Gdyby nie on, setki pałuckich piosenek, przyśpiewek i melodii prawdopodobnie nie przetrwałoby do naszych czasów. Nie widział, ale obdarzony został słuchem absolutnym, który stał się narzędziem w jego misji, którą było uratowanie od zapomnienia muzycznego folkloru Pałuk. Nie była to jedyna misja, którą realizował w Żninie i okolicach. Oprócz zbierania i opracowywania melodii, bawił Pałuczan na weselach, potańcówkach i biesiadach, a także dbał o edukację i kulturę muzyczną kilku pokoleń mieszkańców. 100 lat temu urodził się Gabriel Leśniewski.
Każdego roku z okazji Jesieni na Pałukach wracają na scenę przed Basztą muzykanci z kapel i zespołów ludowych. Występy są okazją do wspominania dawniejszych przeglądów kapel oraz Gabriela Leśniewskiego, żninianina, który najprawdopodobniej uratował muzykę ludową Pałuk od zapomnienia. W drugiej połowie XX w. był żywym śpiewnikiem Pałuk, wyszukał, zebrał i zapisał w nutach setki piosenek i przyśpiewek, które śpiewali z dziada pradziada mieszkańcy regionu. Do tamtej pory były przekazywane z pokolenia na pokolenie tylko za pomocą słuchu. Aż pojawił się bohater tej opowieści.
RODZINNIE I MUZYCZNIE
Miejsce narodzin Gabriela Leśniewskiego było symboliczne. Jego rodzice: Franciszka i Władysław, jak to było powszechne w życiu codziennym II Rzeczypospolitej, często zmieniali miejsce zamieszkania. Żyło się wtedy ciasno, często po kilka czy kilkanaście osób w jednej izbie, a na dodatek trzeba było zmieniać miejsce pobytu; czy to w związku z pracą, czy brakiem możliwości korzystania z dotychczasowego zakwaterowania. W 1925 r. państwo Leśniewscy mieszkali w Domu Polskim w Żninie. Tutaj właśnie, w mieszkaniu na wyższej kondygnacji przyszedł na świat 12 marca owego roku Gabriel. Obecnie ta kamienica jest siedzibą Żnińskiego Domu Kultury. Później, przez wiele lat, była też miejscem, w którym dorosły Gabriel Leśniewski prowadził próby z chórzystami i muzykami kolejnych pokoleń.
Ojciec Gabriela - Władysław był kowalem, całe życie przepracował w Cukrowni Żnin. Mama - Franciszka prowadziła gospodarstwo domowe. Gabriel miał trzy siostry i dwóch braci, ale jeden z nich zmarł we wczesnym dzieciństwie podczas epidemii tyfusu. Cała rodzina była bardzo muzykalna, co zresztą potwierdzają do dzisiaj kolejne jej pokolenia, które nadal są związane ze Żninem. Władysław Leśniewski grał na skrzypcach. W domu królowały melodie ludowe. Choć wolnego czasu nie było wiele, to każdą chwilę wykorzystywali do grania i śpiewania. Było więc rodzinnie, muzycznie i wesoło, mimo trudnych warunków życia. W pewnym momencie rodzina zamieszkała w Lubczu. W okolicach Rogowa mieli krewnych, bo pochodziła stamtąd mama Gabriela. To u nich zamieszkali Leśniewscy.
Władysław Leśniewski dojeżdżał z Lubcza do pracy w żnińskiej cukrowni rowerem. To odległość 25 km w jedną stronę, wtedy nie asfaltowymi, droga z Rogowa przez Bożejewice była brukowana, a rowerem jeździło się latówką - gruntowym szerokim poboczem (możemy taką latówkę zobaczyć dziś jeszcze przy bruku miedzy mostkiem na Gąsawce a Jaroszewem). Najczęściej taka podróż do i z pracy odbywała się w ciemności - kampanie buraczane odbywają się wszak jesienią i wczesną zimą, gdy noce są najdłuższe w roku a rowerzyście towarzyszy wiatr, deszcz i śnieg.
Nietrudno domyśleć się, że czasu na muzykowanie z tatą było mało. Jednak do instrumentów i śpiewania chętnie garnęły się dzieci skrzypka. Prym wiódł tutaj mały Gabriel. Okazało się, że chłopiec łatwo podchwytuje, zapamiętuje i odgrywa na skrzypcach wszelkie usłyszane melodie. A wtedy - jak podkreśla Marian Leśniewski, syn Gabriela - grało się w domach tylko muzykę ludową. Odbiorniki radiowe były rzadkością, patefony i płyty z muzyką klasyczną czy rozrywkową - także. Rodzina Leśniewskich z Lubcza przeprowadziła się na krótko do Gałęzewa. Jeszcze przed wybuchem wojny zamieszkali w Górze, przy drodze ze Żnina, czyli na obecnej ul. Klemensa Janickiego.
OCZY WYPALONE AZOTANEM SREBRA
Gabriel był słabo widzący od urodzenia, ale całkowita utrata wzroku spotkała go z winy jakiegoś niemieckiego lekarza w czasie okupacji. W latach czterdziestych Gabriel został skierowany do przymusowych robót drogowych. Nie wywieziono go z domu, pracował na terenie Pałuk. Któregoś dnia, w trakcie robót do oka wpadł młodzieńcowi odprysk używanego do utwardzenia drogi kruszywa, które akurat było łamane. Doszło do tego 30 kwietnia 1943 r. przy budowie drogi z Góry do Jadownik. Odprysk uszkodził rogówkę prawego oka. Ponieważ oko bolało, nadzorcy w kolejnych dniach skierowali chłopca do niemieckiego lekarza w Żninie, który postanowił poeksperymentować na wzroku młodego Polaka. Zakropił mu oczy - nie tylko to zabrudzone odpryskiem, ale obydwa - azotanem srebra. Co prawda jest to znany w farmaceutyce preparat, ale oczy Gabriela zostały zakropione azotanem w zbyt dużym stężeniu. Po tym zabiegu oczy tak go paliły przez kilka dni, że trudno było wytrzymać. W kolejnych tygodniach stopniowo tracił widzenie. Gdy po zakończeniu wojny trafił do polskiego okulisty, ten mu powiedział: Pan ma po prostu spalone oczy. Problemy z widzeniem, a następnie zupełna ślepota nie przeszkodziły Gabrielowi w kształtowaniu jego muzycznego talentu. W kościele św. Floriana w Żninie był organista - Paweł Piwkowski - utalentowany instrumentalista, a jednocześnie dobry nauczyciel. W kościele pokazywał, jak grać na organach, a w swoim domu dawał lekcje na fortepianie. Nie było to oficjalne nauczanie, trwała bowiem okupacja. Niemniej jednak Gabriel przejawiał duży talent, podobnie jak synowie organisty: Kazimierz (1925-2012) i Leon (1930-2015).
DAR OD RADZIECKICH ŻOŁNIERZY
W styczniu 1945 r. przez Żnin przeszła Armia Czerwona. Żołnierze radzieccy zainteresowali się niewidomym młodzieńcem, który świetnie gra i śpiewa ze słuchu. Zabrali go ze sobą. Rodzina w Górze już prawie opłakała syna i brata zabranego przez czerwonoarmiejców. Leśniewscy myśleli, że Gabriel nie wróci, bo Rosjanie go wysłali do jakiegoś łagru. Okazało się jednak, że wrócił. Rosjanie przywieźli go ciężarowym samochodem, a w nagrodę za służbę muzyk otrzymał od nich fortepian. Zdjęli zdobyczny instrument z wozu, wnieśli do izby, w której mieszkali Leśniewscy i pożegnali się z akordeonistą na zawsze.
Mimo ciasnoty miejsce dla tego fortepianu w domu się znalazło. Instrument stał się ważny w dalszej działalności muzycznej Gabriela Leśniewskiego nie tylko w Żninie, ale - jak się później okaże - również na pałuckich wioskach. Co działo się z Gabrielem w czasie kilkumiesięcznej nieobecności - tego nie wiemy. Swoim dzieciom przynajmniej niewiele o tym po latach opowiadał.
SŁUCH ABSOLUTNY DZIEWIARZA
Jakieś dwa lata po wojnie Gabriel Leśniewski, razem z braćmi Piwkowskimi, zaczął dojeżdżać dwa razy w tygodniu pociągiem na zajęcia do Państwowej Szkoły Muzycznej w Bydgoszczy. Tam profesor kształcenia słuchu stwierdził, że Gabriel Leśniewski jest posiadaczem słuchu absolutnego. To unikalny dar, który pozwala bez kamertonu określić wysokość dźwięku. Słuch absolutny bywa dany nielicznym. Można być świetnym, utalentowanym instrumentalistą i twórcą muzyki, jednak zdolność widzenia dźwięku dana jest tylko posiadaczom słuchu absolutnego. Jeśli ktoś dla zabawy usiadł do fortepianu i wcisnął klawisz, Gabriel Leśniewski od razu wiedział, jaka struna się odezwała i mógł podać im nazwę dźwięku.
Po ukończeniu szkoły w mieście nad Brdą obydwaj bracia Piwkowscy poszli kształcić się muzycznie do Warszawy. Kazimierz Piwkowski został fagocistą, później zasłynął jako kapelmistrz przywracający brzmienie muzyce granej na starych instrumentach.
Leon Piwkowski był pierwszym puzonistą w Filharmonii Narodowej w Warszawie, pomagał bratu zakładać pierwszy zespół muzyki dawnej. Znany był szerokiej publiczności także z gry w zespole muzyków występującym w popularnym programie telewizyjnym Macieja Niesiołowskiego Z batutą i humorem. Gabriel Leśniewski został dziewiarzem, nigdy jednak nie pracował w tym zawodzie.
W szkole dla inwalidów w Jarogniewicach nasz bohater nauczył się pisać i czytać w notacji Braille’a, tam również kształcił się muzycznie. Wreszcie tam poznał swoją żonę Krystynę, która pochodziła z Kościana, a w szkole dla niepełnosprawnych pracowała w kuchni. Ślub wzięli w 1948 r. w Jarogniewicach, wesele odbyło się w Kościanie. Niedługo później wrócili na Pałuki.
PIERWSZY CHÓR W GÓRZE
Rodzice nadal mieszkali w Górze. Z tej przyczyny pierwsza działalność muzyczna młodego Gabriela dotyczyła tej wsi. Wówczas nie była ona jeszcze włączona do Żnina. Gabriel założył swój pierwszy chór, który ćwiczył w świetlicy wiejskiej. Tę funkcję pełniła czasami sala parafialna, którą w ostatnich latach użytkowała szkoła Trójka. W innych przypadkach śpiewacy pod kierunkiem Gabriela Leśniewskiego odbywali próby w budynku spółdzielni, gdzie mieścił się sklep wiejski.
Był przełom lat 40/50. Od 1949 roku śpiewał w tym dopiero kompletowanym przez Gabriela Leśniewskiego zespole m.in. Jan Meller, który jeszcze dziś, mimo 84 lat świetnie pamięta tamte teksty piosenek i chętnie je śpiewa. Swoją działalność śpiewaczą - ostatnio tylko w Chórze Moniuszko - zawiesił przed pandemią koronawirusa. Jan Meller wspomina Gabrysia z dużym sentymentem: - Był człowiekiem pogodnym, nieubolewającym nad tym, że stracił wzrok. Starał się być samodzielny. Był cierpliwym i wyrozumiałym nauczycielem i zarażał innych swoją pasją. A jaki on był pracowity. Tyle zespołów, które prowadził, i jeszcze prywatne lekcje gry albo szlifowanie partii wokalnych u niego w domu, gdy się nie było na ogólnej próbie chóru, bo ktoś pracował na drugiej zmianie albo akurat miał do załatwienia prywatną sprawę. Nie tylko on, ale i inni, którzy Gabriela Leśniewskiego znali, pamiętają, że muzyk starał się być samodzielny przy wykonywaniu zwykłych czynności życiowych, np. golił się sam i to stojąc przed lustrem, choć wcale nie widział w nim odbicia twarzy. Potrafił też odezwać się: - Wczoraj nie miałem czasu, bo oglądałem mecz.
Jan Meller śpiewał również po rosyjsku. W latach pięćdziesiątych wykonywanie piosenek w języku Puszkina było modne, a publiczność je lubiła. W repertuarze chóru z Góry były więc także utwory rosyjskie, a partie te w duecie wykonywali Jan Meller i Wanda Bogdańska, której Gabriel Leśniewski był wujkiem. Zespół regularnie występował z koncertami, m.in. w pałacu w Lubostroniu. Chór często ćwiczył w prywatnym domu państwa Leśniewskich, zwłaszcza że stał tam fortepian, na którym szef zespołu mógł akompaniować.
Jako fantastyczną przygodę wspomina próby i występy chóru z Góry także inny jego członek, a mianowicie Jerzy Gramsa. Dzięki występom mógł wspólnie z kolegami i koleżankami zobaczyć wiele ciekawych miejsc. Byli m.in. w Warszawie czy na Kasprowym Wierchu, a w tamtych realiach wycieczki turystyczne nie były powszechne.
Chór kształtował się stopniowo, a jego rozwój szedł w parze z pracą źródłową Gabriela Leśniewskiego. Otóż zaczął on wędrówki nie tylko po Żninie, ale i innych miejscowościach Pałuk. Często korzystał z pomocy przyjaciół, którzy wozili go po wioskach i miasteczkach, by wstępował do pałuckich chat i słuchał melodii, które za pomocą alfabetu Braille’a zapisywał, by nie zginęły. Niewątpliwie fakt posiadania słuchu absolutnego bardzo tę pracę ułatwiał. Pieśni te były włączane do repertuaru chóru. W 1954 r. jako Chór Samopomocy Chłopskiej w Górze wystąpili na Festiwalu Polskiej Muzyki Ludowej w Warszawie. Zajęli drugie miejsce za słynnym już wtedy Zespołem Pieśni i Tańca Mazowsze. W następnym roku przebojem przeszli przez eliminacje powiatowe i wojewódzkie Zlotu Młodzieży Polskiej. W kolejnym roku chór brał udział w eliminacjach IV Zlotu Młodzieży w Bukareszcie, niestety wyjazd do Rumunii nie doszedł do skutku.
SUKCES MILICYJNEGO CHÓRU
Działalność Gabriela Leśniewskiego na Pałukach rozwijała się. W połowie lat 50. otrzymał polecenie poprowadzenia chóru przy Komendzie Powiatowej Milicji Obywatelskiej w Żninie. Trzon zespołu tworzyli funkcjonariusze, ale był on wsparty głosami spoza garnizonu. By uatrakcyjnić brzmienie o głosy kobiece, zapisano do chóru żony milicjantów. Dodatkowo Gabriel Leśniewski dokooptował 7-8 muzyków ludowych.
Wszystko to - włącznie z ludowym repertuarem z Pałuk - sprawiało, że zespół wypadał niezwykle oryginalnie - także dla słuchaczy spoza regionu. Efektem było drugie miejsce na ogólnopolskim przeglądzie. Nagrodą za to było zaproszenie na międzynarodowy przegląd, który miał się odbyć w Wielkiej Brytanii. Z tego zaproszenia ostatecznie chór przy KP MO w Żninie nie mógł skorzystać ze względów politycznych. Obecność milicjantów na występach w kraju bloku zachodniego nie była pożądana przez władze w Polsce. Kilka lat później, już w czasach Władysława Gomułki, odgórną decyzją władz działalność chórów milicyjnych zawieszono i zespół przy żnińskiej komendzie przestał istnieć.
ZAJĘCIA Z CHÓRAMI NA PAŁUKACH
Na początku działalności Gabriela Leśniewskiego odbywały się oficjalne inauguracje sezonów żniwiarskich dla środowisk rolniczych. Z PGR przyjeżdżał do mieszkania Leśniewskich w Górze samochód z przyczepą. Drzwi do domu były wyjmowane z zawiasów i opierane na przyczepie, by wsunąć po nich z mozołem fortepian. Następnie jechali do tej miejscowości, w której akurat PGR wyznaczył oficjalną inaugurację żniw. Po oficjalnych przemowach notabli, przy dźwiękach ludowej muzyki i piosenkach wyśpiewywanych przez chór rolnicy przystępowali z pomocą kos do pierwszych prac żniwnych. Impreza miała na celu kultywowanie folkloru, ale i integrację wiejskich społeczności. Taka to była specyfika lat pięćdziesiątych.
Gabriel Leśniewski w tamtych czasach zaczął prowadzić chór w Domu Kultury. Łączył to z pracą w okolicznych miejscowościach, gdzie dyrygował zespołami śpiewaczymi. Do Wilczkowa na próby chodził pieszo. Ktoś z tamtej wsi przychodził po niewidomego dyrygenta, a po próbach odprowadzał go do Żnina. Było to konieczne także i z tego powodu, że niewidomy muzyk był zaopatrzony w ciężki akordeon. Później Gabriel Leśniewski na próby czy w poszukiwaniu kolejnych melodii coraz częściej chodził sam - a mówiąc precyzyjnie - w towarzystwie swego psa przewodnika, którym była Belita.
Zajęcia z chórami zaczął też prowadzić w innych miejscowościach. Przez wiele lat pracował z zespołem w Gąsawie. Autobusem dojeżdżał na zajęcia w Janowcu Wielkopolskim, a pociągiem do Damasławka. Była też praca z zespołem w Cerekwicy, gdzie dowoził i odwoził Gabriela Leśniewskiego kierowca służbowego żuka z Państwowego Gospodarstwa Rolnego. Ponadto kierował zespołami w Podgórzynie i Brzyskorzystewku. Od 1973 r. przez 14 lat prowadził zespół Pałuczanki, który znany jest do dzisiaj. Prowadził także zespoły zakładowe: chór Żnińskiej Kolei Wąskotorowej (miał próby w parowozowni przy ul. Potockiego) oraz w Cukrowni Żnin.
WSPÓŁPRACA Z RADIEM
Muzyk miał zebranych coraz więcej melodii i tekstów piosenek folkloru pałuckiego. W ciągu całego życia zebrał ponad kilkaset utworów. Większości z nich nie było w żadnych, drukowanych śpiewnikach. Kierował też kilkoma zespołami śpiewaczymi.
Ten fakt pozwolił mu wziąć udział w projekcie bydgoskiej rozgłośni Polskiego Radia, która ogłosiła konkurs na melodie ludowe z województwa bydgoskiego.
Wiele z tych przyśpiewek zostało dzięki współpracy z Polskim Radiem w Bydgoszczy, przede wszystkim z redaktorami Anną Jachniną i Pawłem Billertem, nagranych na potrzeby audycji z muzyką ludową. Opracowano i nagrano 143 audycje promujące pałucki folklor in crudo, czyli bez dodatkowych stylizacji i kompilowania z folklorem innych regionów. Utwory wokalne wykonywała także Franciszka Tubiszowa z Góry.
Kilkanaście lat temu syn Gabriela - Marian Leśniewski dokonał w archiwach radia (wtedy już pod nazwą Radio Pomorza i Kujaw w Bydgoszczy) wyboru 29 utworów, które zostały wydane na płycie Spotkanie przy Baszcie.
Równolegle z dyrygowaniem zespołami śpiewaczymi (technicznie dyrygował mając najczęściej założony ukochany akordeon do akompaniowania, za pomocą taktowania oraz ruchami głowy), grał w zespołach instrumentalnych. Niejedno wesele czy potańcówka w parku nad jeziorem lub na żnińskim rynku odbywały się do dźwięków wygrywanych przez Gabriela Leśniewskiego. Ciekawy ze względów historycznych był skład jednego z takich zespołów z lat pięćdziesiątych. Na jednym ze zdjęć jest cały ów skład: Tadeusz Woźniak - fryzjer z rynku grający na skrzypcach, Edmund Kapłoński - mistrz intarsji, który grał na trąbce, Zdzisław Przybysz - perkusista, a zawodowo kierowca na etacie w PGR oraz Gabriel Leśniewski - lider zespołu i akordeonista.
Właśnie na tym instrumencie Gabriel Leśniewski został doceniony przez ogólnopolską branżę muzyczną. W trakcie współpracy z radiem któryś z redaktorów zdecydował o wysłaniu nagrań na konkurs we Wrocławiu. Pierwszą nagrodę uzyskał na nim Tadeusz Wesołowski, ówczesny wirtuoz akordeonu w Polsce, który sławę budował już od lat przedwojennych, a zwłaszcza od występu w Polskim Radiu w 1938 roku. Na przeglądzie we Wrocławiu drugie miejsce zajął wirtuoz z Pałuk - Gabriel Leśniewski.
STROICIEL FORTEPIANÓW
Muzyka ludowa i dyrygowanie zespołami, to była misja Gabriela Leśniewskiego. Robił to z miłości do folkloru pałuckiego, ale ten fach niekoniecznie dawał gwarancję zapewnienia bytu sobie i rodzinie. Dlatego postanowił zdyskontować swój słuch absolutny i zapisał się do dwuletniej szkoły stroicieli fortepianów i pianin. Takowa istniała przy ul. Bernardyńskiej w Bydgoszczy pod auspicjami Polskiego Związku Niewidomych.
Lokalizacja szkoły stroicieli nie była przypadkowa. W mieście nad Brdą wciąż żyli mistrzowie strojenia, którzy w latach przedwojennych pracowali w fabryce słynnego fortepianmistrza Bruna Sommerfeldta i jego brata Ernesta. Dawni stroiciele zajęli się edukacją swoich następców. Taki kurs znacznie podniósł umiejętności i zdolności Gabriela Leśniewskiego w tej dziedzinie. Uzyskał dodatkowe uprawnienia zawodowe i później został zatrudniony jako stroiciel pianin i fortepianów w Filharmonii Pomorskiej w Bydgoszczy, gdzie dojeżdżał w miarę potrzeb.
PRACA Z MŁODZIEŻĄ
Osobnym rozdziałem była praca z młodzieżą w chórach szkolnych: w żnińskim ekonomiku, placówkach rolniczych w Gąsawie (sukcesy tamtego chóru były efektem współpracy muzyka z nauczycielką i doskonałą recytatorką Edwardą Chomiak) i Janowcu Wlkp. Tam pracował jako polonista Tadeusz Groszek, który oprócz zacięcia pedagogicznego miał talent poetycki, tworząc piosenki do melodii. Co prawda Gabriel Leśniewski koncentrował się na wyszukiwaniu i opracowywaniu melodii folkloru Pałuk, ale też skomponował kilka piosenek, do których teksty stworzył Tadeusz Groszek. Owe piosenki to m.in. Wspomnienia basztowego zegara, Wspomnienia włóczęgi czy Spotkamy się przy starej baszcie.
Muzyczną edukację prowadził Gabriel Leśniewski także w domu. Po wyprowadzce z Góry - w mieszkaniu na rynku, a od 1971 r. w mieszkaniu w bloku przy ul. Tysiąclecia 1. We wspomnieniach jego uczniów i kolegów Gabriel Leśniewski pozostał nie tylko pracowitym i cierpliwym nauczycielem, ale też pełnym humoru, wesołym, sypiącym dowcipami mężczyzną. Doceniali go nie tylko specjaliści - był wielokrotnie nagradzany i odznaczany. Najbardziej cenił sobie odznakę Zasłużony Działacz Kultury.
TŁUM ŻEGNAŁ MISTRZA
Zmarł nagle, w nocy z 1 na 2 listopada 1987 r. w swoim mieszkaniu. Szybki przyjazd pogotowia ratunkowego nie pomógł. Jeszcze kilkanaście godzin wcześniej Gabriel Leśniewski był na uroczystości Wszystkich Świętych na cmentarzu, na którym kilka dni później sam spoczął. Ceremonia ostatniego pożegnania człowieka, który wyciągnął pałucki folklor spod strzech, była jednym z największych pogrzebów w historii powojennego Żnina. Większość z setek osób, które muzycznie wyedukował przez 40 lat swej pracy z zespołami wokalnymi, odczuła potrzebę pożegnania mistrza. Dlatego cmentarz wypełnił tłum ludzi, a nad trumną śpiewał Chór Moniuszko.
Na pogrzebie Gabriela Leśniewskiego jego syn Marian nie był w stanie sam pokierować występem chórzystów, którzy uświetniali ostatnie pożegnanie. Wtedy Jan Meller, choć jest tylko śpiewakiem, bez formalnego wykształcenia muzycznego, a już zwłaszcza - w zakresie dyrygentury, poprowadził chór - aby wybitnego pałuckiego muzyka mogli pożegnać muzycy.
Karol Gapiński
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze