Reklama

Nie wytrzymał znęcania, przebił sobie płuco

Policja podejrzewała, że może mieć do czynienia ze zorganizowaną grupą przestępczą, dlatego na teren małego gospodarstwa w Annowie wkroczyli antyterroryści. Okazało się, że to małżonkowie, oboje w wieku około 60 lat, znęcali się nad swoimi nielegalnie zatrudnionymi pracownikami.

     Pierwsze wieści o tym, że na terenie jednego z gospodarstw w Annowie (gm. Łabiszyn) źle się dzieje dotarły do nas już 14 września. Wówczas mowa była o usiłowaniu zabójstwa. Jeden z mężczyzn miał ranę kłutą płuca, a lekarz miał orzec, że sam sobie tego zrobić nie mógł. Policja tej wersji nie potwierdzała tłumacząc, że w tej sprawie trwa śledztwo i cały czas prowadzone są działania. Kilka godzin później dotarły do nas wieści, że chodzi nie o usiłowanie zabójstwa, a o uszkodzenie ciała. Nadal jednak nie było wiadomo, kogo rzecz dotyczy. Wiadomo było tylko, że działo się to w Annowie.
     45-LATEK PRÓBOWAŁ SIĘ ZABIĆ
     - To na pewno musi być w tym domu obok masarni - powiedział nam jeden z mieszkańców Annowa. - Tam mieszka ojciec z synem. We dwóch tam mieszkają z żonami, ale nie wiem, który z nich został poszkodowany. Wiem tylko, że oni są nieobliczalni. Nie ma co tam do nich jechać, a już na pewno niech pani nie pokazuje się tam bez policji.
     Szybko okazało się, że żaden z zamieszkujących tam mężczyzn nie został poszkodowany, ale tragiczne sytuacje rzeczywiście miały tam miejsce. Mężczyzna z raną kłutą płuca to bezdomny 45-latek, zatrudniony i przebywający w tym gospodarstwie nielegalnie. Rana nie została mu jednak zadana przez osoby trzecie, lecz w ten sposób próbował on popełnić samobójstwo.
     Z ciężkimi obrażeniami ciała trafił do szpitala w Bydgoszczy. Był przytomny.
     ANTYTERRORYŚCI W AKCJI
     O sprawie po przeprowadzonych działaniach poinformował nadkom. Krzysztof Jaźwiński, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Żninie, który podał, że 16 września w godzinach wieczornych kryminalni z komendy wojewódzkiej przy wsparciu funkcjonariuszy sekcji antyterrorystycznej oraz kolegów ze Żnina weszli na teren gospodarstwa, gdzie zatrzymali ich właścicieli: 62-letniego mężczyznę i jego 59-letnią żonę.
     Dlaczego do sprawy włączyli się funkcjonariusze z sekcji antyterrorystycznej?
     - Obawialiśmy się, że w tym gospodarstwie może przebywać więcej osób, że może działać tam zorganizowana grupa przestępcza - wyjaśnia nadkom. Krzysztof Jaźwiński. - Posiadaliśmy też informację, że ludzie tam przebywający mogą posiadać broń, dlatego zdecydowano, że wejście odbędzie się z grupą antyterrorystyczną.
     Małżonkowie zostali zatrzymani, a w pokoju ich syna zabezpieczono przedmiot przypominający broń, ale nieposiadający wszystkich elementów, które ma broń. Będzie teraz sprawdzane, czy jest to broń ostra, czy gazowa, czy może na kulki. Wygląda, jakby była przerabiana.
     BICI I PRZYPALANI PAPIEROSAMI
     Powód zatrzymania małżonków był poważny. Kiedy okazało się, że mężczyzna z raną kłutą płuca to nie ofiara ataku, a próby samobójczej, zaczęto dociekać przyczyn.
     - Wtedy w wyjaśnienie sprawy włączyli się również kryminalni z KWP w Bydgoszczy, którzy ustalili, że 45-latek próbował popełnić samobójstwo za sprawą nieludzkiego traktowania przez właścicieli gospodarstwa, jakiemu był poddawany on oraz jeszcze jeden z pracowników, 44-letni mężczyzna - informuje nadkom. Krzysztof Jaźwiński. - Mężczyźni ci byli bici, poniżani, a nawet przypalani papierosami. Takie działanie miało na celu, zdaniem pokrzywdzonych, zmuszać ich do ciągłej pracy przy jednoczesnym wykorzystaniu ich trudnej sytuacji życiowej. Ponadto miejsce, w którym przebywali na co dzień mężczyźni, urągało godności człowieka.
     Wstępne ustalenia są takie, że mężczyzna, który targnął się na swoje życie, przebywał w gospodarstwie w Annowie od około roku. Drugi z nich był tam krócej. Nie wiadomo jeszcze, jaki okres spędził u oprawców. Ten pierwszy nadal przebywa w szpitalu. Drugi zgłosił się prawdopodobnie do noclegowni. Nie wiadomo, czy 45-latek przebywał w tym gospodarstwie nieprzerwanie rok, czy miał jakieś przerwy. Nie wiadomo też, jak tam trafił i gdzie przebywał wcześniej. Niewykluczone, że pracowało tam więcej osób. W jakim czasie? To także nie jest wiadome. Z nieoficjalnych informacji wynika natomiast, że właściciel gospodarstwa w Annowie już wcześniej szukał osób nieporadnych życiowo, znajdujących się w trudnej sytuacji finansowej. Pracownicy pracowali u niego za symboliczną kwotę wypłacaną w różnych odstępach czasu. Zajmowali się rąbaniem drewna, sprzątaniem liści, uprawianiem warzyw, które starszy gospodarz sprzedawał na jednym z rynków w Bydgoszczy. Na terenie gospodarstwa hodował też drób, między innymi indyki, gęsi i kury, którymi także handlował na rynku w Bydgoszczy. Pracownicy mieszkali u niego w piwnicy. Było tam co prawda okno, stał piec centralnego ogrzewania, a oprócz tego było tam pełno szmat, brudnej pościeli, brakowało bieżącej wody. Jeden z mężczyzn oznajmił, że świnie w chlewie mają lepsze warunki niż mężczyźni przebywający na terenie gospodarstwa.
     Fatalne warunki bytowe to jednak nie jedyny problem, z jakim musieli borykać się nielegalnie zatrudnieni pracownicy. Innym była przemoc fizyczna. W ruch szedł młotek, siekiera, pręty. Mężczyźni byli też przypalani papierosami, a wszystko po to, żeby zmusić ich do pracy. Obaj byli narodowości polskiej.
     GOSPODARZ ARESZTOWANY
     - To są ludzie napływowi, nikt ich tu nie zna i oni też stronią od innych - mówi o gospodarzach jeden z mieszkańców wsi. - Ten właściciel kilka lat temu miał sprawę w sądzie w Szubinie za znęcanie się nad bezdomnym. Wówczas ten gospodarz wraz z synem byli oskarżeni, a ten syn to podobno jest gorszy niż gospodarz. Ma dwa metry wzrostu, waży 150 kg i nikt do niego nie podejdzie. Wówczas ksiądz znalazł tego pobitego gościa, a oni obaj zostali skazani na więzienie w zawieszeniu.
     Sąsiedzi mówią też, że ludzie tam pracowali za zupę, a zostawali w gospodarstwie, ponieważ często były to osoby bezdomne, lubiące nadużywać alkoholu, które z tego powodu nie chciały korzystać z noclegowni ani ze schronisk.
     Małżonkowie z Annowa usłyszeli zarzuty nieludzkiego traktowania dwóch nielegalnie zatrudnionych na terenie swojego gospodarstwa rolnego mężczyzn, czego efektem było targnięcie się jednego z nich na życie. Sąd zadecydował o tymczasowym aresztowaniu 62-letniego mężczyzny, który już wcześniej pojawiał się w notatkach policyjnych. Jemu i jego żonie grozi kara więzienia na czas nie krótszy niż 3 lata. Obecnie w sprawie prowadzone jest śledztwo, które wykaże, czy gospodarze w podobny sposób traktowali jeszcze inne osoby. Przedmiotem śledztwa jest też udział w sprawie syna i synowej gospodarza. Policja sprawdzi, czy także oni mieli swój udział w nieludzkim traktowaniu pracowników lub czy o tym wiedzieli i nie zawiadomili żadnych służb. Obecnie nie zostały im jednak przedstawione żadne zarzuty.

Reklama

Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1284 (38/2016)




Zobacz także:


Zobacz także:



 

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 26/06/2025 10:08
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości