Reklama

Czarne chmury nad oskarżonym

Przesłuchani zostali kolejni świadkowie w sprawie o znęcanie się nad pracownikami przez gospodarzy w Annowie. Zeznawali sąsiedzi gospodarzy oraz ci, którzy obok Wojciecha H. handlowali na placu Piastowskim w Bydgoszczy. Jedna z kobiet zeznała, że Wojciech H. po wyjściu z aresztu tymczasowego groził jej.

Świadek Anna M. poinformowała sędziego, że Wojciech H. po wyjściu z aresztu tymczasowego groził jej mówiąc, że ma uważać, komu otwiera drzwi fot. Magdalena Kruszka

      PODCHODZILI ŁAGODNIEJ
     Przed Sądem Rejonowym w Szubinie toczy się proces w sprawie o znęcanie się nad pracownikami przez małżeństwo Marię i Wojciecha H. i i ich syna Patryka H. z Annowa. Przypomnijmy, że wcześniej oskarżeni zeznawali, że tylko pomagali bezdomnym mężczyznom oferując im pracę, dach nad głową i wyżywienie. Dwóch z pięciu poszkodowanych, którzy zeznawali w sprawie, nie byli konsekwentni w zeznaniach. Wcześniej podtrzymywali, że znęcano się nad nimi. Przed sądem łagodniej podchodzili do wydarzeń, jakie miały miejsce w gospodarstwie w Annowie, przyznawali się do alkoholizmu. Dwóch poszkodowanych już nie żyje. Na rozprawie 13 listopada zeznania miał złożyć piąty z pokrzywdzonych mężczyzn, jednak nie stawił się on przed sądem. Z oskarżonych stawił się tylko Wojciech H., który po poprzedniej rozprawie mógł opuścić areszt tymczasowy. Nie stawili się jego żona Maria i syn Patryk, który od ostatniej rozprawy także odpowiada z wolnej stopy.
      SĄSIEDZI
     Zeznania złożyli sąsiedzi Wojciecha H. Rolnik z Annowa Piotr D. mieszka w odległości około 1 km od oskarżonych, jednak nie utrzymywał z nimi kontaktów. Zdarzało się, że widział w gospodarstwie jakichś mężczyzn. Wcześniej zeznał, że państwo H. mają opinię uciążliwych i namolnych, i nikt z nimi nie chce się przyjaźnić. Podobnie zeznawał inny sąsiad, Zenon M., który jest sołtysem Władysławowa i Annowa, i którego pola sąsiadują bezpośrednio z posesją państwa H. Przyznał on, że widział na terenie gospodarstwa jednego lub dwóch innych mężczyzn, którzy czasami wykonywali jakieś czynności, ale o całej sprawie dowiedział się dopiero z mediów. Mężczyźni poruszali się w pełni swobodnie, nikt ich nie pilnował, choć czasem widać było przy nich domowników. Wcześniej nie dotarły do niego wieści o tym, żeby ktoś nad kimś się znęcał na terenie tej posesji. Także on wcześniej zeznał, że nikt z rodziną H. nie utrzymywał kontaktów. Stwierdził też, że nie wie, czy widziani przez niego mężczyźni byli pracownikami, bo na ich gospodarstwie nie ma co robić, skoro mają zaledwie 0,5 ha gruntów razem z budynkiem i trochę drobiu. Przyznał, że 5-6 lat temu był świadkiem w sprawie znęcania się nad pracownikami przez Wojciecha H. i Patryka H., ale nie znał żadnych okoliczności. Stwierdził, że nie wie także nic w sprawie znęcania się w ostatnim czasie nad pracownikami.
      KURY
     Oskarżony Wojciech H. pytał Zenona M., ile w jego ocenie zajęłoby karmienie 30 kur.
     - Panie H., sąd wie, bo sąd mieszka na wsi, ile czasu zajmuje karmienie kur i naprawdę nie musi mi pan ustami sołtysa przekazywać takich informacji - mówił sędzia Jacek Tadych. - To się idzie, rzuci się cztery garści i się wraca. Nie róbmy kina.
      PLAC PIASTOWSKI
     Zeznania tego dnia złożyły także dwie kobiety, które sprzedawały na placu Piastowskim razem z Wojciechem H. Sylwia Ch. ma kiosk w bezpośrednim sąsiedztwie stoiska Wojciecha H. Zeznała, że nie widziała, żeby ktoś z nim pracował na targowisku, lecz zawsze pracował tam sam. Wcześniej zeznała, że Wojciech H. był hałaśliwy i ciągle coś mówił albo śpiewał, ale nie słyszała, żeby kogoś wyzywał, komuś ubliżał lub kogoś bił.
     Tego dnia zeznawała też emerytka Anna M., która także pracowała na placu Piastowskim. Oskarżonego Wojciecha H. zna z widzenia, ale nie miała z nim żadnych zatargów. Widziała jednak, że pomagali mu przy pracy jacyś mężczyźni. Sąd odczytał jej wcześniejsze zeznania, w których powiedziała, że w rozmowach na placu Piastowskim wszyscy mówili, że Wojciech H. był arogancki i że miał podniesiony głos. Stwierdziła wówczas, że nie potrafi powiedzieć, jaki był i jak się zachowywał, bo nie zwracała na niego uwagi. Zeznała także, że nie zna żadnych sytuacji przemocy, bo nie była ich świadkiem i nie słyszała o nich opowiadań. Przed sądem podtrzymała te zeznania.
      GROŹBY I GRZYBY
     Postanowiła także dodać kilka zdań: - Po wyjściu pana z zakładu karnego, wrócił do pracy i nie wiem, czy nie wiedział, że ja nic do tej sprawy nie wnoszę, ale wyjątkowo uczepił się mnie, grożąc mi - powiedziała Anna M. - Zaczepiał moją córkę. Mówił, że jego adwokat zmiażdży mnie i że mam uważać, komu otwieram drzwi.
     Sędzia Jacek Tadych pytał, czy świadek poczuła się zagrożona. Kobieta potwierdziła i poinformowała, że złożyła zawiadomienie w tej sprawie na komendzie policji.
     Wojciech H. odparł, że zachowanie kobiety było spowodowane tym, że nie oddał jej swojego miejsca na targowisku.
     - Proszę pana, to nie jest przedmiotem tej sprawy - upominał sędzia Jacek Tadych i zwrócił się do mecenasa: - Są następne kłopoty, bo to nie jest tylko groźba, ale to jest wpływanie na zeznania świadka. Jeśli to będzie prowadzone, to czarne chmury są nad panem H.
     - To jest paranoja, co ta kobieta wymyśla, to jest chore - mówił na korytarzu do mecenasów oskarżony i tłumaczył, że ona sporadycznie sprzedaje grzyby i chciała zająć na targowisku jego stanowisko, na którym on sprzedaje codziennie i na które ma pozwolenie.
     KARA
     Sędzia postanowił nałożyć karę w wysokości 100 zł na świadków, którzy odebrali wezwanie do sądu, a nie stawili się w wyznaczonym dniu. Sprawa została odroczona do połowy stycznia.

Reklama

Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1344 (46/2017)




Zobacz także:


Zobacz także:

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 26/06/2025 09:55
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości