Wędkarze krytykują Gospodarstwo Rybackie Łysinin
Zamulane odłowy
Indywidualni wędkarze alarmują, że przez niekontrolowane połowy, prowadzone przez Gospodarstwo Rybackie w Łysininie, w pałuckich jeziorach jest mało ryb. Ich zdaniem, gospodarstwo wykorzystuje pozycję monopolisty - łowi jak chce, co chce, i kiedy chce. Henryk Sobolewski, prezes gospodarstwa odpowiada na zarzuty wędkarzy: Ewidencja jest pełna. Każda ryba ma swój kwitek i radzi, aby słowa wędkarzy brać przez sitko.
Zimowy odłów ryb na Dużym Jeziorze Żnińskim fot. Remigiusz Konieczka W promieniach zachodzącego słońca, z wysokiej skarpy w Wilczkowie, na zamarzniętej tafli Dużego Jeziora Żnińskiego wyraźnie rysowały się postacie. Był czwartek. Drugi dzień zimowego połowu ryb spod lodu.
Jak wyjaśniali rybacy, przez jeden przerębel - w kształcie prostokąta, którego dłuższy bok ma kilka metrów - wpuszcza się sieć. Ma ona od 600 do 700 metrów długości. Przy brzegu rybacy wyrębują drugi przerębel, przez który metalową liną wyciągana jest zarzucona kilka godzin wcześniej sieć. Rybacy dodali, że zimowe odłowy dają lepsze rezultaty - ryba lepiej bierze.
Rybacy powiedzieli, że złowili płocie, leszcze, okonie, tołpygi, sandacze, karpie oraz amury.
- I szczupaka - dodał jeden z nich.
- Nie, szczupaka nie - dorzucił kolejny.
WĘDKARZE PATRZĄ NA RYBAKÓW
W czwartek rybacy wyciągali sieci przy brzegu w Wilczkowie, a w piątek blisko ul. Wilczkowskiej, tuż za Żninem. Odłów ten mocno zaniepokoił indywidualnych wędkarzy, którzy z boku obserwowali akcję. Ich zdaniem, odłowy szkodzą pałuckim jeziorom, ponieważ odbywa się to w sposób niekontrolowany.
Rybacy - to tutaj pracownicy Gospodarstwa Rybackiego w Łysininie, łowiący duże ilości ryb za pomocą sieci, wędkarze zaś - to hobbyści - łowią ryby dla relaksu, rozrywki, i po to, aby je sobie zjeść.
KTO ILE ŁOWI
Każdy wędkarz, aby łowić ryby zgodnie z prawem, musi uzyskać zezwolenie z Gospodarstwa Rybackiego w Łysininie.
Cena zezwolenia zależy od tego, na ilu jeziorach i w jakim okresie wędkarz chce łowić. Oprócz tego Gospodarstwo Rybackie nakłada na wędkarzy limity połowów. - Na przykład wygląda to tak, że nie można mieć więcej niż dwa węgorze jednego dnia - wyjaśnia nam jeden z wędkarzy.
Problem, na jaki wskazują wędkarze, to niesprawdzona ilość wyławianych ryb, ich sprzedaż w szarej strefie, czyli potocznie mówiąc - na lewo oraz podejście rybaków do wędkarzy.
- Na szczęście teraz dużo nie złowili. Widziałem, jak mniejsze ryby poszły do skrzynki, a ryby takie jak tołpyga, czy sandacz do wiader - i w bagażniki - mówił jeden z wędkarzy, który obserwował połów. Wyjaśnił, że ryby, które znalazły się w skrzynkach, zostały wykazane w ewidencji, a reszta - najprawdopodobniej nie. Większe łowy będą później, kiedy lód na jeziorach stopnieje, a ryby rozpoczną tarło, bo wtedy łatwiej na nie trafić przy brzegu.
- Jeśli tak rzeczywiście jest, to osoby, które to widziały, powinny zgłosić to na policję - odpowiada Henryk Sobolewski, prezes Gospodarstwa Rybackiego w Łysininie, które dzierżawi jeziora od Agencji Nieruchomości Rolnych. - W tej konkretnej sprawie było dodatkowo dwóch moich pracowników, którzy tam byli. Nie dotarły do mnie głosy, aby coś było nie tak. Rybacy są pod pełnym nadzorem.
JEDEN SZCZUPAK
Z informacji, jakie przekazali wędkarze, dowiedzieliśmy się, że rybacy wśród innych gatunków ryb odławiają również sandacze i szczupaki, które są w okresie ochronnym. Szczupaka nie można łowić do końca kwietnia, a sandacza do końca maja. Wynika to m.in. z tego faktu, że ryby te są przed okresem tarła.
Nasi rozmówcy dodają również, że połów teraz jest intratny podwójnie, ponieważ ryby, które mają w sobie ikrę, są przez to większe i cięższe. Wyjaśniają, iż połów ryb tuż przed tarłem zagraża ich populacji w wodach pałuckich jezior. Zdaniem wędkarzy, w jeziorach ryb jest coraz mniej, bo połowy przez rybaków nie są kontrolowane, a zarybianie jest niskie.
- Jak zwróciłem uwagę jednemu rybakowi, że szczupaka łowić teraz nie można, to usłyszałem, że nie mam się za bardzo interesować - powiedział nam jeden z wędkarzy.
- Ryba w tej chwili przygotowuje się do tarła. Potrzebuje spokoju. Podczas połowu sieć idzie po dnie. Robi się zawiesina z tego mułu i ryby się duszą - wyjaśnia kolejny z wędkarzy.
Henryk Sobolewski twierdzi coś zupełnie odwrotnego. Powiedział, że zimowy odłów ryb był odłowem próbnym i niewielkim. - Sprawdzaliśmy, czy po tej długiej zimie nie ma przyduchy i śnięć. Wyłowiliśmy pięć ton drobnicy, ale wpuściliśmy do jeziora. Był jeden szczupak i to w strefie przybocznej. Teraz na pełnej toni takiej ryby się nie złowi. Tarło zaczyna się pod koniec kwietnia i na początku maja. Mam zgodę na odłów tarlaków od marszałka - mówi Henryk Sobolewski.
PREZES: ZSZOKOWANI DUŻĄ ILOŚCIĄ RYB WĘDKARZ: RYB NIE MA
Prezes Gospodarstwa Rybackiego powiedział, że populacja szczupaka i sandacza jest najwyższa od 50 lat. Na niektórych jeziorach zarybienie przekroczone jest o 70%. Mówi, że ludzie przyjeżdżający spoza Pałuk są zszokowani dużą ilością ryb. Dodał, że wędkarzy jest coraz więcej.
- Pięć lat temu przyjeżdżali ludzie z Bydgoszczy i z Poznania. Teraz przestali jeździć, bo ryb nie ma - ripostuje wędkarz.
- Płoci nie można już praktycznie złowić. Kiedyś łowiłem leszcze po 2,5 kilograma. Teraz półkilogramowego można tylko złapać. Ludzie odchodzą, bo ryb jest coraz mniej, a stawki za połowy idą w górę. Siedzi się cały dzień i nie wiadomo, co tym rybom wrzucić, a rezultatów nie ma żadnych - dodaje drugi.
Wędkarze mówią, że mało jest szlachetnych gatunków ryb, bo są odławiane, a zostaje mała ryba.
PRZEZ SITKO
Wędkarze mówią również o tym, że w miejscach skupiania się ryb rybacy wsypują na złość wędkarzom wapno. Dlatego ryby się płoszą i przez najbliższe dwa tygodnie w dane miejsce nie podpływają.
- To jest złośliwość, jeśli ktoś tak mówi. Nie stosuje się tego. Ile tego wapna można dawać? To żadna metoda - twierdzi Henryk Sobolewski.
Jeden ze żnińskich wędkarzy wspomniał nam też o tym, że rybacy zniszczyli mu trzy pomosty. - Usłyszałem tylko: „Tych pomostów nie ma i nigdy nie było, a na drewnie usmażyliśmy sobie kiełbaski”. Doświadczyłem prób przeszukiwań, wpływania silnikiem w spławiki. Wtedy rybak krzyczy „Czas kończyć”.
Inni wędkarze mówią, że są przypadki, że po pojawieniu się ryb rybacy zakładają sieci. - Jak dowiadują się, że sandacz bierze w Rogowie, to po dwóch dniach są wontony, żebyśmy złowili jak najmniej.
Ryb jest coraz mniej, bo - zdaniem wędkarzy - łowione są w okresie chronionym i m.in. na prąd, co jest zakazane. Henryk Sobolewski powiedział, że takich praktyk w Gospodarstwie Rybackim w Łysininie nie stosuje się. Wyjaśnił, że choć można, nikt nie łowi na tzw. agregat. - Nie łowimy prądem. Nie mogę przecież naruszyć prawa. Nikomu tak jak mnie nie zależy na dobrym imieniu firmy i dobrej współpracy.
Rybacy Kazimierz Majchrzak, Edwin Rucki i Roman Chodzicki podczas czwartkowego odłowu ryb w okolicach Wilczkowa fot. Remigiusz Konieczka Pewne rzeczy, o których oni mówią, należy brać przez sitko.
ZA DROGO
Wędkarze twierdzą też, że stawki są zbyt wysokie i coraz mniej pasjonatów stać na wędkowanie. Całoroczne zezwolenie na wędkowanie na terenie całego gospodarstwa z łodzi kosztuje 280 zł, z brzegu 230 zł. Na jednym jeziorze połów całoroczny z łodzi kosztuje 230 zł, a z brzegu 160 zł. Są to tylko stawki za połowy dzienne. W okresie od 1 czerwca do 31 października (według informacji zamieszczonej na stronie internetowej Gospodarstwa Rybackiego w Łysininie) nie ma połowów nocnych z łodzi. Wędkarze uważają, że tak być nie powinno. Dla porównania sprawdziliśmy stawkę za połów ryb z łodzi na dwie wędki, którą ogłosił dyrektor Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Poznaniu. Za okres od 1 marca do 31 sierpnia wynosi ona 50 zł. Henryk Sobolewski twierdzi, że często rozmawia i konsultuje z wędkarzami wysokość stawek. Obiecał, że w przyszłym roku stawki mogą zejść w dół nawet o 20%. Teraz są wyższe, bo pieniądze mają być przeznaczone na zarybianie. Ceny pójdą w dół, bo prezes zamierza pozyskać dodatkowe środki na zarybianie w ramach Lokalnej Grupy Rybackiej.
GDZIE TE RYBY?
- To w takim razie, gdzie jest ta ikra i gdzie ten narybek? Jeśli tak faktycznie jest, to gdzie są te ryby? - mówią rozżaleni wędkarze.
Prezes ripostuje, że zarybianie musi odbywać się w określonych ramach i limitach. Powiedział, że musi być ono proporcjonalne do ilości odłowionych ryb. - Im więcej odłowimy, tym więcej musimy zarybić - mówi.
Twierdzi, że problemy dotyczące braku ryb w jeziorach, czy wysokich stawek nie były poruszane na zebraniach, więc dla niego problemu nie ma. Powiedział, że jedyne skargi, jakie usłyszał, dotyczyły dzielenia brzegów jezior i braku do nich dostępu.
- To nie jest metoda. Piszcie o tym wszystkim, bo problem jest. - powiedział jeden z wędkarzy.
WIERZĄ NA SŁOWO
Kontrola gospodarowania wodami należy na naszym terenie do dyrektora Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej (RZGW) w Poznaniu. Dyrektor sprawdza, czy Gospodarstwo Rybackie w Łysininie realizuje zapisy zawarte w umowie i operacie rybackim. Może też prowadzić kontrole. I takie kontrole Gospodarstwo Rybackie miało. 5 września 2007 roku Gospodarstwo miało wydaną ocenę wypełniania obowiązków prowadzenia racjonalnej gospodarki rybackiej. Jak się dowiedzieliśmy w RZGW, była to ocena pozytywna.
Od 4 do 17 lutego 2009 roku RZGW prowadziło kontrolę wywiązywania się Gospodarstwa Rybackiego z zapisów umowy użytkowania obwodów rybackich. W wyniku kontroli dzierżawca został zobowiązany do prowadzenia ewidencji amatorskiego połowu ryb oraz dostosowania operatów rybackich do obowiązujących przepisów. Termin wykonania zaleceń został wyznaczony na 31 grudnia 2009 roku. Karolina Śmiarowska z Wydziału Gospodarki Rybackiej RZGW w Poznaniu powiedziała, że kontrola w Łysininie wypadła pozytywnie. Dokumentacja prowadzona była prawidłowo, polityka zarybiania też wypadła dobrze, a przeznaczone na to nakłady rzeczowe i finansowe były zadowalające.
KONTROLA WĘDKARZY
Wymieniona w zaleceniach ewidencja amatorskiego połowu ryb powinna polegać na rejestrowaniu ilości odławianych ryb przez wędkarzy. - Powinni złożyć informacje sami wędkarze, ile tych ryb złowili i jakie. Powinno być tak, jak w Polskim Związku Wędkarskim, który wymaga tego od wędkarzy, zanim wyda zezwolenie na kolejny sezon - wyjaśniła nasza rozmówczyni z RZGW. Prezes Gospodarstwa Rybackiego wyjaśnił, że w celu przeprowadzenia zalecanej ewidencji rozdał kołom wędkarskim ankiety, które mają wypełnić wędkarze.
KONTROLA GOSPODARSTWA
A kto kontroluje Gospodarstwo Rybackie z ilości odławianych ryb? W tej chwili nikt. Spółka z Łysinina zawarła umowę z ówczesną AWRSP w latach 90. W umowie tej gospodarstwo zobowiązało się do informowania o zarybianiu, a nie o odłowach. Karolina Śmiarowska powiedziała, że RZGW kontroluje zarybiania, ale odłowów nie musi, bo tego umowa nie obejmuje. Przyznała jednak, że Henryk Sobolewski przesyła zestawienia roczne dotyczące i odłowów, i zarybiania.
Zapytałem, czy mimo braku takiego obowiązku, RZGW mogłaby - w związku z zarzutami wędkarzy - pokusić się o kontrolę ilości odławianych ryb z tym, co przedstawiane jest w zestawieniach rocznych. Karolina Śmiarowska odpowiedziała, że taka kontrola byłaby bardzo trudna. Głównie dlatego, że nie wymaga tego umowa dzierżawy. Jej zmiana w taki sposób, aby nałożyć możliwość kontroli podczas odłowów, również jest trudna, bo wymaga zgody obu stron. - Trudno przypuszczać, aby pan Sobolewski zgodził się na zmianę korzystnych dla siebie zapisów - usłyszeliśmy w RZGW. Dlatego przyjmują tam po prostu, że z Łysinina otrzymują rzetelne zestawienia zgodne z operatem.
JAK W LESIE
A co z nielegalnym handlem rybami? - Jeżeli jest coś takiego, to należy powiadomić nas - wyjaśnia Karolina Śmiarowska z RZGW. - Albo straż rybacką [na naszym terenie straży rybackiej nie ma - przyp. rk]. Na tym powinien czuwać również sam Henryk Sobolewski, ponieważ jest to w jego interesie.
- Ewidencja jest pełna. Każda ryba ma swój kwitek. A że kradną? W lesie jest straż i też są kradzieże - mówi Henryk Sobolewski.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 944 (11/2010)
Inne teksty na ten temat:
Chore odłowy
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze