generalnego PPS w dwudziestoleciu międzywojennym, wybitnego parlamentarzysty i redaktora naczelnego centralnego pisma PPS „Robotnik“, rozstrzelanego przez Niemców 21.06.1940 w Palmirach w ramach akcji niszczenia polskiej inteligencji.

Reklama

S2UFLADA

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 13/06/2024 12:57
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości