Powstanie kościuszkowskie było odpowiedzią patriotycznej części społeczeństwa na II rozbiór Polski i rządy wyłonione przez zdrajców podczas konfederacji targowickiej. Podczas insurekcji chlubną kartę zapisali też mieszkańcy Pałuk, których do walki prowadził późniejszy twórca legionów i bohater z refrenu hymnu państwowego gen. Jan Henryk Dąbrowski.
Powstanie kościuszkowskie na terenie Wielkopolski
mapa za: J. Wąsicki, Powstanie kościuszkowskie w Wielkopolsce, Poznań 1957
Szlachta, a w szczególności mieszczaństwo wielkopolskie, przyjęło reformy Sejmu Czteroletniego (1788-1792), w tym i Konstytucję 3 Maja, z dużym entuzjazmem, a zdecydowana większość posłów i senatorów z Wielkopolski należała do zwolenników reform i naprawy państwa.
Kiedy przeciwnicy reform wywodzący się głównie z opozycji magnackiej, zdradziecko proszący o pomoc rosyjską carycę Katarzynę II, ogłosili wiosną 1792 roku konfederację w Targowicy, której celem było zniweczenie reform Sejmu Czteroletniego, nie znaleźli poparcia w Wielkopolsce. Wysłannicy głównego przywódcy konfederacji Szczęsnego Potockiego, byli przyjmowani w tej dzielnicy z niechęcią i oburzeniem. Zresztą Wielkopolanie nie ograniczali się tylko do wyrażania słownych protestów, ale przemyśliwali o zorganizowaniu czynnego oporu przeciwko zdrajcom spod Targowicy.
Zwolenników konfederacji w Wielkopolsce było tak mało, że mimo usilnych zabiegów, nie byli w stanie znaleźć wśród szlachty takiej liczby stronników, która w poszczególnych miejscowościach i powiatach dałaby możliwość zawiązania konfederacji i tym samym przejmowania nad nimi władzy. Wobec tego spiskowcy z Targowicy postanowili, iż zawiążą jedną konfederację dla wszystkich województw wielkopolskich.
Spór o reformę państwa i wywołana na tym tle wojna Rzeczypospolitej z Rosją zakończyła się klęską patriotycznego obozu i w efekcie doprowadziła do II rozbioru Polski. Porozumienie w sprawie kolejnego podziału ziem polskich, zawarte między Prusami a Rosją, osiągnięto w grudniu 1792 roku, a 23 stycznia 1793 roku w Petersburgu został podpisany traktat rozbiorowy.
Tydzień przed tym wydarzeniem, 15 stycznia 1793 roku, rząd Prus w deklaracji rozbiorowej przekonywał, że wkroczenie wojsk pruskich w granice Rzeczypospolitej i zabór jej ziem nastąpił wyłącznie z przyczyn rozszerzania się w Polsce szkodliwych i zgubnych, z punktu widzenia istniejącego porządku prawnego, demokratycznych idei pojawiających się pod wpływem rewolucji francuskiej. Wielkopolska najszczególniej jest tym niebezpiecznym zarażona jadem i ukrywa największą liczbę gorliwych fałszywego patriotyzmu obrońców - głosiła pruska deklaracja.
Na fali tego rodzaju propagandy, szerzonej wśród społeczeństwa Wielkopolski i innych zajmowanych ziem, w lutym 1793 roku wojska pruskie pod dowództwem gen. Moellendorffa rozpoczęły marsz ku linii granicznej rozbioru, uzgodnionej między zaborcami. W tym czasie władze pruskie starały się przekonywać polskie społeczeństwo, że wchodzą do Wielkopolski jako przyjaciele, a ich jedynym celem jest zapewnienie na zajętych terenach spokoju, bezpieczeństwa i porządku.
Większość ludności polskiej z wyjątkiem części duchowieństwa, części magnaterii i mieszczaństwa pochodzenia niemieckiego, odnosiła się do zaborcy wrogo. Wprowadzenie systemu absolutnej monarchii spowodowało obniżenie pozycji politycznej szlachty, duchowieństwa i mieszczaństwa, co było konsekwencją odsunięcia ich od wpływu na decyzje podejmowane przez rząd i zniesienia samorządu miast.
W efekcie działalność spiskowa na terenie Wielkopolski rozpoczęła się już w połowie 1793 roku. Według pierwotnych planów insurekcyjnych, tworzonych w kraju i na emigracji, powstanie miało wybuchnąć w Wielkopolsce przeciw Prusom. Miały tutaj powstać stowarzyszenia i kluby patriotyczne kierujące akcją spiskową na obszarach zabranych przez Prusy w drugim zaborze. Jednak decyzje Rosji o redukcji polskiej armii na niezajętych jeszcze terenach i poborze Polaków do rosyjskiego wojska wywołały w marcu 1794 roku bunt w wielkopolskiej brygadzie kawalerii dowodzonej przez gen. Antoniego Madalińskiego, co okazało się początkiem powstania i wojny z Rosją.
Po wybuchu powstania w marcu 1794 roku Tadeusz Kościuszko zwlekał jednak z decyzją o włączeniu Wielkopolski do powstania. Obawiał się bowiem rozproszenia sił spowodowanego koniecznością walki na dwa fronty, z Rosją i Prusami. Z posłem pruskim w Warszawie toczyły się rozmowy na temat stanowiska Prus wobec powstania. Był to zmarnowany czas, gdyż na terenie Wielkopolski znajdowało się wówczas niewiele wojsk pruskich i była szansa na opanowanie tej dzielnicy. Tymczasem gra na zwłokę pruskich władz pozwoliła im lepiej przygotować się do ewentualnej walki z powstańcami.
Dopiero w trakcie oblężenia Warszawy (trwało od 6 lipca) rozpoczęły się konkretne rozmowy Kościuszki z przybywającymi potajemnie z Wielkopolski spiskowcami. Naczelnik powstania przekazywał im instrukcje i odezwy, nawołując Polaków z Wielkopolski do udziału w insurekcji w obliczu zagrożonej Warszawy.
Do pierwszego wystąpienia powstańców doszło na Kujawach, gdzie Kościuszko miał wielu zwolenników i znajomych, gdyż w 1790 roku mieszkał we Włocławku.
Na czele powstańców stanął kasztelan brzesko-kujawski Dionizy Mniewski, który rozpoczął działania zbrojne 20 sierpnia zdobywając Brześć Kujawski i Włocławek. Następnego dnia do powstania włączyło się Poznańskie. Powstanie objęło także zagarnięty w pierwszym rozbiorze Okręg Nadnotecki, który obejmował Pałuki.
W nocy z 22 na 23 sierpnia powstańcy zdobyli Gniezno, skąd powstanie dotarło na Pałuki. Z Gniezna wysłano emisariuszy do Żnina i Gąsawy, nawołujących do powstania. 26 sierpnia wyzwolony został Żnin, w którym mieszkańcy ściągali z miejsc publicznych pruskie orły. W Kcyni powołano komisję porządkową, w skład której wszedł m.in. dziedzic łabiszyńskich dóbr hrabia Fryderyk Skórzewski, jednak trzy dni później uciekł do Piły pod pruską opiekę. Wobec takiej jego postawy, wart podkreślenia jest fakt, iż do powstania przyłączył się pruski komisarz sprawiedliwości Schachtmeier, właściciel folwarku Rozpętek. Z kolei krewny Fryderyka, Paweł Skórzewski, już od 22 sierpnia dowodził kaliskimi oddziałami powstańczymi.
Następnie władze powstania wydały polecenie magistratowi w Gąsawie i urzędom domen królewskich o przysyłanie uzbrojonych chłopów, dla których punktem zbornym były Bożejewice. 31 sierpnia powstańcy pojawili się w Barcinie, gdzie w kościele został ogłoszony uniwersał nawołujący do walki z zaborcami. Następnego dnia powstańcy byli już w Łabiszynie i Szubinie. Punktem zbornym dla powstańczych wojsk z Okręgu Nadnoteckiego była wówczas Kcynia.
Szerokie wystąpienie społeczeństwa Wielkopolski, Pałuk i Kujaw oraz odniesione sukcesy powstańczych oddziałów sprawiły, iż wojska pruskie 6 września odstąpiły od oblężenia Warszawy, obawiając się ataku na tylne pozycje. Król Prus Fryderyk Wilhelm II zdecydował najpierw stłumić powstanie w Wielkopolsce, do czego zostali skierowani płk Johann Szekely i gen. Wilhelm Schwerin.
Wobec pojawienia się dużych sił pruskich w Wielkopolsce, powstańcy z tej dzielnicy zwrócili się do Kościuszki o przyspieszenie pomocy ze strony regularnych wojsk powstańczych, nawet pod groźbą, że złożą broń, jeśli nie zostanie to spełnione. Wielkopolanie, przyczyniając się do uwolnienia Warszawy z oblężenia, ściągnęli bowiem na siebie całą armię pruską.
Odpowiedzią na ten apel ze strony Kościuszki był rozkaz wkroczenia do Wielkopolski, wydany 9 września gen. Janowi Henrykowi Dąbrowskiemu, którego siły obejmowały: 1.500 piechoty, 1.500 kawalerii i 11 armat.
Przed wymarszem gen. Dąbrowskiego do Wielkopolski Tadeusz Kościuszko przesłał mu obietnicę przekazania w dziedziczne władanie starostwa - o przychodach 6.000 złotych, od Rzeczpospolitej za zasługi. Generał odpowiedział, że lepsza byłaby renta dla rodziny na wypadek jego śmierci.
W tym czasie gen. Dąbrowski zgromadził swoje siły w Młocinach koło Warszawy, gdzie przybył także pełnomocnik Rady Najwyższej Narodowej Józef Wybicki. Po kilkudniowych przygotowaniach 14 września gen. Dąbrowski wyruszył w kierunku Wielkopolski, gdzie 21 sierpnia w Słupcy nastąpiło połączenie jego wojsk z powstańcami wielkopolskimi, co wzmocniło siły do 8 tys. żołnierzy. Tam dołączył ze swoimi oddziałami m.in. Paweł Skórzewski. 25 września wojska te przy entuzjazmie mieszkańców wkroczyły do Gniezna, gdzie podczas nabożeństwa została wygłoszona patriotyczna odezwa Żyć wolnymi albo umrzeć. Po trzydniowym odpoczynku polskie wojska opuściły Gniezno.
Gen. Dąbrowski, chcąc rozbić oddziały Szekely’ego stacjonujące pod Inowrocławiem, upozorował atak na Poznań wysyłając w jego okolice kawalerię złożoną z 200 koni pod dowództwem mjr. Stanisława Bielamowskiego. Ten dotarł aż pod same bramy miasta, czym wywołał duże zamieszanie w pruskim dowództwie, które postanowiło wzmocnić fortyfikacje. W ten sposób odciągnął w tamtym kierunku część wojsk pruskich, które przez 3 dni liczyło się z możliwością ataku polskich wojsk na stolicę Wielkopolski.
Tymczasem gen. Dąbrowski, aby przeprowadzić swój plan, podzielił swój korpus, liczący około 7 tys. żołnierzy, na trzy kolumny. Prawa, którą tworzyła brygada gen. Antoniego Madalińskiego, składająca się ze 100 strzelców i 2 dział, wyruszyła na Trzemeszno, Mogilno, w kierunku Inowrocławia, aby zwrócić na siebie całą uwagę wojsk pruskich i uniemożliwić im zagrodzenie drogi gen. Dąbrowskiemu przez Noteć. Szedł on bowiem środkiem z główną częścią regularnych oddziałów przez Rogowo, Żnin, w kierunku Łabiszyna, aby spotkać Szekely`ego w okolicach Inowrocławia lub Bydgoszczy. Lewa kolumna, złożona z wielkopolskich oddziałów powstańczych gen. Józefa Lipskiego miała przez Kłecko i Żnin również dotrzeć do Łabiszyna. Po drodze odniosła sukces w postaci rozbicia pruskiego posterunku w Barcinie.
W trakcie marszu na Łabiszyn powstańcze oddziały spotykały się z życzliwością polskich mieszkańców miast i wsi, a ich siła była wzmacniana kolejnymi ochotnikami. Społeczeństwo nie szczędziło też różnego rodzaju darów dla wojska.
Jako pierwszy w Łabiszynie pojawił się 29 września gen. Madaliński, który stoczył zwycięskie walki z broniącym się zaciekle w klasztorze reformatów oddziałem pruskim pod komendą por. Beyera. Poddał się on dopiero w chwili, gdy Polacy wystrzelili z armat i zaczęli przełamywać bramę klasztorną.
Wkrótce do miasta wkroczyły oddziały gen. Dąbrowskiego, który zamierzał przenocować w mieście, by następnego dnia uderzyć na Bydgoszcz. Plany te pokrzyżował jednak płk Szekely, który wiedząc już o pobycie gen. Dąbrowskiego w Łabiszynie, zamierzał go uprzedzić w marszu na Bydgoszcz. Krótko po południu 29 września wyruszył z Inowrocławia w kierunku Nowej Wsi i około północy uderzył na obóz Dąbrowskiego stacjonujący za miastem. Będąc przekonanym, że polskie siły to zaledwie kilkuset regularnych strzelców, a pozostali to niewyrobieni pod względem wojskowym powstańcy, szybko zamierzał rozstrzygnąć bitwę. Marsz pruskich wojsk na Łabiszyn odbywał się przy celowo wywoływanych hałasach, aby zastraszyć i zdezorientować polskie wojska.
Wojska pruskie rozpoczęły od ataku artyleryjskiego, którego wystrzały docierały do miasta, a sam płk Szekely uderzył ze swoją piechotą na lewe skrzydło gen. Dąbrowskiego, tak iż pod wzgórzem klasztornym doszło do walki na bagnety. Wówczas gen. Dąbrowski w sile 300 koni poprowadził szarżę kawaleryjską, która z impetem uderzyła w pruskie oddziały, które od całkowitej klęski uratowała interwencja huzarów. Podczas zamieszania wywołanego huraganowym atakiem gen. Dąbrowski był bliski dostania się do niewoli, jednak z ciężkiej opresji uratowali go por. Klemens Dąbrowski i mjr Dominik Dziewianowski. Po kolejnym uderzeniu kawalerii narodowej wojska pruskie musiały się ostatecznie wycofać spod Łabiszyna, a płk Szekely wyprowadził je w kierunku Bydgoszczy, ciągnąc za sobą 12 wozów z ciężko rannymi. W bitwie pod Łabiszynem duże zasługi położył także dowodzący kawalerią Paweł Skórzewski.
Po zwycięskiej bitwie pod Łabiszynem gen. Dąbrowski poprowadził swoje wojska na Bydgoszcz, którą zdobył szturmem 2 października. Kiedy 14 października (4 dni po bitwie) dowiedział się o klęsce Kościuszki pod Maciejowicami i znalezieniu się naczelnika w niewoli rosyjskiej, następnego dnia opuścił ze swoimi wojskami Bydgoszcz i udał się w kierunku Warszawy. Insurekcja wobec przeważającej siły zaborców i słabnących możliwości powstańców zaczęła chylić się ku upadkowi. Powstanie upadło w listopadzie, choć ostatnie walki toczyły się w Wielkopolsce i na Kujawach jeszcze do połowy grudnia 1794 roku.
Ponad trzy miesiące powstańczych walk w Wielkopolsce, w tym i na Pałukach, można zaliczyć do chlubnych kart w dziejach tych ziem. Walka mogła zakończyć się sukcesem tylko przy udziale szerokich mas społeczeństwa, zwłaszcza chłopów. Obawiała się tego większość polskich magnatów, którzy w obawie przed utratą przywilejów oraz pozycji społecznej i materialnej hamowali zapał do udziału w powstańczym zrywie bądź otwarcie dopuszczali się zdrady, co miało decydujący wpływ na ostateczne losy powstania.
Zasługi generała Jana Henryka Dąbrowskiego dla wyzwolenia Łabiszyna podczas powstania kościuszkowskiego zostały upamiętnione w 200. rocznicę jego wybuchu, kiedy w 1994 roku na łabiszyńskim rynku pojawił się obelisk ku czci tamtych wydarzeń. Przy okazji kolejnych rocznic i świąt kwiaty pod pomnikiem składają uczniowie ZSP w Łabiszynie, który nosi imię generała. W tym roku odbędzie się to jutro, w przeddzień rocznicy wydarzeń z 1794 roku.
Bartosz Woźniak
Pałuki nr 1076 (39/2012)
NAJWAŻNIEJSZA LITERATURA
J. Muszyńska-Zygmańska, Wielkopolska w powstaniu kościuszkowskim, Poznań 1947;
R. Nowicki, Skórzewscy. Właściciele dóbr łabiszyńskich. Rola w życiu społeczno-politycznym wielkopolskiego ziemiaństwa, Toruń 2003;
R. Nowicki, Z przeszłości Łabiszyna, Łabiszyn 1997;
J. Pachoński, Generał Jan Henryk Dąbrowski 1755-1818, Warszawa 1987;
J. Wąsicki, Powstanie kościuszkowskie w Wielkopolsce, Poznań 1957.
52UFLADA
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze